Michelle przytula królową - Wielka Brytania zachwycona!
Gdy George W. Bush przytulał kanclerz Angelę Merklel, zarzucano mu ignorancję wobec podstawowych zasad protokołu dyplomatycznego.Tymczasem, gdy Elżbietę II przytula Michelle Obama, świat jest zachwycony "olśniewającą bezpośredniością" pierwszej damy USA.
Etykieta mówi jasno: "w żadnym wypadku nie dotykać królowej"!
Gdy na podobną poufałość pozwolił sobie w 2000 roku premier Australii, John Howard, spotkał się z ostrą krytyką mediów.
Tymczasem agencja Associated Press zatytułowała depeszę o Michelle Obamie podkreślając, że żona prezydenta "zauroczyła królową do tego stopnia, że spontanicznie nagięto reguły protokołu".
Sygnał wyszedł od samej królowej. Elżbieta II - pozostająca pod nadzwyczajnym urokiem osoby Michelle - spontanicznie ujęła wpół pierwszą damę.
Michelle Obama odpowiedziała położeniem ręki na plecach królowej.
Taka - nietypowa jak na brytyjski dwór - wymiana gestów może wynikać z kilku powodów.
Po pierwsze: Michelle Obama rzeczywiście oczarowała Elżbietę II do tego stopnia, że królowa zapomniała o zasadach protokolarnych.
Po drugie: Elżbieta II doskonale o zasadach pamiętała przez cały czas: jej gest miał być symbolem "błogosławieństwa", aprobaty, dla nowej pierwszej damy USA.
Po trzecie: Michelle jest wyższa od królowej o głowę - gest Elżbiety II mógł więc być próbą "nadrobienia" tej różnicy - i to zupełnie spontaniczną, wynikającą, z naturalnych ludzkich reakcji.
Po czwarte: To, co wyżej, ale jako strategia przemyślana. Elżbieta II liczyła, że obejmując Michelle, nie spotka się ze wzajemnością. Miało to manifestować wyższość królowej, pomimo fizycznego górowania prezydentowej.
Rzecznik Pałacu Buckingham opowiada się za tą pierwszą wersją. Oficjalnie potwierdził, że gest królowej miał oznaczać wyróżnienie Michelle Obamy, a on sam nie może przypomnieć sobie przypadku, kiedy monarchini publicznie okazała komuś tak wiele sympatii.
Temat podchwyciły brytyjskie media. Do tej pory zachywcające się żoną prezydenta Francji, Carlą Bruni, teraz zupełnie oszalały na punkcie Michelle.
"Jest urocza" - tak mówią o żonie prezydenta USA wszyscy Brytyjczycy, którzy się z nią zetknęli.
Komplementują ją nie tylko ze względu na dobór strojów (znów przewaga kreacji od Jasona Wu i J Crew; na herbatce u królowej w sukni od Isabel Toledo i płaszczu Jasona Wu : projektantów, którzy ubrali ją na inaugurację prezydentury jej męża), ale także ze względu na prostolinijność i bezpośredniość.
"Jestem Michelle" - przedstawia się wszystkim pani Obama.
W podobnym tonie wypowiadała się o pierwszej damie Sarah Brown, żona premiera Wielkiej Brytanii.
A Carla Bruni? Wypadałoby zapytać za "The Times": "Jaka Carla?"


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz