Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Liban między pokojem z Izraelem i wojną domową


17 kwiecień 2026
A A A

Libańscy uchodźcy dzięki zawieszeniu broni z Izraelem powoli powracają do swoich domów na południu kraju. Przerwanie walk między Siłami Obronnymi Izraela i Hezbollahem nie kończy jednak problemów podzielonego religijnie oraz politycznie państwa. Rozbrojenie proirańskiego ugrupowania może wywołać wojnę domową, podobnie jak próba nawiązania oficjalnych relacji z Izraelem.

Sprawa zawieszenia broni w Libanie niemal nie doprowadziła do szybkiego końca porozumienia między Stanami Zjednoczonymi i Iranem. Obie strony zupełnie inaczej interpretowały umowę zawartą ósmego kwietnia, tak jak pośredniczący w rozmowach Pakistan. Teheran i Islamabad przekonywały, że zawieszenie broni obejmuje też wstrzymanie ofensywy Tel Awiwu przeciwko Bejrutowi, ale odmienne zdanie na ten temat miał Waszyngton.

Ostatecznie izraelska armia przerwała swoje ataki na mocy zawartego w czwartek (16.04) rozejmu. Wiadomo, że potrwa on dziesięć dni i według Departamentu Stanu USA ma umożliwić przeprowadzenie bezpośrednich negocjacji pomiędzy Izraelem i Libanem. Premier Izraela Benjamin Netanjahu po ogłoszeniu porozumienia zapowiedział, że jego armia nie wycofa się z zajętych przez siebie terenów południowego Libanu. Hezbollah oczekuje z kolei zakazu przemieszczania się izraelskich wojsk. Dokładna treść umowy o zawieszeniu broni nie jest natomiast znana.

Nieudane rozbrojenie

Izrael przez prawie półtora miesiąca systematycznie niszczył obiekty znajdujące się praktycznie na całym terytorium Libanu. Jego głównym celem były regiony południowego Libanu, południowych przedmieść stolicy tego kraju oraz Doliny Beeka. Wszystkie te miejsca są uznawane za bastiony Partii Boga, bo są zamieszkiwane w większości przez wyznawców szyickiego odłamu islamu. Najcięższe bezpośrednie walki między Siłami Obronnymi Izraela i Hezbollahem miały oczywiście miejsce na izraelsko-libańskiej granicy.

Głównym celem interwencji ze strony izraelskiego wojska było właśnie rozbrojenie libańskich szyitów. Izrael postrzega ugrupowanie jako proxy Iranu, który od lat wspiera Hezbollah finansowo i militarnie. Izraelscy politycy uważają jego rozbrojenie za kluczowe z punktu widzenia bezpieczeństwa północnej części ich państwa. Ostatnie lata pokazały zresztą, że Partia Boga posiada potencjał rakietowy pozwalający na atakowanie celów znajdujących się na całym terytorium Izraela.

Hezbollah oczywiście nie zamierza pozbywać się swojego potencjału militarnego, będącego jego największą kartą przetargową w polityce wewnętrznej i zewnętrznej. Co więcej, według analizy opublikowanej w marcu przez agencję Reuters, libańscy szyici od czasu poprzedniej wojny z Izraelem z jesieni 2024 roku szybko odbudowali swoje zasoby wojskowe, otrzymując bezpośrednie wsparcie od dowódców irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Libańskie Siły Zbrojne, mimo decyzji rządu w Bejrucie, nie podjęły nawet próby rozbrojenia Hezbollahu. Ich dowódca Rodolf Hajkal nie chce wykonywać rozkazów premiera Nawafa Salama dotyczących pozbawienia Partii Boga broni i rakiet, a poza tym może zwyczajnie nie posiadać odpowiedniej siły, żeby tego dokonać. Oficjalnie zaś Hajkal za swój priorytet uznał „utrzymanie jedności narodu”. Trzeba zresztą pamiętać, że najważniejsza organizacja libańskich szyitów ma swoich ministrów w rządzie Salama.

Przełomowe rozmowy

Porozumienie o zawieszeniu broni między Izraelem i Libanem udało się osiągnąć mimo początkowego fiaska rozmów pomiędzy ambasadorami obu państw, którzy we wtorek (14.04) spotkali się ze sobą w stolicy Stanów Zjednoczonych. Sam fakt spotkania był jednak swego rodzaju przełomem, ponieważ był to pierwszy bezpośredni kontakt dyplomatów z obu państw od 1993 roku. Liban formalnie pozostaje w stanie wojny z Izraelem od konfliktu izraelsko-arabskiego z 1948 roku.

