Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Anna Radłowska: Gniew głodnych ludzi


14 kwiecień 2008
A A A
Hossa na światowych rynkach surowców i żywności negatywnie wpływa na wewnętrzną sytuację w państwach afrykańskich. Ograniczony wysokimi cenami dostęp do podstawowych produktów podsyca niezadowolenie tysięcy Afrykanów.

Od pewnego czasu na światowych rynkach możemy zaobserwować znaczący wzrost cen surowców (przede wszystkim ropy naftowej) oraz produktów rolnych (przede wszystkim zbóż). Wysokie ceny tych towarów wpływają na zwiększanie się dynamiki wyznaczników inflacji we wszystkich państwach. W skali globalnej, podwyżki cen tych produktów odczuwają jednak przede wszystkim obywatele państw rozwijających się, gdzie „ceny żywności stanowią dominującą pozycję w indeksach cen detalicznych”. [1]

 

W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się mieszkańcy państw afrykańskich. Tu obecny wzrost cen żywności nakłada się na wyjątkowo skomplikowaną, już od wielu lat, sytuację ekonomiczną. Generalnie rzecz biorąc, w efekcie długotrwałego oddziaływania różnorodnych czynników wewnętrznych i zewnętrznych, o charakterze ekonomicznym ale i politycznym, gospodarki afrykańskie funkcjonują źle. Ich pozycja na światowym rynku jest słaba, w znacznej mierze są one oparte o produkty rolne oraz wydobycie surowców naturalnych. Praktycznie każdego roku rządy tych państw stają przed koniecznością poradzenia sobie ze skutkami klęsk żywiołowych (powodzie, susze) lub klęskami nieurodzaju, które to zjawiska wywołane są zarówno uwarunkowaniami fizyczno- geograficznymi, jak i postępującymi zmianami klimatycznymi. Pomimo oparcia gospodarek o produkcję rolną, Afryka nie jest się w stanie sama wyżywić i wiele państw jest zmuszonych do importowania żywności. Krocząca, a nawet galopująca inflacja, którą możemy w tej chwili zaobserwować, zdecydowanie nie upraszcza więc ciężkiej i złożonej sytuacji gospodarczej.

 

Wzrost inflacji zawsze budzi pewien niepokój. Prawdziwe problemy pojawiają się jednak wtedy, gdy inflacja zaczyna gwałtowanie rosnąć w krótkim okresie i wymyka się spod kontroli. Z taką sytuacją borykają się od kilkunastu miesięcy państwa afrykańskie. Ekstremalnym, ostatnio często przywoływanym przypadkiem jest Zimbabwe, gdzie wedle najnowszych danych inflacja sięgnęła 165 tysięcy [2] procent i ciągle rośnie. Jest to przykład skrajny, a ten poziom hiperinflacji oznacza całkowitą destrukcję gospodarki. Problem wysokiej inflacji, oczywiście nie w takiej skali, dotyczy również wielu innych państw kontynentu. Niebezpieczna dla słabych, niestabilnych i nierozwiniętych gospodarek jest już inflacja na poziomie powyżej 5 proc.. Taki właśnie wskaźnik występuje w znacznej części państw afrykańskich, przykładowo w Botswanie inflacja (w styczniu b.r.) wyniosła 8,4 proc. [3], w Kenii w chwili obecnej ponad 18 proc. [4] (notowane są znaczne skoki).

 

Wysoka inflacja stanowi poważne wyzwanie dla silnych państw. W przypadku słabych krajów o słabych gospodarkach, nękanych wieloma problemami, jest zaś ogromnym zagrożeniem, wywołującym poważne obawy o przyszły rozwój i bezpieczeństwo tych państw.

Niebezpieczne związki 

W efekcie ostatniej hossy, przede wszystkim na rynku żywności, ceny podstawowych produktów osiągnęły tak wysoki poziom, że praktycznie przestają być dostępne dla większości mieszkańców krajów afrykańskich, a może raczej dostęp do nich został znacząco ograniczony. Brak możliwości zakupu tych artykułów, a przez to zaspokojenia podstawowych potrzeb, konieczność poszukiwania nowych źródeł zarobkowania- bez jakiejkolwiek pewności, że dodatkowe pieniądze wystarczą na utrzymanie, powoduje narastanie w mieszkańcach Afryki gniewu i frustracji. Widmo niedożywienia i głodu krąży już nie tylko nad najbiedniejszymi, ale również nad klasą średnią. Zwróćmy uwagę na Egipt, gdzie od wielu lat, w trosce o swych najbiedniejszych obywateli, rząd sprzedawał tani, subsydiowany chleb. W ten sposób z jednej strony zapewniał najuboższym możliwość przetrwania, z drugiej zaś wyciszał potencjalne źródło niepokojów społecznych. W przeciągu ostatniego roku, kolejki po dotowany chleb znacznie się wydłużyły, gdyż do najbiedniejszych dołączyli ludzie, których jeszcze jakiś czas temu było stać na „normalny” chleb.

