Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Roman Mendaluk: PMC- najemnicy XXI-ego wieku. Czy prywatyzacja wojny ukształtuje nowy ład?


07 marzec 2006
A A A

Wstęp

Dominującą ideą początku XXI wieku jest prywatyzacja. Pojęciem, które kształtuje naszą świadomość są granice. Wyznaczamy granice niemalże wszystkiego, również prywatyzacji. Jednym z ostatnich przyczółków państwa w nowoczesnym świecie miała być wojna. Tej granicy mieliśmy już nie przekroczyć. Jednak powstanie i niesłychana ekspansja Private Military Companies (PMC) dowodzi, iż i ta granica już legła w gruzach. Jak można określić tych żołnierzy naszych czasów? Kontraktowymi pracownikami PMC pomagającymi zaprowadzić porządek i bezpieczeństwo w niestabilnych regionach, prywatnymi żołnierzami na usługach państw, czy też może międzynarodowymi najemnikami wikłającymi kraje w konflikty prywatnych interesów i prywatyzującymi przemoc.

Upadek państwa

Głoszone przez np. Jadwigę Staniszkis tezy o upadku państwa w epoce globalizacji brzmią dla nas nieco abstrakcyjnie. Tymczasem musimy sobie zdawać sprawę, iż wojna została upaństwowiona dopiero przed 200 laty. Przysłużyła się temu m.in. francuska rewolucja, która zmobilizowała i posłała na różne fronty Europy miliony swoich obywateli. Jeszcze niedawno żołnierze byli wyraźnie oddzieleni od cywilów, polityczne cele wojny były stawiane ponad celami samych uczestników walk, przemoc wojenną i zarobkowanie odseparowywano od siebie (rabunek mienia uznaje się nadal wprost za przestępstwo wojenne), rządy miały monopol na wywoływanie, prowadzenie i kończenie wojen. „Odległe zwierciadła” dają nam jednak wizję sytuacji sprzed wojny 30-letniej: sytuacja ekonomiczna uniemożliwiała wystawianie stałej armii, jednolicie umundurowanej i tak zhierarchizowanej, jak to uważamy dzisiaj za naturalne, za to dążącej do zadania jak największych strat, traktującej wojnę jak prywatny interes.

Upaństwowienie wojny zajęło rządom kilka stuleci. Zaczęło się w XV wieku, a skończyło pod koniec XVIII wieku. Rozwój techniki sprawił, że wojna stała się zbyt kosztowna i tylko państwo narodowe było w stanie ponieść jej koszty. Dziś możemy obserwować kryzys modelu wojny prowadzonej przez państwa. Szacuje się, że od trzystu do pięciuset tysięcy ludzi zatrudnionych jest w prywatnych firmach wojskowych. W państwach zachodnich widzimy wyraźną tendencję, by rozmaite interwencje zbrojne, także operacje pokojowe wymagające udziału wojska, przeprowadzać nie przy użyciu regularnej armii, ale specjalnie wyselekcjonowanych, czy też wynajętych "prywatnych żołnierzy".

Czy świat staje się coraz bezpieczniejszy

Analiza danych pozwala wysnuć tezę, że świat staje się coraz bezpieczniejszy. Globalna liczba konfliktów spada i są to raczej konflikty na mała skalę. Wg Center for International Development and Conflict Management (CIDCM) globalne natężenie konfliktów zbrojnych obniżyło się o ponad 60 proc. od szczytu w połowie lat 80-tych schodząc do najniższego poziomu od końca lat 50-tych. Tylko w minionych czterech latach zakończyło się jedenaście wojen m.in. w Indonezji, Sri Lance, Rwandzie, Sierra Leone, Angoli czy Liberii. Dwie najbardziej uderzające cechy współczesnego wojowania to spadek liczby tradycyjnych wojen między państwami i zawrotna, ale krótka kariera wojen domowych. Trudno uwierzyć, ale po zakończeniu zimnej wojny ponad jedna trzecia krajów świata była pogrążona w wojnach domowych. Jednakże w ciągu ostatnich dziesięciu lat ich liczba gwałtownie spadła. CIDCM tylko osiem "wojen wewnętrznych" określa mianem "nadal trwających".

