Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Wielki sukces po wielkich obietnicach

Wielki sukces po wielkich obietnicach


11 luty 2026
A A A

Partia Liberalno-Demokratyczna odniosła historyczny sukces, samodzielnie uzyskując większość dwóch trzecich głosów jako pierwsze ugrupowanie w historii Japonii. Premier Sanae Takaichi w kilka miesięcy wręcz podniosła konserwatystów z kolan, ale teraz będzie musiała zaspokoić rozbudzone przez siebie oczekiwania społeczne.

Łącznie Partia Liberalno-Demokratyczna (LDP) uzyskała 316 mandatów w liczącej 465 miejsc Izbie Reprezentantów, a ponadto 36 posłów będzie miał jej wyborczy sojusznik, czyli Japońska Partia Innowacji (JIP). Najsilniejszym ugrupowaniem opozycyjnym będzie koalicja Centrowego Sojuszu Reform (CRA) z zaledwie 49 mandatami. Pozostałe miejsca w izbie niższej japońskiego parlamentu zajmą centroprawicowa Ludowa Partia Demokratyczna (DPP), radykalnie prawicowe Sanseitō, popierająca e-demokrację „Drużyna Przyszłości”, Japońska Partia Komunistyczna (CPJ), postępowa partia Reiwa oraz liberalna koalicja Sojuszu na rzecz cięcia podatków w Japonii i Yukoku.

Posprzątane

Historyczny wynik LDP był zaskoczeniem nawet dla samych polityków ugrupowania, którzy jednoznacznie dawali temu wyraz w swoich wypowiedziach dla mediów. Co ciekawe, konserwatyści mogli osiągnąć jeszcze wyższy wynik, ale nie wystawili w wyborach proporcjonalnych wystarczającej liczby kandydatów. Z tego powodu, zgodnie z obowiązującymi przepisami, pomiędzy inne ugrupowania rozdzielonych zostało czternaście „niewykorzystanych” mandatów.

Może się wydawać, że to tylko kwestie techniczne, niewiele znaczące w kontekście tak miażdżącego zwycięstwa japońskiej prawicy. Pokazują one jednak, jak wiele zmieniło się w ugrupowaniu w ciągu zaledwie kilku miesięcy, dzielących wybory parlamentarne od ostatnich wyborów wewnątrzpartyjnych w LDP. Obecna szefowa partii, przejmując w niej władze na początku października, nie mogła być pewna, czy po wyborach parlamentarnych konserwatyści wraz ze swoimi sojusznikami w ogóle będą mieli większość. W międzyczasie LDP po dwudziestu sześciu latach zakończyło swój sojusz wyborczy z buddyjskimi konserwatystami z Kōmeitō.

Przede wszystkim po serii skandali konieczne było „posprzątanie” w szeregach samego ugrupowania. Poprzednik Takaichi, Shigeru Ishiba, sam wykonał w tym aspekcie pewną pracę, doprowadzając do rozwiązania wewnątrzpartyjnych frakcji. Ponadto pozbawił część polityków możliwości kandydowania w wyborach, z kolei inni mieli ubiegać się o miejsca w parlamencie w jednomandatowych okręgach wyborczych. W ten sposób LDP próbowało walczyć z kryzysem wizerunkowym, związanym z zarzutami o nielegalne finansowanie kampanii wyborczych. Warto zresztą w tym miejscu wspomnieć, że w Izbie Reprezentantów zasiądzie 41 z 43 konserwatywnych polityków, których nazwiska przewijają się w kontekście tej ostatniej afery. 

Nowa japońska premier uporządkowała z kolei kwestię krajowych sojuszy. Z powodu coraz wyraźniejszych różnic LDP pożegnało się ze wspomnianym Kōmeitō i zawarło koalicję rządową oraz wyborczą z JIP. Takaichi po wyborach zapowiedziała dalsze zacieśnianie relacji ze swoimi nieco bardziej radykalnymi partnerami. Wprawdzie JIP nie będzie potrzebne w izbie niższej parlamentu Japonii, ale w izbie wyższej LDP nie ma już samodzielnej większości.

Obietnice…

Ceną za zawarcie porozumienia rządowego i wyborczego między największymi partiami japońskiej prawicy ma być realizacja ich dwunastopunktowego programu. Lider JIP Hirofumi Yoshimura w poniedziałek spotkał się z Takaichi w sprawie wspólnego porozumienia. Nie ukrywał on, że większość z zawartych w nim pięćdziesięciu postulatów dopiero będzie przedmiotem debaty. W niektórych z nich pomiędzy obiema partiami występują spore różnice.

Szefowa konserwatystów będzie miała problem nie tylko z zaspokojeniem oczekiwań swoich koalicjantów, lecz wręcz przede wszystkim ze spełnieniem obietnic złożonych samym Japończykom. Było ich tymczasem naprawdę dużo, co według analitycznego portalu East Asia Forum stało się  w ostatnich latach immanentną cechą japońskiej polityki. Wybory odbywają się na tyle często, że nie ma czasu, aby można było czekać na efekty działań rządu. Japończycy rozliczają więc polityków nie z realizacji dotychczasowych obietnic, lecz ze składania kolejnych.

