Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Unia Europejska UE - Turcja: skandale z arabską wiosną w tle

UE - Turcja: skandale z arabską wiosną w tle


17 październik 2011
A A A
Unia Europejska robi wszystko, by zaprzepaścić historyczną szansę wchłonięcia kraju nad Bosforem. Tymczasem Turcja rośnie w siłę, napędzana rozgrzaną gospodarką i regionalnymi ambicjami.

„Z braku jasnych perspektyw członkowskich, nie ma podstaw do tego, by Turcja dostosowywała swoje prawodawstwo do standardów unijnych. Mówiąc wprost, Unia straciła wpływ na Turcję”, ogłosił tuż po czerwcowych wyborach parlamentarnych ambasador Turcji przy Unii Europejskiej, Selim Kuneralp [1]. Ambasador dodał ponadto, że Turcja nie ma już interesu, by rozważać unijne rekomendacje w procesie reform wewnętrznych. Chodzi przede wszystkim o promowany przez rządzącą Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (Adalet ve Kalkınma Partisi, AKP) projekt zmiany konstytucji, który po wyborach zyskał rangę palącego priorytetu. „Ludzie w Ankarze mają dość. Podejmują różnego rodzaju starania, by zadowolić oczekiwania Komisji. Ale im więcej się staramy, tym więcej się od nas żąda” skwitował Kuneralp.

Impas w stosunkach Turcji z Brukselą trwa już od połowy 2010 roku, kiedy to Unia wstrzymała otwarcie kolejnego z 35 rozdziałów negocjacyjnych, polityki konkurencyjności. Poza tym, w opublikowanym ostatnio raporcie na temat rozszerzenia, Komisja Europejska stanowczo dała do zrozumienia, że brak postępów w negocjacjach członkowskich to przede wszystkim konsekwencja stanowczej polityki Ankary wobec Cypru, a także represje stosowane wobec niezależnego dziennikarstwa oraz Kurdów. Ale czy warto odwlekać i tak już niebezpiecznie opóźnioną akcesję Turcji do struktur unijnych? Rzut oka na obecną geopolitykę Turcji pozwala zrozumieć, co Unia ma do stracenia.

Nowy styl uprawiania polityki

Od dziewięciu lat, 80-milionową Turcją rządzi Partia Sprawiedliwości i Rozwoju, hybryda łącząca progresywny islam z neoliberalną polityką rynkową. Jej przywódca, a zarazem premier Recep Tayyip Erdoğan, wygrał w czerwcu tego roku już trzecie wybory parlamentarne z rzędu, udowadniając tym samym siłę swojej strategii zarówno w sprawach wewnętrznych, jak i stosunkach międzynarodowych [2]. Uporawszy się pierwotnie ze skutkami kryzysu ekonomicznego z lat 2000-2001, potem zaś zarówno ze stojącą na straży świeckiego dziedzictwa armią (w referendum z 2010 roku nad znowelizowaniem ustawy konstytucyjnej) oraz opozycją polityczną (pośrednio poprzez głośnią sprawę ultra-nacjonalistycznej organizacji kryminalnej Ergenekon oraz wyjście na jaw przedwyborczych seks-skandali, które pochłonęły prawicową MHP), Erdoğan spogląda teraz szerzej, w kierunku rodzącego się ‘nowego’ Bliskiego Wschodu.

Począwszy od 2007 roku, kiedy AKP wygrała drugie z kolei wybory parlamentarne, Ankara zaproponowała nowy styl uprawiania polityki zagranicznej. Podczas gdy od lat wysiłki tureckiej dyplomacji skupiały się przede wszystkim na Unii Europejskiej oraz podzielonym Cyprze, dziś dynamika działań wydaje się kształtować na kilku strategicznych osiach jednocześnie.

Jeszcze w lipcu tego roku, minister spraw zagranicznych Davutoğlu dał jasno do zrozumienia, że cypryjska prezydencja w 2012 roku może doprowadzić do zamrożenia stosunków Turcji z Radą Unii Europejskiej. Podobnie odważne stanowisko zaprezentowano w ostatnich tygodniach w sprawie odwiertów naftowych prowadzonych przez Cypr na ‘wspólnych’ wodach obu części wyspy (tzw. Block 12), gdzie tureckie władze posłały w ostatnich dniach już nie tylko własną misją badawczą, ale także korwety rakietowe. Niezwykle stanowczo zareagowano również na brak przeprosin ze strony Izraela za śmierć dziewięciu tureckich obywateli biorących udział w tzw. Flotylli Wolności w 2010 roku. Ankara ogłosiła, że izraelska blokada morska Gazy może spotkać się w przyszłości z interwencją tureckiej floty [3].

