Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Daria Paprocka-Rzehak: O Afganistanie po Święcie Dziękczynienia


23 listopad 2009
A A A
Oczekuje się, że Barack Obama ogłosi nową strategię działań Stanów Zjednoczonych w Afganistanie nie wcześniej niż po Święcie Dziękczynienia. 55 procent Amerykanów wierzy, że Obama przyjmie plan, który okaże się sukcesem.

19 listopada Hamid Karzai został zaprzysiężony na drugą kadencję prezydencką. Dzień ten ogłoszono wolnym od pracy, a ludziom doradzono pozostanie w domach ze względów bezpieczeństwa. Kabulskie ulice były niemalże puste, kiedy Karzai w swym przemówieniu inauguracyjnym mówił o walce z korupcją, pojednaniu narodowym i bezpieczeństwie. W tej ostatniej sprawie, Karzai wyraził nadzieję, że za pięć lat afgańskie wojsko i policja będą w stanie przejąć kontrolę nad bezpieczeństwem w kraju.

Więcej wojska lub jeszcze więcej wojska

To jednak na razie tylko nadzieje i to dotyczące dość odległej przyszłości. W chwili obecnej natomiast Afganistan pogrąża się w coraz większym chaosie. Sytuacja bezpieczeństwa systematycznie się pogarsza, a korupcja zżera od środka i tak już słabe instytucje rządowe. Doradcy Baracka Obama przedstawili mu cztery propozycje strategii, która mogłyby naprawić niełatwą sytuację. Każdy z przedstawionych planów mówi o zwiększeniu liczby wojsk amerykańskich stacjonujących w Afganistanie. Różnice dotyczą ilości wojska i tego, co owe dodatkowe oddziały miałyby robić w Afganistanie.

Głównodowodzący wojsk amerykańskich w Afganistanie generał Stanley McChrystal forsuje opcję wysłania dodatkowych 40 tysięcy żołnierzy, którzy dołączyliby do 68 tysięcy już w Afganistanie stacjonujących. Zdaniem McChrystal’a, bez tej ilości dodatkowych żołnierzy wojna z talibami może okazać się przegraną. Przeciwnego zdania jest były przywódca wojsk amerykańskich w Afganistanie, a od stycznia tego roku Ambasador Stanów Zjednoczonych w Kabulu, generał Karl Eikenberry, który w liście do Obamy sprzeciwił się wysłaniu dodatkowych wojsk, uważając to za mało udane rozwiązanie, jeśli rząd Karzaia nie podejmie zdecydowanych kroków w walce z korupcją (w najnowszym rankingu Transparency International Afganistan zajmuje drugie miejsce wśród najbardziej skorumpowanych krajów na świecie). Jedną z obaw Eikenberrego jest to, że zwiększenie sił wojsk amerykańskich spowoduje spadek poczucia odpowiedzialności rządu afgańskiego za sytuację w kraju. Niektórzy mówią, że tak naprawdę propozycje obu generałów nie różnią się od siebie. Jedyną różnicą jest fakt, że Karl Eikenberry chciałby najpierw zobaczyć rząd Karzaia podejmujący inicjatywę, podczas gdy McChrystal nie chce czekać aż to się stanie.

Poza strategią wysłania 40 tysięcy żołnierzy, o którą spór wiodą Eikenberry i McChrystal, na biurku prezydenta Obamy wylądowały jeszcze trzy inne propozycje. Pierwsza to nieznaczne zwiększenie sił amerykańskich, o dodatkowe 10-15 tysięcy żołnierzy, którzy mieliby zająć się głównie szkoleniem afgańskich służb bezpieczeństwa. Strategia wzmocnienia sił amerykańskich o dodatkowe 20 tysięcy żołnierzy zakłada natomiast wysłanie owych posiłków do 10-12 ośrodków miejskich by zapewnić bezpieczeństwo mieszkającej w nich ludności, resztę wojska angażując w wojnę antyterrorystyczną z grupami powiązanymi z talibami i Al-Kaidą. Pentagon przedstawił propozycję podobną to propozycji generała McChrystala – zwiększyć amerykański kontyngent w Afganistanie o dodatkowe 30 tysięcy żołnierzy, przy założeniu, że pozostałe wojska koalicji również wyślą dodatkowe 5-10 tysięcy.

Strategia wyjścia

Barack Obama odrzucił wszystkie cztery propozycje i poprosił Pentagon o przygotowanie planu wyznaczającego ramy czasowe dla stopniowego przejęcia odpowiedzialności za bezpieczeństwo kraju przez afgańskie wojsko i policję. Takie podejście, sugerujące plany wycofania wojsk amerykańskich z Afganistanu, zaniepokoiło wielu analityków, którzy uważają, że mówienie w chwili obecnej o wycofaniu się z Afganistanu z jednej strony ośmiela talibów, którzy są w stanie przeczekać zagraniczną okupację kraju, z drugiej zaś powoduje wzrost obaw, że Stany Zjednoczone nie są w pełni zaangażowane w walkę o pokój i bezpieczeństwo w regionie. Obama twierdzi jednak, nie chce dokładnych dat, tak jak w przypadku Iraku. Chodzi bardziej o to by Pentagon wypracował określone cele, jakie Afganistan musi osiągnąć w zakresie bezpieczeństwa i rozwoju oraz określenie ram czasowych, w jakich cele te są do osiągnięcia. Taki dokument miałby narzucić większą dyscyplinę działań i stać się podstawą do ustalenia, kiedy wojska amerykańskie mogą się wycofać z regionu.

