Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Unia Europejska Małe jest piękne, ale lepiej żyje się w grupie - kryzys gospodarczy a separatyzm w UE

Małe jest piękne, ale lepiej żyje się w grupie - kryzys gospodarczy a separatyzm w UE


13 listopad 2012
A A A
Kryzys ekonomiczny pustoszy kolejne kraje europejskie i powoduje wzrost tendencji separatystycznych w niektórych regionach, które nie chcą płacić na innych lub chcą wykorzystać trudną sytuację gospodarczą dla własnych celów. Najsilniej dążenia niepodległościowe uwydatniają się w Katalonii, Kraju Basków, Szkocji i Bawarii. Jednakże do rozpadu tych państw jeszcze daleko. Problemy gospodarcze w Europie wzmagają tendencje separatystyczne w różnych regionach. Nie zawsze jednak chodzi o samą niepodległość. Czasem cele mogą być zupełnie odmienne. Rządy krajów są bowiem gotowe na różne ustępstwa byleby utrzymać jedność państwa. Coraz głośniej niepodległości domaga się Katalonia i Szkocja. Nieustannie walczą o nią także Baskowie. Chęć secesji zgłaszają również Bawaria w Niemczech, Flandria w Belgii, Padania we Włoszech oraz Korsyka.

Independència!
Już dawno tendencje niepodległościowe w Katalonii nie były aż tak donośne. Autonomiczny rząd kataloński – Generalitat – wyczuwa, że obecny kryzys gospodarczy, który dotyka Hiszpanię może być bardzo korzystny dla Katalonii. Generalitat stara się uzyskać coraz szerszą autonomię i większe przywileje. 11 września na Marszu Niepodległości w Barcelonie zebrało się blisko 2 mln ludzi, co stanowi największą demonstrację w historii Katalonii.

Rząd autonomiczny na pewno będzie dążył do tego by jak najbardziej wykorzystać sytuację i poszerzyć autonomię regionu. Ostatnim pomysłem była niezależność finansowa Katalonii. Dałoby to regionowi możliwość własnego kreowania podatków i zarządzania nimi. Powstałby również niezależny od Madrytu skarb państwa.

Jedna z nacjonalistycznych partii katalońskich - „Convergencia i Unio” - skierowała do Komisji Europejskiej pytanie czy jeśli doszłoby do secesji Katalonii mogłaby ona pozostać w strefie euro jako niezależne państwo. Region po uzyskaniu niepodległości musiałby również przejść cały, żmudny proces integracji z UE. Już w 2004 roku Komisja Europejska stwierdziła, że regiony państw członkowskich, które uzyskają autonomię nie mogą korzystać z postanowień traktatowych. Ponadto nawet, gdyby nowo powstałe państwo chciało integrować się z Unią miało by poważnego oponenta w postaci samej Hiszpanii, która mogłaby blokować członkowstwo w UE swojego regionu.

Jako powód wzrostu nastrojów separatystycznych w Katalonii można wskazać problemy gospodarcze regionu. Jest to obecnie najbardziej zadłużony ze wszystkich regionów Hiszpanii. Roczny deficyt budżetowy wynosi 12 mld euro. Długi Katalonii sięgają ponad 42 mld euro, kiedy zadłużenie całego kraju to 180 mld dolarów. Hiszpania utworzyła specjalny fundusz ratunkowy, który ma wspomóc finanse objętych recesją regionów. Cały fundusz wynosi 18 mld euro. Katalonia pod koniec sierpnia zwróciła się z prośbą o przyznanie 5 mld euro na walkę z kryzysem. Tymczasem do końca roku region musi spłacić wierzycielom ponad 10 mld euro. Nie zmienia to jednak faktu, że Katalonia produkuje aż 20% hiszpańskiego PKB, kiedy jego ludność to zaledwie 15% mieszkańców Hiszpanii (9 milionów osób). PKB Katalonii jest porównywalny z PKB Austrii. Katalończycy pomimo własnych problemów finansowych, czują się wyzyskiwani przez rząd w Madrycie. Uważają, że pracują na inne biedniejsze regiony kraju. W całej Hiszpanii panuje 25 procentowe bezrobocie, kiedy w Katalonii bez pracy pozostaje 800 tys. osób, czyli około 9%. Katalończyków oburza, że o środki na obsługę służb publicznych muszą prosić stolicę kraju, kiedy Kraj Basków i Navarra mogą same ściągać podatki.

Na 25 listopada partie separatystyczne zaplanowały referendum w Katalonii, w którym ludzie mają opowiedzieć się czy chcą by ich region był niezależny od Hiszpanii. Ma ono odbyć się równolegle z wyborami parlamentarnymi do Generalitat. Temu pomysłowi sprzyjać może fakt, że premier Wielkiej Brytanii David Cameron zgodził się na przeprowadzenie w 2014 roku referendum odnośnie niepodległości Szkocji. Na referendum musi zgodzić się rząd i król Hiszpanii.

