Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Mariusz Jankowski: Komorowski zapowiada nową perspektywę współpracy z Niemcami


13 wrzesień 2010
A A A
Pierwsza oficjalna podróż zagraniczna Bronisława Komorowskiego jako głowy państwa, rzuciła nieco światła na jego plany współkształtowania wraz z rządem polityki zagranicznej. Jako szczególnie interesujący wątek jawi się próba nadania nowego impulsu w stosunkach z Niemcami. Wiele wskazuje na to, że realizacja tego zamierzenia jest kluczowym elementem całościowej koncepcji polityki zagranicznej obozu prezydenckiego – zacieśnianie relacji europejskich przy jednoczesnym wzmacnianiu pozycji naszego kraju.

Po ogłoszeniu przez Państwową Komisję Wyborczą ostatecznych wyników drugiej tury wyborów prezydenckich w Polsce „The Wall Street Journal” w swym komentarzu o wymownym tytule „Polska umacnia europejskie więzi” napisał, iż obejmujący urząd polityk jest zdecydowanie bardziej nastawiony na współpracę z Brukselą niż z Waszyngtonem. I z całą pewnością nie chodziło tu jedynie o obszernie skomentowaną w publikacji zapowiedź Komorowskiego o „rozsądnym wycofywaniu” polskich oddziałów z Afganistanu w perspektywie przyszłego roku. Przez zdecydowaną większość zagranicznych publicystów, taki a nie inny wynik polskich wyborów, uważany jest za wzmocnienie koncepcji „europeizacji” polskiej polityki zagranicznej, co może wnieść spore ożywienie do relacji wewnątrz Unii Europejskiej.

Takiego podejścia nie kryje sam prezydent. W wywiadzie udzielonym „Polityce” mówi wprost: „najpierw będzie Bruksela z bogatym programem, aby zaznaczyć, że polska przyszłość to przede wszystkim członkostwo w Unii Europejskiej”. I nie ma w takim postawieniu sprawy żadnego zaskoczenia. Jako kandydat Komorowski dość konsekwentnie prezentował się jako zwolennik zacieśnionej współpracy z europejskimi partnerami, ze szczególnym uwzględnieniem Francji i Niemiec. Nie dziwi również próba wskrzeszenia współpracy w ramach Trójkąta Weimarskiego, którego spotkania na poziomie prezydentów nie odbywały się od czterech lat. Wyraził też nadzieję na osiągnięcie sukcesu w budowie Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony EU, co w ustach głowy państwa jeszcze do niedawna uchodzącego za amerykańskiego satelitę w Europie Środkowej, musi zabrzmieć znacząco. Najciekawszym jednak elementem w zapowiadanej aktywności pałacu prezydenckiego jest wzmocnienie dialogu z zachodnim sąsiadem. Zachodzi pytanie, czy jest to zapowiedź powrotu do obowiązujących uprzednio standardów, ze wszelkimi mankamentami polsko-niemieckiego pojednania, czy raczej próba zaproponowania trzeźwo przemyślanej strategii współpracy z uwzględnieniem obopólnych korzyści?

Za Odrą wybór Komorowskiego został przyjęty z wyraźną ulgą, co jest zrozumiałe biorąc pod uwagę podejście jego poprzednika do współpracy polsko-niemieckiej, jak i ogólne nastawienie partii braci Kaczyńskich do kwestii polsko-niemieckiego sąsiedztwa. Należy jednak przypomnieć, że ochłodzenie stosunków polsko-niemieckich nastąpiło jeszcze przed objęciem rządów przez Prawo i Sprawiedliwość. Wynikało to w głównej mierze z różnej oceny amerykańskiego wystąpienia przeciwko reżimowi Saddama Husajna oraz nasilającego się kursu polityki unilateralnej Stanów Zjednoczonych. W okolicznościach kryzysu ekonomicznego, mniejszego zainteresowania administracji prezydenta Obamy sprawami europejskimi i tworzenia się wspólnotowej dyplomacji europejskiej, sprawa partnerstwa miedzy Polską a Niemcami – użycie takiego terminu wydaje się uprawnione – nabiera sporego ciężaru gatunkowego. Jeśli prezydentowi w porozumieniu z rządem uda się stworzyć dobrą koncepcję tego partnerstwa, może się to okazać jednym z największych sukcesów jego prezydentury w obszarze polityki zewnętrznej.

