Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Świat Ameryka Północna Niedzielne ratowanie Fannie Mae i Freddie Mac

Niedzielne ratowanie Fannie Mae i Freddie Mac


14 lipiec 2008
A A A
W piątek handel na rynkach amerykańskich nadal charakteryzował się olbrzymią zmiennością. W dalszym ciągu powody do sprzedaży akcji były dwa: problemy Fannie Mae i Freddie Mac oraz rosnąca cena ropy. Niczego w nastrojach nie zmieniał opublikowany przed sesją raport kwartalny General Electric. Był dokładnie zgodny z prognozami. Firma uważana jest za „gospodarkę USA w pigułce”, ale w dobie globalizacji takie etykiety nie mają większego sensu. Te kolosy XXI wieku zarabiają na całym świecie, a przecież nie wszędzie gospodarkom grozi recesja.

Ropa drożała z tych samych powodów, z których zdrożała w czwartek. Pretekstem była geopolityka, sytuacja w Nigerii i zapowiadany strajk w Brazylii. Osłabienie dolara doprowadziło do wzrostu ceny złota i miedzi. Indeksy giełdowe mocno spadały od początku sesji. Należało się tego obawiać wtedy, kiedy ropa drożała o kolejne 4 procent. Uwaga koncentrowała się jednak wyłącznie na Fannie Mae i Freddie Mac. Spadki ich akcji pociągnęła za sobą cały sektor finansowy. New York Times w piątek napisał, że rząd rozważa nacjonalizację, ale uważa też, że stan tych firm nie jest jeszcze tak zły, żeby taki proces przeprowadzić. Wydawało się, że to dobra informacja. Okazało się, że jest wręcz przeciwnie. Rynek naprawdę wpadł w panikę, kiedy Henry Paulson, sekretarz skarbu powiedział, że rząd chce, żeby obie firmy działały w „obecnej formie” (czyli, że na razie wyklucza nacjonalizację).

Trudno się więc dziwić, że ostatnie dwie godziny sesji należały do byków. Ropa w handlu elektronicznym ustabilizowała się, więc nie kłuła już tak bardzo w oczy. Złych informacji ze spółek nie było, a cała sprawa Fannie Mae i Freddie Mac była co prawda fatalna, ale jasne było, że rząd te spółki wyratuje. Poza tym pojawili się analitycy (między innymi z banku Barclays), którzy unisono twierdzili, że obie spółki nie mają najmniejszych problemów z dostępem do rynków finansowych. Twierdzono też, że mają wystarczająco dużo kapitału, żeby przetrwać zawirowania w tym roku. Poza tym Reuters poinformował, że Ben Bernanke, szef Fed, obiecał szefom Fannie Mae i Freddie Mac, że obie spółki będą mogły pożyczą pieniądze wprost od Fed. Byki zaatakowały, ale gracze szybko doszli do wniosku, że tak naprawdę to niczego nie zmienia, bo przecież Fed w każdej chwili może pożyczać, komu tylko chce. Indeksy po zredukowaniu spadków prawie do zera zaczęły znowu spadać. Sesję wygrały niedźwiedzia, ale katastrofy nie było.

W niedzielę w Białym Domu wystąpili przedstawiciele Fed i administracji USA. Przedstawili plan ratowania Fannie Mae i Freddie Mac, para-rządowych spółek kupujących i gwarantujących kredyty hipoteczne. Postanowiono, że Fed otworzy specjalną linię kredytową dla obu spółek. Poza tym Henry Paulson, sekretarz skarbu USA, poprosi Kongres o zezwolenie na zwiększenie limitu kredytów udzielanych przez rząd i kupno przez rząd akcji obu spółek. To niezwykłe posunięcia, które są o krok od pełnej nacjonalizacji. Praktycznie można powiedzieć, że całe 5 bilionów dolarów (1/3 PKB USA) kredytów i gwarancji obciąża teraz skarb państwa. Nic dziwnego, ze w nocy kurs EUR/USD zaatakował poziom1,60 USD. To jednak bardzo silny opór, więc kurs się odbił. Wzmocnienie dolara sygnalizuje, że rynki pozytywnie odebrały ruch USA, ale to nie do końca jest prawda. Indeksy w Azji spadały, mimo że kontrakty na amerykańskie indeksy mocno rosły. Nic dziwnego, że odbiór decyzji USA nie jest jednoznacznie pozytywny. Kolejne prawie, że upaństwowione instytucje, obciążenie skarbu państwa – ile jeszcze takich przypadków się pojawi?