Co więcej, Turcja stała się w ostatnim czasie bezpośrednim gwarantem płynnych, bo omijających Rosję, dostaw ropy i gazu do Europy dzięki projektowi Nabucco. To także pełnoprawny partner Iranu i jeden z kluczowych ogniw szeroko rozumianego pokoju na Bliskim Wschodzie. Ambasador Kuneralp: „Łatwo z perspektywy Waszyngtonu prawić o irańskim zagrożeniu. A przecież Iran to nasz sąsiad … nie tylko musimy z nimi rozmawiać, ale i prowadzić wspólne interesy”.

Pax Turkana

Co jednak najważniejsze, Turcja rośnie w siłę na Bliskim Wschodzie. Dowiódł tego ostatni tour tureckiego premiera po Egipcie, Libii i Tunezji. Ten majstersztyk polityki zagranicznej, zaplanowanym w najbardziej odpowiednim momencie, spotkał się ze sporym entuzjazmem zarówno lokalnych elit politycznych, jak i zwykłych ludzi, do których uśmiechnięty Erdoğan spoglądał z dziesiątek masywnych billboardów. Będąc w Tunezji, Erdoğan przekonywał: „Turcja jest w 99 procentach muzułmańska, a mimo to jest to demokratyczne państwo świeckie, gdzie wszystkie religie są sobie równe” [4]. Warto dodać, że obok premiera, turecka delegacja liczyła około 280 przedsiębiorców, którzy w samym Egipcie podpisali kontrakty na łączną sumę jednego miliarda dolarów.

Pomimo sporego ładunku retoryki, Turcja wydaje się być obecnie jednym z niewielu liczących się w regionie graczy, biorąc pod uwagę chylącą się ku dalszemu upadkowi ‘popularność’ USA oraz polityczną bezsilność i czysto ekonomiczną agendę Unii Europejskiej. Co więcej, nowa geopolityka na Bliskim Wschodzie – a raczej panująca jak dotąd próżnia – jest dla Ankary nie lada szansą. Cóż zatem stanowi o sile Turcji? Skutecznie działająca kombinacja demokracji, progresywnego islamu oraz otwartej na świat gospodarki – sen, z którego budzi się co rano większość bliskowschodnich przywódców.

Nie ma wątpliwości co do tego, że Turcja to potencjalny wzór dla liderów rodzących się dopiero arabskich demokracji. O tym się jednak w Brukseli zapomina. A to właśnie Turcja, a nie UE, wyraża zwartą i jasno sprecyzowaną strategię polityczną wobec państw basenu morza śródziemnego. Mając za sobą bogaty bagaż otomańskiego dziedzictwa, a także spory sukces z demokracją i gospodarką liberalną, Turcja jest w stanie wywołać realny wpływ na kurs polityczny post-rewolucyjnego Bliskiego Wschodu. Dla przykładu: w porównaniu z Unią, Turcja już od kilku miesięcy inwestuje w oficjalne stosunki z egipskim Bractwem Muzułmańskim, największą zorganizowaną opozycją w kraju, która w listopadowych wyborach parlamentarnych niechybnie sięgnie po władzę.

Liczy się wizja

Nie ma także wątpliwości co do tego, że sprawy wewnętrzne w Turcji pozostawiają wiele do życzenia. Po pierwsze, nie do końca stabilna sytuacja polityczna. Przedwyborcze seks-skandale, zamachy bombowe, niekończąca się wojna z kurdyjską bojówką PKK, bardzo niejasne powiązania armii z kręgami kryminalnymi oraz rzekomo planowany coup d’état (patrz: sprawa Balyoz), wystawiają turecką demokrację na nie lada sprawdzian. Do tego dochodzi radykalne upolitycznienie oraz polaryzacja życia społecznego, której najlepszym przykładem były przedwyborcze zamieszki w czarnomorskiej Hopie. Sceny z tego zamieszania, pacyfikacja protestujących oraz obrazy rozwścieczonego Erdoğana na pokładzie obsadzonego wojskiem autokaru wyborczego wstrząsnęły całą Turcją [5].

