Bangladesz w porewolucyjnej rzeczywistości
Półtora roku po rewolucji społecznej w Bangladeszu odbyły się wybory parlamentarne. Wyłoniony w nich rząd będzie miał przed sobą trudne zadanie, bo uczestnicy protestów przeciwko premier Sheikh Hasinie nie zadowolą się powierzchownymi zmianami. Tymczasem zwycięska Nacjonalistyczna Partia Bangladeszu sama jest obciążona swoją przeszłością.
Bangladesz jest obecnie siódmym najludniejszym państwem świata. Uprawnionych do głosowania w czwartkowych wyborach było blisko 127 milionów osób, z czego pięć milionów mogło po raz pierwszy skorzystać ze swojego prawa wyborczego. Trzeba bowiem pamiętać, że bangladeska populacja jest jedną z najmłodszych na całym globie. Osoby w wieku od 18 do 17 lat to grupa licząca około 56 milionów osób.
Frekwencja wyniosła ostatecznie nieco ponad 59 proc. Zdecydowane zwycięstwo odniosła Nacjonalistyczna Partia Bangladeszu, która wraz ze swoimi sojusznikami zajmie 209 z 300 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym. Islamistyczna partia Jamaat-e-Islami będzie miała 68-osobową, a centrowa Narodowa Partia Obywatelska 6-osobową reprezentację w parlamencie.
Pozorny porządek
Obalenie Hasiny i jej ucieczka do Indii w sierpniu 2024 roku wiązała się z koniecznością szybkiego uporządkowania sytuacji w kraju. Tymczasowym premierem Bangladeszu został ekonomista Muhammad Yunus, laureat pokojowej Nagrody Nobla z 2006 roku, przyznanej mu za wspieranie rozwoju gospodarczego i oddolne budowanie dobrobytu.
Zarówno protestujący studenci, jak i wojskowi uznali, że Yunus będzie osobą cieszącą się powszechną akceptacją wśród bangladeskiego społeczeństwa. Półtora roku temu priorytetem było bowiem uspokojenie sytuacji w kraju. W niektórych jego regionach antyrządowe demonstracje zostały wykorzystane choćby do ataków na wyznawców hinduizmu, stanowiących liczącą kilkanaście milionów osób społeczność.
Później tymczasowy szef rządu zajął się przygotowaniami do nowych wyborów parlamentarnych. Yunus powołał Komisję ds. Reformy Konstytucyjnej, czyli organ mający przygotować zmiany w ustawie zasadniczej, którego utworzenia domagali się protestujący. W lipcu ubiegłego roku prawie trzydzieści partii działających w Bangladeszu podpisało z kolei „Kartę Lipcową”, zawierającą rekomendację w sprawie przeprowadzenia blisko trzydziestu reform politycznych i gospodarczych.
Kończący się właśnie okres rządów Yunusa jest różnie oceniany. Eksperci wypowiadający się niedawno dla telewizji Al-Dżazira twierdzą, że noblista otrzymał zbyt małe wsparcie od partii politycznych i samych obywateli. Uniemożliwiło mu to przeprowadzenie daleko idących reform. Z drugiej strony dzięki zmianom w wymiarze sprawiedliwości doprowadził on do osądzenia osób związanych z obozem Hasiny.
Minione czasy
Wśród ponad pięćdziesięciu partii ubiegających się o miejsca w parlamencie nie znalazła się Liga Awami. Ugrupowanie, które w przeszłości walczyło o niepodległość Bangladeszu, zostało zakazane w ubiegłym roku przez władze kraju. Nie może ono funkcjonować dopóki wyroku w jego sprawie nie ogłosi bangladeski Międzynarodowy Trybunał ds. Zbrodni.
W maju minionego roku w Bangladeszu odbywały się nawet protesty uliczne, których uczestnicy domagali się całkowitej delegalizacji Ligi Awami. Najbardziej zaangażowani w jej rozwiązanie byli liderzy Narodowej Partii Obywatelskiej. Powstała ona na fali antyrządowych protestów, stąd też jej działaczami są przede wszystkim studenci biorący udział w rewolcie przeciwko władzy Hasiny.
Obalona szefowa bangladeskiego rządu cały czas stara się aktywizować działaczy i sympatyków swojej partii, choć przebywa ona na wygnaniu w Indiach. Hasina pod koniec ubiegłego miesiąca wygłosiła przemówienie, w którym zarzucała tymczasowemu rządowi podporządkowanie się interesom zagranicznym oraz wzywała do odsunięcia go od władzy. Z przeprowadzonych badań wynika, że Liga Awami dalej cieszy się popularnością co dziesiątego mieszkańca Bangladeszu.
Część analityków wypowiadających się na temat wyborów w tym kraju uważa, że bez udziału tej partii nie są oni w pełni demokratyczne. Inni przypominają o represjach stosowanych przez rząd Ligi Awami wobec swoich przeciwników. Ugrupowanie rządzące Bangladeszem do 2024 roku było przez wiele lat oskarżane o zwalczanie opozycji i manipulowanie wyborami przeprowadzonymi pod jej rządami. W obecnym klimacie politycznym zwyczajnie ma nie być dla niej miejsca, ale zarazem w przyszłości może ona jeszcze powrócić z racji swojego zakorzenienia wśród bangladeskich elit i lokalnych społeczności w różnych częściach kraju.
Na razie działacze Ligi Awami, którzy półtora roku temu nie uciekli zagranicę, muszą liczyć się z sądowymi postępowaniami. Wspomniany trybunał zaocznie skazał już byłą premier na karę śmierci za zbrodnie popełnione w trakcie demonstracji z 2024 roku, podobnie jak byłego ministra spraw wewnętrznych Asaduzzamana Khana.
