Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Styl Książka Wywiad z autorem książki Obcy element, Olegiem Zakirovem

Wywiad z autorem książki Obcy element, Olegiem Zakirovem


20 czerwiec 2010
A A A

W pierwszej kolejności chciałem zapytać o przyczynę napisania książki. W ostatnim rozdziale wspomniał Pan, że tak naprawdę nie wiadomo co lub kto sprawił, że zdecydował się Pan na publikację. Czy to ze względu na Pana dziadka, który był Polakiem, czy ze względów moralnych, bo przecież zależy Panu na prawdzie, czy też dla Boga, który na pewno nigdy nie nazwałby Pana obcym elementem?

Wszystko, co człowiek robi jest dla Pana i  jego los też jest tak jakby kierowany z góry. W przypadku sprawy katyńskiej można było poczuć dużo mistycyzmu, który dotknął również mnie samego. Kiedy pracowałem w Smoleńsku i prowadziłem tam swoje prywatne śledztwo, to już wtedy wiedziałem, że mordercami byli funkcjonariusze NKWD. Już w 1989 roku podałem tę informację do gazet, radia, telewizji, bo miałem właśnie takie mistyczne poczucie, że oni, Ci zabici oficerowie, wołają do mnie z tych dołów. Chcą, żebym ich wyzwolił z tej nieprawdy. Może Pan wierzyć albo nie wierzyć, ale ja właśnie takie wołanie o prawdę slyszałem i czułem. Pracowałem wtedy w czasach Gorbaczowa, czyli w czasach pieriestrojki i dodatkowej rehabilitacji. Chodziło przecież o sprawę masowego mordu, a ja bardzo chciałem odpowiedzieć na to wołanie o prawdę.

 

ImageRozumiem, ale z drugiej strony Pan się nie bał? Przecież to było ogromne ryzyko. Miał Pan córkę, żonę. Znęcano się nad żoną, córkę zastraszano.

Żona dostała choroby serca i później przyznali jej drugi stopień niepełnosprawności. Mnie natomiast najbardziej dotknął nie tylko fakt zwolnienia z pracy, ale także sam powód. Wysłali mnie przecież do kliniki psychiatrycznej, a tam po serii badań lekarz orzekł, że mogę być chory psychicznie. Na tej podstawie mnie wyrzucili. To dotknęło mnie najbardziej ze wszystkiego, bo przecież pół roku przed zwolnieniem przeprowadzano rutynowe badania psychologiczne, które nie wykazały żadnych zaburzeń. Dopiero kiedy zacząłem prowadzić prywatne śledztwo, nagle okazało się, że jestem chory psychicznie

Już na samym początku był Pan zastraszany.

Tak, zgadza się. Żona dostawała telefony. Słyszała w słuchawce: ,,My Twojego męża wsadzimy do psychiatryka!"

Ale śmiercią nie grozili?

Grozili. Były telefony w środku nocy, że dają mi trzy dni na opuszczenie Smoleńska. Jak nie wyjadę, to koniec.

A teraz Pan potrafi określić skąd płynęła tak wielka nienawiść Stalina i części ówczesnej Rosji do Polaków? Dochodziło do tak absurdalnych sytuacji, że zamieniano Polaków na Żydów, żeby móc się ich łatwiej pozbyć. Każdy z nazwiskiem zakończonym na -cki, -ski również był Polakiem i każdy w konsekwencji był prześladowany. Co złego robili Polacy, Białorusini, Łotysze?


A Rosjanie? Rosjanie przecież też byli prześladowani. Ja to analizowałem i myślę, że przede wszystkim to był wielki strach Stalina przed własnym narodem, a jeszcze większy przed obywatelami obcych krajów. Bał się zagrożenia ze strony wszystkich innych. Nie likwidował tylko zagrożenia realnego, ale także to potencjalne

Pisał Pan na przykład o Łotyszach: ,,Cała ich zbrodnia polegała na tym, że zarabiali na życie uczciwą pracą, kultywowali rodzinny język i kulturę oraz byli przeciwni stalinowskim kołchozom." Tak naprawdę nie robili niczego złego.


Była na przykład taka łotewska wieś, zaraz obok Smoleńska. Żyli dobrze, a nagle wszystko skonfiskowane, jedna część rozstrzelana, a druga na Sybir. Kiedyś jechałem z kierowcą ze Smoleńska, który się mnie spytał: ,,Widzi Pan te fundamenty? To tutaj mieszkali Łotysze. Tylko to po nich zostało"

Kiedy Pan prowadził swoje prywatne śledztwo i był pan funkcjonariuszem KGB, to bardzo często otwarcie sprzeciwiał się Pan najdrobniejszym sprawom. Na przykład temu, że funkcjonariusze używają służbowych samochodów albo że niedaleko Koziej Góry nielegalnie wycięto las. Nie lepiej było prowadzić to śledztwo po cichu, bez zaczepek i zwracania uwagi na, w porównaniu ze zbrodnią katyńską, najdrobniejsze przewinienia?

