Epitafium dla węgierskiej lewicy
Popularność partii Petera Magyara spowodowała, że lewica może w ogóle nie znaleźć się w parlamencie Węgier. Koalicja Demokratyczna w większości sondaży znajduje się pod progiem wyborczym, a pozostałe ugrupowania nawet nie wystawiają swoich list w niedzielnych wyborach do Zgromadzenia Narodowego.
Cała kampania poprzedzająca węgierskie wybory skupiła się na prostym wyborze pomiędzy Partią Szacunku i Wolności (TISZA) kierowaną przez Magyara i Fideszem premiera Viktora Orbána. Poza tymi dwoma ugrupowaniami swoje listy ogólnokrajowe wystawiły tylko socjalliberalna Koalicja Demokratyczna (DK), nacjonalistyczny Ruch „Nasza Ojczyzna” (MHM) i satyryczna Węgierska Partia Psa o Dwóch Ogonach (MKKP). Oprócz nich kilka partii oraz komitetów wystawiło zaś swoich kandydatów w jednomandatowych okręgach wyborczych.
Wycofani
Spośród ugrupowań szeroko pojętego obozu lewicowo-liberalnego jedynym, które było w stanie zebrać odpowiednie poparcie, żeby wystawić listę krajową jest DK pod przywództwem byłej wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego Kláry Dobrev. Według sondaży partia założona prawie piętnaście lat temu przez byłego premiera Ferenca Gyurcsány’a (notabene byłego już męża Dobrev) jeszcze kilka tygodni temu balansowała na granicy progu wyborczego, natomiast w ostatnich badaniach już go nie przekracza.
Patrząc na sytuację pozostałych lewicowych ugrupowań już sam start DK jest sukcesem. Węgierska Partia Socjalistyczna (MSZP) przez długi czas zaprzeczała medialnym doniesieniom o swojej rezygnacji z walki o miejsca w parlamencie, ale ostatecznie pod koniec lutego potwierdziła pojawiające się informacje o jej rezygnacji ze startu w wyborach. Postkomuniści po zmianie ustroju w 1989 roku rządzili Węgrami przez łącznie dwanaście lat, lecz ujawnienie słynnych nagrań z udziałem Gyurcsány’a w 2006 roku doprowadziło MSZP do dosłownego upadku.
Kilka tygodni wcześniej podobną decyzję podjęły partie Polityka Może Być Inna – Węgierska Partia Zielonych (LMP) oraz powstały w wyniku rozłamu w LMP Dialog – Partia Zielonych (PM). Oba ugrupowania uzasadniły swoją decyzję koniecznością odsunięcia od władzy koalicji Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej (KDNP), która ich zdaniem dąży do ustanowienia autokratycznych rządów. Warto podkreślić, że LMP i PM z powodu licznych kłótni i rozłamów znajdują się aktualnie w bardzo trudnej sytuacji organizacyjnej.
Niektórzy już prawie na rok przed wyborami uznali za niemożliwe wygranie z partią Magyara batalii o opozycyjnych wyborców. Ruch Momentum na początku czerwca ubiegłego roku przegłosował rezygnację z ubiegania się o mandaty w Zgromadzeniu Narodowym. W wydanym wówczas oświadczeniu ugrupowanie podkreśliło, że odsunięcie od władzy Orbána leży w interesie całego kraju, a jego założyciel András Fekete-Győr uważał ewentualny start w wyborach za osłabianie szans TISZA na wygraną z Fideszem.
Finansowe ryzyko
Należy zaznaczyć, że z wyścigu o miejsca w parlamencie wycofały się nie tylko partie należące do obozu lewicowo-liberalnego. Szansy na zdobycie więcej niż śladowego poparcia nie widziały też ugrupowania prawicowe. Po raz pierwszy od 2006 roku na liście krajowej zabraknie kandydatów nacjonalistycznego Jobbiku, który wystawił jednak kilkudziesięciu kandydatów w jednomandatowych okręgach wyborczych. Nie wystartowały ponadto dwie partie założone przez byłych liderów Jobbiku, a także Ruch Rozwiązania (MEMO) kontrowersyjnego biznesmena Györgya Gattyánego.
Niemal wszystko stało się jasne właściwie już przed dwoma laty. Przeprowadzone wówczas wybory do Parlamentu Europejskiego pokazały, że Magyar zagospodarował niemal cały opozycyjny elektorat, który nie jest związany z prawicą. Jego partia uzyskała wówczas siedem mandatów europoselskich, z kolei koalicja DK, MSZP i PM zaledwie dwa. Pozostałe lewicowo-liberalne komitety nawet nie zbliżyły się wówczas do pięcioprocentowego progu wyborczego.
Kiepski wynik osiągnięty przez lewicę przed dwoma laty jedynie zaostrzył dwubiegunowy podział węgierskiej sceny politycznej. Według sondaży wyborcy lewicowych ugrupowań wyraźnie postawili na TISZA, więc tak naprawdę tylko DK stało się czymś więcej niż tylko politycznym planktonem mogącym walczyć o miejsca w węgierskim parlamencie.