Porewolucyjna rywalizacja
Brak dotychczasowego głównego rywala spowodował, że w Bangladeszu zaostrzyła się konkurencja pomiędzy ugrupowaniami dotychczas znajdującymi się w opozycji. Poważna zmiana na tamtejszej scenie politycznej wiązała się zwłaszcza z pojawieniem się inicjatywy ruchu studenckiego. Wspomniana już Narodowa Partia Obywatelska kierowana przez Nahida Islama musiała bardzo szybko nauczyć się prawdziwej polityki.
Portal analityczny East Asia Forum zauważa, że ugrupowanie po serii porażek w wyborach uniwersyteckich zmieniło swoją strategię. Studenccy liderzy uświadomili sobie, iż nie osiągną sukcesu tylko z powodu swojego udziału w obaleniu Hasiny, dlatego musieli poszukać sobie sojuszników na dotychczasowej scenie partyjnej. Narodowa Partia Obywatelska startowała więc w wyborach do Zgromadzenia Narodowego razem z islamistyczną partią Jamaat-e-Islami oraz innymi prawicowymi ugrupowaniami.
Sojusz ten miał równoważyć wpływy Nacjonalistycznej Partii Bangladeszu, rządzącej krajem w latach 1979-1986 i 1991-1996 oraz współrządzącej nim w latach 2001-2008. Nacjonaliści mają już swój własny bagaż historyczny, na który składają się między innymi liczne oskarżenia o korupcję i nepotyzm. Dla części społeczeństwa nacjonaliści byli nie do zaakceptowania z powodu swojego świeckiego przekazu, sprzecznego z dążeniami radykalizujących się grup muzułmańskich.
Według serwisu Asia Times drugie życie w Nacjonalistyczną Partię Bangladeszu tchnął powrót jej lidera. Tarique Rahman, syn byłego prezydenta Ziaura Rahmana i byłej premier Khaledy Zii, wrócił do kraju po siedemnastu latach wygnania, na którym przebywał w związku z zarzutami o korupcję i pranie brudnych pieniędzy. Dzięki niemu nacjonaliści mieli odnieść spektakularne zwycięstwo w postaci zdobycia dwóch trzecich wszystkich mandatów.
Rahman, zdaniem bangladeskich komentatorów wypowiadających się dla stacji TRT World, przyjął w kampanii konfrontacyjny ton. Jego stosunek zwłaszcza do rywali z Jamaat-e-Islami miał wręcz przypominać retorykę Ligi Awami. Z tego powodu trudno uznać lidera Nacjonalistycznej Partii Bangladeszu za postać mogącą zjednoczyć podzielone obecnie społeczeństwo.
Szereg wyzwań
Aktualnie ciężko znaleźć państwo na świecie niezmagające się z problemem głębokich podziałów społecznych. Zwycięzcy wyborów w Bangladeszu będą tymczasem działali w jeszcze bardziej nieprzyjaznym środowisku, które ma za sobą głośną rewolucję społeczną. Stojące za obaleniem poprzednich władz „pokolenie Z” w związku z obaleniem Hasiny ma rozbudzone oczekiwania.
Pierwszym z głównych wyzwań nowych władz będzie wprowadzenie w życie programu zawartego we wspomnianej „Karcie Lipcowej”. Nacjonalistyczna Partia Bangladeszu dzień po wyborach zadeklarowała, że będzie realizować jej założenia, w zgodzie ze swoimi własnymi deklaracjami programowymi. Należy pamiętać, iż razem z wyborami parlamentarnymi przeprowadzono referendum w sprawie reform z „Karty Lipcowej”, stąd przynajmniej teoretycznie nacjonaliści są zobowiązani do wdrażania jej założeń.
Jednym z najważniejszych dokonań rządów Ligi Awami był dynamiczny wzrost gospodarczy, niezwykle ważny w kraju uznawanym za jedno z najbiedniejszych państw świata. Pod koniec urzędowania Hasiny rozwój wyraźnie jednak wyhamował. W kryzysie znalazł się zwłaszcza sektor odzieżowy, uważany powszechnie za koło zamachowe bangladeskiej gospodarki. Zwycięzcy wyborów w swoim przedwyborczym programie skupiali się na redystrybucji dóbr i na wspieraniu edukacji obywateli. Prorozwojowe działania partii Rahmana mają koncentrować się na cyfryzacji i deregulacji gospodarki, a więc standardowym obecnie postulacie w niemal każdym zakątku świata.
Najtrudniejsze wydaje się być spełnienie oczekiwań społecznych w zakresie walki z korupcją. Jak już wspomniano Nacjonalistyczna Partia Bangladeszu sama miała w przeszłości problem ze skandalami łapówkarskimi, gdy sprawowała władzę jeszcze przed nastaniem ery Ligi Awami. Jak zauważa brytyjski dziennik „The Guardian”, szef nacjonalistów przed dobrowolnym wygnaniem w Wielkiej Brytanii był określany mianem „symbolu kleptokratycznych rządów”.
Przynajmniej na początku może wystarczyć jedynie rozliczanie poprzednich władz. Liderzy Nacjonalistycznej Partii Bangladeszu zamierzają doprowadzić przede wszystkim do ekstradycji z Indii byłej premier. Hasina została już skazana zaocznie za zbrodnie przeciwko ludności podczas tłumienia antyrządowych protestów, ale czekają ją jeszcze kolejne procesy. Nowe władze w pewnym momencie poza igrzyskami będą jednak musiały dać społeczeństwu również chleb.
Maurycy Mietelski



Bangladesz w porewolucyjnej rzeczywistości
Thomas Massie – największy wewnętrzny wróg Donalda Trumpa
Wielki sukces po wielkich obietnicach
Najciemniejsza strona Bułgarii - oligarcha Delan Peewski