Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Daria Paprocka-Rzehak: Dżirga? Nie koniecznie


05 czerwiec 2010
A A A
W Kabulu zakończyły się trzydniowe obrady starszyzny plemiennej - dżirga, dotyczące sposobów pokojowego porozumienia pomiędzy rządem afgańskim a rebeliantami. Przedsięwzięcie okazało się jednak głównie wydarzeniem promującym Hamida Karzaja. I choć afgańskiemu prezydentowi z pewnością przyda się poprawa notowań, to wartość dodana takich obrad dla ustanowienia pokoju w Afganistanie jest znikoma. Pokojowa Dżirga, na którą przyjechało 1600 delegatów - deputowanych, przywódców plemiennych, religijnych i przedstawicieli lokalnych władz, zaczęła obradować 2 czerwca. Jednak już sam początek obrad nie zapowiadał nic dobrego. Talibowie zaatakowali uniwersytecki kampus, na terenie którego rozłożony był namiot dżirgi, dokładnie w czasie powitalnego przemówienia prezydenta Hamida Karzaja. Pierwsza rakieta wylądowała około 100 metrów od miejsca obrad, kilka minut później uderzyły kolejne dwie. Dżirgę wstrzymano na półtorej godziny. W tym  czasie policja walczyła z rebeliantami, zabijając dwóch i aresztując trzeciego. Żaden z delegatów nie został ranny, a dalszych obrad chroniło 12 tysięcy służb bezpieczeństwa, dowodząc nieubłaganie abstrakcyjności całej koncepcji.

W dzień poprzedzający obrady Talibowie wystosowali oświadczenie, stwierdzające, że skład zgromadzenia nie reprezentuje narodu afgańskiego, a celem dżirgi jest jedynie zabezpieczenie interesów obcych państw. Hizb-e Islami Gulbuddina Hekmatiara określiło obrady, jako „bezużyteczne przedsięwzięcie”, w którym biorą udział jedynie „ulubieńcy rządu, którzy nie mają żadnej mocy decyzyjnej”. Tak Talibowie, jak i przedstawiciele Hizb-e Islami odmówili udziału w obradach. Nieobecna była też grupa Dżelaludina Haqqaniego.

Skład dżirgi w istocie przypominał zjazd zwolenników Hamida Karzaja. Poza grupami rebelianckimi nieobecni byli dawni sojusznicy Karzaja: przywódca Hazarów Muhammad Mohaqeq i uzbecki generał Abdul Rashid Dostum. Brak było również innych przedstawicieli mniejszości etnicznych kraju, które stanowią znaczącą część społeczeństwa afgańskiego. Ich rola w procesie pokojowym wzrasta, jako że rebelianci przemieszczają się coraz bardziej na zamieszkaną przez Hazarów, Tadżyków i Uzbeków północ kraju. W obradach nie uczestniczył też główny rywal Karzaja w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich doktor Abdullah Abdullah. Dżirdze przewodniczył Burhanuddin Rabbani - prezydent Afganistanu w latach dziewięćdziesiątych i przywódca warlordów walczących z Talibami. Powierzenie przewodnictwa w obradach osobie, która przez lata była zdecydowanym przeciwnikiem zawierania pokoju z Talibami było posunięciem zaskakującym. Według portalu Afghanpaper sprzeczność pomiędzy celem dżirgi a opiniami prezentowanymi przez przewodniczącego zgromadzenia, wskazywało że całe przedsięwzięcie ma bardziej charakter ceremonialny niż decyzyjny.

Delegaci, obradujący w 28 grupach roboczych mieli rozpatrzyć trzy kwestie. Po pierwsze, czy Afganistan powinien negocjować z Talibami, po drugie, jaki powinien być mechanizm negocjacji z rebeliantami i po trzecie, jak umocnić jedność narodową. Wyniki obrad zostały następnie ujęte we wspólną deklarację, która zwraca się do wszystkich grup rebelianckich by „w imię islamu i na prośbę narodu afgańskiego, przestały walczyć i zabijać swych braci, i przyłączyły się do procesu pokojowego”, zrywając z Al Kaidą i uznając Konstytucję Afganistanu.

