Chile odgradza się od imigrantów
Kilka dni po swoim zaprzysiężeniu nowy prezydent Chile José Antonio Kast rozpoczął realizację przedwyborczych obietnic. Głównym hasłem jego ubiegłorocznej kampanii było zapewnienie bezpieczeństwa, nadwątlonego w ostatnich latach z powodu nielegalnej imigracji.
W swoim inauguracyjnym przemówieniu lider chilijskiej prawicy zapowiedział, że od razu zajmie się największymi bolączkami kraju. Wśród nich wymienił właśnie konieczność zapewnienia bezpieczeństwa społeczeństwu, mierzącemu się między innymi z problemami przestępczości zorganizowanej i handlu narkotykami, za które mają odpowiadać głównie nielegalni imigranci. Kast dodał, że nie będzie prowadził żadnych negocjacji z gangami, ale zapewni odpowiednie wsparcie chilijskim służbom.
Koparki dla suwerenności
W poniedziałek nowa chilijska głowa państwa pojawiła się na chilijsko-peruwiańskiej granicy. Kast wziął udział w inauguracji budowy ogrodzenia granicznego, mającego powstać w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Płot zostanie wybudowany na odcinku liczącym około trzydziestu kilometrów, a w realizację inwestycji zostały zaangażowane Chilijskie Siły Zbrojne.
Projekt „Tarczy Granicznej” zakłada stworzenie sztucznych i naturalnych barier w postaci zarówno muru, jak i głębokich rowów. Liczba punktów kontrolnych na granicy Chile z Peru ma zwiększyć się z pięćdziesięciu do siedemdziesięciu pięciu, żeby skutecznie walczyć z jej nielegalnym przekraczaniem przez około dziewięćdziesięciu cudzoziemców dziennie. Ponadto, teren będzie monitorowany przy pomocy dronów.
Prezydent Chile przemawiając podczas rozpoczęcia realizacji inwestycji powiedział, że „chce użyć koparek, aby zbudować suwerenne Chile”. Ograniczenie liczby nielegalnych imigrantów przedostających się na chilijskie terytorium ma być elementem całościowego programu „odzyskania kraju” przez Chilijczyków, którzy mieli utracić go z powodu przyjęcia w ostatnich latach blisko 180 tysięcy imigrantów.
Budowa ogrodzenia jest krytykowana przez sąsiadów Chile. Peru uważa inwestycję za współczesny odpowiednik muru berlińskiego, z kolei Boliwia za akt wrogości. W przypadku Peru sporym problemem jest brak środków na utrzymanie imigrantów, którzy zostaną zawróceni przez Chile. Boliwia z racji wieloletnich napiętych relacji z Chile obawia się militaryzacji granicy, dlatego chilijska „Tarcza Graniczna” jest postrzegana jako naruszenie dobrosąsiedzkich traktatów.
Kłopotliwa imigracja
Chile na tle całego regionu Ameryki Południowej uważane jest wciąż za jedno z najbezpieczniejszych państw. Sytuacja w ciągu ostatnich kilku lat w społecznym odczuciu miała się jednak pogorszyć. W trakcie kampanii przed ubiegłorocznymi wyborami prezydenckimi zwolennicy prawicy, z którymi rozmawiali dziennikarze, twierdzili, że na ulicach coraz bardziej widoczne są przestępczość pospolita i zorganizowana. W ciągu zaledwie dekady potroiła się też liczba odnotowywanych zabójstw.
Za taki stan rzeczy w przekonaniu wyborców Kasta odpowiada masowa imigracja. Zgodnie z oficjalnymi danymi liczba obcokrajowców mieszkających w Chile podwoiła się między 2018 i 2024 rokiem. Obecnie już prawie co dziesiąta osoba przebywająca na stałe w Chile jest cudzoziemcem. Dodatkowo z każdym rokiem rośnie odsetek imigrantów przekraczających nielegalnie chilijską granicę.
Największą społeczność wśród blisko 1,8 miliona cudzoziemców stanowią Wenezuelczycy, wyjeżdżający ze swojego kraju z powodu kryzysu gospodarczego i prześladowań politycznych. Ich licząca ponad 700 tysięcy osób populacja ma być odpowiedzialna właśnie za pogorszenie się warunków bezpieczeństwa, dlatego Kast jeszcze jako prezydent elekt nawoływał wenezuelskich obywateli do opuszczenia Chile.
Wielu Wenezuelczyków przebywa w tym kraju nielegalnie, dlatego są oni albo wykorzystywani przez nieuczciwych przedsiębiorców, albo zasilają organizacje przestępcze. Druga z tych kwestii wzbudza szczególny niepokój wśród chilijskiego społeczeństwa, bo coraz aktywniejsze stały się gangi zajmujące się na ogół handlem narkotykami. Najbardziej jaskrawym przykładem negatywnych trendów jest rozszerzenie działalności na Chile przez „Tren de Aragua”, czyli największej tego typu organizacji w Wenezueli.
Przeszkody
Deportacją osób nieposiadających prawa do przebywania na terytorium Chile ma zająć się Frank Sauerbaum, dotychczas poseł z ramienia wchodzącej w skład koalicji rządowej Odnowy Narodowej (RN). Prawicowy polityk w nowej administracji prezydenckiej lada dzień ma objąć stanowisko dyrektora ds. imigracji.
Sauberbaum nie ukrywa, że czeka go nie lada wyzwanie. Obecnie w Chile przebywa około 37 tysięcy osób, które otrzymały już nakaz opuszczenia kraju. Ich wydalenie z Chile nie będzie jednak łatwe, bo obecnie państwo zwyczajnie nie ma na to pieniędzy. Koszt zakupu biletu na lot komercyjny dla pojedynczego imigranta to około trzech milionów pesos. Zdaniem byłego lidera frakcji parlamentarnej RN, w tegorocznym budżecie kraju zwyczajnie nie ma na to środków.
Dodatkowym problemem jest postawa państw, które powinny przyjąć z powrotem swoich obywateli. Blisko połowę osób z nakazami deportacji stanowią obywatele Wenezueli, a ich ojczyzna nie jest zainteresowania ich repatriacją. Nowe władze Chile prowadzą z kolei zaawansowane rozmowy z Kolumbią, dlatego w przyszłym miesiącu być może uda się zorganizować pierwszy lot do tego kraju.
Brak funduszy na repatriację cudzoziemców raczej nikogo nie zdziwił, bo nowy rząd w pierwszych dniach swojego urzędowania krytykował sytuację budżetową. Kast powiedział, że stan finansów publicznych odbiega od oczekiwań nowej prawicowej władzy, dlatego konieczny będzie przegląd wydatków państwa. Zapewne akurat na deportację imigrantów nowy rząd nie zamierza oszczędzać środków.
Maurycy Mietelski



Chile odgradza się od imigrantów
Irlandzka armia musi wstać z kolan
Kręta droga do zjednoczenia Syrii
Laburzystowska skrajna prawica