Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Brak alternatywy. Francusko-brytyjski sojusz wojskowy i jego wpływ na bezpieczeństwo europejskie


05 marzec 2012
A A A
Na mocy traktatów francusko-brytyjskich podpisanych 2 listopada 2010 roku przez, dwie największe potęgi militarne Starego Kontynentu stworzyły poza strukturami Unii Europejskiej sojusz przewidujący daleko idącą współpracę w kwestiach bezpieczeństwa. Podstawową przyczyną tego sojuszu jest spowodowana kryzysem finansowym konieczność poszukiwania oszczędności w ramach budżetów obronnych obu państw. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że to obecne realia międzynarodowe „wymusiły” zbliżenie dwóch państw o zdecydowanie różniących się koncepcjach bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo jest bez wątpienia dziedziną, która w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat w największym stopniu przybliżała ku sobie Francję i Wielką Brytanię. Wspólnota interesów w obszarze bezpieczeństwa międzynarodowego jest dla Paryża i Londynu na tyle istotna, że kooperacja jest konsekwentnie pogłębiana pomimo licznych, nierzadko znaczących różnic w koncepcjach bezpieczeństwa obu państw. Wystarczy wspomnieć, że oba mocarstwa są od lat czołowymi przedstawicielami dwóch obozów, na który podzielona jest Europa: Wielka Brytania pro-atlantyckiego (zakładającego prymat NATO i współpracy ze Stanami Zjednoczonymi), a Francja pro-europejskiego (opowiadającego się za rozwojem autonomicznych europejskich mechanizmów bezpieczeństwa).

Traktaty podpisane pod koniec 2010 roku są kolejnym etapem współpracy brytyjsko-francuskiej, która „na dobre” zaczęła rozwijać się jeszcze w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Początkowo dotyczyła przede wszystkim obszaru broni nuklearnej: utworzono m.in. Wspólną Francusko-Brytyjską Komisję ds. Polityki i Doktryny Jądrowej. Z punktu widzenia bezpieczeństwa europejskiego najważniejszym momentem współpracy między obydwoma państwami był Szczyt w St. Malo na początku grudnia 1998 roku. Brytyjsko-francuska Deklaracja przyjęta w St. Malo okazała się impulsem, który ożywił proces definiowania Europejskiej Tożsamości Bezpieczeństwa i Obrony (ESDI), czego efektem były decyzje Rady Europejskiej z Helsinek i Kolonii o utworzeniu Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (EPBiO). Ustalenia podejmowane na kolejnych szczytach francusko-brytyjskich nierzadko decydowały o ostatecznym kształcie niektórych koncepcji i mechanizmów rozwijanych w ramach EPBiO takich jak: Europejski Cel Operacyjny (European Headline Goal) czy Grupy Bojowe. Można więc śmiało stwierdzić, że dzięki wymiernemu wpływowi na zdolności obronne Unii Europejskiej bilateralna współpraca Francji i Wielkiej Brytanii nabrała w tym okresie dużo szerszego (aniżeli jedynie dwustronny) wymiaru.

