Na Słowenii nikt nie wygrał
Wybory parlamentarne na Słowenii nie mają jednoznacznego zwycięzcy. Partia premiera Roberta Goloba zdobyła najwięcej mandatów poselskich, ale centrolewicowa koalicja w ciągu czterech lat utraciła większość swojego poparcia. Prawicowe ugrupowania zdobyły najwięcej mandatów, jednak każde z nich liczyło na dużo lepszy wynik.
W liczącym 90 miejsc Zgromadzeniu Narodowym zasiądzie 29 parlamentarzystów liberalnego Ruchu Wolności (GS). Partia kierowana przez szefa rządu tym samym nie powtórzyła historycznego wyniku sprzed czterech lat i straciła 12 mandatów. Drugie miejsce zajęła prawicowa Słoweńska Partia Demokratyczna (SDS). W parlamencie zasiądzie 28 jej polityków, a więc w porównaniu do poprzednich wyborów zyskała ona tylko jednego posła.
Na trzecim miejscu z 9 mandatami uplasowała się centroprawicowa koalicja Nowej Słowenii (NSi), Słoweńskiej Partii Ludowej (SLS) i ruchu Fokus Marko Lotricia. Po sześć mandatów przypadło współrządzącym dotąd Socjaldemokratom (SD) oraz centroprawicowym Demokratom, utworzonym przez rozłamowców z SDS. Po pięć mandatów uzyskały z kolei Lewica oraz nacjonalistyczna Resni.ca.
Izraelska ingerencja
Słoweńscy komentatorzy podsumowując kampanię nie mieli wątpliwości, że była ona jedną z najbrutalniejszych w prawie czterdziestoletniej historii kraju. Ostatnie dni przedwyborczej rywalizacji zdominowała sprawa działalności izraelskiej firmy Black Cube, która według premiera miała ingerować w słoweńską politykę. Golob napisał list do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, zwracając się o przeprowadzenie śledztwa dotyczącego wpływu Izraelczyków na przebieg kampanii wyborczej.
Black Cube to działająca od kilkunastu lat prywatna firma wywiadowcza, założona przez byłych oficerów Sił Obronnych Izraela. Była już oskarżana o ingerencję w wybory parlamentarne na Węgrzech i w Rumunii, a w drugim z tych państw jej pracownicy zostali nawet zaocznie skazani. Jak przypomina portal Politico, „prywatny Mossad” stał się powszechnie znany za sprawą amerykańskiego producenta filmowego Harveya Wensteina. Miał on wynająć jej agentów do śledzenia dziennikarzy i kobiet zarzucających mu wykorzystywanie seksualne.
Pracownicy Black Cube czterokrotnie mieli przyjechać do Słowenii. Owocem ich pracy były opublikowane na początku marca nagrania z udziałem byłej sekretarz generalnej GS Vesny Vuković oraz osób związanych z ugrupowaniem szefa rządu. Dotyczą one między innymi rzekomej korupcji i ustawiania przetargów, a także wykorzystywania środków publicznych dla własnych korzyści przez byłą premier i obecną minister infrastruktury Alenkę Bratušek. Przedstawiciele koalicji rządowej twierdzą, że materiały zostały sfabrykowane przy pomocy sztucznej inteligencji, natomiast zdaniem ekspertów do spraw bezpieczeństwa w rzeczywistości świadczą o dużym profesjonalizmie agencji.
Pod koniec grudnia ubiegłego roku pracownicy Black Cube mieli spotkać się z liderem słoweńskiej prawicy i byłym premierem, Janezem Janšą. Według rządzących fakt ten świadczy o wpływie Izraelczyków na słoweńskie wybory parlamentarne. Sam przewodniczący SDS przyznał, że brał udział w spotkaniu z przedstawicielami firmy, choć nie pamięta jego dokładnej daty. Samo śledztwo agencji wywiadowczej w sprawie obcej ingerencji uznał on za odwracanie uwagi od korupcyjnego procederu w gabinecie Goloba.
Wyborcze machinacje
Janša uważa z kolei swoje ugrupowanie za ofiarę inwigilacji ze strony Słoweńskiej Agencji Wywiadu i Bezpieczeństwa (SOVA). Z relacji szefa SDS wynika, że niedaleko partyjnej siedziby w Lublanie stoi puste mieszkanie, które było wynajmowane wcześniej przez pracownika agencji wywiadowczej, a teraz jest czasowo użytkowane przez różne osoby. Zdaniem Janšy każda osoba odwiedzająca siedzibę jego partii jest najprawdopodobniej nagrywana przez pracowników SOVA.