Po drugie, rozgrzana do czerwoności gospodarka z aż 9-procentowym wzrost PKB, której wartość stanowi połowę wszystkich bliskowschodnich gospodarek razem wziętych. Niepokojem napawa przede wszystkim wzrastające bezrobocie (stopa zatrudnienia wynosi obecnie jedynie 45 procent całkowitej siły roboczej), galopująca inflacja (8.6 procent) oraz deficyt w rachunku bieżącym, który urósł do 8 procent PKB. Przedsiębiorstwa i środowiska biznesowe bezsilnie postulują liberalizację rynku pracy oraz zaostrzenie polityki finansowej i monetarnej. Do tego dochodzi wybuch wydatków konsumenckich oraz napływ kapitału zagranicznego, którego nagłe wycofanie mogłoby doprowadzić do powtórki szoku finansowego z lat 2000-2001.

Po trzecie, wolność wyrażania poglądów, która gwarantowana jest jedynie na papierze. Dziennikarze piszący krytycznie czy to o chybionej polityce wobec Kurdów [zob. Vedat Yildiz czy Lokman Dayan], czy też o wpływie radykałów i ultra-nacjonalistów na politykę wewnętrzną [zob. Ahmet Sik czy Nedim Seder], są często szykanowani na podstawie prawa anty-terrorystycznego. Wspomniany na wstępie raport Komisji o rozszerzeniu nie pozostawia złudzeń: „Prawo do wolności wypowiedzi w Turcji jest podważane przez wysoką ilość procesów sądowych i śledztw przeciwko dziennikarzom, pisarzom, pracownikom akademickim oraz działaczom na rzecz praw człowieka. (…) Obecne prawodawstwo tureckie wciąż nie stoi na straży wolności wypowiedzi zgodnie ze standardami określonymi przez Europejski Trybunał Praw Człowieka” [6].

Jednak pukająca już od 1959 roku do wrót Europy Turcja nie będzie czekać wiecznie. Już teraz większość Turków patrzy na UE krytycznie, głównie z uwagi na brak wiążących decyzji odnoście liberalizacji unijnej polityki wizowej wobec Turcji. Problematyczne wydaje się również blokowanie członkostwa Ankary w europejskiej agencji policyjnej, Europolu. A przecież masowa imigracja z Afryki oraz Azji, która przetacza się przez turecko-grecką granicę, to przede wszystkim wyzwanie rzucone Europie. Bardzo prawdopodobne, że kooperacja Turcji z jednostkami policji innych krajów europejskich mogłaby stanąć u podstaw wspólnej i zrównoważonej polityki imigracyjnej, której brak sprawia Brukseli nie lada kłopoty.

Ale to przede wszystkim w wymiarze bliskowschodnim brakuje Unii strategicznej wizji oraz spójności w polityce zagranicznej. Komentując głosowanie ONZ nad rezolucją w sprawie Flotylli Wolności, na której jedne państwa europejskie głosowały za, inne przeciw, a jeszcze inne wstrzymały się od głosu, ambasador Kuneralp stwierdził: „Jestem przekonany, że gdyby istniała czwarta możliwość, niektóre z krajów członkowskich zdecydowałyby się głosować właśnie za nią”.


[1] ”’EU has lost its leverage on Turkey’, ambassador says”, EUobserver.com, 20.06.2011.
[2] Zob. “En Turquie, une victoire ambiguë’, Le Monde diplomatique, 21.06.2011.
[3] “Turkey seeks EU help to avert Cyprus gas crisis”, EUobserver.com, 13.09.2011.
[4] “Turkey’s Leadership”, The International Herald Tribune, 21.09.2011.
[5] Zob. “Tayyip Erdogan’s election bus attacked”, Euronews.com, 01.06.2011, http://www.euronews.net/nocomment/2011/06/01/tayyip-erdogans-election-bus-attacked/
[6] The Commission to the European Parliament and the Council, Enlargement Strategy and Main Challenges 2011-2012, COM(2011)666 final, Brussels, 12.10.2011, p. 2.