W czasach pieriestrojki myślałem, że z tym nadużyciem władzy będzie można już skutecznie walczyć. Chodziło mi przede wszystkim o Kozią Górę. Bardzo mnie to wtedy bolało, że na tych kościach rozstrzelanych polskich oficerów, radziecka władza się bawi. Pije, pali, odpoczywa w soboty i niedziele. Ja nie mogłem z tym spokojnie żyć.

Wracając do pieriestrojki, bo często przywołuje Pan te czasy. Mówił Pan, że ,,wielu nie oddzielało w pieriestrojce tego, co dobre od tego, co złe, wszystko wrzucając do jednego worka." Ludzie nie wiedzieli wtedy co jest dobre, a co jest złe. Z drugiej strony powstał paradoks, bo jeżeli dawniej KGB ścigało i surowo karało za mówienie prawdy, to jak może później oczekiwać, że ludzie powiedzą co tak naprawdę się wydarzyło. Przychodził Pan jako funkcjonariusz KGB i oczekiwał Pan prawdy?

KGB prawda zawsze bolała, a w czasach pieriestrojki ludzie poczuli wolność i zaczęli robić rzeczy nie do pomyślenia. Ludzie napadali na sąsiadów, obrabiali banki i to wszystko na szeroką skalę. Było gorzej niż na Dzikim Zachodzie. Nadal w Rosji faktyczne rządy sprawuje mafia związana z urzędem KGB, to jest władza mafijna.

W Pańskiej książce można przecież przeczytać: ,,Przez to, że pieriestrojka nie dotarła do KGB, to właśnie Putin rządzi Rosją."

Walczyliśmy o to, żeby w KGB pieriestrojka też była obecna. Utworzyliśmy przecież specjalną konferencję w celu oczyszczenia służb. Na początku mieliśmy jakieś pomniejsze sukcesy, ale kiedy KGB otrzeźwiało i zobaczyło do czego tak naprawdę dążymy, to konferencja upadła, a nas wszystkich zamknięto w więzieniu. Teraz się mówi, że władza w Rosji składa się w 80-90% z byłych urzędników KGB.

Myśli Pan, że skoro Rosją rządzi KGB, to nadal jest tak niebezpiecznie jak za czasów realnego funkcjonowania tych służb?

Tak jak Pan słyszy w mediach, kondycja czy stan zdrowia Rosji jest bardzo niedobry. Nie ma wolności słowa, media są kontrolowane. Nie mamy wolnych gazet, na szczęście chociaż w internecie zostało jeszcze trochę wolności. Wszystko jest sterowane. To bardzo niedobrze, bo za co ja i cała reszta walczyliśmy?

Miała przecież być jawność.

No miała, ale jej nie ma. Jest urzędnik, a za nim mafia i oni rządzą całą Rosją. To właśnie związki urzędników z mafią.

W Rosji nadal jest niebezpiecznie?

W Rosji jest bardzo niebezpiecznie. Ataki w Moskwie, w Petersburgu. Niedawno święto zwycięstwa Rosji nad faszyzmem, a sami zabijają ludzi z Kaukazu. W Moskwie istnieją, odradzają się organizacje faszystowskie i polują na ludzi.

A jak Pan spojrzy na to wszystko z perspektywy wydarzeń z 10 kwietnia tego roku, czyli katastrofy polskiego samolotu pod Smoleńskiem. Jak Pan spojrzy na zachowanie Rosjan, Putina, Miedwiediewa, to widać, że mamy dwa wizerunki Rosji. Rosji, która zabija Annę Politkowską i Rosji, która pomaga i współczuje Polakom.

Naród rosyjski lubi Polaków, a coś niedobrego może iść tylko i wyłącznie od władzy z Kremla. Ja urodziłem się w Związku Radzieckim, mieszkałem w Związku Radzieckiem i nigdy nie słyszałem, żeby Rosjanie nie darzyli Polaków sympatią. Inna sprawa to władza. A teraz Miedwiediew trochę chce takiej otwartej polityki z Polską. Ale tak jak to jest napisane w Piśmie Świętym: ,,Poznamy ich po czynach." Ja na razie w sprawie Katynia żadnych takich konkretnych czynów nie widzę, bo nadal są utrzymywane postanowienia wojennej prokuratury z 2004 roku. W jej oświadczeniu mówi się o zabiciu i zidentyfikowaniu 22 osób i tak to można zrozumieć, że nie zabito 22 tysiące osób albo więcej, tylko 22.

A jak może Pan ocenić swój wkład w odtajnienie zbrodni katyńskiej?

Ja z siebie nie robię wielkiego Prometeusza, ale polski pisarz i historyk Tadeusz Kisielewski napisał w swoim artykule, że tacy ludzie, którzy prowadzą swoje własne śledztwa dla prawdy, zmusili Gorbaczowa do przyznania się do Katynia.

Opłacało się napisać tę książkę? Było warto ryzykować?

Ta książka to moje wielkie wspomnienie. To jest całe moje życie.