Pod koniec 2010 roku, kiedy dzięki wspomnianym dwóm traktatom zacieśniano sojusz brytyjsko-francuski, sytuacja międzynarodowa znacząco się zmieniła w porównaniu z okresem przełomu wieków. Zapał państw UE do budowania autonomicznych europejskich zdolności obronnych wygasł, a w realiach światowego kryzysu finansowego kwestie gospodarcze stały się dla Europy zdecydowanie priorytetowe. Zresztą poszukiwanie oszczędności budżetowych jest fundamentalną przyczyną porozumień brytyjsko-francuskich. Politycy w Londynie i w Paryżu doszli do wniosku, że w sytuacji która wymaga cięć również w sektorze obronnym, dwustronna kooperacja pozwoli znacząco obniżyć wydatki przy jednoczesnym zachowaniu zdolności wojskowych na wysokim poziomie. Koszty wojskowe mają zostać ograniczone poprzez szereg ambitnych rozwiązań, które jeśli zostaną rzeczywiście zrealizowane nadadzą brytyjsko-francuskiej współpracy militarnej prawdziwie bezprecedensowy i nowatorski wymiar. Wprawdzie, jak zauważa Ben Jones z Instytutu Studiów Strategicznych Unii Europejskiej traktaty o współpracy obronnej są jedynie ramami mającymi wypełnić się konkretną treścią, która będzie zależeć od gotowości obu państw do wyzbywania się elementów własnej autonomii militarnej, ale niektóre pomysły na współpracę wydają się na tyle nowatorskie, że można je postrzegać nawet jako dość nieprawdopodobne. Mowa tu przede wszystkim o planie wspólnego wykorzystywania lotniskowców, które miałoby się rozpocząć w 2020 roku. Francja posiada obecnie lotniskowiec uderzeniowy Charles de Gaulle, natomiast Wielka Brytania jest w trakcie konstruowania dwóch nowoczesnych jednostek klasy Queen Elizabeth. Gdyby plany współpracy zostały zrealizowane, Francja nie potrzebowałaby innego lotniskowca, natomiast Wielka Brytania mogłaby zrezygnować z budowy drugiej jednostki (HMS Prince of Wales) gdyż okręty obu stron pełniłyby morskie patrole w sposób zamienny. Choć takie rozwiązanie przyniosłoby bardzo duże oszczędności to pojawiają się wątpliwości, czy efektywne, wspólne wykorzystywanie przez dwa państwa wspólnych jednostek o tak strategicznym znaczeniu byłoby możliwe. Przykładowo, w brytyjskich mediach pojawiło się pytanie o hipotetyczny kryzys na Falklandach i ewentualne wykorzystanie w takiej sytuacji będącego akurat w gotowości francuskiego lotniskowca. Z drugiej jednak strony, Traktaty o współpracy wojskowej pomiędzy Francją i Wielką Brytanią ukierunkowane są na efekt długookresowy i niewykluczone, że do wspomnianego roku 2020 obu stronom uda się wypracować efektywne mechanizmy współpracy w tej dziedzinie. Pozostałe z przedsięwzięć wynikających z pierwszej z umów są inicjatywami zdecydowanie „mniejszego kalibru” niż wspólne lotniskowce. Przewiduje się m.in. współpracę i wspólne szkolenia załóg samolotów transportowych Airbus A400M, rozwój łączonego programu budowy systemu samolotów bezzałogowych (Unmanned Aircraft System – UAS), koordynację prac w sferze wyposażenia i pozyskiwania technologii dla kolejnej generacji okrętów podwodnych o napędzie jądrowym, wspólne zwalczanie min morskich, a także – w zależności od kosztów - wspólne wykorzystywanie maszyn przystosowanych do tankowania w powietrzu.

Drugi z podpisanych przed rokiem traktatów zacieśnia brytyjsko-francuską kooperację w dziedzinie broni atomowej. Wyjątkowość tego porozumienia wynika z faktu, że obie strony będąc jedynymi zachodnioeuropejskimi posiadaczami broni jądrowej przez blisko pół wieku „pilnowały” tego, jednego z najważniejszych potwierdzeń mocarstwowości. Dla Wielkiej Brytanii broń atomowa była jednym ze spoiw „specjalnych relacji” ze Stanami Zjednoczonymi, podczas gdy Francuzi widzieli w niej najważniejszą gwarancję własnej suwerenności. Umowa „nuklearna” jest więc bezprecedensowa z punktu widzenia obu stron, można ją również postrzegać jako symbol odejścia Francji i Wielkiej Brytanii od postawy ideologicznej na rzecz bardziej praktycznej i pragmatycznej. Wspomniane porozumienie podpisane zostało na 50 lat, a jego podstawowym celem jest wspólne testowanie i nadzór technologiczny nad arsenałem jądrowym. Do 2014 roku mają powstać dwa centra badawcze - pierwsze we francuskim Valduc, gdzie będą odbywać się testy nuklearne, drugie w angielskim Aldermaston, gdzie opracowywane będą technologie dotyczące symulacji wybuchów jądrowych.

