Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Europa Polska Adam Wielomski: Obama a sprawa polska

Adam Wielomski: Obama a sprawa polska


01 grudzień 2008
A A A
Umowa w sprawie tarczy antyrakietowej oznaczała jakąś formę parasola ochronnego USA nad Polską, zgodnie z zasadą: Polska obszczekuje rosyjskiego niedźwiedzia, a gdy ten ryknie, to kryje się za amerykańskiego Grizzli. Zwycięstwo Obamy może jednak wiele zmienić.

Stało się: Barack Obama wygrał wybory i został Prezydentem Stanów Zjednoczonych. Korzystając z okazji składam wszystkim Amerykanom wyrazy współczucia. Łączę się z Wami w Waszym smutku w tych tragicznych chwilach.

Problemem w żadnym razie nie jest kolor skóry Baracka Obamy. W ogóle nie rozumiem szumu informacyjnego w rodzaju „murzyn” czy „nie-murzyn”. Jakie to ma znaczenie? Jestem najdalszy od podniecania się kolorami czarnymi i białymi. Nie rozumiem problemu ludzi, którzy głosowali na Obamę dlatego, że jest czarny lub nie głosowali właśnie z tego powodu, choć jeśli motywem głosowania większości czarnoskórych wyborców Obamy było to, że jest czarny, to jest to SKRAJNY RASIZM, który jednak wolno publicznie propagować, podczas gdy stwierdzenie, że nie głosuję na Obamę, bo jest czarny jest zakazane i „politycznie niepoprawne”. A przecież to dokładnie to samo!

Problem tkwi w czym innym: Barack Obama to kompletny lewak. On nie jest czarny, on jest czerwony! Czarną ma skórę, ale wnętrze jest czerwone – i to stanowi zasadniczy problem. Kryzys finansowy i gospodarczy jaki wstrząsnął Ameryką jest tym bardziej niepokojący. Wszak bessa ekonomiczna to w gospodarce rzecz normalna i zdarza się co 9-10 lat. Tylko, że jak akurat się zdarzy, że rządzi lewica, to taki normalny kryzys zostaje potraktowany jako „dowód upadku kapitalizmu” i uzasadnienie dla zbudowania socjalizmu w postaci wzrostu interwencjonizmu państwa w gospodarkę. Obama dokona wzrostu etatystycznej interwencji, a wtórować będą mu socjaliści całego świata: Nicolas Sarkozy, Hugo Chavez, Lech Kaczyński i Ryszard Bugaj.

Patrząc z perspektywy polskiej można przypuszczać, że koledzy z PiS – patrząc na Obamę – dostanę skrzydeł w zwalczaniu „skrajnego liberalizmu PO” i będę go stawiać za wzór budowniczego „państwa solidarnego”. Ale to jeszcze i tak jest drobiazg. Problem jest znacznie poważniejszy.

W ostatnim czasie Polska prowadziła politykę zagraniczną w postaci refleksu polityki amerykańskiej. Dotyczy to szczególnie PiS i Lecha Kaczyńskiego w okresie wojny rosyjsko-gruzińskiej. Wyprawa Lecha Kaczyńskiego do Tbilisi był potwornym błędem dyplomatycznym, ale miała o tyle swoją logikę, że Kaczyński stanowił tam amerykańskie usta. Mówił to, co było na rękę Amerykanom, a czego oni – jako mądrzejsi – woleli głośno nie mówić. Woleli wysłać na taką samobójczą misję któryś z krajów sojuszniczych, którego władze mniej rozumują, a więcej kierują się „polityką gestu”. Znaleźli idealnego kandydata: Polskę. Prezydent pojechał, powiedział co powiedział, nic nie zdziałał. Ale jedno mu się udało: zadrzeć z Rosją, doprowadzić stan stosunków między Polską i Rosją do czerwoności. Polska nie wyciągnęła z tego oczywiście żadnych korzyści, ale wyciągali Amerykanie. Umowa w sprawie tarczy antyrakietowej – przy wszystkich jej wadach i słabościach – oznaczała jakąś formę parasola ochronnego USA nad Polską, zgodnie z zasadą: Polska obszczekuje rosyjskiego niedźwiedzia, a gdy ten ryknie, to kryje się za amerykańskiego Grizzli.