Aby tak się stało potrzebna jest precyzyjna ocena sytuacji w jakiej dziś znajduje się Republika Federalna Niemiec i możliwie trafna diagnoza rozwoju wydarzeń z uwzględnieniem niemieckich interesów strategicznych. Tylko takie podejście jest gwarancją uniknięcia przez polską dyplomację roli słabszego partnera, który może zostać potraktowany instrumentalnie. Sytuacja w polityce wewnętrznej obu krajów, dane makroekonomiczne oraz stan debaty europejskiej wskazują, że moment do podjęcia nowych inicjatyw jest dogodny.

Podczas spotkania z nowym chadeckim prezydentem Niemiec, Christianem Wulffem, 13 lipca br. w Belwederze, prezydent elekt słusznie podkreślił fakt obu rozpoczynających się kadencji. Przyjazna atmosfera otwarcia kontaktów z Wulffem zaprocentowała już podczas spotkania na zamku Bellevue, gdzie 4 września br. polski prezydent kończył swoją pierwszą oficjalną podróż zagraniczną do Brukseli, Paryża i właśnie Berlina. Uzgodniony ze stroną niemiecką program wizyty z pełną atencją podkreślał potrzebę pamięci o trudnych, ale i dobrych doświadczeniach wspólnej historii. Do pojednania polsko-niemieckiego na kształt tego, jakie Niemcy osiągnęli z Francuzami jeszcze bardzo daleka droga, ale zapowiedź konkretnych kroków ze strony obu prezydentów napawa optymizmem. Wzmocnienie Polsko-Niemieckiej Wymiany Młodzieży przy okazji rocznicy dwudziestolecia działalności, wspólne obchody dwudziestej rocznicy podpisania między oboma krajami Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy (zapowiedź wizyty kanclerz Merkel), czy objęcie patronatem berlińskiej wystawy na temat tysiącletnich stosunków polsko-niemieckich, należy uznać za pożądane inicjatywy na drodze zbliżenia obu społeczeństw. Wiedza Niemców o wspólnej historii i Polsce współczesnej jest wciąż bardzo mała, co negatywnie wpływa na ocenę wschodnich sąsiadów. Tym wyzwaniom mają sprostać takie wspólne inicjatywy, jak rozpoczynająca się właśnie praca polskich nauczycieli, którzy będą uczyli Niemców języka polskiego (na razie przykład berliński). Uwagę zwraca zapowiedź cyklu spotkań intelektualistów obu krajów w Krzyżowej, którzy głównym punktem swoich rozmów mają uczynić temat przyszłości integracji europejskiej. Osoba profesora Romana Kuźniara, który jako doradca w Kancelarii Prezydenta ma koordynować projekt, jest gwarancją odpowiedniego podejścia do jego realizacji. Podsumowując te zapowiedzi można chyba posłużyć się słowami samego prezydenta, który w Berlinie powiedział, że dla odgrywania istotnej roli w Unii Europejskiej Polska potrzebuje dobrych stosunków z Niemcami.

Żaden z komentatorów politycznych nie ma jednak wątpliwości - ażeby urzeczywistnić powyższy postulat należy powziąć szersze inicjatywy i rozwiązać trudniejsze problemy niźli te, które wiążą się z procesem pojednania. Zagadnienia bieżącej polityki Komorowski miał okazję omówić podczas wizyty w Berlinie z kanclerz Angelą Merkel. Aktualnymi problemami okazały się: budowa terminalu LNG w Świnoujściu i przebieg Gazociągu Północnego. W pierwszym przypadku strona niemiecka przedstawiła zastrzeżenia dotyczące ochrony środowiska. W drugim, Zarząd Polskich Portów w Szczecinie i Świnoujściu protestuje przeciw takiemu przebiegowi gazociągu, który mógłby zablokować ich rozwój. Kwestie energetyczne są kluczowym elementem planu zacieśnienia współpracy w ramach UE, który forsuje polski prezydent. W wywiadzie udzielonym „Frankfurter Allgemeine Zeitung” powiedział, iż wierzy w pogłębienie wspólnej polityki energetycznej. Proponuje otwartość rynków i wspólną strategię bezpieczeństwa energetycznego. Takie nastawienie czerpie z potrzeby wzmocnienia integracji europejskiej, co – jak stwierdził – „leży w polskim, europejskim, a także, polsko-niemieckim interesie”.

