Wizyta Obamy w Niemczech była ważniejsza niż nam się wydaje
To nie był przypadek, iż po historycznej mowie wygłoszonej na uniwersytecie w Kairze amerykański prezydent przybył do Niemiec. Wizyta w byłym obozie koncentracyjnym Buchenwald pokazała, iż Obama przykłada dużą rolę do przyjaźni z Izraelem.
Gdy od ponad miesiąca była wiadomo, iż Barack Obama odwiedzi Niemcy, wszyscy zadawali sobie pytanie dlaczego nie pojawi się w Berlinie. Jednak przemyślana strategia amerykańskiej administracji dowiodła celowości wyboru dwóch innych, szczególnych dla historii Niemiec i świata miejsc.
Drezno było na mapie ostatniej europejskiej wizyty Obamy miejscem drugoplanowym. Przede wszystkim chodziło o Buchenwald. Ale i w wyborze miasta Canaletta i Kurta Vonneguta możemy doszukiwać się symboliki. Drezno, perła baroku (stąd w niemieckich mediach pojawiała się często zbitka słów Barock-Barack), uchodzi za symbol zniszczeń alianckich dokonanych podczas II wojny światowej w wyniku dywanowych bombardowań w lutym 1945 roku. W ostatnich latach w Niemczech próbowano, w oparciu o przypadek tego pięknego miasta zastanawiać się nad ewentualną „winą" aliantów za totalne zniszczenie zabytkowych budynków.
Obama spotykając się z Merkel w tym właśnie mieście podkreślił, iż ma świadomość historycznych zawiłości. Jednocześnie z uwagą przyglądając się odbudowanemu Kościołowi NMP (Frauenkirche), amerykański prezydent wyraził zrozumienie dla niemieckiego „podejścia" do trudnej historii swojego kraju. Podczas konferencji prasowej obaj przywódcy podkreślali wspólnotę wartości, która ich łączy oraz dowodzili swojej osobistej sympatii. Opinię publiczną w Niemczech szczególnie interesowały oznaki dobrych wzajemnych stosunków personalnych. Media przypominały, iż podczas pierwszej wizyty Obamy w Berlinie, ówczesny kandydat na prezydenta USA nie mógł wygłosić swojego przemówienia przed symboliczną Bramą Brandenburską. Podobno zostało to w pamięci amerykańskich urzędników, jednak podczas wspólnych wystąpień z niemiecką kanclerz po tych zatargach nie było śladu.

Z niemieckiej perły architektonicznej, na której duże piętno odcisnął August II Mocny, Obama udał się w okolice Weimaru, miasta Goethego i Schillera. Wymiar symboliczny wizyty w Buchenwaldzie jest wielokrotny. Bez wątpienia wybór tego obozu zagłady miał podłoże emocjonalne. Wujek Obamy należał do żołnierzy, którzy oswobodzili osoby skazane tam na śmierć. Jak podkreślał prezydent, opowieści ówczesnego kapitana o leżących „górach ciał" ukształtowały osobowość młodego Baracka.
Ale Buchenwald miał również duże znaczenie dla bieżącej polityki międzynarodowej. Wystąpienie Eligo Wiesel, u boku amerykańskiego prezydenta oraz jego poruszające przemówienie miało dowieść, iż USA nadal są najważniejszym przyjacielem Izraela i podzielają ich zasadniczą percepcję świata. Było to szczególnie istotne po ostatnich stanowczych żądaniach amerykańskiej administracji kierowanych pod adresem izraelskiego rządu o wstrzymanie rozbudowywania osiedli na terytorium palestyńskim oraz po czwartkowej mowie Obamy do świata muzułmańskiego.
Izraelski noblista, którego ojciec został zamordowany w Buchenwaldzie, wątpił czy świat wyciągnął właściwe wnioski z tragedii II wojny światowej. Można to odczytywać jako przesłanie do nowego prezydenta USA by przy rozwiązywaniu obecny globalnych problemów miał wzgląd na historię oraz by jego administracja unikała błędów poprzedników szargających prawa człowieka.
Szczególnie trudną pozycję miała kanclerz Merkel, która przemawiając jako pierwsza w Buchenwaldzie musiała odwołać się do najczarniejszych kart historii swojego narodu. Merkel wyszła jednak z tego szczególnego zadania obronną ręką. Wskazała, iż Niemcy budują swoją politykę zagraniczną „w odwołaniu do lekcji historii" i „opierają ją na zasadach wypływających z praw człowieka".
Połączenie wizyty na Bliskim Wschodnie z odwiedzeniem obozu zagłady w Buchenwaldzie wydaje się szczególnie dobrze dobranym połączeniem. Rozłożenie akcentów z jednej strony na stworzenie nowej atmosfery w relacjach z muzułmanami, na „nowe otwarcie" w stosunkach z państwami islamskimi a z drugiej na podkreślenie nierozerwalnego związku przyjaźni z Izraelem przyniosło oczekiwane skutki. Cała podróż opierała się na przesłaniach symbolicznych, poczekajmy teraz na działania amerykańskiej administracji.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz