Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Marek Cichy: W Hondurasie bez zmian


04 listopad 2009
A A A

Po piątkowej ugodzie między Manuelem „Melem” Zelayą a Roberto Michelettim, radość była powszechna, a amerykańscy negocjatorzy nie szczędzili pochwał dla obu stron. Media ogłosiły koniec konfliktu w Hondurasie, nie zwracając uwagi na nieścisłości umowy, które każdy interpretuje teraz na swoją korzyść.

Z wynegocjowanego w nocy z czwartku na piątek układu wynika, że o przywróceniu Zelayi ma zdecydować Kongres Narodowy. W zamian za to, były prezydent zgodził się na zaniechanie prób zwołania konstytuanty i uznanie wyborów 29. listopada, co również zostało zapisane w umowie. Porozumienie między stronami ma zaowocować stworzeniem rządu jedności, uznanego przez społeczność międzynarodową.

Do tej pory prezydent Micheletti twardo oponował przeciw przywróceniu na stanowisko swojego poprzednika. Układ wyglądał więc na spore osiągnięcie amerykańskiej misji, która przyjechała ledwie kilka dni wcześniej, aby przełamać trwający ponad trzy miesiące konflikt. Mediatorzy, w euforii, określali i Michelettiego, i Zelayę „niezwykle skłonnymi do dialogu” i podkreślali, że „porozumienie jest sukcesem samych Hondureńczyków”. Ci zaś z radością przyjęli perspektywę zakończenia stanu wyjątkowego, który dodatkowo pogarsza sytuację ekonomiczną jednego z najbiedniejszych krajów regionu.

(cc) ggey
(cc) ggey

„Schody” zaczęły się w poniedziałek: okazało się, że umowa nie jest rozumiana jednakowo. Według Manuela Zelayi, z jej „ducha” wynika, że Kongres Narodowy powinien głosować za przywróceniem go na stanowisko, i to jak najszybciej – aby wypełnić postanowienie o stworzeniu rządu jedności do czwartku. Stronnicy Michelettiego twierdzą jednak, że parlament nie jest związany umową w tej kwestii, i może głosować przeciw Zelayi. Poza tym nie wiadomo, kiedy głosowanie się odbędzie – obrady Kongresu zostały zawieszone w związku z kampanią wyborczą.

Choć mówi się o dodatkowej, niepisanej umowie między Zelayą a amerykańskimi negocjatorami, według której obalony prezydent dostał obietnicę przywrócenia na stanowisko w zamian za zgodę na najbliższe wybory. Oficjalnie jednak żadna ze stron nie potwierdza istnienia ugody: nawet parlamentarzyści popierający Zelayę mówią, że jego powrót do funkcji jest „prawdopodobny”, a nie – pewny.

Wydaje się, że Micheletti wygrał wszystko, co chciał: jego rząd został uznany za stronę konfliktu i zdobył uznanie międzynarodowe dla wyborów 29 listopada, w których nie startuje ani Zelaya, ani żaden z jego współpracowników (do tej pory były prezydent nawoływał do bojkotu). Puczyści osiągnęli to, nie oferując wiele w zamian: Zelaya zadowolił się możliwością przywrócenia go na stanowisko przez Kongres - to samo gremium, które usankcjonowało zamach stanu z 28 lipca.

Zelaya za niecały miesiąc będzie musiał uznać swojego następcę, nawet jeśli parlament powierzy mu na nowo stanowisko prezydenta. Jego pole manewru zawęża się więc z każdym dniem. Jedyny sposób na przedłużenie rządów to kolejny zamach stanu, to jednak całkowicie skompromitowałoby „Mela” na świecie.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.