Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Antonia Paplińska: Poradziecka Azja Centralna: sytuacja w regionie


09 marzec 2005
A A A

Azja Centralna – „biała plama”?


Azja Centralna to dla większości zainteresowanych obszarem byłego ZSRR region chyba najbardziej „tajemniczy”, a dla wszystkich, powiedzmy, „zainteresowanych mniej” co najmniej trudny do umiejscowienia. Zwykliśmy utwierdzać się w przekonaniu, że nie dość, że nie dzieje się tam nic ciekawego, to zapewne natrafienie na ślady jakiejkolwiek inteligentnej cywilizacji graniczy z cudem. Oczywiście, nie zamierzam nikogo przekonywać, że padliśmy ofiarami jakiejś wielkiej mistyfikacji i tak naprawdę państwa regionu należałoby zaliczyć do azjatyckich tygrysów, jednak, jak się już nieraz okazywało, niewiedza raczej nikomu jeszcze nie wyszła na dobre. Zatem w ramach chwalebnej walki z ignorancją,  pozwolę sobie parę mądrych i uczonych słów napisać. Kto ma uszy i ochotę niechaj słucha...

Azja Centralna a ZSRR/Rosja

O Azji Centralnej nie sposób w ogóle pisać nie zerkając na północ, bowiem dokonując nawet pobieżnej analizy tego obszaru, rosyjskiego kontekstu nie da się w żaden sposób ominąć czy zbagatelizować, nie popadając przy tym w zawsze niebezpieczną jednowymiarowość. Zapewniam, że z Astany, Taszkientu i innych stolic nawet przy nienajlepszej pogodzie mury Kremla są wciąż świetnie widoczne.

W skład państwa rosyjskiego tereny te weszły w wieku XIX, zaś po dojściu do władzy bolszewicy, w ciągu kilkunastu następnych lat podzielili je, tworząc pięć republik: Kazaską, Turkmeńską, Kirgiską, Tadżycką i Uzbecką. Jakkolwiek nie ocenimy okresu istnienia ZSRR, to niezaprzeczalnym faktem jest, że dla Azji Środkowej był to początek swoistego „oświecenia” i właściwie dopiero wtedy możemy mówić o faktycznym (tzn. „przemysłowym”) rozwoju tego obszaru.

W momencie upadku komunistycznego molocha azjatyckie republiki radzieckie przekształciły się w suwerenne państwa. Jednakże w przeciwieństwie np. do  republik bałtyckich, na początku wcale nie domagały się one niepodległości. Dało się wręcz zauważyć tendencje zachowawcze, przede wszystkim dlatego nie były one przygotowane do samodzielnego sprawowania władzy i oderwania się od Związku Radzieckiego, który tak ściśle związał ich gospodarki ze swoją, że rozdzielenie nie wydawało się wówczas ani możliwe, ani celowe. Nawet nieliczna w tym rejonie opozycja domagała się raczej reform niż upadku ZSRR. W przeprowadzonym w marcu 1991 roku referendum Azja Środkowa niemal jednogłośnie opowiedziała się za zachowaniem ZSRR. Wyrazem tych obaw było poparcie, z wyjątkiem Kirgizji, puczu Janajewa, zaś późniejsza „ucieczka w wolność” miała ich uwolnić od ewentualnej zemsty Gorbaczowa. Region był jednak swoistym ciężarem najpierw dla Związku Radzieckiego a następnie dla jego sukcesorek, Federacji Rosyjskiej oraz Wspólnoty Niepodległych Państw, zawsze bowiem rozwijał się słabiej niż inne części sowieckiego imperium.

Nigdy jednak Moskwa nie zamierzała zrezygnować z tych terenów. Do 1993 roku starała się utrzymać dotychczasowe więzy za pomocą strefy rublowej, spełniającej właściwie rolę pępowiny, która miała na celu zapobiec oderwaniu się tych młodych organizmów państwowych od dotychczasowej „matuszki”. Było to jednak duże finansowe obciążenie dla tworzącej się Federacji Rosyjskiej i w pewnym momencie zdano sobie sprawę, że najlepszym gwarantem wpływów w regionie są wytworzone wcześniej silne powiązania gospodarcze, które i tak uniemożliwiają pięciu państwom regionu znalezienie alternatywnego partnera.

Azjatycka „europejskość”?

O ile „europejskość” Rosji, mimo licznych kontrowersji, przez wielu nie jest kwestionowana, to w przypadku regionu Azji Centralnej nie zgłasza się już żadnych tego typu pretensji. Piątka republik stanowi bowiem zupełnie osobną grupę państw o czym świadczy między innymi ich przeszłość, kultura, religia i język. Poza Tadżykistanem (lud bliski Persom) cały obszar zasiedlają ludy pochodzenia tureckiego – stąd również aktywność Turcji w tym rejonie. Mimo wszystkich zmian cywilizacyjnych wciąż, tak jak przed wiekami, istnieją silne powiązania i związki rodowe. To właśnie rywalizacja między poszczególnymi klanami jest najczęściej przyczyną walki o władzę. Obecnie republiki przyjęły, delikatnie mówiąc, prezydencki model władzy, a rządzone są w większości przez byłych sekretarzy partii komunistycznej, którzy w reakcji na zmieniające się okoliczności polityczne pozbyli się zręcznie legitymacji partyjnych. Choć budując swoją państwowość deklarowano wierne przeniesienie na grunt rodzimy wzorców zachodnich demokracji, to większość instytucji nigdy nie pełniła faktycznie swych funkcji i stanowiła jedynie parawan dla autorytarnych rządów prezydentów („ojców narodu”), co poniekąd należy wywodzić z tradycji tych państw. 

Nie tylko szefowie państw lecz także całe kierownictwa państwowe wywodzą się z szeregów radzieckiej nomenklatury wysokich szczebli. Niestety to właśnie brak nowoczesnej kadry jest dużą przeszkodą na drodze do demokratyzacji, a ugruntowana rola powiązań rodowo-plemiennych jest jaskrawo widoczna szczególnie w momencie obsadzania wszelkich stanowisk w kraju. Natomiast sprawowanie rządów silnej ręki jest zwykle tłumaczone potrzebą istnienia gwaranta, który zapewni powodzenie demokratycznych reform (w związku z tym władza ta bywa eufemistycznie nazywana autorytaryzmem rozumnym). Stanowi to oczywiście pole do nadużyć, czego najlepszym przykładem może być prezydentura lidera Turkmenistanu Saparmurada Nijazowa, znanego także jako Turkmenbasza ( ojciec Turkmenów ). Pieczołowicie dba on o kult własnej osoby – kraj jest pełen jego portretów  i pomników. Jest postacią, delikatnie mówiąc, nieco ekstrawagancką. Swego czasu chodziły słuchy o tym, że ma zamiar koronować się, jednak sam zainteresowany oświadczył że zrezygnuje ze stanowiska w 2010 r., co jednak na chwilę obecną wydaje się mało prawdopodobne. Krajem rządzi za pomocą metod z epoki stalinowskiej – władzom trzeba zgłaszać nie tylko zgromadzenia publiczne, ale i wszelkie wesela czy pogrzeby. Opera i teatr są zakazane. Wjazd do tego kraju jest praktycznie niemożliwy, a i wyjazd jest mocno utrudniony, np. kobiety przed 35 rokiem życia nie mogą w ogóle opuszczać Turkmenistanu jeśli nie urodziły co najmniej 2 dzieci. Co charakterystyczne, o ile inne kraje regionu z mniejszym lub większym skutkiem starają się modernizować swój kraj, tak Turkmenistan dotąd nie został poddany w sumie żadnym reformom. Demokracja jest rzekomo sprzeczna z tradycją turkmeńską. To co sprawia, że kraj ten nie popadł jeszcze w międzynarodowe zapomnienie fakt, że to największy producent gazu ziemnego w Europie.

W tym kontekście niezwykle ciekawą wydaje się być kwestia przynależności republik do OBWE. Warunkiem przyjęcia w poczet członków jest bowiem podpisanie Paryskiej Karty Nowej Europy, w której za jedną z naczelnych zasad uznaje się właśnie przywiązanie i respektowanie  wartości demokratycznych. Zdecydowanie najbliższe spełnieniu tych kryteriów są Kirgistan i Tadżykistan, gdzie mamy do czynienia z względnie funkcjonującym pluralizmem, a do udziału w życiu publicznym dopuszczono także opozycję islamską (choć korektę - na niekorzyść - do tego obrazu wnoszą ostatnie, lutowe wybory parlamentarne w obu republikach) . Nie wynika to niestety z jakiegoś szczególnego zrozumienia dla politycznych aspiracji obywateli a po prostu ze znacznego osłabienia władzy państwowej (chodzi tu o Tadżykistan), która nie była w stanie „skutecznie” kontrolować sceny politycznej.