Takaichi zapowiadała zwłaszcza rozwiązanie problemów ekonomicznych Japończyków. Remedium na wysokie koszty życia ma być realizacja liczącego siedemnaście punktów programu. Jednym z najważniejszych postulatów prawicy jest obniżka podatków. Rząd planuje zawiesić na dwa lata pobieranie podatku od artykułów  spożywczych. Oznaczałoby to kontynuację polityki prowadzonej jeszcze w poprzedniej kadencji parlamentu, gdy podniesiono kwotę wolną od podatku.  

To niejedyne gospodarcze obietnice konserwatystów. Ich przewodnicząca postuluje także zwiększenie wydatków rządowych, które mają pozwolić na zwiększenie popytu. Takaichi uważa, że konieczne jest również zwiększenie inwestycji w sektor publiczny. W kampanii obiecywała ona między innymi podwyżkę wynagrodzeń dla osób pracujących w opiece zdrowotnej oraz w instytucjach socjalnych.

…nie tylko gospodarcze

Pakiet stymulacyjny dla gospodarki o wartości blisko 135 mld euro był kluczowym punktem programu LDP. Konserwatyści w swojej kampanii skupiali się jednak nie tylko na kwestiach ekonomicznych. Innym z ich najważniejszych postulatów była zmiana ustawy zasadniczej. Japońska premier już po głosowaniu zapowiedziała, że będzie dążyć do rewizji konstytucji, co w związku z miażdżącym zwycięstwem jest już bardziej realistyczne. Wprawdzie zdaniem  Takaichi „oddaje ona idealny kształt państwa”, ale najważniejszy akt prawny powinien zostać zmieniony w związku z wyzwaniami przyszłości.

Poprawki do ustawy zasadniczej miałyby dotyczyć zwłaszcza jej artykułu dziewiątego. To właśnie on czyni z Japonii państwo pacyfistyczne, wyrzekające się użycia siły w stosunkach międzynarodowych. Prawica w ostatnich latach znacząco zwiększyła wydatki na Japońskie Siły Samoobrony, dostosowując je do nowych wyzwań w dziedzinie bezpieczeństwa. Japonia obawia się oczywiście rosnącego potencjału militarnego Chińskiej Republiki Ludowej.

Ostra retoryka Tokio wobec Pekinu jest także uważana przez komentatorów za jeden z najważniejszych czynników, które przesądziły o triumfie ugrupowania Takaichi. Przewodnicząca LDP zadeklarowała w ubiegłym roku, że potencjalna agresja Chin na Tajwan spotka się z odpowiedzią ze strony Japonii. Po wyborach stwierdziła, że jest otwarta na dialog z Państwem Środka, ale zdaniem chińskiego resortu spraw zagranicznych musiałaby najpierw wycofać się ze swoich słów na temat Tajwanu.

Zmęczenie polityką

Miażdżące zwycięstwo LDP przysłoniło fakt, że ugrupowanie wcale nie będzie miało dużej legitymacji społecznej. W wyborach do Izby Reprezentantów swój głos oddało nieco ponad 54 proc. wszystkich uprawnionych Japończyków. Frekwencja wyborcza już od dłuższego czasu utrzymuje się na niskim poziomie, gdy weźmie się pod uwagę wcześniejsze zainteresowanie wyborami. Na przykład w 2012 roku wyniosła ona prawie 60 proc., z kolei trzy lata wcześniej niemal 70 proc.

Jest ona szczególnie niska wśród najmłodszych osób uprawnionych do głosowania. Przeprowadzone w ostatnich latach badania wskazują na niewielkie zainteresowanie polityką zwłaszcza wśród tzw. „pokolenia Z”, które deklaruje brak jej zrozumienia oraz nie uważa, aby jego głos cokolwiek zmieniał. Dodatkowo dla młodych Japończyków zbyt wysoki jest próg wejścia do działalności politycznej. Do polityki wchodzą więc jedynie osoby zamożne i dobrze wykształcone, stąd też staje się ona niedostępna dla zwykłych ludzi.

Jak już wspomniano niska frekwencja jest problemem od lat będącym przedmiotem dyskusji. Na razie nie znaleziono żadnego konkretnego rozwiązania, choć pomysłów pojawiało się sporo. Jednym z nich było wprowadzenie obowiązku głosowania na wzór Australii, w której dzięki temu do urn od lat chodzi około 90 proc. uprawnionych. Z drugiej strony duża absencja wyborcza ma być korzystna dla samych konserwatystów, mających najwierniejszą i najbardziej rozbudowaną bazę zwolenników.

Największym wyzwaniem dla rządzących będzie teraz nie wyborcza frekwencja, ponieważ Japończycy po raz kolejny pójdą do urn wyborczych „dopiero” za dwa lata, ale wywiązanie się z daleko idących obietnic. Takaichi skorzystała teraz na efekcie świeżości, który z każdym miesiącem będzie oczywiście słabnąć. Musi ona wyciągnąć lekcję z błędów swoich poprzedników, bliskich osiągnięcia najgorszego rezultatu w historii LDP. Będzie to jednak trudne, bo od lat Japonia nie może wyjść z gospodarczej stagnacji.

Maurycy Mietelski

fot. Wikimedia Commons / Cabinet Secretariat (CC BY 4.0)