Nie wszystko rozbija się o próg
Podniesienie progu wyborczego znalazło się w programie nowej koalicji rządowej w Holandii. Tworzące ją partie widzą w tej propozycji szansę na ustabilizowanie sceny politycznej, ale dla opozycji to jedynie powrót do dawno obalonych teorii.
Przed tygodniem kandydujący na urząd premiera lider socjalliberalnych Demokratów 66 (D66) Rob Jetten przedstawił zarówno proponowany skład swojego rządu, jak i program koalicji współtworzonej z centroprawicową Partią na rzecz Wolności i Demokracji (VVD) oraz Apelem Chrześcijańsko-Demokratycznym (CDA). W rozdziale poświęconym holenderskiej demokracji deklaracja trzech ugrupowań zawiera postulat podwyższenia progu wyborczego.
Aktualnie jest on równy odsetkowi głosów potrzebnemu do zdobycia jednego miejsca w Tweede Kamer. Tym samym w podziale 150 miejsc w izbie niższej holenderskiego parlamentu bierze udział każdy komitet, który przekroczy próg 0,67 proc. głosów. W październikowych wyborach parlamentarnych udało się to łącznie piętnastu ugrupowaniom, a właściwie szesnastu, gdy rozdzieli się partie tworzące koalicyjny komitet Partii Pracy (PvdA) oraz Zielonej Lewicy (GL). Najmniejszym z nich jest paneuropejski ruch Volt, mający tylko jednego reprezentanta w Tweede Kamer.
Zwolennicy wprowadzenia wyższego progu wyborczego uważają, że podziały w parlamencie są zbyt duże. Nie tylko trudno jest sformować stabilną większość parlamentarną i rządzić przez całą kadencję, lecz dodatkowo utrudnione jest prowadzenie merytorycznej debaty. Dyskusje są coraz dłuższe przy jednocześnie skracanych wystąpieniach parlamentarzystów, zaś czas trwania wszelkich procedur utrudnia podejmowanie szybkich decyzji.
Zasadniczo cała propozycja nie jest nowa. W poprzedniej kadencji Tweede Kamer zgłosiła ją VVD, współtworząca wówczas gabinet Dicka Schoofa. Politycy liberalno-konserwatywnej partii „odkurzyli” w ten sposób swój pierwotny postulat z 2015 roku, kiedy problemy z utrzymaniem większości miał ówczesny premier Mark Rutte.
Od tego czasu nie zmieniła się nie tylko partia proponująca zmiany, ale także ugrupowania kontestujące pomysł. Przed ponad dekadą, podobnie jak i teraz, najgłośniej oponowały przeciwko niemu Unia Chrześcijańska (CU) i Polityczna Partia Protestantów (SGP). Teraz do ugrupowań reprezentujących religijnych kalwinistów dołączyły też Ruch Rolnik-Obywatel (BBB) i wspomniany Volt. Wszystkie wymienione partie miałyby spory problem z przekroczeniem progu wyborczego, gdyby przeforsowano koncepcję jego podwyższenia do poziomu 3 proc.
Szefowa CU Mirjam Bikker złożyła przegłosowany przez Tweede Kamer wniosek o nieprzeznaczanie pieniędzy na badania dotyczące tej kwestii. Przypomina ona, że rozpoczęcie parlamentarnych analiz wiązałoby się z kosztami, które zostały poniesione przy okazji wcześniejszych dyskusji na ten temat. Przed ośmioma laty komisja kierowana zresztą przez przedstawiciela VVD zbadała system parlamentarny, nie dostrzegając korzyści związanych z niewielkim podniesieniem progu. W warunkach holenderskich fragmentaryzacji sceny politycznej sprzyjałoby jego ustanowienie na poziomie 10 proc. Za obecnym systemem ma przemawiać też fakt, że wiele osób czuje się odpowiednio reprezentowanych. Małe partie odgrywają bowiem dużą rolę w mobilizacji najmniejszych grup elektoratu.
Politolodzy wypowiadający się dla holenderskich mediów uważają, że problemem nie jest zbyt duża liczba małych ugrupowań, lecz zmiany mające miejsce wśród największych partii. Nieco ponad dwie dekady temu istniały dwa duże obozy polityczne w postaci CDA i PvdA oraz jedna partia średniej wielkości. Już kilkanaście lat temu zostały one zastąpione przez kilka grup parlamentarnych średniej wielkości. Za symboliczną zmianę w tej kwestii można uznać skład Senatu z 2015 roku, kiedy swoją reprezentację uzyskało w nim łącznie dwanaście partii. Próg nie rozwiązuje zresztą innego problemu, jakim są pogłębiające się różnice między składami izb wyższej i niższej parlamentu, wybieranych zresztą w różny sposób.
Odmienny pogląd na sprawę progu wyborczego od liderów małych ugrupowań i politologów mają sami Holendrzy. Z badań przeprowadzonych przed pięcioma laty wynika, że za jego podwyższeniem opowiada się od 60 do nawet 70 proc. ankietowanych. Oczywiście najwyższym poparciem taka propozycja cieszy się wśród wyborców największych partii.
Przez lata w holenderskiej debacie publicznej pojawiły się alternatywne koncepcje, które miałyby przeciwdziałać nadmiernej fragmentaryzacji parlamentu. Jedną z pojawiających się najczęściej jest zwiększenie liczby podpisów obywateli pozwalających na rejestrację nowego ugrupowania.
Warto zauważyć, że prawdopodobna koalicja rządowa forsuje pomysł w dosyć osobliwym momencie. D66, VVD i CDA nie mają wspólnie większości w Tweede Kamer, a więc do utworzenia gabinetu będzie im potrzebne poparcie lub przynajmniej wstrzymanie się od głosu przez parlamentarzystów z najmniejszych ugrupowań. Ponadto politycy mniejszych partii przypominają, że socjalliberałowie i chadecy nie tak dawno temu sami dysponowali zaledwie kilkoma mandatami.
Maurycy Mietelski



Nie wszystko rozbija się o próg
Bangladesz w porewolucyjnej rzeczywistości
Thomas Massie – największy wewnętrzny wróg Donalda Trumpa
Wielki sukces po wielkich obietnicach