Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Dagmara Moskwa: Być kobietą w Iranie


25 styczeń 2010
A A A
Czador lub chusta i tunika. Długie luźne spodnie, buty na obcasach, tusz do rzęs i czerwona szminka. Być kobietą w Iranie nie jest łatwo. Dyskryminacja jest na porządku dziennym. W autobusach, metrze, sklepach i kinach. W domach, szkołach i urzędach. Wszędzie. Autorka tego tekstu coś o tym wie, sama tego doświadczyła.
Środek lata, temperatura sięga 50 stopni, na niebie żadnej chmurki… Cień w Iranie jest towarem deficytowym. Dodatkowo tradycyjny hałas i bród przechodzącego współczesną wersję rewolucji przemysłowej Teheranu. Samochody trąbią na siebie i na przechodniów, przejście przez ulicę graniczy z cudem. Gdyby się jednak dobrze rozejrzeć w całej tej mieszaninie ludzi, wyodrębnić można dwa typy irańskich kobiet. Pierwszy, to kobiety nie noszące czadorów, z mocnym makijażem, modną chustką na głowie i na wysokich szpilkach. Ciągle się spieszą, rozmawiają przez telefon, czytają gazetę. To irańskie bizneswomen, „kobiety wyzwolone”. Drugi typ to zasłaniające twarz kobiety w czarnych czadorach, które wychodzą z domów tylko w towarzystwie mężów lub ojców. Zamknięte w sobie, wystraszone. W Teheranie jest zdecydowanie więcej „kobiet wyzwolonych” niż na prowincji – mają tutaj łatwiej. Ze zmiennym powodzeniem próbują przełamać konserwatywne zasady islamskiego państwa.

Image
fot. mpietruszewski
Tradycyjne wzorce zakorzenione w zbiorowej świadomości Irańczyków stawiają kobietę na „innej”, żeby nie powiedzieć gorszej, pozycji. Powszechnie uważa się, że główną rolą kobiety jest rola matki, żony i córki. Mężczyzna natomiast powinien troszczyć się o finanse i bezpieczeństwo swojego domu, żony i najbliższej rodziny. swojej żony. Kobieta powinna chodzić do meczetu i uczestniczyć w modlitwach. Nie może przebywać na osobności z mężczyzną, który nie jest z nią spokrewniony. Nie wolno jej oddalić się samej dalej niż na 24 godziny drogi. Może zajmować się polityką, nie może jednak zajmować stanowisk kierowniczych. Istnieją od tego oczywiście wyjątki, jak na przykład Szirin Ebadi – jako pierwsza kobieta w historii Iranu była sędzią.

Zdaniem autorki, najlepszym przykładem ilustrującym dyskryminację kobiet w Teheranie są zasady poruszania się środkami transportu miejskiego. Wyobraźmy sobie następującą sytuację: w Teheranie zatrzymuje się przed nami autobus, wchodzimy do środka i co widzimy? Barierkę przechodzącą przez sam środek pojazdu. W ten sposób Irańczycy oddzielają część autobusu przeznaczoną dla kobiet od tej przeznaczonej dla mężczyzn. Kobiety mogą zająć miejsce w „części męskiej” tylko wówczas, gdy są w towarzystwie mężczyzny, który jest ich ojcem, bratem lub mężem. Uiszczenie opłaty za przejazd następuje po dotarciu do celu podróży. Po wyjściu z pojazdu (tylnymi lub środkowymi drzwiami) kobieta biegnie do drzwi przednich, aby kupić u kierowcy bilet. Dla europejskiego obserwatora przybiera to czasami formę wręcz komiczną. A i w metrze nie jest lepiej. Dla kobiet wydzielone są specjalne wagony „women only”. Obowiązują takie same zasady jak w autobusach. Kobieta może wejść do „męskiego” wagonu tylko w towarzystwie mężczyzny z nią spokrewnionym. Również w taksówkach reguły nie ulegają zmianom, kobieta nie może usiąść obok obcego mężczyzny. Podróżowanie nie jest więc dla kobiet rzeczą pozornie łatwą. Trzeba jednak przyznać, że radzą sobie całkiem nieźle. Buzineswomen mają często własne samochody, a i w środkach komunikacji miejskiej potrafią dostosować się do panujących zasad.