Największe ugrupowanie słoweńskiej prawicy stawia dodatkowo inne zarzuty dotyczące ingerencji w sam proces wyborczy. Politycy SDS-u twierdzą, że słoweńska Państwowa Komisja Wyborcza zorganizowała przedterminowe głosowanie w dwudziestu sześciu nielegalnych lokalach. Zgodnie z obowiązującym prawem możliwe jest oddawanie głosu przez trzy dni przed właściwym terminem wyborów, ale według Janšy doszło do złamania przepisów poprzez łączenie ze sobą lokali z kilku okręgów wyborczych.
Państwowa Komisja Wyborcza odrzuciła jednak skargi złożone przez prawicę. Były szef rządu wezwał więc zwolenników SDS-u do zbojkotowania przedterminowego głosowania, które w jego opinii może być wykorzystane do sfałszowania wyników wyborów. Janša po opublikowaniu w niedzielę pierwszych cząstkowych wyników zapowiedział, że będzie domagał się dokładnego przeliczenia głosów z każdego lokalu wyborczego, odnosząc się krytycznie do funkcjonowania systemu komputerowego Państwowej Komisji Wyborczej.
Niedosyt prawicy
Wprawdzie GS zwyciężyło różnicą zaledwie jednego mandatu poselskiego, ale SDS liczyło na dużo więcej. Prawica od października 2023 roku prowadziła praktycznie we wszystkich sondażach, a liberałom udało się zmienić ten trend dopiero na kilkanaście dni przed dniem wyborów. Zdaniem liderów SDS zaszkodziło im sprowadzenie kampanii do kwestii działalności Black Cube.
Na więcej liczyli także politycy koalicji NSi, SLS i Focusa, a przede wszystkim Demokraci. Ostatnie z wymienionych ugrupowań wraz ze swoim liderem jest z pewnością największym przegranym wyborów. Anže Logar w wyborach prezydenckich w 2022 roku uzyskał najlepszy wynik w historii słoweńskiej prawicy, ale z powodu konfliktu z Janšą wiosną 2023 roku odszedł z SDS i utworzył swoją własną partię. Demokraci w niektórych sondażach mogli liczyć nawet na dwucyfrowy wynik, tymczasem zdobyli tylko pięć mandatów. Dodatkowo w Zgromadzeniu Narodowym nie zasiądzie ani sam Logar, ani też żaden z parlamentarzystów, którzy przed trzema laty wraz z nim opuścili SDS.
W przypadku sojuszu NSi, SLS i Focusa widoczny jest rozdźwięk pomiędzy politykami chadecji. Wprawdzie przewodniczący NSi Jernej Vrtovec uznał trzecie miejsce w wyborach za sukces, ale już na przykład poseł Aleksander Reberšek powiedział mediom, że politykom koalicji nie udało się przekonać do siebie wystarczającej liczby wyborców. Prawica celowała bowiem w dwucyfrową liczbę mandatów poselskich. Najbardziej zadowolone może być SLS, ponieważ ludowcy powracają do parlamentu po dwunastu latach przerwy.
Spośród prawicowych ugrupowań najbardziej zadowolona może być Resni.ca. Ugrupowanie powstałe na bazie protestów przeciwko lockdownowi w trakcie pandemii koronawirusa, balansowała w sondażach na granicy progu wyborczego. Ostatecznie jego lider Zoran Stevanović może stać się prawdziwym języczkiem u wagi. Podczas wieczoru wyborczego powiedział on, że w poniedziałek spodziewa się telefonów od Goloba i Janšy, dlatego nie wyklucza udziału w żadnej możliwej koalicji.
W kontekście poparcia dla prawicowych ugrupowań warto zatrzymać się przy sondażowych wynikach wyborów. Wskazują one na wysokie poparcie dla konserwatystów wśród najmłodszych Słoweńców. Wśród wyborców w wieku od 18 do 24 lat prawicowe komitety otrzymały łącznie ponad 56 proc. głosów, z kolei rządząca centrolewicowa koalicja nieco ponad 31 proc. Wśród emerytów prawica miała zdobyć poparcie około 36 proc. wyborców, gdy samo GS otrzymało 42 proc.
Pyrrusowe zwycięstwo?
Ugrupowanie szefa słoweńskiego rządu może być zadowolone ze wspomnianego odwrócenia sondażowego trendu. GS przez prawie trzy lata nie tylko ustępowało SDS, ale dopiero na początku roku zaczęło zbliżać się do poziomu 20 proc. poparcia. Należy tymczasem przypomnieć, że przed czterema laty liberałowie uzyskali prawie 34,5 proc. głosów, mając największą reprezentację parlamentarną spośród wszystkich dotychczasowych zwycięzców słoweńskich wyborów.
