Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Europa Polska Łukasz Bardziński: Gdzie dwóch się bije...

Łukasz Bardziński: Gdzie dwóch się bije...


07 lipiec 2008
A A A
Kwestia instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce stanęła w ostatnich dniach pod znakiem zapytania. Pytanie jednak czy premierowi Tuskowi w ogóle zależy na zawarciu porozumienia z Waszyngtonem? Kwestia instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce stanęła w ostatnich dniach pod znakiem zapytania. Wszystko zaczęło się, od tajemniczej misji Anny Fotygi w USA, oraz od ogłoszenia przez premiera Donalda Tuska, że oferta ze strony USA nie jest satysfakcjonująca. Koledzy partyjni Tuska, sugerowali nawet, że winę, za taki a nie inny kształt amerykańskiej oferty ponosi Anna Fotyga. Niestety tak naprawdę, kto za co ponosi winę i jaki jest rzeczywisty stan rozmów Polska – USA trudno nam określić w związku z tym, że rozmowy są tajne. I tak na marginesie bardzo dobrze, bo co prawda negocjacje na innym zgoła polu pomiędzy PiS i PO w 2005 roku, pokazały, że jawność takich rozmów tylko szkodzi celowi ostatecznemu.

Tymczasem pokuszę się o małą refleksję która w sprawie negocjacji z USA, nasuwa się na podstawie tego co na co dzień obserwujemy w serwisach informacyjnych. Mamy oto dwie postawy, bardzo przychylną względem Tarczy postawę prezydenta i postawę premiera, który  zachowuje się tak, jakby tej tarczy nie chciał.

Obawiam, się, że jeżeli faktycznie Tuskowi nie zależy tak naprawdę na tarczy, a wszelkie rozmowy to tylko prowizorka, to sprawę tego projektu w zasadzie można uznać za zakończoną z bolesnymi skutkami dla Polski w przyszłości. Ponieważ po pierwsze ostatnia bardzo stanowcza wypowiedź Tuska miała miejsce w dniu największego święta narodowego USA.

Był to bardzo poważny nietakt, stwierdzić, w dniu kiedy nasz partner świętuje, że jego oferta jest niezadowalająca. Czy Tusk nie mógł choćby zaczekać jeden dzień? Myślę, że wie to  tylko on sam i najbliższe jego otoczenie. Jedno jest pewne, rozmowy naraził na fiasko w sposób iście dyplomatołkowy, korzystając ze słynnej wypowiedzi profesora Bartoszewskiego. Bo nawet, jeżeli było to zagranie świadome i miało służyć zakończeniu rozmów to styl był po prostu fatalny. Po drugie Tusk po raz kolejny pokazuje, że interesuje go wyłącznie popularność. Dąży do zerwania rozmów, które miały by doprowadzić, do instalacji niezbyt chętnie przyjmowanej w Polsce tarczy antyrakietowej. Ale czemu się dziwić, jak ktoś chce być prezydentem, to musi przede wszystkim liczyć się z opinią wyborców. Cóż tak się widocznie przyjmuje, że większość wie najlepiej co dla kraju najlepsze. Tyle, że takie zagranie to zwykły populizm i to w bardzo złym stylu, z którym podobno Platforma miała walczyć. Takie „granie pod publiczkę” też na pewno nic dobrego w przyszłości Polsce nie przyniesie.

Po trzecie takim zerwaniem rozmów Tusk pokazuje, że nie interesują go dobre relacje z poważnym sojusznikiem, a tak naprawdę najpoważniejszym sojusznikiem. Za to podobnie jak z sondażami w Polsce liczy się Tusk z UE. Kreuje się na twardziela, który stawia się władzom światowego mocarstwa, a jednocześnie jest potulny i posłuszny względem kanclerz Niemiec.

Niestety myślę, że jest to bardzo zła droga. Dla USA tym jesteśmy ważniejszym partnerem w rozmowach im nasza pozycja w UE jest silniejsza. Tymczasem, nie dość, że osłabiamy naszą pozycję w UE, to zrażamy do siebie kluczowego partnera militarnego. W tej sytuacji jedynym partnerem pozostaje dla nas Rosja, a z nią raczej z pozycji siły rozmawiać nie możemy, tym bardziej, że nie robimy nic by wzmocnić naszą rolę w UE.

Z kolei postawa prezydenta jest całkowicie odwrotna. Przede wszystkim dba o to, aby głos Polski w UE był znaczący i nie wkracza „na kolanach” na europejskie salony, z drugiej strony jest przyjaźnie nastawiony do USA i w miarę umocnienia Polski w UE może zyskiwać coraz więcej w relacjach za oceanem.

Jeżeli przyjmiemy, że negocjacje z USA w sprawie tarczy są dla Polski kluczowe i w naszym interesie jest instalacja w Polsce jej elementów, choćby z uwagi na wieloletnie związanie w ten sposób interesów USA z naszym regionem, to możemy  pokusić się o tezę iż połączenie tych dwóch postaw może okazać się dla Polski najlepszym rozwiązaniem. Pomimo fatalnej moim zdaniem postawy rządu, można to wykorzystać. Znana jest bowiem chyba wszystkim metoda negocjacji „dobry i zły policjant”. Jest to metoda znana ale i skuteczna. W naszym przypadku prezydent Lech Kaczyński mógłby być dobrym policjantem, który poprawiał by nastrój po „akcjach” „złego” Tuska.

Niestety takie zagranie wymaga mimo wszystko współpracy między Pałacem prezydenckim, a kancelarią premiera. Oczywiście pokazywanie na zewnątrz skłócenia obu panów może tylko uwiarygodnić ich postawy przed amerykańskimi negocjatorami.

Ale to chyba tylko political fiction, patrząc na historię stosunków Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego trudno oczekiwać, aby w tej sprawie powstało jakieś porozumienie.

Po informacjach jakie usłyszałem dzisiejszego ranka, postanowiłem tekst uzupełnić o jeszcze jedne komentarz. Wyjazd ministra Sikorskiego do USA, po tym jak stwierdzono, że piłeczka jest po stronie USA, świadczy zarówno o niekonsekwencji polityki Tuska jak i braku profesjonalizmu. Bo oto rząd robi wrażenie jakby przestraszył się tego, co zrobił i próbuje szybko ratować sytuację, wobec tego, że delikatnie pojawiają się sugestie o instalacji tarczy na Litwie. Można wnioskować jednak, że Tusk jednak jest zainteresowany tarczą, albo zrozumiał, że tak się nie prowadzi polityki. Póki co niestety próby ratowania sytuacji wywołują kolejne wpadki dyplomatyczne.

Nasuwa się też refleksja, czy wobec antagonizmów pomiędzy premierem i prezydentem cała sprawa nie powinna zostać powierzona Annie Fatydze, jako tej która prowadziła wcześniej negocjacje i Radosławowi Sikorskiemu jako obecnemu szefowi MSZ. Może na tym trochę niższym szczeblu uda się znaleźć porozumienie, i poskromić negatywne emocje w celu osiągnięcia konsensusu co do stanowiska naszego kraju.