Postępowa Bułgaria między Rosją, lewicą i nacjonalizmem
Pierwszy raz od prawie trzech dekad w Bułgarii nie powstanie koalicyjny rząd. Łącząca ze sobą postulaty lewicowe i nacjonalistyczne Postępowa Bułgaria byłego prezydenta Rumena Radewa samodzielnie obejmie władzę, którą zamierza wykorzystać między innymi do walki z oligarchami i do odbudowy relacji z Rosją.
Wstępne wyniki ósmych w ciągu pięciu lat przedterminowych wyborów parlamentarnych, dawały Postępowej Bułgarii (PB) zwycięstwo, ale wydawało się, że będzie ona musiała poszukiwać koalicjantów. Partia w poniedziałek mogła jednak świętować zdobycie samodzielnej większości w Zgromadzeniu Narodowym. W liczącym 240 miejsc parlamencie progresywiści będą mieli swoich 131 przedstawicieli.
Bułgaria dawno nie miała zresztą tak małej liczby ugrupowań w swoim parlamencie. Oprócz polityków PB w Zgromadzeniu Narodowym zasiądzie 39 przedstawicieli centroprawicowych Obywateli na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii (GERB), 37 posłów centrowej koalicji Kontynuujemy Zmiany – Demokratycznej Bułgarii (PP-DB), 21 parlamentarzystów reprezentującego mniejszość turecką Ruchu na rzecz Praw i Wolności (DPS) oraz 12 działaczy nacjonalistycznego „Odrodzenia”.
Od nacjonalistów po Romów
W poprzedniej kadencji parlamentu zasiadali w nim politycy łącznie dziewięciu partii. Progu wyborczego tym razem nie udało się przekroczyć nacjonalistom z ruchów „Wielkość” oraz „Moralność, Jedność, Honor”, postkomunistom z Bułgarskiej Partii Socjalistycznej – Zjednoczonej Lewicy (BSP-OL), antykorupcyjnym populistom z ruchu „Jest Taki Naród” (ITN) oraz Sojuszowi na rzecz Praw i Wolności (APS), czyli grupie rozłamowej z DPS.
Po pobieżnej analizie wyników wyborów nasuwa się wniosek, że komitetowi kierowanemu przez byłego bułgarskiego prezydenta udało się zagospodarować zarówno nacjonalistyczny, jak i lewicowy elektorat, zwłaszcza ten popierający budowę bliskich relacji Bułgarii z Rosją. W Zgromadzeniu Narodowym nie tylko nie zasiądą ponownie politycy dwóch skrajnie prawicowych partii, ale dodatkowo dwadzieścia mandatów utraciło radykalnie prorosyjskie „Odrodzenie”. Po raz pierwszy od upadku systemu komunistycznego, w parlamencie nie znajdzie się w ogóle reprezentacja postkomunistycznych socjalistów.
Z drugiej strony Radew mógł również liczyć na głosy mniejszości tureckiej i romskiej. W okręgach będących dotąd bastionami DPS zwyciężyło właśnie PB, bo według mediów postępowcy umieścili na swoich listach osoby o turecko brzmiących nazwiskach oraz zakulisowo współpracowali z działaczami drugiej z partii reprezentujących interesy społeczności bułgarskich Turków. Komitet kierowany przez byłą głowę państwa wygrał także wybory na zdominowanych przez Romów osiedlach w Sofii, Warnie i Płowdiwie.
Na ratunek Bułgarii
Na pierwszy rzut oka przyciągnięcie tak zróżnicowanego elektoratu jest trudne do wytłumaczenia. Trzeba natomiast pamiętać, że przedterminowe wybory odbyły się po fali protestów społecznych, które w grudniu ubiegłego roku doprowadziły do upadku rządu Rosena Żelazkowa. Koalicyjny gabinet tworzony przez GERB, BSP i INT oraz wspierany przez DPS musiał ustąpić, bo uczestnicy antyrządowych demonstracji sprzeciwiali się podwyżkom podatków, a przede wszystkim krytykowali zakulisowe rządy oligarchów.
Do tego doszło zmęczenie całą klasą polityczną. Jak już wspomniano, Bułgarzy w ciągu ostatnich pięciu lat ośmiokrotnie szli do urn wyborczych. Kolejne gabinety upadały po zaledwie kilku miesiącach, a niekiedy w ogóle nie było możliwe utworzenie nowego rządu. Do tego ugrupowania zapowiadające gruntowne polityczne zmiany – takie jak INT czy PP-DB – ostatecznie tworzyły koalicje rządowe ze skompromitowanym w oczach większości społeczeństwa GERB byłego premiera Bojko Borisowa.
Radew jako były pilot Bułgarskich Sił Powietrznych najprawdopodobniej jest postrzegany przez społeczeństwo jako „silny człowiek na trudne czasy”. W styczniu jako pierwszy prezydent po upadku komunizmu zrezygnował ze stanowiska, żeby stworzyć ruch polityczny, który zgodnie z jego deklaracjami ma wykorzenić system oligarchiczny odpowiedzialny za narastającą niechęć Bułgarów do krajowej polityki. W ten sposób zamierza on zresztą doprowadzić do odnowienia bułgarskiej umowy społecznej.
Dla każdego coś miłego
Nie tylko górnolotne deklaracje przesądziły o triumfie progresywistów. Ugrupowanie w swoim programie dużo miejsca poświęciło likwidacji wspomnianego systemu oligarchicznego, ucieleśnianego przez postacie Borisowa i lidera DPS Delana Peewskiego (uczestnicy ubiegłorocznych protestów obwiniali obu tych polityków za złą sytuację kraju). Proces ten ma odbywać się głównie poprzez reformy instytucjonalne, ograniczające uzyskiwanie przez nich dostępu do państwowych zasobów oraz umożliwiające kontrolowanie sposobu realizacji zamówień publicznych.
