Pozorna jedność Bośni i Hercegowiny
Piłkarska reprezentacja Bośni i Hercegowiny wprawdzie odpadła już z piłkarskich mistrzostw świata, ale i tak odniosła swój historyczny sukces. Występy drużyny cieszyły się zainteresowaniem nie tylko z powodów sportowych, bo kadrę chciano by postrzegać jako podmiot łączący podzielony kraj. Nie rozwiążą one jednak stale nawarstwiających się problemów społecznych i politycznych.
Bośnia i Hercegowina po raz drugi w swojej piłkarskiej historii zakwalifikowała się na mundial. W 2014 roku skończyła rywalizację już na poziomie fazy grupowej, wygrywając jedynie mecz z Iranem oraz przegrywając spotkania z Argentyną i Nigerią. Rozszerzenie mistrzostw do czterdziestu ośmiu drużyn nie tylko dało bośniackiemu zespołowi awans na turniej (zakwalifikowali się po wygranych barażach z Włochami), ale spowodowało, że zajęcie przez „Smoki” trzeciego miejsca w grupie dało awans od 1/16 finału.
Mecz z reprezentacją Stanów Zjednoczonych w fazie pucharowej wywołał duże zainteresowanie, między innymi z powodu lekceważącej wypowiedzi dziennikarki amerykańskiej stacji ABC News. Abigail Velez przed spotkaniem stwierdziła, że nie potrafiłaby wskazać Bośni i Hercegowiny na mapie, a wiedza ta jest jej zresztą niepotrzebna, ponieważ kadra USA i tak wygra to spotkanie. Słowa prezenterki zostały powszechnie krytykowane i zmusiły ją do przeprosin, natomiast sama bośniacka kadra ostatecznie musiała uznać wyższość jednych z trzech gospodarzy turnieju. Drużyna prowadzona przez Siergeja Barbareza przegrała 0:2 z podopiecznymi Mauricio Pochettino i zakończyła swoją drugą przygodę z mistrzostwami świata.
Bośniacka drużyna narodowa w dużej mierze wzbudzła zainteresowanie z powodów pozasportowych. Należy bowiem przypomnieć, że samo państwo jest tworzone przez trzy nacje, które dzieli oczywiście kwestia wojny w byłej Jugosławii. Formalnie Bośnia i Hercegowina pozostaje państwem federalnym, w którym funkcjonuje rolę głowy państwa pełni prezydium złożone z przedstawicieli Bośniaków, Chorwatów i Serbów. Nad realizacją kończącego wojnę porozumienia pokojowego z Dayton czuwa Wysoki przedstawiciel Organizacji Narodów Zjednoczonych dla Bośni i Hercegowiny, którego wybór jest obecnie przedmiotem sporu między Unią Europejską oraz USA.
Podejmowanie decyzji politycznych w tak podzielonym kraju jest niezwykle trudne, by nie powiedzieć, że w wielu przypadkach zwyczajnie niemożliwe. Problemy sprawia zwłaszcza jedna z dwóch części składowych Bośni i Hercegowiny, czyli Republika Serbska. Jej władze przejawiają wyraźne tendencje separatystyczne, choć nie są one obce także chorwackiej społeczności, często także ignorującej nakazy władz centralnych w Sarajewie.
Nic więc dziwnego, że po ponad trzech dekadach od podpisania porozumienia z Dayton próbuje się znaleźć elementy łączące mieszkańców tego kraju. Sport według popularnego sloganu łączy ludzi, dlatego piłkarska reprezentacja i jej występ na jednym z najważniejszych światowych wydarzeń sportowych miałaby budować jedność państwa. Problem w tym, że w dużej mierze pozostaje to jedynie myśleniem życzeniowym.
Chorwaci stanowiący kilkanaście procent mieszkańców Bośni i Hercegowiny mogli na tym turnieju kibicować chorwackiej reprezentacji. Wprawdzie ona również pożegnała się już z mundialem, ale ma na swoim koncie dużo większe sukcesy. Przed ośmioma laty została wicemistrzem świata, a cztery lata później zajęła trzecie miejsce. Serbia nie awansowała z kolei na mistrzostwa rozgrywane w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku, lecz także w przypadku tej społeczności identyfikacja z bośniacką kadrą była utrudniona. W liczącej dwudziestu sześciu piłkarzy kadrze znalazł się tylko jeden piłkarz, który wywodzi się ze społeczności liczącej prawie jedną trzecią populacji państwa.
Politycy Chorwackiej Wspólnoty Demokratycznej (HDZ), do której należy premier Bośni i Hercegowiny Borjana Krišto, publicznie deklarowali wsparcie dla bośniackiej reprezentacji, tym niemniej sytuacja wyglądała już zgoła inaczej na szczeblu lokalnym. Spore kontrowersje wzbudził choćby Boris Marjanović, wywodzący się z HDZ burmistrz Vitez, który nie zgodził się na utworzenie strefy kibica w centrum miejscowości położonej w środkowej części kraju. Oficjalnie miał on zaproponować organizatorom inną lokalizację, ale jego tłumaczenia niewielu przekonały. Policja w Republice Serbskiej zdejmowała natomiast flagi z liliami wywieszane na jej terytorium przez etnicznych Bośniaków, bo symbol kraju używany w latach 1992-1998 miał „wzbudzać niepokój” lokalnej społeczności.
Dziennik „Dnevni Avaz” w swoim komentarzu przyznaje, że różnice pomiędzy mieszkańcami Bośni i Hercegowiny przestały mieć znaczenie na czas mistrzostw. To jednak tylko pozorna jedność, ponieważ występ piłkarzy w żaden sposób nie kończy tlących się od lat problemów kraju. W niektórych miastach kibicowanie „Smokom” nadal nie było więc wcale oczywiste.
Z pewnością reprezentacji Bośni i Hercegowinie udało się z kolei zintegrować z krajem Bośniaków urodzonych poza jego granicami. W kadrze na piłkarskie mistrzostwa świata znalazło się łącznie siedemnastu takich zawodników. Jak zauważa na swojej stronie internetowej Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji, piłkarze ci zostali ukształtowani przez różne systemy i społeczności, lecz pozostają silnie związani z ojczyzną swoich rodziców. Swoistym paradoksem jest tym samym fakt, że najtrudniej z Bośnią i Hercegowiną zintegrować się jej własnym mieszkańcom.
Maurycy Mietelski



Pozorna jedność Bośni i Hercegowiny
Hiszpanów (nie) dzieli priorytet narodowy
Czeska demografia przeżywa załamanie
Czy zabito „The Washington Post”?