Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Demokracja po polsku wzorem dla USA?

Demokracja po polsku wzorem dla USA?


12 kwiecień 2010
A A A
Katastrofa pod Smoleńskiem to egzamin dla polskiej demokracji - pisała amerykańska prasa. Po dwóch dniach od tragedii ci sami dziennikarze dodają: Polacy zdali go na piątkę.
O ile prasa brytyjska podkreślała, że „dziedzictwem pokolenia prezydenta Kaczyńskiego” jest silna polska gospodarka, o tyle komentatorzy z USA skupili się na mechanizmach zapewniających ciągłość władzy państwowej.

Początkowo Amerykanie dziwili się, że w Polsce nie ma przepisów regulujących wspólne podróżowanie osób pełniących najwyższe funkcje państwowe. Warto tutaj zaznaczyć, że w USA istnieją ścisłe regulacje w tej kwestii (dotyczące zresztą nie tylko podróży, lecz także sytuacji, gdy osoby z prezydenckiej linii sukcesji znajdują się w jednym miejscu – stąd instytucja designated survivor). Jednak w przypadku Polski – według literalnie pojętej zasady linii sukcesji – na pokładzie prezydenckiego samolotu nie podróżowały osoby bezpośrednio po sobie w tej linii następujące.

Państwo polskie musi funkcjonować i będzie funkcjonować – powiedział premier Donald Tusk. Miał rację: konstytucja z 1997 r. oraz wprowadzony w armii system „pierwszych zastępców” sprawiły, że jest jasne, kto kogo zastępuje. Co więcej, następuje to automatycznie i płynnie, w przeciwieństwie np. do USA, gdzie wiceprezydent musi zostać zaprzysiężony na prezydenta.

 
Podobnie jest w przypadku zmarłych parlamentarzystów: do Sejmu wchodzą osoby, które zajęły kolejne miejsca na listach partyjnych. W USA, jak pamiętamy, po śmierci Edwarda Kennedy'ego zarządzono wybory uzupełniające, które zakończyły się zwycięstwem Scotta Browna i utratą przez demokratów superwiększości 60 głosów w Senacie. Właśnie dlatego reforma systemu ubezpieczeń zdrowotnych mogła być uchwalona tylko dzięki procedurze filibuster.
Automatyczność i płynność zastępowania tragicznie zmarłych funkcjonariuszy państwowych (a  także jasne zasady nominowania ich następców) to aspekty, które uwypuklają w sprawozdaniach amerykańskie media. Inne państwa, zwłaszcza te, w których demokracje są stosunkowo „młode” (tak postrzegają Amerykanie 20-letnią demokrację polską), nie dawały przykładu – przynajmniej dla amerykańskich komentatorów – zachowania tak dużego spokoju oraz zaufania do przepisów i norm prawa wśród polskiej klasy politycznej, jak i samych Polaków. Żadnych zamieszek na ulicach, awantur w Parlamencie, a pod Pałacem Prezydenckim – zjednoczenie i zaduma narodu.

Stephen M. Walt, profesor Harvard University, w swoim komentarzu w serwisie magazynu Foreign Policy idzie jeszcze dalej, twierdząc, że Amerykanie mogą w tym momencie... brać przykład z Polaków! Brać przykład z Polaków w zaufaniu co do reguł prawa i konstytucji, do opierania władzy na nich, a nie na konkretnych osobach ową władzę sprawujących. Nawiązuje tutaj również do wydanego ostatnio przez prezydenta Baracka Obamę pozwolenia na umieszczenie na liście „celów do odstrzału” obywatela amerykańskiego, radykalnego islamskiego duchownego, Anwara al-Awlakiego. Jak pisze Walt: kiedy amerykański prezydent może wystawić nakaz zabicia obywatela amerykańskiego, oparty jedynie na podejrzeniach (nieważne, jak dobrze udokumentowanych), czynimy krok ku niebezpiecznej koncentracji władzy wykonawczej.

Warto wspomnieć jeszcze jeden komentarz, który ukazał się w International Herald Tribune (i na stronach internetowych New York Times): Roger Cohen daje Polskę za przykład państwom... Bliskiego Wschodu. Wskazuje, że Polska jest krajem, który umie przezwyciężyć własne „skazanie na historię”, czego dowodem jest historyczne pojednanie z Niemcami, akcesja do UE, dobrze prosperująca gospodarka, czy ostatnio, wdzięczność dla Rosji za pomoc po sobotniej katastrofie, a nie doszukiwanie się współudziału tajnych służb w strąceniu prezydenckiego samolotu.

Nie mówcie, że kłamstwo może wiecznie triumfować. Zapytajcie Polaków. Oni wiedzą.