Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Krzysztof Głowacki: Podchody pod Iran


26 luty 2009
A A A

Czy w sprawie Iranu zadziała „dyplomacja sankcji”, na którą chce położyć nacisk Barack Obama? Wielu analityków w to wątpi. Niemniej jednak Teheran wciąż zachowuje czujność.

„Iran nie odstąpi ani na jotę od swych praw w dziedzinie nuklearnej. Jeśli Izrael i USA przemówią językiem siły, otrzymają potężny cios w twarz i pożałują swoich występków na zawsze”

Prezydent Iranu, Mahmud Ahmadineżad


3 lutego br. irańska rakieta wyniosła na orbitę pierwszego satelitę. Data wystrzelenia satelity „Omid” nieprzypadkowo zbiegła się z obchodami 30. rocznicy rewolucji islamskiej. Rozkaz do odpalenia pocisku, który wyniósł „Nadzieję” na orbitę, wydał sam prezydent. "Dziś z boską pomocą, działając na rzecz sprawiedliwości i pokoju, Islamska Republika Iranu oficjalnie rozpoczyna obecność w kosmosie" cieszył się Mahmud Ahmadineżad, przemawiając do narodu w państwowej telewizji. Dziennikarze informowali, że do 2010 roku na orbitę mają trafić jeszcze trzy satelity.

Szef dyplomacji w Teheranie Manuszehr Mottaki podkreślił, że satelita ma służyć tylko i wyłącznie celom pokojowym. "Satelity są niezbędne do gromadzenia danych na temat środowiska, klimatu i innych informacji, których potrzebujemy dla technologicznego, rolniczego i ekonomicznego rozwoju" tłumaczył Mottaki, podkreślając, że „każdy kraj powinien mieć prawo do korzystania z najnowocześniejszych technologii”. Zachodni eksperci są jednak innego zdania. Uważają, że skoro rakieta Safir-2, która umieściła satelitę na orbicie, ma zasięg do 250 kilometrów, to znaczy, że Iran ma już technologię, którą może wykorzystać do stworzenia międzykontynentalnych rakiet z głowicami jądrowymi.

Wystrzelenie satelity poruszyło także przywódców państw europejskich. Zwłaszcza że doszło do niego dzień przed spotkaniem dyplomatów z UE, USA, Rosji i Chin w Niemczech, poświęconym irańskiemu programowi atomowemu. Rzecznik MSZ w Paryżu Eric Chevallier oświadczył, że Francuzi z niepokojem patrzą na rozwój technologii, która może być wykorzystana w produkcji rakiet balistycznych. Głos w całej sprawie zabrały również USA. "Umieszczenie na orbicie okołoziemskiej irańskiego satelity to dla nas powód do dużego zmartwienia" powiedział rzecznik Departamentu Stanu Robert Wood. Powtórzył, że rezolucja 1718 Rady Bezpieczeństwa ONZ zakazuje Iranowi wszelkiej działalności związanej z produkcją rakiet.

Strach przed zagładą

Najbardziej zaniepokojeni są jednak Izraelczycy. "Ta próba pokazuje, że Irańczykom udało się poczynić znaczne postępy w rozwoju technologii. Jeśli nikt ich nie powstrzyma, to za dwa, trzy lata będą w stanie uzbrajać rakiety w głowice nuklearne" twierdzi prof. Gerald Steinberg, ekspert ds. wojskowych z Uniwersytetu Bar-Ilan w Tel Awiwie.

Iran ma już ponad sto rakiet balistycznych Szahab 3, czyli trzy razy więcej niż rok temu. Pociski te prawdopodobnie zdolne są przenieść prawie tonę ładunku wybuchowego na odległość do 2 tys. km, a więc mają w swoim polu rażenia Izrael. Lot z Iranu do Tel Awiwu zajmuje im około 11 minut. Mogą zmieniać kurs w końcowej fazie lotu, co utrudnia ich zestrzelenie.

