Czy zabito „The Washington Post”?
Prawo właściciela czy upadek wolnych mediów? Głośne zwolnienia w „The Washington Post” dokonane przez jego właściciela, szefa koncernu Amazon Jeffa Bezosa, wywołały dyskusję na temat stanu amerykańskich mediach. Wnioski nie napawają optymizmem, podobnie jak działania obecnych władz Stanów Zjednoczonych.
Przypomnijmy, że na początku lutego w jednej z najbardziej wpływowych gazet na świecie przeprowadzono duże zwolnienia. Z pracą pożegnało się blisko trzysta osób, a więc prawie jedna trzecia wszystkich zatrudnionych dziennikarzy. W dotychczasowej formie praktycznie przestał istnieć dział sportowy dziennika, który musiał ograniczyć relacje z zimowych igrzysk olimpijskich w Mediolanie. Poza nim cięcia najmocniej odczuł dział zagraniczny, posiadający swoich korespondentów między innymi na Ukrainie, w Indiach i na Bliskim Wschodzie. Należy zauważyć, że nie były to pierwsze tego rodzaju zmiany w gazecie, ponieważ przed trzema laty uruchomiony został program dobrowolnych odejść pracowników.
Korporacyjny optymizm
„The Washington Post” w oświadczeniu na temat zwolnienia dziennikarzy nie wyszedł poza ramy standardowej „korpomowy”. Redukcja personelu o prawie jedną trzecią wszystkich zatrudnionych ma więc na celu „wzmocnienie pozycji i wyostrzenie działań” gazety. Oczywiście sama decyzja o przeprowadzeniu zwolnień była dla właścicieli dziennika „trudna”, ale mająca zarazem doprowadzić do „dostarczania wyjątkowego dziennikarstwa”.
Nieco więcej światła na temat powodów zwolnień rzucił Matt Murray, pełniący funkcję redaktora naczelnego gazety od kilkunastu miesięcy. W ujawnionym w ubiegłym tygodniu wystąpieniu ze spotkania z zespołem redakcyjnym miał on powiedzieć, że tak duże zmiany doprowadziły do „prawdziwej traumy”, lecz były one nieuniknione. Dawny szef „The Wall Street Journal” uzasadnił je względami ekonomicznymi, które okazały się „szokującym odkryciem” nawet dla samego kierownictwa dziennika.
Dla Murraya i dyrektora finansowego Jeffa D'Onofrio, czyli zaufanych osób Bezosa, „The Washington Post” ma mieć nadal świetlaną przyszłość przed sobą. Przynajmniej deklaratywnie wierzą oni w sensowność przeprowadzanych zmian. Choć z relacji ze spotkania z dziennikarzami wynika, że redaktor naczelny nie przejął się zbytnio wycofaniem swoich prenumerat przez dużą grupę czytelników gazety. To dosyć osobliwe podejście biorąc pod uwagę wyniki osiągane przez konkurencyjny „The New York Times”, chwalący się dosyć regularnie rosnącą liczbą subskrybentów.
Nowa linia
Redukcja etatów w jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek w świecie mediów nie była pierwszym wydarzeniem, które przyczyniło się do utraty przez nią dużej grupy czytelników. Liczba odbiorców „The Washington Post” zmniejszyła s8ię przy okazji kampanii przed ostatnimi wyborami prezydenckimi w USA. Kierownictwo dziennika zerwało wówczas z prawie pięćdziesięcioletnią tradycją w postaci popierania konkretnego kandydata.
Ówczesny wydawca i dyrektor generalny gazety William Lewis (odszedł kilka dni po ogłoszeniu zwolnień) uzasadnił decyzję powrotem do korzeni. W jego opinii nie należało odbierać jej jako milczącego poparcia jednego z kandydatów ubiegających się o fotel prezydencki. Sami dziennikarze w artykule redakcyjnym poinformowali, że o zablokowaniu publikacji na temat wyborów zadecydował właściciel pisma. Zespół planował zaś udzielić oficjalnego poparcia Kamali Harris z Partii Demokratycznej. Po tej decyzji władz z prenumeraty miało zrezygnować blisko 200 tys. czytelników.
Bezos już po wyborach najpierw wraz z innymi gigantami technologicznymi uczestniczył w inauguracji prezydentury Donalda Trumpa, a nieco ponad miesiąc później zmienił politykę redakcyjną „The Washington Post”. Właściciel Amazona zadecydował o ograniczeniu zakresu tematów poruszanych przez dział opinii gazety. Przede wszystkim na jej łamach przestały pojawiać się artykuły podważające jego rozumienie wolności osobistych i gospodarczych. Bezos ogłaszając zmiany napisał bowiem, że jako amerykański patriota uważa obie te kwestie za filary dotychczasowego sukcesu kraju.