 

Wywołana brakiem pieniędzy na zakup najbardziej podstawowych dóbr obawa o przetrwanie, wytwarza w ludziach irytację, tym bardziej nasiloną, że mówimy w tej chwili o osobach żyjących na codzień w społeczeństwach bardzo rozwarstwionych pod względem ekonomicznym. Póki co, Afrykanie wyrażają swoje obawy i narastające niezadowolenie w protestach, manifestacjach i strajkach, które na szczęście jedynie w niektórych przypadkach przybierają krwawy charakter. W marcowych zamieszkach na Wybrzeżu Kości Słoniowej wg oficjalnych danych zmarła 1 osoba. Sytuacja była dużo gorsza w Kamerunie, gdzie wedle oficjalnych danych liczba ofiar śmiertelnych wystąpień ludności cywilnej przeciw wysokim cenom paliwa i żywności w lutym 2008 r. wyniosła 25- 40 osób, wedle nieoficjalnych danych sięgnęła nawet 100 osób. Różnego rodzaju protesty w ostatnim czasie miały miejsce również w Senegalu (marzec 2008) i Burkina Faso (luty i kwiecień 2008).

 

Wysoka, pozostająca poza kontrolą i ciągle rosnąca inflacja, i związany z nią wzrost niezadowolenia społecznego może wywołać w najbliższym czasie jeszcze poważniejsze konsekwencje. Kryzys wywołany wysokimi cenami żywności i paliwa oraz spadkiem siły nabywczej pieniądza stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa, stabilności i rozwoju wewnętrznego tych państw. Desperacja, narosła w efekcie braku możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb niesie ze sobą niebezpieczeństwo postępującej radykalizacji protestujących. Sprzeciw może wiec przybierać postać nie tylko strajków, pochodów, ale wraz z coraz bardziej pogarszającą się sytuacją, gwałtowniejsze i brutalniejsze formy- zamieszek, walk a nawet wewnętrznych konfliktów zbrojnych.

 

Stabilność wewnętrzna państw afrykańskich podczas kryzysu, oraz po jego zakończeniu, w znacznej mierze uzależniona jest od obecnych reakcji władz. Wraz z narastaniem żądań i desperacji protestujących, a także poczuciem własnej bezsilności, rządzący mogą stopniowo podejmować coraz bardziej agresywne i opresyjne środki wobec niezadowolonych obywateli. Pamiętajmy, że zdecydowana większość krajów na tym kontynencie to „niedoskonałe” demokracje, lub państwa niedemokratyczne. W każdym systemie musi istnieć pewien „wentyl” bezpieczeństwa, dający ujście narastającemu niezadowoleniu społecznemu. Przybiera on różne formy. W przypadku tych państw rzeczony „wentyl” jest nieduży, a kiedy sprawy podążą w niekorzystnym dla władz kierunku, może zostać szybko zatkany, a wszelkie przejawy opozycji szybko i brutalnie stłumione.

 

Różnego rodzaju zmiany polityczne są kolejna potencjalną konsekwencją kryzysu i przejawem możliwej destabilizacji systemu. Państwa afrykańskie w zdecydowanej większości są państwami słabymi i niestabilnymi, również w warstwie politycznej, podatnymi na problemy i patologie. Jeżeli władze nie będą w stanie zaspokoić potrzeb i spełnić oczekiwań obywateli, w najbardziej ekstremalnych przypadkach, w efekcie fatalnej sytuacji ekonomicznej, może dojść do odrzucenia systemu jako takiego. Szczególne niebezpieczeństwo stoi w tym kontekście przed młodymi, niezakorzenionymi, nieskonsolidowanymi demokracjami.

 

Jest to scenariusz najbardziej radykalny, ale też najmniej prawdopodobny. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy zaś założyć, że w wielu (może nawet we wszystkich) przypadkach, dojdzie do zmian na stanowiskach rządowych (wyznaczonych „kozłów ofiarnych”) gdyż przysłowiowych „głów” niekompetentnych polityków domaga się zarówno opozycja jak i niezadowoleni obywatele. Kolejnym efektem kryzysu może być także zmiana ekipy rządzącej, co przy funkcjonujących w Afryce systemach może spowodować poważną niestabilność i doprowadzić do nasilenia wewnętrznych konfliktów.

 

Szczególnie niebezpiecznym scenariuszem wydarzeń w tych państwach jest nałożenie się na siebie problemów ekonomicznych i politycznych, tak jak stało się ostatnio w Kenii. W okresie zawirowań politycznych, przy okazji wyborów, inflacja gwałtownie „skoczyła” o kilka procent (z 12 proc. do 18 proc.). Na wzrost inflacji, oprócz zwyżki cen żywności i paliw na światowych rynkach, bez wątpienia złożyło się też to, ze wielu kenijskich rolników, w efekcie zamieszek na tle etnicznym musiało opuścić swoje gospodarstwa i uciekać zagranicę.