Nie do końca należy jednak wierzyć górnolotnym oświadczeniom lewicowych liderów, rzekomo wspaniałomyślnie rezygnujących ze startu w wyborach z powodu konieczności odsunięcia prawicy od władzy. Zgodnie z przepisami komitet wyborczy, który nie uzyska przynajmniej jednoprocentowego poparcia musi zwrócić państwu pieniądze otrzymane na sfinansowanie kampanii wyborczej. Portal Telex w styczniu tego roku przypominał, że w związku z obowiązującymi przepisami jedna z opozycyjnych partii przed ośmioma laty miała problemy ze spłatą swoich zobowiązań.
Lewica dla elit
W kampanijnej retoryce Fideszu TISZA jest po prostu kolejnym wcieleniem lewicowo-liberalnej opozycji. W rzeczywistości Magyar przez lata był częścią obozu Orbána, należąc do Fideszu jeszcze w czasie wspólnych rządów socjalistów i liberałów. Jego poglądy w większości kwestii nie różnią go znacząco od rządzącej obecnie prawicy, a z pewnością trudno opisać go jako lewicowca. Tym bardziej interesujący wydaje się być fakt, że przekonał on do siebie także lewicowo-liberalną część opozycyjnych wyborców.
Z drugiej strony zwolennicy lewicy już przed czterema laty pokazali, iż nie uważają, aby kandydatem na premiera mającym szansę na wyborcze zwycięstwo mogła być osoba wyraźnie sympatyzująca z progresywnymi ideami. W prawyborach przeprowadzonych w 2021 roku wygrał nieposiadający żadnego zaplecza politycznego Péter Márki-Zay, nazywający sam siebie „konserwatystą rozczarowanym Fideszem”. Wprawdzie wraz z całą szeroką koalicją przeciwników Fideszu poniósł on klęskę, ale jego wyraźne prawyborcze zwycięstwo nad Dobrev pokazało, że liberalna lewica znajduje się w wyraźnym odwrocie.
Magyarowi poza tym udało się to, czego obozowi lewicowo-liberalnemu nie udawało się zrobić przez ostatnich szesnaście lat. W ciągu zaledwie kilku miesięcy stał się on charyzmatycznym przywódcą potrafiącym porwać tłumy, podczas gdy lewica po porażce wyborczej z 2010 roku nie potrafiła wykreować podobnej postaci. Właściwie jedynym lewicowym politykiem mobilizującym wyborców był Gyurcsány, który zarazem był politykiem nieakceptowalnym dla całej reszty węgierskiego społeczeństwa.
Część lewicowo-liberalnych komentatorów uważa, że sytuacja MSZP, DK czy Momentum jest pochodną kryzysu całej światowej lewicy. Węgierscy socjaliści jeszcze w czasie swoich rządów mieli przestać reprezentować interesy zwykłych ludzi, naśladując tzw. „trzecią drogę” i politykę brytyjskich laburzystów pod przywództwem Tony’ego Blaira. Stali się tym samym zwyczajnymi technokratami reprezentującymi poglądy niewielkich grup najlepiej usytuowanych Węgrów.
Ile lewicy w Magyarze?
Ewentualne przejęcie władzy przez Magyara ma nie oznaczać całkowitej anihilacji liberalnej lewicy na Węgrzech. Lider partii TISZA po wycofaniu się MSZP ze startu w wyborach parlamentarnych zapowiedział, że zmieni zasady ordynacji wyborczej oraz finansowania partii politycznych. Dzięki temu mniejsze ugrupowania miałyby otrzymywać pieniądze, co według Magyara ma być elementem przywracania demokracji na Węgrzech.
Przed niedzielnym głosowaniem lider socjalistów Imre Komjáthi otwarcie chwalił Magyara. Przyznał, że przewodniczący TISZA cały czas idzie naprzód, czego nie można było powiedzieć o znajdującej się od kilkunastu lat w opozycji lewicy. Komjáthi zasadniczo zgodził się też z opinią tej części lewicowych komentatorów, która zarzucała obozowi lewicowo-liberalnemu reprezentowanie interesów kapitału, co w ostateczności zniechęciło do niego wyborców.
Media sympatyzujące z Fideszem twierdzą z kolei, że wokół Magyara skupił się dawny lewicowy establishment. Jego partia nie tylko poparła w wyborach kandydatów związanych w przeszłości z socjalistami, ale w jego otoczeniu znajdują się byli lewicowo-liberalni politycy. Najbardziej znanym z nich jest adwokat lidera TISZA, Péter Bárándy, będący w przeszłości ministrem sprawiedliwości w lewicowo-liberalnym gabinecie Pétera Medgyessy a. Z lewicą byli też związani niektórzy doradcy ekonomiczni Magyara.
Obecnie węgierska lewica wydaje się nie mieć pomysłu na wyjście z cienia nowej siły politycznej, która w najbliższą niedzielę ma szansę nawet odsunąć Fidesz od władzy. Potencjalna porażka DK dodatkowo spowoduje, że nie będzie ona miała żadnego punktu zaczepienia, na którym mogłaby przynajmniej spróbować odbudować swoją dawną potęgę. Węgrzy pod rządami Orbána wyraźnie przesunęły cały dyskurs polityczny w prawą stronę, dlatego lewica wydaje się zmuszona do czekania na jakiś punkt zwrotny, mogący zrazić społeczeństwo do sceny politycznej zdominowanej przez dwie konserwatywne partie.
Maurycy Mietelski


Świat

Epitafium dla węgierskiej lewicy
Czeska (nie)liberalna demokracja
Holenderscy nacjonaliści rosną w siłę
Na Słowenii nikt nie wygrał