Izraelskim remedium na szahaby jest system obrony przeciwrakietowej Arrow (Strzała), który powstał we współpracy z Amerykanami. Jest on porównywalny z systemem Patriot. Kilka lat temu podczas testów Strzała zestrzeliła klona rakiety Szahab 3. Teraz Izraelczycy muszą liczyć się z tym, że będą musieli zestrzelić sto szahabów naraz. Zresztą pilnie się do tego przygotowują. Na pustyni Negew na południu kraju działa nowa baza radarowa. Jej personel stanowi 120 Amerykanów. Radar ma wykrywać irańskie rakiety natychmiast po ich odpaleniu, dając Izraelczykom kilka dodatkowych minut na reakcję i przygotowanie antyrakiet. Izrael ma także zagwarantowany przez Baracka Obamę „parasol atomowy”. Oznacza to, że jeśli Iran zrzuci na Izrael bombę atomową, USA odpowiedzą zmasowanym atakiem atomowym na Iran.

Na własną rękę

Mimo tych „zabezpieczeń” Izrael nie czuje się bezpieczny i stara się rozwiązać „problem” po swojemu. „New York Times” podał 11 stycznia., że na początku 2008 roku rząd Izraela był gotowy do ataku na najważniejszą instalację irańskiego programu nuklearnego w Natanz. Tel Awiw zażądał dostarczenia przez USA supernowoczesnych radarów do wykrywania rakiet wystrzelonych z Iranu, przekazania Izraelowi potężnych bomb nowej generacji przeznaczonych do niszczenia celów podziemnych, zgody na przelot izraelskich samolotów nad Irakiem i pomocy w ich tankowaniu w drodze powrotnej po bombardowaniu. Bush po naradach ze swymi ministrami, zgodził się tylko na pierwszą prośbę. Trzy pozostałe odrzucił. Przyczyn było kilka. Amerykanie nie wierzyli w zapewnienia Izraelczyków, że nalot na Natanz cofnąłby irański program nuklearny o kilka lat. Bush uznał też, że taki nalot wywołałby wojnę na całym Bliskim Wschodzie.

Izraelczycy, choć chwilowo uznali, że bez pomocy USA nie są w stanie skutecznie zbombardować Natanz, zupełnie ze swych planów nie zrezygnowali. W czerwcu 2008 roku przeprowadzili ćwiczenia lotnicze z bombowcami na Morzu Śródziemnym. Według CIA, trasa lotów była dokładnym odbiciem tej z Izraela nad Natanz i z powrotem. Rząd w Jerozolimie nie chciał mówić o szczegółach ćwiczeń. - Regularnie trenujemy różne misje, żeby móc stawić czoła zagrożeniom - oświadczył rzecznik armii. Anonimowy urzędnik Pentagonu twierdzi jednak, że ćwiczenia miały spełnić dwa cele: militarny i propagandowy. Izraelczycy trenowali atak na odległy cel, uzupełnianie paliwa w powietrzu i ratowanie zestrzelonych pilotów. Chcieli też pokazać wszystkim zainteresowanym - Amerykanom, Europejczykom i wreszcie samemu Iranowi - że nie żartują i są gotowi bombardowaniami powstrzymać program atomowy Teheranu, jeśli sankcje ONZ i polityczne naciski zawiodą. Zresztą Izrael pokazał już dwukrotnie, że nie dopuści sąsiednich państw w posiadanie technologii nuklearnej. W 1981 roku zbombardował w Iraku fabrykę produkującą wzbogacony uran, rok temu w podobny sposób zniszczył „zakłady przemysłowe” w Syrii.

Syzyfowy atak

Wielu amerykańskich ekspertów uważa jednak, że tym razem zadanie jest dużo trudniejsze.
"Zniszczenie irańskiego programu atomowego jest prawie niemożliwe. Ośrodki w Iraku
i Syrii były zlokalizowane w jednym miejscu na powierzchni ziemi. Znanych nam irańskich obiektów jest kilka, z czego niektóre znajdują się głęboko pod ziemią. Do ich zniszczenia będzie potrzebnych kilka zmasowanych nalotów. A mogą być przecież tajne laboratoria, o których nie wiemy
" mówiła w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej"  Victoria Samson z waszyngtońskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych. Poza tym Iran doskonali obronę przeciwlotniczą - kupił od Rosjan radary i sfinalizował kontrakt na nowoczesne rakiety ziemia-powietrze. Chodzi między innymi o pociski Tor-M1 i S-300. Stanowią one najnowocześniejszy system obrony przeciwlotniczej wyprodukowany przez rosyjską zbrojeniówkę.