Dlaczego świat sprawia wrażenie coraz spokojniejszego? „Demokracja jest z natury systemem bardziej pokojowym niż jakakolwiek dyktatura” powiedział Richard Perle w 2004 roku. W 1977 roku zaledwie 35 na 140 niepodległych państw (czyli dokładnie jedna czwarta) było demokracjami. Dziś stanowią 55 proc. całej puli. Dwie demokracje z mniejszym prawdopodobieństwem zaczną ze sobą wojować niż na przykład dwie dyktatury albo dyktatura i demokracja. Im więcej demokracji, tym mniej wojny. Ponadto w demokracjach mniejsze jest również prawdopodobieństwo wybuchu wojny domowej. A może przysłużyło się temu „krzewienie wolności” przez USA? Umowy handlowe w Ameryce Środkowej i wsparcie finansowe dla ruchów demokratycznych w Europie Wschodniej przyniosły bardzo dobre skutki. Co najmniej tak samo mogła przysłużyć się, tak często krytykowana społeczność międzynarodowa – nie tylko ONZ, ale także Bank Światowy (IBRD) , Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF), czy Światowa Organizacja Handlu (WTO). Oddziały pokojowe NZ jeszcze nigdy nie stacjonowały tak licznie na świecie. Zwłaszcza w Afryce zarówno agencje międzynarodowe, jak i niektóre rządy uczyniły bardzo wiele dla położenia kresu wojnom. A może wyjaśnieniem „fali pokoju” są działania lokalnych społeczności, które częstokroć pozostawione samym sobie, wybierają pokój, ponieważ najzwyczajniej w świecie maja już dość wojen? Oczywiście „siły ciemności” (daleki jestem jednakże od manichejskiej wizji świata ciągłej walki dobra ze złem) mogą powrócić i wojska stabilizacyjne będą w dalszym ciągu niezbędne w zapalnych regionach świata. Przytaczany powyżej raport CIDCM wymienia aż 31 krajów jako zagrożonych wybuchem wojny (z reguły ponownym) domowej. Być może należy zgodzić się z Herfriedem Munklerem i jego opinią, że dopiero "Wkraczamy w wyjątkowo niespokojne i burzliwe czasy". Może twierdzenie Wegecjusza: „si vis pacem, para bellum” (chcesz pokoju, szykuj wojnę) jest ciągle aktualne i znajdujemy się teraz w tymczasowej fazie pokoju? Jak zatem może wyglądać stabilizacja w dowolnym regionie konfliktowym, gdzie ONZ, jedno bądź koalicja państw (zapewne z udziałem USA) będzie mieć interesy by taki porządek zaprowadzić? Prześledźmy to na przykładzie armii USA i Iraku.

Private Military Companies

Private Military Companies stanowią drugi po armii USA „korpus stabilizacyjny w Iraku”. Kilka miesięcy po upadku Saddama Husajna niezależni obserwatorzy doliczyli się blisko 20 tysięcy osób należących do prywatnych firm ochroniarskich i korporacyjnych służb bezpieczeństwa. Reklamują się one jako: odpowiedzialne (DGT&CE), wrażliwe (TOR International, DGT&CE), doświadczone i innowacyjne (TCI), elitarne i globalne (M&A), międzynarodowe (SOC-SMG Inc), światowy konsultant ds. bezpieczeństwa (Genric). Oferują: partnerstwo w przejściu w XXI wiek (SIS), zarządzanie globalnym ryzykiem i ułatwienia w biznesie (RamOPS RMG), tworzenie bezpiecznego otoczenia (Oliver Group) a nawet zamienianie ryzyka w możliwości (Custer Battles) i zapewnienie wszystkiego dla biznesu (ADC) – o tak prozaicznych rzeczach jak zwykłe zapewnienie bezpieczeństwa nie wspominając. W opublikowanym przez amerykański departament stanu w 2004 roku raporcie „Security companies doing business in Iraq” wyszczególniono 30 jednostek aktywnie działających w tym kraju, przede wszystkim amerykańskich i brytyjskich (ale są także dwie arabskie, południowoafrykańska, koreańska, indyjska i jedna z Hong Kongu). Te przedsiębiorstwa to jedynie część problemu wyłaniającego się z szarej rzeczywistości. Nikt nie może być pewien, że ta lista jest kompletna, a w cytowanym raporcie możemy przeczytać: „Rząd USA nie ponosi odpowiedzialności za brak profesjonalizmu i uczciwości/pewności ze strony osób oraz firm wymienionych w raporcie”. Czyli największy zleceniodawca tego typu usług nie chce/może ponieść konsekwencji negatywnych zjawisk powstałych z własnego przyzwolenia i strategii eksternalizacji części zadań.