Problemy gospodarcze, problemy polityczne

Republiki wciąż przeżywają duże trudności gospodarcze, przede wszystkim ze względu na brak kapitału inwestycyjnego, brak ustabilizowanej władzy i pojawiające się elementy wojny domowej. Na wielką skalę rozwija się przestępczość, korupcja. Ogromną rolę odgrywają układy mafijne. W Kirgistanie pieniądze, którymi dysponuje tamtejsza mafia, stanowią równowartość 2/3 budżetu państwa. Specjalizuje się ona przede wszystkim w przemycie kokainy, a większość towaru podobno trafia do Rosji (na pokładach samolotów wojskowych w ramach sił pokojowych WNP, do których celnicy nie mają dostępu).

Poza tym upadek ZSRR, okazał się dla państw regionu niekorzystny także pod względem potencjalnych możliwości zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Szczególnie boleśnie przekonał się o tym właśnie Kirgistan. Posiada on jedynie 12-tysięczną armię bez lotnictwa i artylerii – w aspekcie militarnym jest więc prawie zupełnie uzależniony od Rosji. Słabość uwidocznił przede wszystkim kryzys w Batkenie z 1999 r., kiedy to grupa bojowników Islamskiej Partii Uzbekistanu, wspierana przez opozycję tadżycką, działając z terytorium kirgiskiego, zajęła kilka wiosek i próbowała wkroczyć do uzbeckiej części kotliny Fergańskiej. Aby umocnić swoje związki z Moskwą prezydent Kirgistanu Askar Akajew doprowadził do podpisania układu o wiecznej przyjaźni i na każdym kroku składa deklaracje, że polityka zagraniczna Kirgizji będzie zawsze zorientowana na Roję. W 2001 roku przyjęto nawet ustawę „O oficjalnym języku Republiki Kirgistanu”, która uznała właśnie język rosyjski za język urzędowy. Miało to stanowić niski ukłon w stronę Moskwy. Akajew jest także znany z propagowania doktryny tzw. dyplomacji szlaku jedwabnego, którego celem miałoby być przekształcenie Azji Centralnej w strefę wolną od broni jądrowej. Wszystkie te zabiegi wynikają między innymi z tego, że Kirgizja czuje się zagrożona przez sąsiedni Uzbekistan, z którym nie ma jeszcze ostatecznie uregulowanej granicy. Zresztą spory graniczne są stałym źródłem konfliktów międzypaństwowych. 

Rosjanie – wykwalifikowana mniejszość

Istotnym problemem w relacjach z najsilniejszym sąsiadem jest wciąż nie do końca nierozwiązana kwestia mniejszości rosyjskiej. Największe jej skupiska zamieszkują w Kazachstanie. Jest to konsekwencja prowadzonej przez carat w wieku XIX polityki wobec tych obszarów, kiedy to krwawo tłumiono bunty rdzennej ludności, a na jej miejsce osiedlano ludność rosyjską. Kazachowie długo stanowili mniejszość we własnym kraju. Wciąż nie wykształcili w pełni swoich elit. Częściowo wynika to z tego, że w większości zamieszkują oni rejony wiejskie, natomiast w miastach przeważają „obcy”. W latach 90-tych mogliśmy obserwować zjawisko nasilonych migracji nie tylko Kazachów, ale i Rosjan, którzy w pośpiechu opuszczali te tereny. Nacjonalizm sprzyjał wyjazdowi Rosjan, co wpłynęło na systematyczne zmniejszanie się fachowych kadr. Obecnie ze względu na relatywnie dobre wskaźniki gospodarcze saldo to uległo zdecydowanemu polepszeniu.
 
Powrót do islamskich korzeni

Na terenach republik w sferze duchowej główną role odgrywa islam, który np. w Kazachstanie został wprowadzony w XIV wieku przez chana wielkiej ordy. Rządzący wykorzystują jednakże spory religijne do sprawowania władzy, lawirując zręcznie między różnymi, często skłóconymi odmianami i orientacjami. W ostatnich latach w związku z rozszerzeniem się wpływów fundamentalistycznych, w państwach tych znacznie pojawiło się zagrożenie przekształcenia się w wyznaniowe islamskie republiki. W Kazachstanie na przestrzeni ostatnich kilku lat miała miejsce rekonstrukcja i budowa ok. 130 nowych meczetów. Jednak ten scenariusz najbardziej grozi tym państwom, w których nadal utrzymują się silne powiązania plemienne.

