Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Carla nie pocałowała Obamy

Carla nie pocałowała Obamy


04 kwiecień 2009
A A A

Podczas pierwszego spotkania prezydenckich par, pierwsza dama Francji wyniośle podała dłoń Barackowi Obamie . Tymczasem jej mąż obcałowywał Michelle Obamę w oba policzki. Wziąwszy pod uwagę kulturę powitania panującą w obu krajach, to raczej Michelle powinna jedynie wyciągnąć dłoń na powitanie.

 

 


Amerykanie bowiem znacznie bardziej cenią większy dystans osobisty, mają silne poczucie auonomii własnej osoby, nie lubią, kiedy ktoś narusza ich najbliższą przestrzeń, np. w środkach transportu.

Co innego Francuzi - tam pocałunek w policzki na powitanie to norma, także wśród mężczyzn. Zdecydowanie więcej gestykulują.

Warto wspomnieć też o Włoszech, jako o kraju pochodzenia Carli Bruni: tam przecież de facto mówi się za pomocą gestów. Gestykulacja to coś więcej niż ilustrator, to cała dodatkowa opowieść snuta niezależnie od tej wypowiadanej na głos.
Dystans osobisty Włochów jest też zdecydowanie mniejszy: to kultura dotyku.

Amerykanie są też jak najdalsi od sprawowania rytuałów, chociażby przywitania.
Męczą ich wstępne uprzejmości.
Jedną z pierwszych umiejętności,jaką muszą opanować amerykańscy biznesmeni prowadzący interesy np. z Japonią, krajem o kulturze silnie kontekstowej, jest prowadzenie długiej "gry wprowadzającej", bez której nie można "przejść do rzeczy", jak to mają w zwyczaju w USA.

Amerykanie preferują też nieformalne relacje także w życiu zawodowym. W podręcznikach dla menedżerów jako złotą zasadę wymienia się znajomość imion wszystkich pracowników: od dyrektora finansowego do sprzątaczki, a często także ich dzieci czy współmałżonków.
Przykładowo: Sam Walton, założyciel Wal-Martu, przed świętami Bożego Narodzenia poświęcał jeden dzień na osobiste składanie życzeń swoim pracownikom.
Narzucanie tytułów czy stanowisk służbowych, uchodzi w amerykańskim biznesie za próbę wywyższenia się bez odpowiednich ku temu powodów.

Zachowanie Carli Bruni, de facto zgodne z typowym amerykańskim scenariuszem rozmowy, owszem, może być interpretowane jako próba okazania gościnności i szacunku.
Media podkreślają jednak, że jej zachowanie było spowodowane naturalną wyniosłością, a także zazdrością wobec Michelle Obamy, którą zachwyciła się cała Europa.
Albo która po prostu miała lepsze ubrania.