Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Małgorzata Kaszany: Zjednoczone Emiraty Arabskie - przykład bogatego państwa w Zatoce

Małgorzata Kaszany: Zjednoczone Emiraty Arabskie - przykład bogatego państwa w Zatoce


10 maj 2006
A A A

Zjednoczone Emiraty Arabskie –
przykład bogatego państwa w Zatoce.

„Bogato i bardzo czysto, niemal sterylnie. Aż dziw bierze, że wszystko to dzięki lepkiej, tłustej mazi o wstrętnej woni i trujących właściwościach, która spoczywa gdzieś głęboko pod ziemią.”

Zjednoczone Emiraty Arabskie to przykład państwa bliskowschodniego, które zachwyca swym bogactwem - piękne miasta, pełne nowoczesnych wieżowców o olśniewającej architekturze, nadmorskie promenady, luksusowe hotele. Aż trudno uwierzyć, że wszystko to znajduje się nad Zatoką Perską a nie w bogatej części Europy! Nawet przybywający do Emiratów dziennikarze są zszokowani i zachwyceni:

„Z lecącego na wysokości kilku tysięcy metrów samolotu Zatoka Perska wygląda niezbyt ciekawie (…). Kiedy tak patrzy się na spokojne wody i pustą ziemię, aż trudno uwierzyć, że parę tysięcy metrów głębiej kryje się bogactwo. Wreszcie samolot kołuje na zalanym słońcem betonie lotniska w Abu Zabi. Jest gorąco i parno. Inny zupełnie widok: zielone trawniki, nowoczesne budynki, wysadzana eukaliptusami szosa. I biały Jaguar, unoszący pasażerów nad gładkim asfaltem ulic wieczornego Abu Zabi.”

„Trasa wiodąca z lotniska w Abu Zabi do położonego na wyspie miasta sprawia chwilami wrażenie drogi wiodącej do ziemskiego raju. Kilkupasmowa supernowoczesna szosa biegnie wzdłuż zachwycającej świeżością zieleni, kwitnących drzew i krzewów czy dostojnych palm. Mimo odczuwalnego skwaru, zielono jest wszędzie – jak okiem sięgnąć. Bezchmurny błękit nieba i lekki wiatr uzupełniają ten nierealny niemal pejzaż.”

Pytania nasuwają się same: jak to możliwe? Dlaczego właśnie ten kraj jest tak bogaty? Co dzieje się z pieniędzmi, które płyną z wydobycia i sprzedaży ropy?

1) Historia

Wybrzeże Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA), długości 1318 kilometrów, było w przeszłości nazywane Wybrzeżem Piratów. Uzbrojeni w straszliwe, zakrzywione w sztylety (kindżały) oraz bułaty, arabscy korsarze czyhali na europejskie statki handlujące w Zatoce Perskiej. Na początku XIX wieku leżące tam państewko Ras al - Chajma miało 390 tysięcy mieszkańców. Posiadało też flotę liczącą 880 statków, obsadzoną przez 19 tysięcy żeglarzy. Piraci ci zapuszczali się aż na Ocean Indyjski, co w połowie XIX wieku zmusiło Wielką Brytanię do interwencji w obronie zachodnich flot handlowych. Brytyjczycy zniszczyli Ras al – Chajmę, potwierdzając w ten sposób swe panowanie na morzu. Wydarzenia te w rezultacie doprowadziły do zawieszenia broni w 1853 roku i Wybrzeże Piratów stało się wybrzeżem powierniczym. Od tej pory małe państewka traktatowe zostają objęte protektoratem Wielkiej Brytanii.

Zabi – znaczy po arabsku gazela. Piękne i dumne zwierzę. Trudno je schwytać: w jeden dzień potrafi przemierzyć dziesiątki mil szukając zacisznego zaułka, pożywienia a przede wszystkim wody – pod tym względem nie różni się wiele od innych mieszkańców pustyni. Także od ludzi, dla których różnobarwne piaski Arabii są ojczyzną od tysięcy lat.