Image
(cc) steadyjohn


Irańczycy z pewnością przeprowadzą także odwet. Może to być pojedyncza, zmasowana salwa rakietowa w stronę Izraela, która pozwoli rządzącym w Teheranie duchownym zachować twarz i przekonać Irańczyków, że wróg został ukarany. Może to być również rozciągnięta w czasie akcja bojowników libańskiego Hezbollahu czy palestyńskiego Hamasu, którzy są sponsorowani przez Iran. Mohamed el Baradei - przewodniczący Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej twierdzi, że nalot na Iran zamieniłby cały region w „kulę ognia” i zapowiedział, że w przypadku bombardowań poda się do dymisji. "Sytuacja rzeczywiście stałaby się zupełnie nieprzewidywalna. Jednego tylko moglibyśmy być pewni - wojna miałaby katastrofalny wpływ na światową gospodarkę" potwierdza Samson.

Na przekór rozsądkowi

Izrael jest jednak głuchy na racjonalne argumenty. Zwłaszcza, że ostatnio pojawiły się nowe przesłanki traktujące o realnym zagrożeniu. "Amerykański satelita odkrył tajny ośrodek badawczy w Iranie, gdzie prawdopodobnie są testowane rakiety dalekiego zasięgu" napisał 11 kwietnia 2008 roku „The Times”. Zdaniem cytowanych przez brytyjski dziennik ekspertów, ze zdjęć satelitarnych wynika, że Irańczycy w ciągu pięciu lat mogą skonstruować pociski balistyczne o zasięgu 6 tys. kilometrów, a więc obejmujące swym obszarem rażenia niemal całą Europę.

Wykryty przez satelitę nieznany wcześniej ośrodek badawczy mieści się około 230 kilometrów na południowy wschód od Teheranu. Jego związki z programem rakietowym ujawniło pismo „Jane’s Intelligence Review” po przestudiowaniu zdjęć z satelity Digital Globe QuickBird. Dokładna analiza fotografii wykazała, iż Iran podąża dokładnie tą samą ścieżką, co Korea Północna, a więc prowadzi program kosmiczny, pozwalający na zdobycie doświadczenia w technologii budowy rakiet dalekiego zasięgu. Cytowany przez „Timesa” inspektor oraz naukowiec z amerykańskiego Massachusetts Institute of Technology Geoffrey Forden powiedział, że na zdjęciach znajduje się zbudowany w ostatnim czasie budynek, którego kształt i rozmiar przypomina obiekt północnokoreański, w którym montowano pociski dalekiego zasięgu Taepodong. Prof. Forden dodał, że analiza zdjęć irańskiego ośrodka wykazała, iż stanowi on część większego i rosnącego kompleksu „o bardzo wysokim stopniu zabezpieczeń”. Nazwał go „ważnym obiektem strategicznym”.

Izrael niepokoją także ostatnie wypowiedzi irańskich władz i Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. "Iran rozpoczął montaż sześciu tysięcy zaawansowanych technologicznie wirówek do wzbogacania uranu" oświadczył 8 kwietnia ub. roku irański prezydent Mahmud Ahmadineżad, cytowany przez oficjalne media w Teheranie. MAEA w swym raporcie na temat postępów irańskiego programu nuklearnego stwierdziła zaś, że w Natanzie Iran testuje 12 ulepszonych wirówek typu IR-2 do gazowej separacji izotopów uranu. To zła wiadomość dla Izraela, bo IR-2 może prowadzić proces wzbogacania uranu dwa do trzech razy szybciej niż P-1.

Na odpowiedź Tel Awiwu nie trzeba było długo czekać. "Lotniska wojskowe w Gruzji mogą być użyte do ewentualnego ataku lotniczego Izraela na instalacje nuklearne w Iranie" podał 4 września 2008 roku „Washington Times”. Zdaniem publicysty i eksperta ds. międzynarodowych Arnauda de Borchgrava, użycie gruzińskich lotnisk znacznie skróciłoby dystans, jaki musiałyby pokonać izraelskie bombowce, aby dosięgnąć cele w Iranie. Samoloty przelatywałyby nad Turcją a nie nad Irakiem, co pozwoliłoby Izraelowi zaatakować bez zgody USA.

Hardzi Persowie


Teheran też zachowuje czujność. Irański minister obrony Mostafa Mohammad Nadżdżar poinformował ostatnio, że jego kraj przygotował ponad 300 tys. grobów, w których pochowani zostaną najeźdźcy. Wtórował mu generał Massud Dżazajeri. "Jakakolwiek agresja przeciwko Iranowi rozpocznie wojnę światową" powiedział zastępca szefa sztabu. Nie są to puste słowa. Idą za nimi realne działania. Niedawno dowódca sił powietrznych Iranu generał Hassan Szahsafi zakomunikował o przeprowadzeniu udanej próby z nowym, naprowadzanym termicznie pociskiem rakietowym powietrze-powietrze. Zasięg nowej rakiety wynosi 100 kilometrów. Nie próżnuje również irańska marynarka wojenna. Ostatnio przeprowadziła próbę nowego typu broni, mogącej razić cele nawodne na odległość do 300 kilometrów. Dowódca elitarnej formacji Strażników Rewolucji generał Mohammad Ali Dżafari ostrzegł, że „nowa broń” może zagrozić tankowcom, przewożącym ropę naftową z pól regionu przez wody Zatoki Perskiej czy też amerykańskim okrętom, stacjonującym w różnych punktach tego akwenu.

Zwiastuny wojny

Czy w sprawie Iranu zadziała „dyplomacja sankcji”, na którą chce położyć nacisk Barack Obama? Wielu analityków w to wątpi. Niedawno „Washington Post” opisał, jak Irańczycy przez podstawioną firmę malezyjską kupili w 2007 roku wiele supernowoczesnych urządzeń do swego programu nuklearnego. Nieskuteczne wydają się także działania szpiegowsko-dywersyjne. Co prawda kilka lat temu wywiadowi USA udało się wstrzymać starania Irańczyków. Za pomocą szwajcarskiego inżyniera współpracującego z pakistańskim szmuglerem urządzeń do wzbogacania uranu Abdulem Kadirem Chanem, dostarczono Iranowi wadliwe urządzenia, co doprowadziło do wybuchu w Natanz. Teheran szybko jednak przystąpił do odbudowy swego potencjału.

Ostatnimi czasy Waszyngton znów postawił na dywersję. "Administracja USA rozszerza tajne operacje swoich służb specjalnych w Iranie, zmierzające do zdestabilizowania tamtejszego reżimu" podał 30 czerwca 2008 roku w tygodniku „New Yorker” reporter Seymour Hersch, specjalizujący się w rewelacjach dotyczących wywiadu. Według niego, kosztem 400 milionów dolarów zamierza się nasilić szpiegowanie irańskich instalacji nuklearnych oraz popierać ugrupowania opozycyjne wobec islamskiego reżimu. USA od trzech lat organizują okresowe rajdy zbrojne w głąb terytorium Iranu, wymierzone w grupy pomagające ekstremistom szyickim w Iraku. Gdyby jednak plan opisywany przez Herscha był rzeczywiście realizowany, stanowiłoby to znaczną eskalację działań wywrotowych przeciw Teheranowi.

CIA odmówiła jakiegokolwiek skomentowania artykułu w „New Yorkerze”. Ambasador USA w Iraku Ryan Crocker, zapytany o rewelacje Herscha przez telewizję CNN, odpowiedział stanowczo, że „żadne siły amerykańskie nie działają w Iranie”. Coś jednak musi być na rzeczy. 20 października ub.r. irańskie siły bezpieczeństwa złapały w pobliżu instalacji nuklearnych dwa „gołębie szpiegowskie”. Ptaki zostały schwytane przy fabryce aromatu różanego w mieście Kashan. Niedaleko metropolii mieści się podziemna, pilnie strzeżona instalacja nuklearna, w której Irańczycy wzbogacają uran.

W tym samym czasie 45-letni biznesmen irański został skazany na karę śmierci za szpiegostwo na rzecz USA. Irańska telewizja zidentyfikowała skazanego jako Alego Asztariego, zajmującego się handlem sprzętem elektronicznym, w tym dostawami takiego sprzętu do ośrodków wojskowych i służb bezpieczeństwa na terenie Iranu. Asztari został aresztowany pod zarzutem przekazywania tajnych informacji o charakterze wojskowym. Informacje miały dotyczyć między innymi irańskiej Organizacji Energii Atomowej. Skazany miał też podjąć próbę skontaktowania irańskich ekspertów z amerykańskimi agentami.

Na podstawie „Gazety Wyborczej” z 2008/2009 roku.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.