Wpływ na utratę poparcia miała z pewnością stagnacja gospodarcza, w której znalazła się Słowenia. Dodatkowo partii Goloba nie udało się rozwiązać niemal żadnego z palących problemów kraju, nie wspominając o przeprowadzeniu poważnych reform. Spośród wielu zapowiedzi sprzed czterech lat udało im się jedynie zmienić system emerytalny, a także wprowadzić nowe zasady wynagradzania pracowników sfery budżetowej (czteroletnie rządy Goloba podsumowuję TUTAJ).
Ze swoich wyników nie mogą być też zadowoleni pozostali członkowie centrolewicowej koalicji. Socjaldemokraci stracili jeden mandat i uzyskali najgorszy rezultat w całej swojej współczesnej historii. Do parlamentu nie dostała się między innymi poprzednia przewodnicząca SD i minister spraw zagranicznych Tanja Fajon. Być może socjaldemokratów na ostatniej prostej zaszkodził fakt, iż wbrew wcześniejszym zapowiedziom Słowenia nie poparła wniesionego do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości pozwu Republiki Południowej Afryki przeciwko Izraelowi. Gabinet Goloba wcześniej stał się jednym z głównych orędowników sprawy palestyńskiej w Unii Europejskiej.
Swój stan posiadania utrzymała Lewica, startująca w wyborach w koalicji z ekologami z partii Vesna. Przypadek tego komitetu jest o tyle ciekawy, że Vesna w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2024 roku otrzymała ponad 10 proc. poparcia, ale w wyniku rozłamu i odejścia swojego jedynego europosła zmarnowała swój ówczesny sukces. Obie listy słoweńskiej lewicy są zgodne w kwestii swojego słabego wyniku, uważając siebie za ofiary głębokiej polaryzacji sceny politycznej w postaci podziału na zwolenników Goloba i Janšy.
Czas na targi
Rozkład sił w nowym parlamencie znacząco utrudnia stworzenie nowego gabinetu. Stabilną większość rządową można zbudować właściwie tylko przy udziale łącznie czterech partii. Golob wraz ze swoimi dotychczasowymi lewicowymi koalicjantami nie jest w stanie jej stworzyć, nawet jeśli za nowym wotum zaufania opowiedziałoby się również dwóch posłów mniejszości narodowych.
Do gabinetu trzeba byłoby dokooptować przynajmniej jeszcze jedno ugrupowanie. Na rozmowy z premierem Słowenii otwarci są zarówno Demokraci, jaki Resni.ca. Najbardziej problematyczne dla Goloba byłoby nawiązanie współpracy z Stevanovicia, choć szef rządu zadeklarował już, że nie będzie podejmował rozmów jedynie z SDS. Sojusz z antysystemową i suwerenistyczną partią byłby jednak trudny do przełknięcia dla lewicowej części koalicji. Z pewnością mniej kontrowersji wzbudziłoby z kolei porozumienie z Demokratami, które dodatkowo dysponowałoby minimalną większością 46 głosów w parlamencie.
Teoretycznie najbardziej naturalna byłaby koalicja wszystkich czterech prawicowych komitetów. Problem w tym, że istnieją między nimi duże różnice, a przede wszystkim spory personalne. Sojusz NSi, SLS i Fokusa jeszcze przed wyborami deklarował chęć utworzenia rządu z SDS, natomiast z powodu wspomnianego rozłamu dużo trudniejsze byłoby osiągnięcie porozumienia między Janšą i Logarem. Stevanović przed wyborami podpisał natomiast deklarację o niewchodzeniu w alianse z Janšą.
Lider Resni.cy twierdzi teraz, że w SDS musiałaby nastąpić rewolucja, czyli partia musiałaby zmienić swojego lidera. Stevanović ma zarazem konkretne oczekiwania od swoich potencjalnych koalicjantów. Jego ugrupowanie chciałoby objąć w rządzie teki ministrów spraw zagranicznych, spraw wewnętrznych oraz finansów. Antysystemowcy podkreślają, że będą twardo negocjować z każdym potencjalnym koalicjantem, ale w obecnej sytuacji taką deklarację może złożyć praktycznie każda partia reprezentowana w słoweńskim parlamencie.
Maurycy Mietelski



Na Słowenii nikt nie wygrał
Bahrajn pod szczególnym ostrzałem
Modżtaba Chamenei – niewidoczny i wpływowy
Wielkie plany i małe możliwości. Nowy rząd Holandii