Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Magdalena Górnicka: Kongresmenka, szef NSC i "spisek gdański"


31 sierpień 2009
A A A

Obecność szefa NSC, Jamesa Jonesa, miała zatrzeć złe wrażenie po początkowym desygnowaniu na szefa misji byłego sekretarza obrony, Williama Perry'ego.

Jones, zajmujący ważne stanowisko w rządzie Baracka Obamy (biorąc pod uwagę rzeczywiste uprawnienia - szef NSC zdecydowanie góruje pod tym względem nad wiceprezydentem), to symbol tego, że obecna administracja amerykańska nie zapomniała tak całkowicie o Polsce. Oczywiście, zarówno polskie władze, jak i opinia publiczna, wolałyby aby do Gdańska przybył sam prezydent Obama, albo przynajmniej Hillary Clinton. Joe Biden też byłby mile widziany.

Nikt jednak nie spodziewał się delegowania osoby nie pełniącej obecnie żadnej rządowej funkcji jako oficjalnego przedstawiciela USA w misji do kraju sojuszniczego. Przypomnijmy, że misja byłego prezydenta, Billa Clintona, do kraju, z którym USA nie utrzymują stosunków dyplomatycznych, była nazwana "prywatną inicjatywą humanitarną".Szykował się dyplomatyczny skandal - w tej dziedzinie nie ma bowiem gestów bez znaczenia.

Sytuację uratowała, niezależnie od pohukujących urażonych polskich władz i mediów, demokratyczna kongresmenka, Marcy Kaptur. Podczas wizyty w Polsce Kaptur otwarcie stwierdziła, że "wstydzi się za swój rząd", który uroczystości w Gdańsku niemalże zignorował. W ostatniej chwili Biały Dom postanowił podwyższyć znaczenie misji specjalnej związanej z obchodami w Gdańsku. Nie bez znaczenia jest też zapewne głos Kaptur w Kongresie przy okazji reformy służby zdrowia usilnie promowanej przez prezydenta Baracka Obamę.

Kaptur, przeciwniczka aborcji, wielokrotnie publicznie przekonywała, że proponowane przez prezydenta rozwiązania nie doprowadzą do masowych aborcji przeprowadzanych "za pieniądze podatników" - oprócz kwestii eutanazji i doradztwa związanego z opieką paliatywną dla weteranów, sprawa "aborcji finansowanych z podatków" wchodziła w skład kontrowersyjnych "paneli śmierci" - sztandarowego hasła prawicowców niesprzyjających Obamie. Chociaż wydaje się, że "panele śmierci" - ostatecznie zredukowane do hasła eutanazji, zostały do pewnego stopnia zdyskredytowane w mediach, w lokalnych amerykańskich społecznościach ciągle są podnoszone jako argument przeciwko reformie systemu służby zdrowia.Kaptur, jako kongresmenka, a więc bezpośrednia reprezentantka takiej właśnie lokalnej społeczności, wydaje się dobrym obrońcą tej ważnej dla rządu Baracka Obamy reformy na poziomie lokalnym - na poziomie "prawdziwej Ameryki".

Marcy Kaptur w przeszłości bardzo aktywnie działała na rzecz pamięci o II wojnie światowej. Na przełomie lat 80. i 90. Kaptur trzykrotnie próbowała doprowadzić do uchwalenia przez Kongres ustawę dotyczącą tej kwestii - World War II Memorial Act.

Czwarta próba - z 1993 roku - okazała się skuteczna: ustawa została przyjęta i podpisana przez prezydenta Billa Clintona. Monument upamiętniający Amerykanów walczących w II wojnie światowej został odsłonięty w 2004 roku. Składa się on z 56 filarów otaczających plac z umiejscowioną pośrodku fontanną i znajduje się na National Mall w Waszyngtonie.

Nicolaus Mills w swojej książce opisującej walkę o powstanie monumentu upamiętniającego udział Amerykanów w II wojnie światowej (Their last battle: the fight for the national World War II memorial), przywołuje rozmowę Marcy Kaptur z weteranem II wojny światowej, Rogerem Durbinem który był pomysłodawcą i inicjatorem całego przedsięwzięcia. Durbin zapytał Kaptur dlaczego, jej zdaniem, w Waszyngtonie nie ma miejsca poświęconego II wojnie światowej.

Kongresmenka - zaskoczona w pierwszej chwili - przytomnie odparła, że owszem, jest - pomnik Iwo Jimy. Roger Durbin przypomniał, że ów monumentalny pomnik poświęcony jest tylko piechocie morskiej - w końcu jego oficjalna nazwa to Marine Corps War Memorial.

Ówczesna odpowiedź Marcy Kaptur - późniejszej przecież najgorętszej zwolenniczki krzewienia pamięci o II wojnie światowej - pokazuje amerykańską tendencję do uogólniania - przynajmniej na poziomie najwyższych władz USA. Alexis de Tocqueville twierdził, że Amerykanie nie potrafią operować pojęciami ogólnymi - jednak żeby Unia przetrwała, pewne pojęcia szczegółowe musiały zostać transponowane na poziom ogólnonarodowy.

Tak jest wygodnie - zarówno dla władz federalnych, jak i dla bezpośrednio zainteresowanych, twórców danego pojęcia, którzy czują się dowartościowani.Dopóki nie pojawią się konkurencyjne pojęcia szczegółowe, tworzone i głoszone oddolnie, dopóty "góra" nie czuje potrzeby zakłócania delikatnej równowagi i tworzenia podziałów poprzez naruszanie status quo.

Z takiego typu kultury politycznej wyewoluowały unikatowe w skali światowej różnorakie grupy lobbujące na rzecz własnych "pojęć szczegółowych" walczących o miejsce tego "ogólnego".

Nie od dziś wiadomo, że polskie lobby w Waszyngtonie praktycznie nie istnieje - trudno więc oczekiwać wymiernych rezultatów bez podejmowania działań i czekania z założonymi rękoma, aż amerykańska "góra" przypomni sobie o interesach Polski. Nie ma co na to liczyć - nie przypomni sobie - przynajmniej dopóki te interesy nie będą tożsame z interesami USA.

Niewielki odprysk takiego mechanizmu mogliśmy obserwować przy okazji udziału Marcy Kaptur w sprawie amerykańskiej delegacji na gdańskie uroczystości.

Pewnie gdyby Kaptur była wpływową Republikanką, do Gdańska zawitałby sam Barack Obama.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.