Nowy gracz – USA

O ile w aspektach religijnym i ideologicznym rywalizacja toczy się między dwoma modelami islamu: irańskim i tureckim, to w zarezerwowanych dotąd dla Rosji kwestiach politycznych czy gospodarczych coraz więcej do powiedzenia mają Amerykanie. Trzeba bowiem być świadomym, jak ogromne znaczenie strategiczne ma ten region. Zapewne można by pokusić się o przypuszczenie, że świat zapomniałby o jego istnieniu, gdyby nie ogromne złoża surowców mineralnych jakie kryje ta „dzika ziemia”, w tym tych najbardziej pożądanych, czyli ropy i gazu ziemnego. Sam tylko step Kazachstanu, a także pustynie i dno morza kaspijskiego zawierają ok. 1/10 zasobów całej planety. Państwo to nie dość, że posiada najwięcej „czarnego złota” w regionie, to jeszcze dysponuje sporymi zasobami rud żelaza i innych metali. Jak wiadomo, tak duże złoża surowców to karta przetargowa, którą można sporo wygrać. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do kryzysu lat 70-ych ich ceny utrzymują się na dość „przyzwoitym” poziomie. W dużej mierze dzięki temu Kazachstan jest dziś określany mianem lokalnego lidera (o ten tytuł długo prowadził „walkę” z Uzbekistanem).

Oprócz tego, że jest największą nową republiką, ma także największą i najlepiej uzbrojoną armię w regionie, jak również niezwykle wysoki jak na lokalne warunki poziom inwestycji zagranicznych. W 2000 roku spłacił całe swoje zadłużenie wobec MFW. Swój sukces zawdzięcza również elitom, które mimo że rządzą autorytarnie, to jednak są inicjatorem liberalnych reform oraz umiejętności równoważenia wpływów wschodu i zachodu. Mimo tego balansowania, co jak na razie wydaję się być strategią jak najbardziej słuszną i trafioną, polityka zagraniczna jest wciąż tradycyjnie prorosyjska, co wynika przede wszystkim z ciągle silnych powiązań gospodarczych jakie zostały zawiązane jeszcze w czasach ZSRR. Poza tym to właśnie przez terytorium Rosji biegnie większość rurociągów, którymi Kazachstan wysyła swoją ropę w świat.

Obecnie USA, chcąc włączyć się do rozgrywki o kazaską ropę, usiłują pozyskać to państwo do swojego planu stworzenia rurociągu Baku – Tbilisi – Ceyhan. Ma to na celu m. in. uniezależnienie się od dostaw ropy z Zatoki Perskiej, a także po części przełamanie rosyjskiego monopolu na kontrolę i wydobycie złóż w krajach WNP. Poza tym Kazachstan, mimo ścisłych związków militarnych z Moskwą, przeprowadził reformę swojego wojska na wzór amerykański.

USA są także inicjatorem konkurencyjnych w stosunku do powołanych pod rosyjskim patronatem organizacji regionalnych, przede wszystkim GUUAM. W 1999 roku, kiedy  w Waszyngtonie świętowano 50- lecie NATO, jakby na marginesie uroczystości 4 prezydentów państw członkowskich WNP (Gruzji, Ukrainy, Azerbejdżanu, Mołdawii) spotkało się z przywódcą Uzbekistanu, Islamem Karimowem, decydując o przyjęciu tego kraju w poczet ugrupowania. Już wcześniej Karimow otwarcie deklarował wyjście ze zdominowanego przez Rosję sojuszu obronnego WNP, który zobowiązuje państwa członkowskie do wzajemnej pomocy w wypadku militarnego konfliktu. Wprawdzie USA straciły zainteresowanie tym regionem na kilka lat, jednak po wydarzeniach z 11 września znów starają się wzmocnić wpływy w regionie.

Rosja z kolei za wszelką cenę nie chce dopuścić do utworzenia rozciągającego się na południowej flance od Morza Czarnego w głąb Azji bloku militarnego, na który nie będzie już miała realnego wpływu. Jednakże w chwili obecnej nie wydaje się prawdopodobne, aby ten scenariusz szybko się ziścił.

***

Region Azji Centralnej nie jest w Polsce zbyt dobrze znany. Portal Spraw Zagranicznych zamierza mu poświęcić już wkrótce kolejne opracowania.