Niezależnie od wszystkich militarnych korzyści, które mogą w przyszłości wyniknąć z obu traktatów brytyjsko-francuskich, o wiele bardziej istotny wydaje się ich wymiar polityczny i międzynarodowy (europejski). Kiedy tuż po podpisaniu porozumień, część francuskich gazet entuzjastycznie wieściła „postęp w idei europejskich sił obronnych”, można było przypuszczać, że Francja podejmie starania aby dwustronna współpraca wojskowa została przekształcona w inicjatywę o szerszym zakresie. Mogłaby temu służyć możliwość ustanowienia w ramach WPBiO „stałej współpracy strukturalnej” przewidzianej w Traktacie Lizbońskim. Brytyjczycy do współpracy podchodzą jednak od samego początku niezwykle pragmatycznie, traktując ją jako klasyczne układy bilateralne realizowane poza strukturami wielostronnymi. Co więcej, miniony rok dowiódł, że sojusz Francji i Wielkiej Brytanii jest budowany nie w celu wzmocnienia WPBiO, a raczej jako alternatywa dla niej. Paryż i Londyn, które zwłaszcza po St. Malo ustalały tempo procesu definiowania europejskich zdolności obronnych, obecnie mają poczucie, że ich wysiłki poszły na marne. Kilkanaście lat prób stworzenia wspólnego systemu reagowania na kryzysy przyniosło niezadowalające rezultaty. Obie strony mają prawo być zawiedzione: Brytyjczycy - gdyż ich warunkowa zgoda na rozwój EPBiO była wyjątkiem jeśliby wziąć pod uwagę ich tradycyjny i niezmienny eurosceptycyzm i atlantycyzm w kwestiach bezpieczeństwa, Francuzi – bowiem zawsze byli najgorliwszym promotorem autonomicznej europejskiej tożsamości obronnej.

Niedoskonałość Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, z której coraz bardziej zdawano sobie sprawę we Francji i w Wielkiej Brytanii, w największym stopniu potwierdziła się podczas kryzysu w Afryce Północnej, a szczególnie podczas działań wojennych w Libii. Stanowisko Stanów Zjednoczonych, które w dobie kryzysu finansowego nie będą każdorazowo pełnić roli lidera świata zachodniego wymusza na państwach europejskich przejęcie większej odpowiedzialności za bezpieczeństwo całego regionu. Kryzys libijski dowiódł jednak, że większość państw nie chce przejmować tej odpowiedzialności i nie zamierza aktywnie angażować się rozwiązywanie zagrożeń na obrzeżach kontynentu, niedotykających ich w sposób bezpośredni. Z punktu widzenia bezpieczeństwa europejskiego, największym rozczarowaniem okazała się postawa Niemiec które nie zaangażowały się w Świt Odysei, a także wstrzymały się podczas głosowania nad tak bardzo popieraną przez Paryż i Londyn Rezolucją 1973. Wobec wycofania się Stanów Zjednoczonych i biernej postawy większości europejskich sojuszników, odpowiedzialność za rozwiązanie problemu libijskiego postanowiły przejąć na siebie właśnie Francja i nieco mniej chętnie Wielka Brytania. Świt Odysei stał się dla obu stron pierwszym poważnym sprawdzianem sojuszu zawartego zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Choć przywództwo w międzynarodowej koalicji było uwarunkowane w znacznie większej mierze przez skomplikowaną sytuację międzynarodową, niż przez podpisane w 2010 roku traktaty, to libijski debiut francusko-brytyjskiego tandemu wypadł co najmniej poprawnie.

Libia stała się dla Francji i Wielkiej symbolicznym końcem stopniowo wygasającej idei budowania wspólnego europejskiego podejścia do kwestii bezpieczeństwa. Dlatego też, wydaje się, że politycy po obu stronach Kanału La Manche nie wiążą już większych nadziei z Wspólną Polityką Bezpieczeństwa i Obrony. Bierna i nastawiona na oszczędności postawa większości państw europejskich powoduje, że Francja i Wielka Brytania są dla siebie jedynymi wiarygodnymi partnerami militarnymi. Znamiennym jest fakt, że współpraca pomiędzy Paryżem a Londynem powstała poza Unią Europejską. Zwłaszcza strona brytyjska podkreśla, że traktaty nie są powtórką szczytu z St. Malo i nie jest nakierowany na rewitalizacje WPBiO. Być może istnienie trzeciej „lokomotywy” - państwa o porównywalnym potencjale polityczno-wojskowym, zainteresowanego współpracą w kwestiach bezpieczeństwa mogłoby zwiększyć szanse na uczynienie z WPBiO efektywnego instrumentu. Obecnie próżno jednak szukać takiego partnera na mapie Starego Kontynentu. Ponadto, fundamentalne dla brytyjskiego bezpieczeństwa po II Wojnie Światowej „specjalne relacje” ze Stanami Zjednoczonymi w ciągu ostatnich kilku lat znacząco się ochładzają. Zmusza to Londyn do poszukiwania sojuszników w innych regionach, zwłaszcza na Starym Kontynencie, jednak tutaj na miano partnera wiarygodnego w kwestiach wojskowych zasługuje tak jak już wspomniano jedynie Francja. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że zarówno dla Paryża jak i Londynu w kwestii bezpieczeństwa i obronności rozpoczął się okres bilateralizmu – wymuszonego brakiem potencjalnych, innych partnerów.