W Niemczech krajowa strategia zaopatrzenia energetycznego stała się w ostatnich dniach wiodącym tematem politycznym. Merkel jest ostro krytykowana przez czerwono-zieloną opozycję za przesunięcie terminu całkowitego wyłączenia reaktorów atomowych (nawet do 2040 roku). Twierdzi, że takie przesunięcie jest potrzebne dla technologicznego i finansowego przygotowania niemieckiej gospodarki do przejścia na źródła energii odnawialnej. Dodaje przy tym, że energia węglowa będzie ważnym czynnikiem pomostowym w tej strategii. Nie powinno to ujść uwadze polskiemu przemysłowi górniczemu. Zresztą szans na zacieśnienie wymiany handlowej jest więcej. Niemiecki urząd statystyczny podał ostatnio, że w pierwszym kwartale 2010 roku niemiecki PKB wzrósł o 0,2 proc. co powinno oznaczać trwałe wyjście z kryzysu ekonomicznego. Rząd Federalny chwali się również spadkiem bezrobocia i odzyskiwaniem pozycji lidera światowego eksportu, którą Niemcy straciły w ubiegłym roku na rzecz Chin. Oficjalny portal rządowy donosi, że najszybszy wzrost odnotowują obroty handlowe z krajami Europy Środkowej i Wschodniej. Na chwilę obecną udział tej wymiany handlowej w całym niemieckim handlu wynosi 12,6 proc. i jest większy od wymiany z Chinami czy USA. Istnieje więc koniunktura do zwiększania obrotów handlowych z Niemcami, tym bardziej, że niemiecki import z naszego regionu rósł szybciej niż eksport. I choć duży udział ma w tym import surowców z Rosji, Kazachstanu, czy Azerbejdżanu, to niemiecki rząd nie omieszkał podkreślić, że taki kształt wymiany handlowej jest sporym impulsem dla wschodnioeuropejskich gospodarek. Może więc wykorzystać poprawiającą się kondycję ekonomiczną sąsiada do zwiększenia obrotów handlowych i częściowego przynajmniej zniwelowania niekorzystnego bilansu handlowego. Z pewnością powiązania gospodarcze wpłynąć mogą pozytywnie na wzmocnienie relacji politycznych.

Surowce energetyczne są priorytetową kwestią polskiej, niemieckiej, jak również wspólnotowej polityki wobec Rosji. Idealnym układem byłaby sytuacja, w której Berlin konsultowałby z Warszawą swoje strategiczne inicjatywy na tym polu. Nierealnym jest oczekiwać ujawniania szczegółów handlowych, ale uregulowanie na poziomie europejskim sztywnych zasad handlu surowcami z Rosją, pozwoliłoby uniknąć podobnych zatargów, jak ten o Gazociąg Północny. Oczywiście trzeba by założyć, że europejskie zobowiązania są na tyle silne i precyzyjne, że z jednej strony uniemożliwiają partnerom europejskim ich ominięcie, z drugiej zaś, nie dają Rosjanom szans na ich rozbicie, co do tej pory było główną strategią Kremla i rosyjskich potentatów przemysłu wydobywczego.

Polski prezydent jednoznacznie stawia na strategię uwspólnotowienia polityki wobec Rosji. Na konferencji prasowej w Berlinie podkreślił, że Warszawa jest zainteresowana rozmowami z Zachodem o stosunkach z Rosją, co ma jednoznacznie wskazywać, że aspiruje do roli koordynatora europejskiej polityki wschodniej, widząc Berlin naturalnym partnerem na drodze realizacji tego planu. Ożywienie Trójkąta Weimarskiego daje sposobność bezpośrednich konsultacji z dwoma liderami Unii Europejskiej i forsowania własnego stanowiska na forum europejskim. Taka forma współpracy nie powinna jednocześnie zrażać innych partnerów, wobec których Warszawa chciałaby odgrywać rolę lidera. Zadanie trudne, ale wykonalne. Ocieplenie stosunków z Rosją pomaga polskim aspiracjom, ponieważ jest dobrze odbierane przez zachodnich partnerów. Jednocześnie ocena tego procesu przez państwa Europy Wschodniej nie musi być już tak jednoznacznie pozytywna. Uwzględniając tę optykę polski prezydent podkreślił w Berlinie, że stawia na umocnienie europejskich, a nie bilateralnych stosunków z Ukrainą i Rosją. Realizacja przyjętej przez obóz prezydencki strategii polityki zagranicznej jawi się jako jeden z newralgicznych elementów polskiej aktywności międzynarodowej. Analiza jej rozwoju będzie z pewnością przykuwać uwagę politologów. Pierwszych odpowiedzi dostarczy czekająca kraje członkowskie debata nad unijnym budżetem. Będzie ona prawdziwą próbą wiarygodności przychylnych prezydenckim postulatom deklaracji Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozy’ego.