Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Stanisław Sadkiewicz: Kult demokracji


29 listopad 2009
A A A

Zamieszanie wokół niedawnych wyborów prezydenckich w Afganistanie jest kolejnym dowodem na to, że amerykańskie próby wprowadzenia demokracji w tym kraju są nie tylko nierealne, ale także zupełnie niepotrzebne.

Na liście priorytetów powinny być daleko za zapewnieniem w tym kraju choćby względnej stabilizacji, odzyskaniem kontroli nad zajętymi przez talibów prowincjami i próbami wydźwignięcia kraju z biedy i zacofania. Niestety, międzynarodowa koalicja pod przewodnictwem USA zamiast skupić się na tych zadaniach woli przy nakładzie ogromnych sił i środków organizować wybory prezydenta, którego rola ogranicza się do przyjmowania defilad wojskowych i bycia celem zamachów.

Świat Zachodu od dawna żyje w przekonaniu, że demokracja jest systemem nie tylko najdoskonalszym, ale wręcz jedynie słusznym i stanowi panaceum na wszelkie problemy - jeśli mamy demokrację to mamy i pokój, i bogactwo i powszechną szczęśliwość. Tymczasem ciąg przyczynowo skutkowy jest dokładnie odwrotny: stabilizacja, poczucie bezpieczeństwa i dobrobyt sprzyjają powstawaniu demokracji, która – co istotne – powinna wyrastać z dołu, powstawać z autentycznej społecznej potrzeby, nie zaś w wyniku decyzji obcych mocarstw. Samo zorganizowanie rytuału wrzucania kartek do urn nie przekształci wciąż żyjącego w strukturach feudalno-plemiennych narodu w społeczeństwo obywatelskie.

Czym się kończą takie próby narzucania demokracji na siłę społeczeństwom zupełnie na to nieprzygotowanym można było się wielokrotnie przekonać – choćby na przykładzie krajów byłego obozu socjalistycznego (w tym i Polski), które niemal z dnia na dzień spod komunistycznej dyktatury przeszły na systemy, które tylko przy ogromnej dozie dobrej woli można uznać za sprawnie działające demokracje. A przecież nasz kraj był w 1989 roku w sytuacji nieporównanie lepszej niż zrujnowany dekadami wojen i zamieszkany przez wiele skonfliktowanych ze sobą plemion Afganistan.

Tymczasem Stany Zjednoczone postawiły sobie za punkt honoru demokrację w Afganistanie wprowadzić - czy to z autentycznej wiary w jej magiczną moc, czy też uznając to za jedyny sposób na przekonanie do swojej obecności w tym kraju opinii publicznej, ciężko stwierdzić; ważne, że robią to w sposób najgorszy z możliwych. Podejrzenia o oszustwa wyborcze, zakwestionowanie wyniku wyborów przez obserwatorów ONZ-u i w końcu rezygnacja z kandydowania Abdullaha Abdullaha – wszystko to sprawia wrażenie, że Stany Zjednoczone są jak najbardziej za demokracją i wolnością wyboru, jednakże pod warunkiem, że wygrywają politycy dla nich wygodni. Ciekawe, co by się stało, gdyby naród afgański – czysto teoretycznie, bo nikt mu nigdy możliwości takiego wyboru nie da – opowiedział się za przywróceniem szariatu lub powrotem talibów do władzy?

Wszystko to jest o tyle dziwne, że Stany Zjednoczone mają w swojej historii doświadczenie, z którego mogłyby korzystać również w sprawie Afganistanu; doświadczenie w przekształceniu zacofanego, zrujnowanego wojną i przez stulecia autokratycznie rządzonego kraju w państwo demokratyczne i prawdziwego gospodarczego tygrysa. I obeszło się bez żadnych zabaw we wprowadzanie demokracji na siłę; US Army stała tylko na straży niepodległości i stabilizacji kraju, demokracja przyszła później wraz z rozwojem gospodarki.

Mowa tu oczywiście o Korei Południowej. Proces narodzin demokracji w tym kraju trwał ponad trzydzieści lat - od zakończenia wojny koreańskiej do późnych lat 80. Przez ten czas Korea Południowa nie była może wzorem wolności i praworządności, ale wystarczy zerknąć na jej północnego sąsiada, by przekonać się o ile mogło być gorzej i że strategia wybrana przez USA była z pewnością jedną z najlepszych.

Czemu nie zastosowano tej samej strategii w Afganistanie, ciężko stwierdzić; być może zadecydował tu ów irracjonalny, bałwochwalczy kult demokracji, tak żywy w świecie Zachodu. Wydaje się jednak rozsądne, by przed organizowaniem wyborów zagwarantować, by nikt biorącym w nich udział obywatelom nie odrąbywał rąk, co było standardową karą nałożoną przez talibów na tych, którzy odważyli się pójść do urn. Bez tego demokracja afgańska nadal będzie tylko zasłoną dymną dla amerykańskich działań w tym kraju.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.

Zobacz także tego autora