Jaka może być przyszłość brytyjsko-francuskiego sojuszu oraz jego potencjalny wpływ na bezpieczeństwo europejskie? Specyfika inwestycji zbrojeniowych powoduje, że pierwsze merytoryczne prognozy i oceny militarnego aspektu porozumień będą możliwe dopiero za kilka lat. Warto zaznaczyć, że jedynie traktat „jądrowy” został podpisany na konkretny 50-letni okres, co oznacza, że będzie obowiązywał niezależnie od wszelkich zawirowań politycznych we wzajemnych relacjach. Czas realizacji pozostałych założeń zawartych w porozumieniach nie został określony, co stawia pod znakiem zapytania ich faktyczną trwałość. Tradycyjni gaulliści i część francuskiej lewicy jest sceptyczna wobec sojuszu, który ich zdaniem może osłabić WPBiO. W związku z tym nie można wykluczyć sytuacji, w której po ewentualnej zmianie władzy po wyborach prezydenckich w 2012 roku współpraca z Wielką Brytanią zostanie osłabiona. Współpraca jest natomiast zdecydowanie popierana przez polityków brytyjskich, podobnie jak przez przemysły zbrojeniowe w obu państwach. Nasuwa się jednak pytanie czy napięte relacje pomiędzy Francją a Wielką Brytanią na przestrzeni ostatnich miesięcy mogą negatywnie wpłynąć na współpracę w kwestiach bezpieczeństwa. Przyczyną ochłodzenia na linii Paryż-Londyn są diametralnie różne i chyba wzajemnie sprzeczne koncepcje polityki europejskiej. O ile Nicolas Sarkozy stara się za wszelką cenę uratować pogrążoną w kryzysie Unię Europejską, David Cameron ze swoją neo-thatcherowską postawą jest „głównym hamulcowym” procesu integracji, co wypycha Zjednoczone Królestwo na europejski margines. Bezpieczeństwo jest jednak sferą na tyle specyficzną i newralgiczną, że mało prawdopodobnym jest osłabienie militarnej więzi francusko-brytyjskiej. Strukturalne przemiany w systemie międzynarodowym, a zwłaszcza wzrost znaczenia Azji, zmiana optyki zainteresowań Stanów Zjednoczonych i słabnąca pozycja gospodarcza Francji i Wielkiej Brytanii są czynnikami utwierdzającymi obie strony, że współpraca jest jeszcze bardziej potrzebna.

W odniesieniu do Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, to faktyczny wpływ brytyjsko-francuskich porozumień na Unię Europejską najprawdopodobniej będzie stosunkowo niewielki. Krytycy kooperacji między Paryżem a Londynem twierdzą, że podważa ona WPBiO i trudno nie przyznać im choć częściowej racji. Niemniej dzięki współpracy oba państwa będą mogły utrzymać kluczowe elementy swoich potencjałów wojskowych, co bez wątpienia wpłynie pozytywnie również na ogólny potencjał Unii Europejskiej. Analityk Gareth Chappell twierdzi, że przyszły kształt WPBiO zależy w znacznie większym stopniu od reakcji pozostałych państw członkowskich UE. W dobie kryzysu członkowie Unii Europejskiej będą najpewniej szukać oszczędności redukując kosztowne przedsięwzięcia wojskowe lub zacieśniając współpracę z innymi państwami. Trudności w osiąganiu postępów WPBiO, które będą dodatkowo spowalniane przez niechętną temu procesowi Wielką Brytanię, (a być może również Francję) mogą wymusić na pozostałych państwach rozwijanie kooperacji poza strukturami UE, analogicznych do porozumień francusko-brytyjskich. Paradoksalnie taka ewentualność mogłaby przynieść Unii jako całości korzyści większe korzyści niż dalsze próby usprawniania Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony.