Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Styl Film Przyjeżdża orkiestra - recenzja

Przyjeżdża orkiestra - recenzja


25 listopad 2008
A A A

Historia niby zwyczajna. Oto policyjna orkiestra z jednego kraju, przyjeżdża do sąsiedniego z koncertem. Tyle, że gdy wspomniana orkiestra pochodzi z Egiptu, a kraj docelowy to Izrael, sytuacja już nie jest przeciętna.
 

ImagePrzypomnijmy: Izrael od początku swojego istnienia toczył wojny z państwami arabskimi, na których czele stał zwykle Egipt – najsilniejszy z sąsiadów Izraela. Dosyć popularne izraelskie przysłowie mówi: ,,Nie ma wojny bez Egiptu, nie ma pokoju bez Syrii”. Gdy w 1979 roku, oba kraje podpisały traktat pokojowy (nagrodzony pokojowym noblem), nikt już z sąsiadów Izraela nie odważył się zaatakować państwo żydowskie. Jednakże, pomimo dyplomatycznej poprawności na szczeblu rządowym, społeczna niechęć i uprzedzenia pomiędzy Izraelczykami (Żydami) a Egipcjanami (Arabami) wciąż są odczuwalne.

I oto zjawia się Policyjna Orkiestra z Aleksandrii by zagrać koncert dla Żydów. Tyle, że zamiast trafić do położonej niedaleko Tel Awiwu, sporej jak na Izrael, dwustutysięcznej Petah Tikwy, muzycy przez przypadek docierają do… Beit Hatikwy, zapadłej dziury (lub jak mówi jeden z mieszkańców tej miejscowości ,,cholernego zadupia”), pośrodku pustyni Negew. Mało tego, okazuje się, iż już w tym dniu, nie ma możliwości wydostania się z tej praktycznie wyludnionej miejscowości, więc ośmioosobowa orkiestra jest zmuszona spędzić tu noc. A nie jest to łatwe, zważywszy na fakt, iż nie ma tu żadnego hotelu. Z pomocą przychodzi właścicielka niewielkiej restauracji, która oferuje nocleg u siebie i swoich znajomych. Członkowie orkiestry muszą więc spędzić sporo czasu z pozornie obcymi (by nie powiedzieć wrogimi) ludźmi…

W tym skromnym filmie, nie ma zbędnego patosu i moralizatorstwa. Nie ma polityki, ekumenizmu i nawoływania do pojednania. Ani razu nie padają słowa ,,Żyd”, ,,pokój” czy ,,wojna”. Są za to ludzie. Ich problemy, kompleksy, rozczarowania, tęsknoty i nadzieje. A te nie mają przecież narodowości. Bohaterowie tej opowieści, aby się porozumieć muszą używać języka angielskiego, jednak gdy młody, zakompleksiony Izraelczyk, pyta się jednego z członków egipskiej orkiestry, jak to jest być z kobietą, ten mu odpowiada, ale po… arabsku. Piękna to scena, gdy pomimo tego, że Izraelczyk nie zna arabskiego, to sprawia wrażenie, iż pojął uczucia zawarte w wypowiedzi doświadczonego seksualnie muzyka.

Inna znamienna rzecz. Pod koniec filmu, izraelska właścicielka restauracji zwierza się szefowi orkiestry, iż jak była mała, w telewizji często leciały filmy arabskie. W każde piątkowe popołudnie, ulice Izraela pustoszały, właśnie przez filmy arabskie. Ona, jej matka i siostra, oglądając te filmy roniły rzewne łzy. Wszystkie na zabój zakochały się w Omarze Sharifie. Wszystkie żyją tą miłością… Nie po raz pierwszy okazuje się, iż to co łączy ludzi różnych kultur i przełamuje stereotypy, to uczucia, osobiste niepowodzenia i tęsknoty za odmianą losu. Jakże banalne ale jakże autentyczne.

Ten oszczędny, ciepły, melancholijny ale nie pozbawiony humoru debiutancki film, zdobył już liczne nagrody, między innymi nagrodę publiczności na 23. Warszawskim Festiwalu Filmowym. Co ciekawe, obraz nie został przyjęty jako kandydat do Oscara w kategorii film zagraniczny, z powodu tego, iż zbyt duża cześć dialogów odbywa się po angielsku. Zupełny absurd.

I ostatnia rzecz. Nazwę wymyślonej na potrzeby filmu, niewielkiej miejscowości Beit Hatikwa, można przetłumaczyć jako ,,Dom nadziei”. Dodajmy, nadziei nie tylko na zrozumienie innej kultury, ale – a może przede wszystkim – nadziei na odmianę losu. Prawdziwie ludzkiego.


,,Przyjeżdża orkiestra” (Bikur Ha-Tizmoret). Izrael, Francja, USA 2007.
Reż. Erin Kolirin.
Scen. Erin Kolirin.
Występują: Sasson Gabai, Ronit Elkabetz, Saleh Bakri i in.