Możliwość secesji Katalonii wydaje się jednak być czysto fikcyjna. Na pewno nie pozwoli na to rząd Mariano Rajoya. Premier Hiszpanii ogłosił, że rząd na pewno na to się nie zgodzi. Jest to jego zdaniem niezgodne z konstytucją hiszpańską. Według ustawy zasadniczej żaden z regionów nie może sam wystąpić o autonomię. Premier Rajoy zdecydowanie podkreślił, że w Europie nie ma miejsca dla niepodległej Katalonii i Kraju Basków. Ich aspiracji nie popiera również żadna z głównych partii w Kortezach.

Tymczasem w Kraju Basków w wyniku przeprowadzonych 21 października wyborów, władzę w regionie przejęły dwie partie nacjonalistyczne. Baskijscy nacjonaliści w ciągu ostatnich 32 lat nie byli u władzy tylko przez 6 lat. Jednakże tym razem zwycięska partia PNV, która do tej pory współpracowała z rządem w Madrycie, zdecydowanie zaostrza retorykę, domagając się „nowego statusu politycznego”. Widząc zmiany nastrojów społecznych w Katalonii, Baskowie także myślą o przeprowadzeniu referendum w sprawie niepodległości.

Kryzys ekonomiczny w Hiszpanii sprawia, że rząd dąży ku centralizacji. Aby można było przeprowadzić cięcia w sektorze publicznym konieczna jest współpraca z regionami. To właśnie one odpowiadają za blisko połowę długu publicznego, są odpowiedzialne między innymi za służbę zdrowia i system edukacji. Hasła niepodległościowe są odpowiedzią na chęć przejęcia przez stolicę kontroli nad budżetami regionów. Dążenia separatystyczne mogą być zatem walką z rządem centralnym o podział kompetencji. Przykładowo bez gospodarki Katalonii Hiszpania nie miałaby szans na ograniczenie deficytu budżetowego. Nacjonaliści wykorzystują kryzys, grożąc secesją dla poszerzenia kompetencji i autonomii regionu.

Secesja tych dwóch hiszpańskich regionów byłaby dla nich bardzo szkodliwa. Regiony musiałyby starać się o przyjęcie do Unii Europejskiej, straciłyby dostęp do rynku europejskiego, odstraszyły by inwestorów, a i tak przypadłaby im do spłaty jakaś część hiszpańskiego długu. Przywódcy ruchów separatystycznych muszą zrezygnować z krótkoterminowych planów i prowadzić rozsądną, stopniową politykę zmiany systemu politycznego Hiszpanii. Racjonalizm musi zwyciężyć.


Niezdecydowany jak Szkot
Znacznie poważniejsza jest możliwość rozpadu Wielkiej Brytanii. W październiku premier David Cameron porozumiał się z premierem Szkocji Alexem Salmondem i zgodził się na przeprowadzenie w 2014 roku referendum w sprawie niepodległości tej części Wielkiej Brytanii. Szkocja domagała się przeprowadzenia takiego referendum już od wielu lat. Szansa na taką procedurę pojawiła się w 2011 roku, kiedy do władzy w Szkocji doszli nacjonaliści.

W referendum ma paść pytanie „Czy Szkocja powinna opuścić Zjednoczone Królestwo?”. Obecnie nieznaczną przewagę mają przeciwnicy secesji. Nie zraża to jednak zwolenników – ustalenie terminu referendum na 2014 rok daje im dwa lata na przekonanie opinii publicznej. Szansę na pozytywny wynik referendum zwiększa również fakt, że obniżono wiek wyborców do 16 lat. Szkocja Partia Narodowa wierzy, że właśnie młodzi ludzie opowiedzą się za niepodległością. Obserwatorzy proponowali także wprowadzenie opcji głosowania na zmaksymalizowanie autonomii Szkocji przy jednoczesnym pozostaniu w ramach Zjednoczonego Królestwa.

Niepodległość Szkocji wydaje się zatem całkiem realna. Już w 1999 roku Szkoci powołali swój parlament i rząd autonomiczny. Pora na kolejny krok. Problemem dla Szkockiej Partii Narodowej będzie przekonanie samych Szkotów do poparcia tej idei. Tymczasem Wielka Brytania zagroziła, że po ogłoszeniu niepodległości przez Szkocję nie będzie mogła ona korzystać z funta, co byłoby nie lada problemem dla gospodarki nowo powstałego kraju.