Narastające zjawisko obecności PMC tłumaczy się niezdolnością amerykańskich wojsk do utrzymania porządku oraz wzrastającym zapotrzebowaniem i nieufnością zagranicznych inwestorów. Outsourcing szybko rozprzestrzenił się w łonie amerykańskich sił zbrojnych pod wpływem np. globalizacji przemysłu wojskowego, konieczności ograniczania wojsk, modernizacji sił zbrojnych oraz racjonalizacji wydatków ponoszonych na obronę. Zatem eksternalizacja, z którą mamy do czynienia, jest spełnieniem postulatu „new public management”, odpowiadającego liberalnej polityce prywatyzacji. W 2002 roku Departament Obrony stwierdził, że dzięki zleceniu części zadań mógłby w latach 1997-2005 zaoszczędzić 11 miliardów dolarów (ograniczanie liczby urzędników etc.), a ponad 200 tysięcy pracowników zostanie „eksternalizowanych” w ramach trzeciej fali prywatyzacji. Oznacza to zniesienie zasady stałego zatrudnienia i w związku z tym zaniknięcie etyki odpowiedzialności.

W latach 1994-2004 podpisano ponad trzy tysiące kontraktów na sumę ponad 300 miliardów dolarów. Outsourcing części zadań spowodował masowe pojawianie się personelu prywatnego (logistyka, budownictwo, inżynieria etc.) w strukturach amerykańskich sił zbrojnych. W czasie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku na jednego „prywatnego aktora” przypadało około stu regularnych żołnierzy. W 2003 roku już tylko dziesięciu. Pomimo zapewnień o ograniczaniu wydatków, spodziewane oszczędności nie nastąpiły. W przypadku większości kontraktów amerykańska Izba Obrachunkowa wykryła znaczące przeszacowanie faktur przez PMC i przekroczenie realnych kosztów działań w stosunku do szacunków operacji i wartości kontraktów. Wynikłe skandale unaoczniły powiązania administracji USA z korporacjami (Halliburton i Dick Cheney).

Nie istnieje żaden scentralizowany system zdolny do śledzenia wszystkich kontraktów podpisanych przez amerykańskie agencje oraz nie istnieją proste kryteria sprawowania kontroli nad PMC i zapobieganiu ich nadużyciom. Na coraz szerszą skalę obchodzi się istniejące w Stanach Zjednoczonych regulacje sprzedaży usług wojskowych, szczególnie w dziedzinie doradztwa i operacji specjalnych. Wykorzystanie luk prawnych przez amerykańską administrację w celu skuteczniejszej walki z terroryzmem, zdjęcie z siebie odpowiedzialności za prawidłowy przebieg operacji wojskowych, zniesienie ograniczeń dla rozwoju XXI-wiecznego „najemnictwa” wraz z mobilizacją maksymalnej ilości sił rezerwowych i aktorów prywatnych skutkuje ograniczeniem kontroli w zakresie kontroli nad armią. Nie przypadkiem w skandal jaki miał miejsce w więzieniu Abu Ghraib zamieszani byli kontraktowi pracownicy PMC.

W kwestii rozważań strategicznych celem „eksternalizacji” jest realizacja celu politycznego „zero śmierci” (w szeregach wojsk regularnych) i możliwość przeprowadzania akcji niejawnych, pozostających w sprzeczności z oficjalnie głoszonymi postulatami. Jednocześnie zamierzano odciążyć siły zbrojne zaangażowane w długotrwałe operacje niemal na całym świecie. Warto podać przykład stosowania takiej strategii. Obnosząc się ze swoją neutralnością i realizując postulat utrzymania pokoju w Bośni wyłącznie za pośrednictwem międzynarodowych sił IFOR, rząd amerykański ułatwił jednocześnie jednemu z prywatnych przedsiębiorstw (MPRI), pozostającemu pod jego polityczną kontrolą, nielegalny handel bronią, znosząc embargo nałożone przez ONZ i popychając tym samym w 1995 roku armię Federacji Chorwacko-Muzułmańskiej do ofensywy, a samej Chorwacji do przygotowania dużej ofensywy w Krajinie o kryptonimie „Burza”.