 

Kolejnym możliwym niebezpiecznym efektem złej sytuacji ekonomicznej może być dojście do władzy radykalnych ugrupowań. Kryzysy są znakomitą pożywką dla stronnictw ekstremistycznych. W takich chwilach ludzie oczekują od swoich władz zastosowania skutecznych środków likwidowania dotkliwych skutków kryzysu, efektywnych działań zapobiegawczych i pomocy. Ponieważ w warunkach afrykańskich rządy są słabe i w związku z tym może okazać się, że nie spełnią pokładanych w nich nadziei, mieszkańcy nie mają się do kogo zwrócić. Czy może raczej- pozostają im tylko radykałowie, którzy następnie wykorzystają masowe protesty dla uzyskania dostępu do władzy. To stwarza pole do walki pomiędzy rządem a skrajnymi grupami, bądź też, co gorsza, pomiędzy poszczególnymi grupami i przez to całkowicie anarchizuje sytuację wewnętrzna.

 

Potencjalnym czynnikiem destabilizującym, będącym kolejnym następstwem obecnej sytuacji ekonomicznej, jest niebezpieczeństwo powrotu do silnego uzależnienia krajów kontynentu od pomocy zewnętrznej. Wiele spośród państw afrykańskich, jeżeli kryzys będzie się pogłębiał, w obliczu klęski humanitarnej, zwróci się o pomoc do zagranicznych donatorów. Pytaniem otwartym pozostaje to, na ile doraźna pomoc żywnościowa rzeczywiście może poskutkować. Na pewno, uratuje przed śmiercią miliony ludzi, ale z drugiej strony nie zapobiegnie takiej sytuacji w przyszłości. Z cynicznego punktu widzenia, należałoby się też zastanowić nad chęcią udzielania pomocy (ze strony donatorów)- część z nich może stwierdzić, ze im się to najzwyczajniej nie opłaca. Ważne w kontekście pomocy i związanego z nią ewentualnego przyszłego uzależnienia jest przede wszystkim to, kto tej pomocy będzie udzielał (jakie organizacje lub państwa) i na jakich zasadach będzie ona udzielana. Biorąc pod uwagę przeszłe doświadczenia, istotną przesłanka wewnętrznej stabilności będzie też to, w jaki sposób pomoc będzie dystrubuuowana. Mam tu na myśli przede wszystkim zapobiegnięcie przejęciu kontroli nad żywnością przez różnego rodzaju warlordów, którzy z dystrybucji bezpłatnej pomocy będą czerpać korzyści.

 

Brak stabilności wewnętrznej krajów afrykańskich może odbić się na środowisku międzynarodowym. W tym przypadku wysoka inflacja i wywołane nią trudności mogą stanowić zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa w wymiarze kontynentalnym, a nawet globalnym. Zła sytuacja ekonomiczna i jej „wewnętrzne” konsekwencje mogą znacznie nasilić procesy migracji do krajów bogatszych. Pogłębią też zdecydowanie istniejącą przepaść między krajami „Globalnej Północy” a państwami „Globalnego Południa”.

 

Kryzys, który dotyka cały świat, z którego przejawami możemy spotkać się również w Polsce stanowi, więc duże zagrożenie dla stabilności wewnętrznej poszczególnych państw. Niebezpieczeństwo to jest oczywiście jedynie potencjalne, dużo zależy od tego jak poradzą sobie przywódcy państw afrykańskich, wspierani przez międzynarodowe instytucje finansowe (w zależności od własnej oceny kryzysu w Argentynie- podążający za ich wskazówkami bądź też nie). Rządy krajów afrykańskich stoją w tej chwili przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Muszą z jednej strony uczynić wszystko, by szybko zlikwidować odczuwalne skutki kryzysu, np. przez pomoc najbiedniejszym, właściwie zareagować na protesty społeczne, nie dopuszczając do ich radykalizacji. Z drugiej strony, muszą zacząć wprowadzać skuteczne rozwiązania ekonomiczne zapobiegające pojawieniu się kryzysu, czy też może w pierwszym etapie służące właściwemu zarządzaniu nim. Jeżeli kryzys się pogłębi, protesty nasilą, a działania podejmowane przez rządzących okażą się nieskuteczne, a przede wszystkim niesatysfakcjonujące z punktu widzenia mieszkańców, sytuacja może wymknąć się spod wszelkiej kontroli.

 

Przypisy:

[1]  http://wojciechbialek.blox.pl/2008/04/Podejscie-na-inflacyjny-szczyt.html

[2] Inflation Surges to 165 000 Percent, Financial Gazette (Harare), 3 kwietnia 2008

[3] Food, Fuel Continue to Drive Inflation Up, Mmegi/The Reporter (Gaborone), 25lutego  2008

[4] Inflation Hits New High As Experts Warn of Shocks, Business Daily (Nairobi), 3 marca 2008