Z drugiej strony dokument nawołuje do uwolnienia afgańskich więźniów przebywających w bazach Guantanamo i Bagram oraz w głównym więzieniu w Kabulu - Pul-i-Charkhi. Dokument wzywa do usunięcia rebeliantów z listy osób poszukiwanych przez władze amerykańskie i do zniesienia sankcji  nałożonych przez Radę Bezpieczeństwa ONZ na byłych członków rządu Talibów (sankcje te to m.in. zamrożenie kont bankowych i zakaz podróży zagranicznych). „Apelujemy z całą mocą by Afgańczycy i społeczność międzynarodowa zaprzestały aresztowania ludzi, przeszukiwania domów i bombardowania obszarów zamieszkałych przez cywilów.” – ogłosili delegaci Pokojowej Dżirgi.

Zgromadzenie zdecydowało również, że powinna zostać powołana niezależna i bezstronna Komisja dla Pokoju składająca się z osób akceptowanych przez wszystkie strony konfliktu tj. rząd afgański, siły międzynarodowe oraz Talibów. Zadaniem Komisji miałoby być wdrożenie planu pokojowego. Natomiast rząd powinien zagwarantować bezpieczeństwo rebeliantów w czasie rozmów pokojowych i zapewnić im później godne życie. Jednak powody, dla których ludzie przyłączają się do grup rebelianckich wykraczają daleko poza przyczyny ekonomiczne. Ci, którzy przystają do Talibów robią to również z powodu fundamentalnej niezgody z polityką rządu Karzaja, z wprowadzaniem świeckich wartości do muzułmańskiego państwa, ze sprzeciwu wobec obecności obcych wojsk na terenie kraju. Więc mamienie rebeliantów „godnym życiem” i zaproszenie do przyłączenia się do rządu, którego zupełnie nie akceptują może okazać się mało skutecznym.

Dżirga miała charakter konsultatywny, co oznacza, że rząd Karzaja nie jest zobowiązany do wdrożenia jej rekomendacji. Biorąc zaś pod uwagę, że rekomendacje te zostały przygotowane przy pominięciu stanowisk mniejszości narodowych, grup opozycyjnych i – co najważniejsze – grup rebelianckich, odłożenie ich do lamusa może okazać się niewielką stratą.

Po roku 2001 dżirgi organizowane były w Afganistanie kilkakrotnie; dla ustanowienia rządu tymczasowego (2002), przyjęcia konstytucji (2003) czy nawiązania dialogu z Pakistanem w sprawie pasa przygranicznego (2007). Są one głęboko zakorzenione w plemiennej tradycji Afganistanu i przez wielu uznawane jako najlepszy sposób uprawiania polityki w tym kraju. Jednak jak podkreślają obserwatorzy tych zgromadzeń, wiążące decyzje nie są podejmowane w drodze obrad delegatów, a przez garstkę polityków w obradach kuluarowych. 20 maja odbyły się na Malediwach nieoficjalne negocjacje pomiędzy afgańską delegacją rządową a przedstawicielami Hizb-e Islami Gulbuddina Hekmatiara. Bez mediów i międzynarodowych obserwatorów. „Afgańskie problemy potrzebują afgańskich rozwiązań” – powiedział stacji Al Dżazira jeden z organizatorów tego spotkania. Gigantyczne dżirgi, bazujące na afgańskiej tradycji, mogą się sprawdzać, w sytuacjach gdy wymagane jest podjęcie jakiejś decyzji – najlepiej przez aklamację. Jednak gdy rzecz dotyczy negocjacji, te walne zgromadzeniami są raczej bezużyteczne.