Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Świat Ameryka Południowa Opinie Polityka Fidesz w procesie diagnostycznym

Fidesz w procesie diagnostycznym


16 kwiecień 2026
A A A

Fidesz dotkliwie przegrał wybory parlamentarne na Węgrzech i po szesnastu latach będzie musiał oddać władze, ale nie zamierza przechodzić do defensywy. Za dwa tygodnie ugrupowanie ma rozpocząć swoją reorganizację, a Viktor Orbán ma już przecież doświadczenie związane z utratą rządów. Otwarte pozostaje pytanie, czy węgierska prawica potrafi trafnie zdiagnozować przyczyny swojej porażki.

Szef węgierskiego rządu w niedzielę uznał swoją przegraną i pogratulował zwycięstwa Péterowi Magyarowi, natomiast dzień później zwrócił się bezpośrednio do działaczy swojej partii i ponad 2,2 miliona swoich wyborców. Orbán zapowiedział, że za niecałe dwa tygodnie, podczas inauguracji nowej kadencji Zgromadzenia Narodowego, odbędzie się posiedzenie klubu parlamentarnego Fideszu. Ma ono rozpocząć proces reorganizacji ugrupowania, które chce zmobilizować swoich działaczy i wolontariuszy oraz zmienić sposób swojego działania na szczeblu ogólnokrajowym.

Nietrafiona kampania

Środowiska związane z węgierską prawicą od niedzielnego wieczoru wyborczego starają się zdiagnozować źródła jej porażki. Można pokusić się o stwierdzenie, że Fidesz wraz z koalicyjną Chrześcijańsko-Demokratyczną Partią Ludową (KDNP) ma w czym wybierać, jeśli zamierza rzeczywiście wyciągnąć wnioski ze swojej przegranej i z uzyskania większości konstytucyjnej przez Tiszę Magyara.

Wśród najczęściej pojawiających się opinii przeważa krytyka kształtu przedwyborczej kampanii. Analityk związanego z Fideszem Instytutu XXI wieku i influencer Dániel Deák powiedział popularnemu lewicowemu kanałowi Partizán, że sam wciągnięty w wir politycznej walki przeprowadzał niezbyt mądre ataki wymierzone w Magyara. W podobny sposób można zresztą opisać całą działalność kampanijnego sztabu największej partii węgierskiej prawicy.

Były poseł Fideszu György Csóti twierdzi na łamach tygodnika „Magyar Demokrata”, że kampania jego partii była zwyczajnie nudna i skupiała się niemal wyłącznie na atakowaniu Tiszy. Wprawdzie różnego rodzaju wydarzenia towarzyszące rywalizacji o głosy wyborców  były dobrze zorganizowane, tym niemniej jednowymiarowy przekaz ugrupowania zupełnie niweczył pracę większości sztabowców.

Na łamach tygodnika „Mandiner” analityk Mátyás Kohán stwierdził, że politycy i zwolennicy Fideszu żyli w równoległej rzeczywistości, wierząc sondażom dającym zwycięstwo ugrupowaniu. Jego zdaniem czujność prawicy uśpiła zdobyta przed czterema laty konstytucyjna większość, na którą po swojej trzeciej kadencji nie zasługiwała. Czwarta tego typu wygrana z rzędu sprawiła, że pogłębiła się przepaść między polityką rządzących i oczekiwaniami społeczeństwa.

Zużycie władzy

Źle prowadzona kampania nie jest jedynym wytłumaczeniem przegranej Fideszu i KDNP po szesnastu latach rządzenia, choć oczywiście jest ona pierwszą kwestią nasuwającą się na myśl krótko po zakończeniu samego głosowania. Kluczowe wydaje się być natomiast właśnie tak długi okres sprawowania władzy. Prawica stała się zwyczajnie grupą „tłustych kotów”, która nie ma żadnego pomysłu na dalsze rządzenie oraz irytuje nawet własnych wyborców swoją arogancją.

W ten sposób porażkę swojej partii diagnozuje chociażby ministerialna komisarz ds. badań kosmicznych Orsolya Ferencz, która sama nie weszła do parlamentu z jednomandatowego okręgu wyborczego. Polityk prawicy powiedziała portalowi Index.hu, że wielu przedstawicieli jej własnego obozu „zastąpiło pieniędzmi i hipokryzją chrześcijaństwo, moralność, talent i patriotyzm”, a także „porzuciło profesjonalizm na rzecz przemoc i pustych słów”.