Szansa na secesję Szkocji jest znacznie poważniejsza niż w przypadku Katalonii czy Kraju Basków, ale niesie za sobą nie mniej trudności. Szkocja wchodzi w skład Wielkiej Brytanii od 1707 roku, co powodować może trudności w ustaleniu granic nowego państwa. Kolejne problemy to określenie polityki obronnej nowo powstałego kraju (Szkocja jest zwolenniczką neutralności), wysokości jej długu publicznego, który miała by przejąć w przypadku secesji. Szkocja posiada złoża ropy naftowej na Morzu Północnym, lecz bez pomocy Wielkiej Brytanii może mieć problemy z jej eksploatacją.

Podobnie jak w przypadku regionów Hiszpanii, wielce problematyczna byłaby kwestia członkowstwa w Unii Europejskiej. Szkocka gospodarka jest bardzo słaba i nie sprostałaby wymaganiom unijnym. Niewiadomo również jak rozwijać będzie się dalsza integracja i czy Unia w najbliższym czasie będzie planowała przyjmować kolejnych członków, póki nie upora się ze swoimi problemami finansowymi. Niewiadomo również czy Szkoci po uzyskaniu niepodległości chcieliby oddać choć trochę swojej suwerenności Unii Europejskiej.


Bayern kann es auch allein    
W Niemczech sytuacja ma się podobnie jak w Hiszpanii. Najbogatszy z landów – Bawaria zaczyna coraz częściej wspominać o odłączeniu się od Niemiec. Do ogłoszenia niepodległości nawoływał niedawno jeden z czołowych polityków rządzącej w tym landzie CSU – Wilfried Scharnagl. Narzeka on, że Bawaria jako najbogatszy land musi dopłacać do biedniejszych regionów północy. Wydał on książkę „Bayern kann es auch alein – Bawaria może być też sama”, w której przedstawił swoje tezy. Stała się ona powodem szerokiej dyskusji w całych Niemczech.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że gdyby doszło do takiego wydarzenia, niepodległa Bawaria byłaby dziewiątą co do wielkości gospodarką Unii Europejskiej. Jej PKB wynosi 446,5 mld euro. Poziom życia w tym landzie jest o 13% wyższy niż średnia krajowa. Za niepodległością Bawarii mógłby przemawiać również fakt, że w landzie panuje silne odczucie odrębności regionalnej. Na uwagę zasługuje także to, że Bawaria jest w większości katolicka, kiedy w całych Niemczech dominuje protestantyzm.

CSU jest bawarskim odpowiednikiem rządzącej w kraju CDU. CSU nie ukrywa także, że nie popiera wielu działań rządu centralnego. Sprzeciwia się między innymi naleganiom na utrzymanie Grecji w strefie euro. Za niepodległością landu od lat opowiada się również Partia Bawarska – Bayernpartei, która domaga się „niepodległej Bawarii w zregionalizowanej Europie”.

Tymczasem na Półwyspie Apenińskim o niepodległość Północnych Włoch od lat walczy Liga Północy. W 1996 roku ogłosiła nawet powstanie Federalnej Republiki Padanii. Podział Włoch na bogatą Północ i ubogie Południe jest potęgowany przez kryzys gospodarczy. Bogaty Mediolan nie chce płacić na ubogą Sycylię. Liga Północy przez jakiś czas wchodziła w skład Popolo della Liberta, rządzącej partii Silvia Berlusconiego. Po jego odejściu zdecydowała się zakończyć współpracę i powrócić do haseł separatystycznych i jako jedyna partia głosowała przeciwko rządowi Mario Montiego. Jednakże współpraca z Berlusconim i kolejne afery nadszarpnęły jej reputacje i oddaliły Włochy od groźby podziału kraju.

Podział wewnątrz Belgii na Walonię i Flandrię jest znany od dawna. Kryzys jeszcze nie dotarł w pełni do Belgii, ale jeśli i ten kraj wpadnie w poważne kłopoty finansowe całkiem prawdopodobny wydaje się powrót pomysłów o podziale Belgii. Flandria płaci corocznie na rzecz Walonii blisko 6 mld euro. Może to stać się zarzewiem konfliktu między regionami.

Walka z kryzysem przeradza się w walkę państw członkowskim Unii Europejskiej o stabilność wewnątrz krajów. Kryzys pobudza separatyzmy, które często są nieodpowiedzialnymi marzeniami ściętej głowy, bowiem secesja od swoich państw mogłaby przenieść regionom kolejne trudności i znacznie poważniejsze problemy finansowe niż te, z którymi się zmagają. Jedyną dopuszczalną drogą dla tych regionów wydaje się redefiniowanie wzajemnych relacji z państwami i poszerzanie swoich autonomii, ale zachowanie korzystniejszej dla nich jedności narodowej.