Dla Radewa i jego współpracowników kluczowe jest w tym kontekście przeprowadzenie zmian w wymiarze sprawiedliwości. PB uważa, że wybór członków najważniejszych organów sądowniczych powinien być bardziej przejrzysty, a prokuratura powinna znajdować się pod ściślejszym politycznym nadzorem, żeby można było ją rozliczać za jej bieżącą działalność. Oprócz wymiaru sprawiedliwości postępowcy chcą także zreformować instytucje zajmujące się walką z korupcją oraz system medialny, który był dotąd kontrolowany przez oligarchów będących jednocześnie aktywnymi politykami.
Przed dekadą Radew kandydował na urząd prezydenta ze wsparciem socjalistów, a w skład jego koalicyjnego komitetu wyborczego weszły ugrupowania socjaldemokratyczne. Z tego powodu w programie PB nie brakuje również obietnic socjalnych: wprowadzenie rozbudowanej ochrony socjalnej, zmniejszanie nierówności społecznych i ubóstwa czy prowadzenie aktywnej polityki na rzecz tworzenia miejsc pracy. W tym ostatnim celu ugrupowanie chce prowadzić stabilną politykę podatkową i zmniejszyć zakres regulacji działalności biznesowej.
Powrót do Rosji
Zachodnie media interesowały się bułgarskimi wyborami z powodu poglądów Radewa na relacje z Rosją. Lider zwycięskiego ugrupowania jeszcze w trakcie wieczoru wyborczego zapowiedział, że konieczne jest wznowienie rozmów z Rosjanami, bo już kilka miesięcy temu za dialogiem z Rosją opowiedzieli się przywódcy kilku państw zachodnich. Unia Europejska powinna zaś przyjąć bardziej pragmatyczną postawę, ponieważ dzięki rosyjskim surowcom energetycznym może ona budować strategiczną autonomię swojej gospodarki.
Były prezydent Bułgarii jeszcze na początku swojego urzędowania opowiadał się za zniesieniem sankcji wobec Rosji. Nie zmienił swojego stanowiska także po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Wówczas skonfliktował się z rządem, sprzeciwiając się wysyłaniu Siłom Zbrojnym Ukrainy sprzętu wojskowego oraz planom przystąpienia Ukrainy do Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Nawet zorganizowane przed trzema laty spotkanie z prezydentem Ukrainy Wołodymrem Zełenskim nie zmieniło stanowiska Radewa, który namawiał Kijów do rozpoczęcia negocjacji pokojowych z Moskwą. Po przejęciu władzy w Stanach Zjednoczonych przez prezydenta Donalda Trumpa, wzywał on Europę do bardziej pragmatycznej polityki. Zdaniem lidera bułgarskich progresywistów, rozpoczęcie w ubiegłym roku rozmów z Rosją przez Amerykę było sygnałem dla Unii Europejskiej, która powinna dostosować się do tworzącego się nowego ładu światowego.
Podczas kampanii wyborczej Radew eksponował swoje zdjęcie z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem, a na ostatniej prostej przed głosowaniem mówił, że polityczny realizm wymaga uznania Krymu za część rosyjskiego terytorium. Po objęciu urzędu szefa rządu nie zamierza on zarazem wetować kolejnej transzy pomocy wojskowej Unii Europejskiej dla Ukrainy. Mimo to Renew Europe, liberalna frakcja w Parlamencie Europejskim, już ostrzega przed zwycięstwem PB jako zagrożeniem dla dostaw amunicji dla ukraińskiej armii.
Kadry (nie) decydują o wszystkim
Partia kierowana przez Radewa formalnie startowała do wyborów zarówno ze wspomnianymi niewielkimi ugrupowaniami socjaldemokratów, jak i z nacjonalistycznym WMRO – Bułgarskim Ruchem Narodowym. Na listach wyborczych znaleźli się byli politycy lub samorządowcy niemal całego spektrum bułgarskiej sceny: mniejszości tureckiej, postkomunistów, proeuropejskich liberałów, lewicowych agrarystów czy antykorupcyjnych populistów. Do tego dochodzą znane osobistości życia społecznego, sportowego i medialnego.
Nasuwa się oczywiście pytanie, kto właściwie tworzy kadry postępowców i jakich nazwisk można spodziewać się w przyszłym rządzie. Wiele wskazuje na to, że wiodącymi postaciami w gabinecie lidera PB będą osoby tworzące dotąd jego prezydencką kancelarię, a także będące ministrami w tworzonych po 2021 roku rządach technicznych. Na przykład faworytem do objęcia stanowiska szefa resortu spraw wewnętrznych jest Iwan Demerdżiew, dwukrotny minister w tymczasowych gabinetach Stefana Janewa i Gyłyba Donewa.
Opinia publiczna zapewne dowie się więcej na temat składu przyszłego rządu w nadchodzących dniach. Prezydent Ilijana Jotowa zapowiedziała, że pierwsze posiedzenie nowej kadencji Zgromadzenia Narodowego odbędzie się w przyszłym tygodniu. Przejęcie władzy przez Radewa, mimo uzyskania przez niego samodzielnej większości, nie musi oznaczać całkowitej czystki. Lider postępowców chciałby kontynuować chociażby reformę sądownictwa rozpoczętą przez liberałów, a według mediów szefem dyplomacji miałaby zostać osoba o proeuropejskich poglądach.
Maurycy Mietelski



Postępowa Bułgaria między Rosją, lewicą i nacjonalizmem
Liban między pokojem z Izraelem i wojną domową
Algierskie władze potrzebują sukcesów
Fidesz w procesie diagnostycznym