W ramach programów współpracy wojskowej PMC realizują politykę przezbrajania i dozbrajania armii ponad 40 krajów. Coraz silniejsze zależności (sieciowe i hybrydyczne) pomiędzy tymi dość „egzotycznymi” partnerami upowszechniają niemal na całym świecie (za zgodą administracji USA oczywiście) standardy obowiązujące w wojskach USA. W Afryce np. PMC odpowiadają za wojskową logistykę amerykańską i kierowanie ekspertami od natychmiastowych operacji. Rozwinęły strategie ekspansji i zaczynają coraz śmielej zagarniać dla siebie coraz to nowe obszary, na coraz to nowych rynkach. Starają się ukazać w świetle ekspertów od operacji humanitarnych, pokojowych. W rezultacie pojęcia „wspieranie rozwoju”, „ pomoc humanitarna”, oraz „operacje wojskowe” przemieszały się zupełnie. PMC zaczynają odgrywać istotną funkcję nie tylko w amerykańskim systemie obrony, ale także w systemach działania organizacji międzynarodowych.

W 2000 roku raport Narodowego Uniwersytetu Obrony w Waszyngtonie stwierdzał: „Prywatyzacja działań zbrojnych jest być może mniej kosztowna niż interwencja wojskowa z udziałem armii regularnej, ale jakość rezultatu i poszanowanie dla praw człowieka mogą zostać narażone". Podobne zdanie ma Human Rights Watch twierdząca, że zanim Pentagon zgodzi się wykorzystać korporacje do rozmaitych misji musi mieć pewność, że ich poczynania da się kontrolować w świetle widzenia prawa. „Zgoda na działanie w luce prawnej jest zaproszeniem do nadużyć”. Pomimo, że pracownikami korporacji zostają w przeważającej większości przypadków byli żołnierze lub pracownicy wojskowych służb, przyciągani wielokrotnie wyższymi zarobkami w sektorze prywatnym (co może skutkować przejściem wojskowego know-how w ręce prywatne), brak jednolitej formy sprawowania kontroli i standardów rekrutacyjnych powoduje wzrastającą liczba amerykańskich ofiar. Czterej mężczyźni spaleni i powieszeni przez tłum w Faludży pod koniec marca 2004 roku, których śmierć zapoczątkowała trwające przez wiele miesięcy gwałtowne starcia, byli zatrudnieni w amerykańskim przedsiębiorstwo Blackwater Security, specjalizującym się w usługach z zakresu bezpieczeństwa.

Większość dyplomatów nie uznaje włączania PMC w struktury stabilizacyjne jako czegoś niepokojącego. Panuje przekonanie, że korporacje odnoszą w Iraku sukcesy i należy je powoli włączać w działania w innych częściach świata. W efekcie prywatyzacja działań będzie pokonywać kolejne granice, wkraczając coraz silniej na obszar do tej pory zarezerwowany dla państw. Korporacje zostały wyłączone z procesu irackiej legislacji, co powoduje brak możliwości sterowania i kontroli ich poczynań przez nowe władze irackie, co może być źródłem chaosu, przedłużyć konflikt, opóźnić i skomplikować pełne przekazanie władzy irakijczykom. Sami Makki, francuski analityk polityki obronnej twierdzi, że: „Private Military Companies niszczą równowagę cywilno-wojskową i tradycyjną politykę nie tylko społeczeństw wychodzących z kryzysu, ale również społeczeństw zachodnich. Zacierając tradycyjne podziały cywile-wojskowi oraz prywatne-publiczne, ci hybrydyczni aktorzy często funkcjonują w nieformalnych sieciach sprzyjających korupcji i zbrodni. Amerykański system strategiczny globalnej interwencji, przyznając tym sieciom pozycję centralną, jest generatorem niestabilności, a nawet bezładu. Uprawomocnia jednostronne sprawowanie władzy przez Amerykę w świecie, a zwłaszcza w niepewnych strefach Południa, gdzie CIA, siły specjalne oraz prywatne przedsiębiorstwa wojskowe prowadzą wojny o słabym nasileniu.

Będąc świadomi niegodziwości wojny (jakkolwiek ją nazwiemy) staramy się rozproszyć, podzielić odpowiedzialność za nasze działania, tak by „nie być winnym”. Pociągająca perspektywa czy przerażający kierunek działań? Co powiedziałby na to współczesny Machiavelli? Poczekamy, zobaczymy. Jedno jest pewne, eksport bezpieczeństwa i stabilizacji nie może być prowadzony w taki sposób, by budzić podejrzenia o neoimperializm i czerpanie korzyści płynących np. z eksploatacji pokładów ropy naftowej.

Bibliografia:

Ferguson Niall, "Nowy ład światowy".
Makki Sami, "Powrót najemników".
Munkler Herfried, "Także nasze czasy są czasami prowadzenia wojen".
Security companies doing business in Iraq”, US Department of State 2004.
www.cidcm.umd.edu.
strony internetowe Private Military Companies.