Amerykanie liczą na to, że rozmowy prowadzone w czasie dziesięciodniowego rozejmu będą dotyczyć nie tylko długoterminowego pokoju, a także rozbrojenia Hezbollahu. Waszyngton chce osłabić Partię Boga jako jeden z elementów regionalnej polityki Teheranu, dlatego naciska od wielu miesięcy na jej rozbrojenie. Z tego samego powodu USA są zainteresowane normalizacją relacji pomiędzy Libanem i Izraelem.

Zwolennikami nawiązania kontaktów z izraelskimi władzami są zarówno premier Salam, jak i prezydent Libanu Joseph Aoun. Libańska głowa państwa postrzega negocjacje za krok do całkowitego zakończenia „cierpień narodu libańskiego”. W niedawnym oświadczeniu Aoun zapowiedział, że po zakończeniu walk władze w Bejrucie będą dążyły do ustanowienia monopolu państwa na posiadanie broni.

Potencjalna normalizacja izraelsko-libańskich relacji nie jest uznawana przez amerykańskie władze za sprawę szybką do zrealizowania. Sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział wprost, że istnieje „historyczna szansa” na porozumienie między oboma bliskowschodnimi państwami, ale regionalna polityka jest dużo bardziej skomplikowana, zaś Tel Awiw i Bejrut dzieli przecież kilkadziesiąt lat trudnej historii.

Silny sprzeciw

Normalizacji relacji z Izraelem sprzeciwiają się krytycy polityki prowadzonej przez Aouna i Salama. Hezbollah wraz z sojuszniczym Amalem postrzegają wszelkie bezpośrednie rozmowy z Izraelem za paktowanie z wrogiem, który nigdy nie dotrzymuje zawieranych przez siebie umów. Przede wszystkim oba szyickie ugrupowania uznają swoją walkę z izraelskim państwem za część tożsamości libańskiego „ruchu oporu”.

Sceptycznie do pertraktacji pomiędzy Bejrutem i Tel Awiwem odnosi się także część ośrodków analitycznych zajmujących się Bliskim Wschodem. Dla amerykańskiego Carnegie Endowment for International Peace, rozmowy stawiają Liban w centrum walki o regionalne wpływy pomiędzy Izraelem i Iranem. Jeden z doradców najwyższego duchowego przywódcy Iranu otwarcie skrytykował szefa libańskiego rządu, przypominając Salamowi o konieczności uwzględnienia stanowiska Hezbollahu. Z przejściem Libanu pod dominację Izraela, bo tym zdaniem think tanku zakończyłaby się normalizacja wzajemnych relacji, nie pogodziłaby się również Turcja.

Nade wszystko porozumienie wykraczające poza przerwanie ataków Izraela na Liban nie zostałoby zaakceptowane przez część Libańczyków. Przeciwnikami polityki prowadzonej przez Izrael są nie tylko dwa wspomniane szyickie ugrupowania, lecz także ich chrześcijańscy i sunniccy sojusznicy. Sama próba rozbrojenia Partii Boga wiązałaby się najprawdopodobniej z wewnętrznymi walkami, mogącymi przerodzić się ostatecznie w wojnę domową.

W całej tej układance nie można zapominać oczywiście o samym Izraelu. Zdaniem ekspertów Chatham House władze w Tel Awiwie muszą przyjąć do wiadomości, że prowadzą negocjacje z najbardziej kompromisowym z ich punktu widzenia rządem w Bejrucie. Z drugiej strony same władze Libanu powinny wykonać szereg gestów (na czele z rozpoczęciem rozbrojenia Hezbollahu), żeby przekonać do siebie Izrael. Nieco inaczej na ten problem patrzy Carnegie Endowment for International Peace, która to instytucja uważa, że to Izrael musiałby zaproponować bardziej kompromisowe rozwiązania, wytrącające z ręki argumenty libańskim przeciwnikom porozumienia z izraelskim rządem.

Libańscy szyici uznali samo zawieszenie broni za swój sukces. Hezbollah przez cały okres konfliktu przedstawiał go jako zwycięstwo, ponieważ stawiał opór Siłom Obronnym Izraela na lądzie i powstrzymał izraelską armię przed wtargnięciem w głąb terytorium kraju. Ugrupowanie zagroziło ponadto „pociągnięciem za spust” jeśli Izraelczycy naruszą rozejm. Teraz wszystko będzie zależeć od rozmów prowadzonych pod auspicjami Stanów Zjednoczonych, które chcąc zakończyć obecną wojnę będą musiały przekonać obie strony do rozsądnych kompromisów.

Maurycy Mietelski

fot. Megaphone / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)