Wśród wielkich arabskich plemion Beduini z rodziny al – Nahyan nigdy nie byli ani najliczniejsi, ani szczególnie wpływowi. Zamieszkiwali południowo-wschodnią część półwyspu, nieurodzajną, a wydaną na pastwę słońca. Rzadkie deszcze w okamgnieniu wypełniały koryta okresowych rzek, by równie szybko wsiąknąć w piaszczysty grunt. Przemieszczali się więc z oazy do oazy, karawanami, unosząc ze sobą cały dobytek i rzecz najważniejszą: pękate, skórzane worki z wodą. W połowie XVIII wieku Beduini kierowali się na wschód, w stronę Zatoki Perskiej, morza słonego, przyjaznego dla żeglugi. Jak głosi legenda, na jednej z przybrzeżnych wysp, dokąd około roku 1760 przybyli tropiąc gazele, odkryli nie wysychające źródło wody. Z czasem wokół źródła powstało miasto, potem stolica rodu Al – Nahyan, na pamiątkę zdarzenia nazwane Abu Zabi – ojczyzna gazel. Przez prawie 200 lat było Abu Zabi sennym, pustynnym miasteczkiem, zatłoczonym skleconymi z trzciny i kamieni domkami, pośród których wznosił się fort – siedziba szejków. A były to czasy, gdy tytuł szejka nie kojarzył się z żadnym bogactwem.

Człowiekiem, który przeniósł Abu Zabi z plemienno-feudalnej przeszłości w niemal XXI wiek, był władca tego kraju, szejk Sultan ibn Zajed al – Nahyan. Początkowo pozostawał on w cieniu rządów swojego brata, zacofanego i znanego ze skąpstwa Szakhbuta ibn Dhijaba al – Nahyan, który panował w latach 1928 – 1966. Brat przepadał za polowaniami z sokołem, pieczeniem baranów, kochał zapach pustyni i karawany wielbłądów; żył w swej oazie zyskując szacunek poddanych, wprowadzając w życie zaledwie elementy nowoczesności.

Nadeszły lata pięćdziesiąte – na polach naftowych Iranu, Iraku, Kuwejtu i Arabii Saudyjskiej wydobywano już miliony baryłek ropy. Fortuny dynastii Pahlawich, Sabahów i Saudów rosły szybciej niż daktylowe palmy w oazach. A w Abu Zabi nie działo się nic. Do czasu. W 1953 roku szejk podjął decyzję o rozpoczęciu poszukiwań nafty. Sprowadzeni z Anglii i Francji specjaliści wykonali wiele ślepych odwiertów – bez rezultatu. W 1958 roku wreszcie się udało: z pola Umm Shaif trysnęła ropa! Po czterech latach tankowiec „British Signal” wywiózł z Abu Zabi pierwszy transport brunatnej, tłustej mazi.

2) Złota era

Nieliczni Europejczycy przebywający w ZEA i stykający się z młodszym synem szejka, zwracali już wówczas uwagę na jego otwarty umysł, inteligencję, bezpośredniość i nowoczesność działania. Banicja nieudolnego brata, wysłanego przez rodzinę do Iranu, umożliwiła Zajadowi objęcie tronu i realizowanie na większą skalę swych ambitnych planów.

Mówił: „Nasze pieniądze są jak bystra woda, która spływa potokami z gór. Może ona wyschnąć w pustynnych piaskach bez żadnego pożytku, ale jeżeli skieruje się ją do kanałów i poprowadzi na pola, wówczas ziemia zacznie dawać plony. Musimy pokierować wydatkami w taki sposób, aby przyniosło to korzyść ludziom” . Szejk niewątpliwie myślał o lawinowo narastających dochodach płynących z wydobycia i eksportu ropy naftowej.

W roku 1965 dochody Emiratu płynące z ropy naftowej wyniosły 30 milionów dolarów, a już niecałe 10 lat później blisko 5 miliardów!! Można odnieść wrażenie, iż na pustyni i spod dna morskiego wytryskały nie tyle strumienie ropy, co złotych monet!

Niedługo po Abu Zabi naftowe szyby wyrosły w sąsiednim emiracie – Dubaju, wkrótce potem w pobliskiej Szarży i Umm al – Kajwan. Ażurowe wieże i pajęczyna srebrzystych rurociągów zmieniły krajobraz piasków emirackich pustyń. Wtedy to dostrzeżono, że małe państewka łączą podobne interesy i że możliwe jest prowadzenie wspólnej polityki.

3) Unia pragmatyków - powstanie państwa

Stworzenie unii wymagało od władców oddzielnych emiratów wielkiego zrozumienia natury stosunków międzynarodowych. Wspólne działanie mogło przysłużyć się wszystkim, ale tylko pod warunkiem, że byłoby prowadzone racjonalnie i w interesie każdego z państewek. Potrzebny był przede wszystkim człowiek z wizją, polityk zdolny połączyć wszystkie królestwa i własną charyzmą firmować federacyjne państwo. Takim właśnie człowiekiem okazał się Sultan ibn Zajed al – Nahyan. W chwili obejmowania władzy był doświadczonym politykiem i organizatorem, do rządzenia Abu Zabi przygotowywano go od wczesnej młodości. Chciał zrobić coś do tej pory niespotykanego w krajach tego regionu – stworzenia państwa, w którym skandynawska zgoła polityka socjalna nie będzie szkodzić żywiołowemu kapitalizmowi, a infrastruktura na miarę XXI wieku harmonijnie wkomponuje się w muzułmańską tradycję. Pod koniec lat sześćdziesiątych, kiedy już zadomowił się na tronie, zaczął myśleć o Emiratach. Rozpoczął rozmowy z władcą sąsiedniego Dubaju – unia z nim poważnie wzmocniłaby oba kraje. Pięć innych, niewielkich monarchii powiększyłoby terytorium i dało dostęp do otwartych wód Zatoki Omańskiej – z ich władcami szejk również prowadził rozmowy. Dało to bardzo pozytywne rezultaty – 2 grudnia 1971 roku proklamowano federację. W skład powstałych Zjednoczonych Emiratów Arabskich weszło początkowo 6 monarchii absolutnych: Abu Zabi, Dubaj, Szardża, Adżman, Umm al - Kajwan i Al – Fudżajra; a po niespełna dwóch miesiącach dołączył emirat Ras al – Chajma. Powstanie nowego państwa stało się faktem – Wielka Brytania opuściła jego teren de facto i de iure.

4) (Nie)wielkie państwo??

Powierzchnia ZEA to 83,6 tysiące kilometrów kwadratowych (zajmują obszar porównywalny z czwartą częścią powierzchni Polski). Znaczną część kraju zajmuje pustynia, brak jest naturalnych cieków wodnych. Graniczą z dwoma państwami: Arabią Saudyjską i Omanem. Stolicą państwa zostało Abu Zabi, którego zespół miejski liczy około 722 tysiące mieszkańców. Jak widać po liczbie zamieszkujących stolicę ludzi, jest to miasto rozmiarem przypominające Łódź! Jeszcze bardziej zadziwia fakt, że choć cały kraj liczy około 3 milionów ludzi, to jego obywatelami jest tylko 27 proc. z tej liczby! W przeważającej części mieszkańcy ZEA to to etniczni Arabowie (87 proc.), Pakistańczycy (2 proc.) i Persowie (2 proc.). Językiem urzędowym jest język arabski, w powszechnym użyciu jest też język angielski.

Z przytoczonych danych możnaby wysnuć wniosek, że jest to maleńkie państewko o tak znikomej liczbie mieszkańców, że z całą pewnością nie ma prawa mieć ono znaczącego wpływu na wszelkie ekonomiczne i polityczne przemiany zachodzące w świecie. Wniosek ten jednak byłby zbyt pochopny – wystarczy jedno spojrzenie na wskaźniki ekonomiczne Zjednoczonych Emiratów, by przekonać się, jak daleki jest on od prawdy.

W 2003 roku bezpośrednie inwestycje zagraniczne w ZEA osiągnęły pułap 480 milionów dolarów. PKB wyniósł 79, 81 milionów dolarów – co stanowiło odnotował wzrost o około 12,5 proc.! PKB per capita wyniósł w tym samym roku 19 751 dolarów – jest niższy niż w latach ubiegłych, ale wciąż dorównuje bogatym państwom europejskim.

Zjednoczone Emiraty Arabskie są krajem bardzo bogatym, który wciąż się rozwija. Byłoby zupełnie inaczej, gdyby szejk prowadził politykę taką, jak władcy innych krajów Zatoki. Wiele istniało i istnieć na świecie będzie krajów, w których władców otacza kult. Kto wie, czy owa szczególna estyma, jaką cieszy się władca, nie jest jednym z fundamentów silnego państwa? Dlatego każdy rządzący autorytarnie przywódca stara się ją sobie zapewnić: prośbą, ale znacznie częściej groźbą, przemocą czy terrorem. Władca osiąga swój cel, ale zwykle za cenę panicznego strachu poddanych (tak było np. w Iraku czy Iranie). Dużo rzadziej obywatele uwielbiają swego władcę szczerze, nie zmuszani do tego. Uwielbiają go, bo jest im pod jego berłem po prostu dobrze. Emiraty szejka Zajeda były właśnie takim krajem, choć nie da się ukryć, że działała tam tajna policja; ale wszechobecne portrety monarchy, ulice i place jego imienia, spotkania z dziećmi, uczonymi i sportowcami to nie tylko dzieło propagandy. A fakt, że nawet w prywatnych rozmowach, w sytuacjach, gdy nie ma mowy o jakiejkolwiek inwigilacji, poddani chwalą Zajeda, daje do myślenia. Najważniejsze jest to, co dał swoim obywatelom – część własnej ziemi gdzie zbudował dla nich domy, zagwarantował bezpieczeństwo, opłacił szkolnictwo i służbę zdrowia a przy tym nie obciążył żadnymi podatkami! W dodatku pozwolił też nieźle zarobić przy wydobyciu swej własnej nafty. Z możliwości dobrego zarobkowania skorzystało też bardzo wielu cudzoziemców, którzy przybywają do Emiratów gremialnie, by za cenę poświęcenia praw obywatelskich, urządzić się na całe życie. W Emiratach żyją zarówno wybitni specjaliści z Europy i USA, jak i niewykwalifikowani pakistańscy i indyjscy robotnicy. Ci pierwsi, zarabiają dużo lepiej niż w swych ojczystych krajach, bo arabowie cenią ich talent i umiejętności i słono za nie płacą. To w dużej mierze dzięki nim prowadzone są inwestycje w budownictwie i usługach, rozbudowuje się infrastrukturę, rozwija się handel.

5) Kłopoty z bogactwem

Ekonomiści na ogół spotykają się z bogactwem problemów, a nie problemem bogactwa. Przykład Zjednoczonych Emiratów Arabskich pokazuje, że trzeba umiejętnie gospodarować dużą ilością pieniędzy. Wskaźniki makroekonomiczne tego kraju są naprawdę imponujące i godne pozazdroszczenia. Bezrobocie oscyluje na poziomie 2,5 proc., kraj odnotowuje ogromną nadwyżkę na rachunku bieżącym, finanse publiczne są w świetnym stanie a dług publiczny oczywiście maleje. Czy jest więc powód do jakichkolwiek zmartwień?

Te wyniki uzależnione są od produkcji i eksportu ropy naftowej. Wprawdzie powoli można dostrzec zmiany zachodzące w strukturze gospodarki Emiratów: tempo wzrostu wartości dodanej w sektorze niezwiązanym z ropą naftową jest wyższe niż realne tempo wzrostu PKB, również eksport produktów innych niż paliwa rośnie szybko (wysoką dynamikę eksportu osiągnięto wprowadzając strefę wolnego handlu), ale mimo tych zmian uzależnienie gospodarki od ropy jest wciąż bardzo duże. Najlepiej widać to w strukturze dochodów budżetu państwa – podatki płacone przez przemysł naftowy, dostarczają ponad 77 proc. wpływów budżetowych, a rola innych wpływów jest marginalna. Pojawił się pomysł zmian, poprzez wprowadzenie podatku VAT, co jednak wymaga czasu, trzeba bowiem do tego zbudować odpowiedni aparat podatkowy. Kłopotliwy stał się też system socjalny – z jego przywilejów korzystają tylko obywatele Emiratów, a pracuje tam przecież bardzo wielu cudzoziemców. Przez to powstaje trochę paradoksalna sytuacja: przy niskim wskaźniku bezrobocia, odnotowuje się dość wysoki poziom bezrobocia wśród własnych obywateli, którzy chcą najczęściej podejmować pracę w sektorze państwowym (wyższe zarobki w sektorze prywatnym często nie kompensują przywilejów i stabilności zatrudnienia w sektorze państwowym). Wysokie tempo wzrostu, napływ inwestycji zagranicznych oraz boom kredytowy powodują powstanie napięcia inflacyjnego, istnieje obawa, że wzrost płac uruchomi spiralę płacowo – cenową, a wtedy Emiraty mogą paść ofiarą własnego bogactwa.