Hilary Clinton zapytana w czasie swojej ubiegłotygodniowej wizyty w Kabulu o to czy Stany Zjednoczone przygotowują się do określenia, jaki poziom rozwoju i bezpieczeństwa w Afganistanie i Pakistanie, pozwoliłyby Amerykanom wycofać swoje wojska z regionu – odpowiedziała, że Stany Zjednoczone chcą być związane długoterminowo z Afganistanem, ale nie ma to być relacja oparta głównie na pomocy militarnej. Clinton zwracała uwagę na współpracę w zakresie profesjonalizacji afgańskiej armii i pomoc amerykańskiego personelu cywilnego w budowaniu afgańskiej administracji rządowej.

Karzai Holbrookiem zestresowany

Dziennik Washington Post ocenia, że kiedy prezydent Obama dywaguje nad nową strategią militarną dla Afganistanu, czołowi amerykańscy dyplomaci odchodzą od ostrego podejścia do Hamida Karzaia, które – jak oceniają z dzisiejszej perspektywy – zrobiło więcej złego niż dobrego, bowiem jedynie rozeźliło przepracowanego i wierzącego w teorie spisku prezydenta, z którym ostatecznie Amerykanie muszą przecież współpracować.

W pierwszych miesiącach prezydentury Baracka Obamy polityka amerykańska wobec Afganistanu zdominowana była przez działania jego zastępcy Joego Bidena oraz Specjalnego Wysłannika ds. Afganistanu i Pakistanu, Richarda Holbrooke’a. Ten ostatni, znany ze swego bezpardonowego stylu w dyplomacji, ostro naciskał Karzaia by ten walczył z korupcją i złym zarządzaniem administracji państwowej, które doprowadziło do odrodzenia się talibów. Ponadto amerykańska administracja sugerowała, że chciałaby widzieć w afgańskich wyborach prezydenckich jak największą liczbę kandydatów, którzy staną do walki o prezydencki fotel.

Teraz, choć doskonała większość amerykańskiej dyplomacji podziela pogląd, że Hamid Karzai jest nieefektywnym przywódcą, coraz większa liczba dyplomatów zaczyna się zastanawiać się czy te ostre działania amerykańskiej dyplomacji nie pchnęły go do podjęcia decyzji zupełnie przeciwnych do tego, czego chciał Biały Dom: do zawierania sojuszy z byłymi warlordami, uwalniania z więzień handlarzy narkotyków i straszenie zwolnieniem ostatnich profesjonalnych ministrów, jacy zostali w jego rządzie. Karzai to doświadczony przywódca plemienny, który działa pod wpływem ogromnego stresu i stara się pogodzić rywalizujące ze sobą plemiona – mówią doradcy polityczni. – Może on działać o wiele lepiej, kiedy nie czuje się osaczony. Tak więc, po czasach zdecydowanej polityki Holbrooke’a obecnie głównym pośrednikiem pomiędzy Obamą i Karzaiem ma być Hilary Clinton.

To nowe – bardziej wspierające niż karcące podejście – ma się odnosić nie tylko do Karzaia, ale również do członków jego rządu i gubernatorów prowincji. Stany Zjednoczone uznały bowiem, że Karzai nie posiada wystarczających wpływów politycznych, potrzebnych do pozbycia się skorumpowanych warlordów i lokalnych przywódców. 

Co myślą Amerykanie?

Według sondażu Washington Post-ABC News, przeprowadzonego w Stanach Zjednoczonych 18 listopada, 52 procent Amerykanów postrzega wojnę w Afganistanie, jako nie wartą ponoszonych strat, 45 procent respondentów aprobuje sposób, w jaki prezydent Obama radzi sobie z wojną w Afganistanie, jednak 48 procent nie pochwala jego działań w tym zakresie. Amerykanie podzieleni są niemalże po połowie na tych, którzy wierzą, że należy wysłać większą ilość żołnierzy do walki z talibami i Al-Kaidą (46 proc.) i tych, którzy uważają, że należy wysłać mniej żołnierzy, którzy powinni być zaangażowani głównie w szkolenie afgańskiej armii (45 proc.).

68 procent respondentów uważa, że Prezydent Hamid Karzai nie będzie godnym zaufania partnerem dla Stanów Zjednoczonych a 58 procent nie wierzy, że będzie on w stanie wyszkolić profesjonalną armię, która będzie mogła przejąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo kraju.

Nadal jednak 55 procent Amerykanów wierzy, że Barack Obama zdecyduje się na strategię, która zda egzamin w Afganistanie. Prezydencka administracja odpiera głosy krytyki, co do tempa wypracowywania tej strategii tłumacząc, że spokojne i wyważone prace są lepsze niż podjęte bez odpowiedniego przygotowania decyzje republikanów o inwazji na Irak. Oczekuje się, że Obama ogłosi nową strategię dla Afganistanu po Święcie Dziękczynienia. W każdym razie na pewno przed Bożym Narodzeniem.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.