Ostatnie dwa lata przyniosły znaczną zmianę w podejściu miliardera do dziennika, przejętego przez niego przed trzynastoma laty. Początkowo Bezos nie ograniczał w żaden sposób działalności dziennika, a nawet doprowadził do znacznego powiększenia jego zespołu redakcyjnego. „The Washington Post” z Martinem Baronem jako redaktorem naczelnym przekroczyło poziom trzech milionów prenumerat, zdobywając też Nagrodę Pulitzera za publikacje poświęcone Trumpowi.
Ciężko się utrzymać
Głównym argumentem przemawiającym za wprowadzeniem dużych zmian są wspomniane złe wyniki finansowe. Lewis przed dwoma laty miał poinformować pracowników „The Washington Post” o ogromnych stratach wygenerowanych w ciągu wcześniejszych dwóch lat, sięgających kwoty blisko 177 mln dolarów. Miały one być następstwem małego zainteresowania artykułami publikowanymi w papierowym wydaniu gazety oraz na jej portalu internetowym.
W styczniu ubiegłego roku „The Wall Street Journal” poinformował, że straty jednego z jego konkurentów na rynku stale rosną. W 2024 roku miały one wynieść blisko 100 mln dolarów, czyli były o prawie jedną trzecią wyższe niż rok wcześniej. Same przychody reklamowe „The Washington Post” miały zmniejszyć się przed dwoma laty o blisko 16 mln dolarów.
Koncern wydający gazetę oficjalnie nie skomentował powyższych danych. Można się jednak domyślić, że znaczący spadek regularnie płacących prenumeratorów przekłada się cały czas negatywnie na rentowność pisma. Nie należy też zapominać o ogólnej kondycji prasy papierowej nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale praktycznie na całym świecie. Spadające nakłady i rosnąca cały czas konkurencja ze strony świata cyfrowego powodują, że lata świetności gazet z drugiej połowy ubiegłego wieku są już jedynie rzewnym wspomnieniem.
Kto jest winien?
Można zarazem zareagować na nowe wyzwania i dostosować się do zmieniającego środowiska, na co zwracają uwagę komentatorzy opisujący zmiany w „The Washington Post”. Chociażby portal The Conversation pisze, że w porównaniu do swoich konkurentów z „The New York Times” Bezos po okresie rozkwitu swojej gazety nie wprowadził nowych rozwiązań, które w świecie cyfrowym pomogłyby rekompensować spadek zainteresowania papierowymi wydaniami.
Dla tygodnika „The Atlantic” działania właściciela Amazona są wręcz „morderstwem” na istniejącej od prawie półtora wieku dzienniku. Pismo zarzuca kierownictwu „The Washington Post”, że nie bierze odpowiedzialności za swoje błędne decyzje, za każdym razem uważając pogarszające się wyniki finansowe gazety za winę pracujących w niej dziennikarzy. Zupełnie inaczej sprawę postrzega dziennik „The New York Post”, należący do medialnego imperium Ruperta Murdocha. Gazeta wspierająca Trumpa za sytuację w „The Washington Post” obwinia właśnie pracowników, którzy przez lata mieli promować na jego łamach lewicowe ideologie oraz wplatali politykę nawet w teksty poświęcone wydarzeniom sportowym.
Dla brytyjskiego dziennika „The Guardian” zwolnienia mające miejsce za oceanem są efektem przejmowania mediów przez miliarderów. Jako „hiperkapitaliści” traktują oni priorytetowo swoje własne interesy, ważniejsze dla nich od dobra publicznego, którym powinni kierować się dziennikarze. W kontekście zwolnień w „The Washington Post” inne media przypominają bowiem, że Bezos posiadając fortunę wycenianą nawet na 266 mld dolarów teoretycznie nie musi przejmować się złymi wynikami finansowymi swojej gazety.
Sytuacja jednego z najbardziej prestiżowych dzienników na świecie to tylko wycinek problemów amerykańskich mediów. Trump swoim rozporządzeniem wykonawczym już na początku drugiej prezydentury ograniczył finansowanie mediów publicznych NPR i PBS, z kolei Departament Wojny utrudnia dziennikarzom dostęp do budynku Pentagonu. W połowie stycznia Federalne Biuro Śledcze (FBI) przeprowadziło zaś przeszukanie w domu dziennikarki „The Washington Post”, w związku ze śledztwem w sprawie wycieku tajnych informacji. Odwołania do Pierwszej Poprawki do Konstytucji USA stają się więc coraz bardziej powszechne.
fot. mob mob / Flickr.com (CC. BY. 2.0)



Czy zabito „The Washington Post”?
Awantura o litewskie media publiczne
Australia chroniąc dzieci chce być przykładem dla świata
Susza w Teheranie może wykreować nową stolicę