Bycie kobietą na prowincji jest trudniejsze od bycia nią w Teheranie. Poza stolicą ciężko jest spotkać nowocześnie ubraną dziewczynę. Na prowincji królują czadory. Konserwatyzm religijny jest tam dużo większy. Żadna kobieta nie pozwoli sobie na założenie przezroczystej chustki na włosy czy kolorowej tuniki. Taka tradycja, takie zasady.
 
Image
fot. mpietruszewski
Czym właściwie jest czador? Kawałkiem materiału zakrywającym całą sylwetkę kobiety? A hijab? Wersją czadoru „light’? Otóż nie tylko. Dla jednych są one tarczą chroniącą kobietę przed złem otaczającego świata, dla innych pętami uniemożliwiającymi normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Pewna młoda Iranka powiedziała mi kiedyś, że kocha swój czador i nigdy się z nim nie rozstaje. Dla niej upokorzeniem byłoby pokazanie się mężczyźnie z odsłoniętymi włosami czy ramionami. Naruszyłoby to jej niewinność. Koran zakazuje bowiem jakiekolwiek swobody seksualnej, a „nieodpowiedni” ubiór kobiet jest właśnie jej „rodzajem”. Młoda Iranka o tym wie. Została wychowana w taki sposób, że nigdy nie pomyślałaby nawet o zdjęciu czadoru w obecności obcego mężczyzny. Są w Iranie (i nie tylko) jednak kobiety, które czador czy hijab noszą z własnej woli. Nikt ich do tego nie zmusza. Dla nich ubiór jest znakiem wyróżniającym je od kobiet innych kręgów kulturowych.

Image
fot. mpietruszewski
Zachód nadaje często tradycyjnym strojom muzułmanek jednoznacznie negatywne znaczenie, uznaje je jako symbol represji i dyskryminacji. Jest to ocena nie zawsze słuszna. Muzułmańska chusta staje się coraz częściej wyrazem nie tylko przynależności religijnej, lecz także symbolem pewnej kultury. Noszona bez przymusu, przestaje być znakiem zacofania. Staje się sposobem wyrażenia siebie.

Stosunek islamu do kobiet ma charakter wielowymiarowy. Pozycja kobiety nie jest wyznaczana wyłącznie przez Koran i szariat, lecz w dużej mierze zależy także od społecznego tła danego kraju. Iran jest państwem mężczyzn, nie ma ku temu żadnych wątpliwości. Mężczyźni są jednak różni. Islamscy konserwatyści, liberalni ateiści i młodzi kosmopolici - „obywatele świata”. Każdy z nich ma inne podejście do kobiet. Przechadzając się ulicami Teheranu można zauważyć radykałów z długimi brodami oraz ich żony zasłonięte „od stóp do głowy” czarnymi czadorami. Można spotkać także młodych, uśmiechniętych mężczyzn rozmawiających z dziewczynami typu bizneswoman. Kontrast ogromny!

Zamieszki jakie wybuchły na ulicach Teheranu po wyborze na drugą kadencję prezydencką Mahmuda Ahmadineżada skupiły na Iranie uwagę całego świata.. Milicja użyła gazu łzawiącego, pałek, ostrej amunicji. Ludzie protestowali jednak nadal. W czasie jednej z manifestacji milicja zaczęła bić kobiety. Ludzie się wzburzyli, protest się zaognił. Dlaczego? Bo kobieta w Iranie jest święta. Pomimo spotykającej ją na każdym kroku dyskryminacji, każdy muzułmanin jest zobowiązany do darzenia jej szacunkiem. Kobieta jest bowiem symbolem piękna, nietykalności i wyjątkowości.

Obserwując irańskie bizneswoman, kobiety w czadorach, małe dziewczynki w chustach, starałam się zrozumieć ich uczucia i pragnienia. Nie było to łatwe. Iran jest światem zupełnie odmiennym od tego, który znam. Inne tradycje, inna kultura, inne konwenanse, inna też rola kobiety. Teraz mam wrażenie, że lepiej rozumiem o co One tak naprawdę walczą. Nie buntują się przeciwko przypisanym im rolom matek, córek i żon. Akceptują to i wcale się od tego nie odwracają. Pragną jednak czegoś więcej – możliwości samorealizacji w innych dziedzinach. Chcą się uczyć, pracować, robić karierę zawodową i naukową. A od państwa oczekują pomocy i zrozumienia.
 
 
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.