Ten mechanizm działałby dalej, gdyby amerykańską politykę zagraniczną nadal kreowali neokonserwatyści, którzy chyba nie rozróżniają między Rosją a ZSRR i mają swoją idée fixe w postaci świata jednobiegunowego. Zwycięstwo Johna McCaina gwarantowałoby kontynuację, bo polityk ten w radykalizmie przebijał George’a Busha. Zwycięstwo Obamy może zmienić wiele.

Po pierwsze, Obama to lewicowy populista, który ogląda wyłącznie słupki w sondażach. Jego interesuje budowa „wielkiego społeczeństwa” i „wielkiego rządu” w USA, a nie sprawy środkowej Europy. Obama wydaje się akceptować, że świat jest wielobiegunowy i Rosja ma swoją sferę wpływów. W czasie niedawnej wizyty w Berlinie zasugerował, że naszą część świata oddaje do zagospodarowania Rosji i Niemcom. I słusznie: z punktu widzenia budowy socjalizmu w USA sprawy Polski czy Gruzji są bez znaczenia.

Po drugie, Obama jest zwolennikiem ładowania pieniędzy podatników w upadające banki (kandydat „spoza układu”, „The Change we Need”…). Nawet Stany Zjednoczone mają ograniczone możliwości pieniężne i na czymś będzie musiał zaoszczędzić. Jeśli nie jest on przekonany co do sensowności budowy świata jednobiegunowego, to system antyrakietowy może zostać obcięty w pierwszej kolejności. Nawet nie musi wypowiedzieć formalnie umowy: po prostu Kongres nie uchwali na to pieniędzy i umowa pozostanie na papierze.

Tymczasem polska dyplomacja grała od dawna na zwycięstwo McCaina i kontynuację radykalnej polityki antyrosyjskiej. Lech Kaczyński dlatego stawiał się jakoś unijnym politykom w sprawie Traktatu Lizbońskiego, bo czuł poparcie Ameryki; popełnił katastrofalny błąd dyplomatyczny w czasie wojny rosyjsko-gruzińskiej, gdyż czuł na plecach poparcie Waszyngtonu. Jeśli Barack Obama zaakceptuje zasady Doktryny Miedwiediewa o wielobiegunowości świata, to po prostu nas zostawi. Sam na sam z Rosją. My tu jeszcze krzyczymy „Wolna Gruzja!”, a Zamorski Protektor zamyka parasol ochronny i wraca do domu, zostawiając nad na rosyjskim deszczu. Nie jest to wariant przesądzony ze względu na zasadę kontynuacji polityki zagranicznej USA, ale jest to wariant możliwy. Co w takiej sytuacji zrobi Lech Kaczyński? Jeśli Polska zostanie postawiona sam na sam z Rosją i straci silne oparcie amerykańskie, to będzie mógł zrobić tylko dwie rzeczy: albo wybrać się do Moskwy, albo do Brukseli. Nie wierzę, że do Moskwy się wybierze, gdyż do tego trzeba umieć myśleć politycznie, a nie odczuwać politykę w duchu „Kordiana” czy „Konrada Wallendroda”. A więc zostanie mu założenie worka pokutnego, posypanie głowy popiołem, zzucie obuwia i wyjazd do Brukseli, gdzie zawiezie swój podpis pod Traktatem Lizbońskim i zakrzyknie: „Panowie Europejczycy, ratujcie!”.

Od dawna przestrzegałem, że nasza antyrosyjska polityka może spowodować, że któregoś dnia obudzimy się z ręką w przysłowiowym nocniku. Obawiam się, że to nie sen był czarny, to rzeczywistość zmaterializowała się w czarnej postaci lewicowego, populistycznego i izolacjonistycznego polityka, na którego zwycięstwo nie stawiały ośrodki dyplomatyczne prowadzące naszą dyplomację.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża jedynie prywatne poglądy autora.

Artykuł ukazał się pierwotnie na łamach portalu konserwatyzm.pl Przedruk za zgodą autora.