Ekonomiści widzą tylko jedno rozwiązanie – należy schłodzić koniunkturę. Przy tak wielkich oszczędnościach sektora publicznego pozostaje jedna droga – podjęcie inwestycji za granicą. Już dziś 10 proc. dochodów budżetowych stanowią wpływy uzyskiwane z nadwyżek budżetowych zainwestowanych w innych krajach. Tym sposobem, Emiraty stają się szansą dla krajów cierpiących na brak kapitału – to dobra wiadomość dla takiego kraju jak Polska. Warto pamiętać, iż interesujących partnerów dysponujących gotówką, chętnych do współpracy gospodarczej niekoniecznie musimy szukać na Zachodzie. W końcu od Zatoki Perskiej dzieli nas około 5 godzin lotu i nic nie stoi na przeszkodzie, by ZEA stały się dla nas przyczółkiem do współpracy gospodarczej i handlowej z całym regionem bliskowschodnim.

6) Dwa oblicza arabskiego kraju

Sultan ibn Zajed al – Nahyan zmarł w listopadzie 2004 roku. Władzę po nim przejął jego syn Khalifa ibn Zajed an-Nahayan, który w 1971 roku został mianowany przez ojca wicepremierem, a w 1976 roku zastępcą dowódcy sił zbrojnych. Kierował także Najwyższą Radą ds. Ropy Naftowej. 2 Listopada 2004 roku przejął funkcję emira Abu Zabi, a dzień później prezydenta Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Po objęciu przez niego tronu Emiraty odetchnęły – skończyły się polemiki i obawy o to, kto będzie następcą wielkiego szejka Zajeda. Trudno dziś ocenić jego krótkie rządy. Czy będzie tak genialnym politykiem jak jego ojciec?

W Abu Zabi nikt nie ma ochoty się buntować. Partie polityczne są zakazane, ale opozycja i tak tam nie istnieje – komu miałoby się to opłacać? Obywatelom, którzy dostają od Szejka wszystko czego potrzebują - raczej nie. Cudzoziemcom zarabiającym czasem marne kilkaset dolarów też nie jest na rękę wypędzenie z raju za akt niesubordynacji – za zarabione pieniądze utrzymują w swoich krajach całe rodziny. W Emiratach nie ma tradycji demokratycznych – co wcale nie oznacza, że ludziom jest gorzej niż np. w Europie Zachodniej, że domagają się parlamentu i partii politycznych, oni tego po prostu nie potrzebują. Czują się dumni z tego, że emirackie miasta wyglądają jak piękne ogrody, z tego, że jest czysto i przyjemnie. Ropa i handel, wielki biznes, miliardy przepływających dolarów w eldorado, gdzie każdy może spróbować, zacząć, zaryzykować – bo szejk przyjmie na próbę każdego. Firmy mogą robić, co chcą – inwestować na wydzierżawionej od monarchy ziemi, wznosić biurowce i burzyć je po kilku latach, żeby postawić nowe. Czasy naturalnego krajobrazu to już nieodwracalna przeszłość – Emiraty to dziś wielki plac budowy. Tylko tam, gdzie budowlani kładą fundamenty, albo wymieniają kostkę brukową, wyziera szary, pylisty piasek – wspomnienie pustyni i starego Abu Zabi.