Redaktor naczelny kwartalnika „Kommentár” i dyrektor Muzeum Terroru w Budapeszcie, Márton Békés, postrzega porażkę Fideszu i KDNP jako skutek „złej oceny społeczeństwa”, w tym za niezrozumienie oczekiwań klasy średniej. W wywiadzie dla opozycyjnego portalu 24.hu dodał on, że w przedwyborczej kampanii tylko obóz Magyara w prawidłowy sposób zinterpretował rzeczywistość.

Dla szefa tygodnika „Magyar Demokrata” Andrása Bencsika odpowiedzialny za porażkę jego sam ustępujący premier. Bencsik zamiast rozwinąć swoją krytykę Orbána chwali go za podjęcie walki, a następnie skupia się na zagrożeniach związanych z objęciem władzy przez Magyara. Prawicowy publicysta postrzega zwycięstwo Tiszy głównie za efekt chęci dokonania jakiejkolwiek zmiany przez społeczeństwo, która w jego opinii ostatecznie skończy się powrotem zwłaszcza młodych ludzi do Fideszu.

Zmiana przywództwa?

Poglądy Bencsika na temat zewnętrznych przyczyn porażki, w postaci zablokowania funduszy unijnych przez Komisję Europejską i działań Ukrainy wobec rurociągu „Przyjaźń”, nie są odosobnione wśród konserwatywnych komentatorów. W podobny sposób klęskę Fideszu i KDNP tłumaczy redaktor naczelny dziennika „Magyar Nemzet”, László Néző. Jego zdaniem wyborcy nie docenili dotychczasowych rządów prawicy, wybierając ruch polityczny nie mający konkretnych rozwiązań krajowych problemów.

Szef prorządowej gazety uważa zarazem, że wartości wyznawane przez Fidesz będą nadal obecne wśród społeczeństwa, gdy w przyszłości nikt nie będzie już nawet pamiętał o Tiszy. Kwestia przyszłości także przewija się w rozważaniach na temat przyszłości węgierskiej prawicy. Powrotu Fideszu i KDNP do władzy z wyżej wymienionych powodów nie wyklucza Gergely Rajnai, który na łamach umiarkowanie prorządowego portalu Index.hu przypomina, że wiele ugrupowań - choćby szwedzkich socjaldemokratów i japońskich konserwatystów - również składano do grobu, gdy po wielu latach utraciły one władze. Ostatecznie po kilku latach ponownie wracały one do rządzenia, a podobne doświadczenia na samych Węgrzech mieli postkomuniści.

Jak jednak zauważa Rajnai, dawni węgierscy komuniści objęli ponownie władzę, bo doszło wśród nich do wymiany liderów. Pojawia się tym samym pytanie, czy Fidesz również byłby w stanie wykreować nowych przywódców. Zmiana na stanowisku lidera byłaby prawdziwą rewolucją, bo Orbán stoi na czele partii od prawie czterech dekad, a zwłaszcza w ostatnim okresie rządzenia był jej właściwie jedyną twarzą. Z drugiej strony dla odrodzenia prawicy może zwyczajnie nie być innej drogi, ponieważ odrzucony przez Węgrów system jest powszechnie kojarzony z samą osobą ustępującego premiera.

Głosy o zmianie władzy w Fideszu pojawiają się na razie rzadko. Wprost o możliwości zmiany przewodniczącego ugrupowania mówi głównie burmistrz Székesfehérváru, András   Cser-Palkovics. Konserwatywny samorządowiec powiedział kanałowi Partizán, że tylko odnowiona partia może zachować jedność całej prawicowej wspólnoty, a przede wszystkim odzyskać zaufanie społeczeństwa, obecnie wrogo nastawionego do Fideszu. Dotychczasowa historia ugrupowania pokazuje natomiast, że jest ono w stanie odrodzić się bez zmian personalnych, zmieniając za to swój model organizacyjny i sposób komunikacji ze społeczeństwem. W chwili obecnej trudno jednak wyrokować, czy historia także w tym wypadku może się powtórzyć.

Maurycy Mietelski

fot. Elekes Andor / Wikimedia Commons (CC BY 4.0)