Poza wielkimi miastami zgromadzono wszystko, co turyście może się kojarzyć z życiem Beduina: kilka szałasów, trochę naczyń, makietę starej królewskiej rezydencji, model studni do nawadniania poletek (z tym, że woda jest doprowadzana do studni wodociągiem), wreszcie kilka wielbłądów, skubiących ze znudzonymi minami rachityczną, bo nie zraszaną bez przerwy trawę. Skansen na peryferiach. Kustosz, choćby i dumny ze swego skansenu jest w mieście – bo to tam jest rzeczywistość Zjednoczonych Emiratów. Za pieniądze można kupić wszystko – od reszty świata. Bez niego, Emiratom zostałaby tylko organiczna ciecz spod dna Zatoki; może jeszcze daktyle, choć te pewnie uschłyby bez nowoczesnych odsalarni. Mówi się jednak po cichu, że są ludzie, którzy nie mają siły na dalszą konsumpcję, na wydawanie pieniędzy, ułatwianie sobie życia, które i tak jest łatwe. Zaszyci we własnych rezydencjach unikają kontaktu ze światem, stają się przedmiotem dziwacznych opowieści i plotek. Tylko niektórzy wybierają ucieczkę – znana jest opowieść o nowoczesnym, wspaniałym osiedlu, wzniesionym gdzieś na przedmieściach - daru szejka Zajeda dla iluś emirackich rodzin (monarcha bowiem funduje mieszkanie każdej młodej parze). Niedługo po wprowadzeniu się i próbie zadomowienia, tradycyjne arabskie rodziny opuściły osiedle – ruszyli na pustynię. Pewnie rozbili namioty gdzieś między dwoma autostradami. Podobno jest też w Emiratach dość wysoki odsetek chorych psychicznie – taki chory, to temat tabu. Nie widać go na ulicach – ma do dyspozycji luksusowe, zamknięte ośrodki. O przytoczonych tu przeze mnie sytuacjach się nie mówi – idealne państwo nie potrzebuje pokazywać swych mniej idealnych obywateli.

Życie ma upływać bogato i spokojnie – silne przeżycia związane z uprawianiem piractwa zastąpiły emocje, jakie dają wyścigi wielbłądów, sokolnictwo, zapasy, a nawet zawody łyżwiarskie na sztucznych lodowiskach. Z wielką pasją gra się też w piłkę nożną.

Państwa Zachodnie już dawno dostrzegły potencjał Emiratów. Należące do wielu organizacji międzynarodowych państwo, jakim niewątpliwie są Emiraty, świetnie nadaje się na organizatora wszelkiego typu spotkań (również tych organizacji, których uczestnikiem ono samo nie jest). Dzięki temu, że ma doskonałe zaplecze logistyczne, było już gospodarzem takich przedsięwzięć jak Szczyt G-7, Banku Światowego czy Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Idealne Państwo. Zadowoleni obywatele. Na razie wszystko idzie dobrze – tak jak chcą i propaganda, i legenda, i ludzie. Jak długo? Kiedy pojawią się pierwsze rysy? Jaka będzie przyszłość Emiratów? Jedyne, co można dziś przewidzieć, to fakt, że przez najbliższe sto lat w Emiratach ropy nie zabraknie. Wykluczając więc naturalne kataklizmy i wojny w regionie odpowiedź jest prosta – życie z ropy. Co potem? A jeśli świat odkryje nowe, lepsze źródła energii? Czy gwałtowny spadek cen ropy nie doprowadzi do upadku gospodarczego tego państwa? Czy wtedy pryśnie jak mydlana bańka naftowy sen?

Jeśli tak się stanie, wielkie miasta z wolna pokryje piasek, tylko czy powrócą gazele?


Na podstawie:

• „Encyklopedia Współczesna 1978 – 2004”, pod red. J. Marcinek, Kraków, 2004.
• Reader’s Digest Przegląd, „Przewodnik po świecie. Ilustrowana encyklopedia geograficzna”, Warszawa, 1998.
• Czubiński A., „Historia Powszechna XX wieku”, Poznań, 2003.
• Andromeda Oxford LTD, „Podręczny leksykon państw świata”, Warszawa, 1998.
• Nietz F., „W królestwie szejka Zajeda”, Nowa Europa, nr 235, 1994 rok.
• Paziński P., „Raj pod znakiem gazeli”, Gazeta Magazyn, nr 3, 1995 rok.
• Raczko A., „Kłopot z bogactwem”, Gazeta Bankowa, nr 31, 2005rok.
• Malinowski D., „Albo słońce, albo wielki kryzys i czarna dziura”, Gazeta Wyborcza, nr 127, 2002 rok.
• Kuźmicz M., „W Emiratach o jenie i juanie”, Gazeta Wyborcza, nr 220, 2003 rok.
• Malik R., „Wiatr zmian nad Zatoką Perską”, Rzeczpospolita, nr 10, 1993 rok.
www.grc.ae
www.atlas.reporter.pl.
www.plembassy.gov.ae
http://pl.wikipedia.org
http://www.opecfund.org/about/UAE.aspx
http://unstats.un.org/unsd/
www.tui.pl