Libański przedmiot w amerykańsko-irańskiej grze
Izrael i Liban pod auspicjami Stanów Zjednoczonych zawały ramową umowę pokojową. Wstępne porozumienie ma doprowadzić ostatecznie do zakończenia wojny pomiędzy oboma państwami. Kolejnym jego podstawowym założeniem jest rozbrojenie Hezbollahu, który odrzuca umowę i może liczyć na wsparcie ze strony Iranu.
Szczegółowe założenia liczącego czternaście punktów dokumentu nie są znane, dlatego dyplomaci biorący udział w trójstronnych negocjacjach w Waszyngtonie przedstawili tylko jego zarys. Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio wprost nazwał umowę ramową „początkiem początku”, zapowiadając natomiast dofinansowanie pomocy humanitarnej oraz potrzeb Libańskich Sił Zbrojnych. USA przy współpracy z Organizacją Narodów Zjednoczonych mają przekazać Libanowi blisko sto milionów dolarów na wsparcie dla cywilów.
Bardziej wylewny był z kolei premier Izraela Benjamin Netanjahu. W telewizyjnym wystąpieniu poinformował on, że Siły Obronne Izraela pozostaną na swoich pozycjach w południowej części Libanu, uważanej powszechnie za bastion proirańskich szyitów. W tej chwili Izraelczycy mają kontrolować nawet 600 kilometrów kwadratowych libańskiego terytorium, a ich głównym celem pozostaje utworzenie strefy buforowej. Jej zadaniem będzie ochrona północnej części izraelskiego terytorium przed atakami ze strony Hezbollahu.
Problem w tym, że proirańskie ugrupowanie nie brało udziału w negocjacjach. Przynajmniej oficjalnie, bo amerykański prezydent Donald Trump mówił na początku czerwca o kontaktach pomiędzy libańską „Partią Boga” i administracją Białego Domu. Oficjalne deklaracje liderów organizacji nie pozostawiają w każdym razie żadnych złudzeń. Hezbollah uznał zawartą w piątek umowę ramową za kapitulację libańskiego rządu i za zrzeczenie się przez niego suwerenności. Poseł politycznego skrzydła ugrupowania, Hassan Fadlallah, ostrzegł nawet przed scenariuszem wojny domowej.
Wewnętrzny konflikt mógłby wybuchnąć, gdyby Libańskie Siły Zbrojne spróbowałyby wyegzekwować jedno z głównych założeń porozumienia, jakim pozostaje rozbrojenie wojskowej odnogi proirańskiej organizacji, która nie chce tego uczynić dopóki Izrael będzie militarnie zagrażał Libanowi. Rząd premiera Libanu Nawafa Salama na początku kolejnego konfliktu z Izraelem, czyli jeszcze w marcu, wzywał „Partię Boga” do złożenia broni, ale nie był w stanie wyegzekwować w praktyce założeń związanych z monopolem państwa na przemoc. Rozkazów w tej sprawie nie chciała zresztą wykonywać sama armia, obawiająca się właśnie wspomnianego przez Fadlallaha wybuchu wojny domowej.
„Partia Boga” posiada potencjał militarny pozwalający wciąż na prowadzenie walk z Izraelczykami, a także na opieranie się ewentualnym próbom rozbrojenia przez rządową armię. Choćby z tego powodu jego zwolennicy na ulicach Bejrutu nie boją się prowadzić bezpośrednich starć z siłami bezpieczeństwa. Opór Hezbollahu powoduje, że najprawdopodobniej kwestia sytuacji w Libanie zostanie uregulowana dopiero w ramach szerszego porozumienia pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Iranem.
To zresztą postulat podnoszony cały czas przez Iran. Problemy z wejściem w życie zawieszenia broni, a także z osiągnięciem ostatecznego kształtu umowy pokojowej są związane właśnie z żądaniami irańskich władz, które oczekują od amerykańskiej administracji wymuszenia bezwarunkowego opuszczenia południowej części libańskiego terytorium przez izraelską armię. Stanowisko Iranu w poniedziałek poparł również Egipt. Tamtejszy minister spraw zagranicznych Badr Abdelatty uważa to za klucz do zapewnienia stabilizacji w samym Libanie.
Jak zauważa portal Middle East Monitor, przypadek Libanu pokazuje nowy trend w stosunkach międzynarodowych. Właściwie nie posiada on swojej autonomiczności strategicznej, stąd też o jego losie decydują inne państwa. W rzeczywistości pokój pomiędzy Libanem i Izraelem będzie zależeć od ustaleń dokonanych przez USA oraz Iran. Trudno oczekiwać z tego powodu, aby sytuacja na libańsko-izraelskiej granicy mogła ustabilizować się przez dłuższy czas. Zwłaszcza, że biorąc pod uwagę wymianę ciosów w czasie zawieszenia broni, Amerykanie i Irańczycy sami mogą mieć problem z wynegocjowaniem długoterminowego porozumienia dotyczącego ich bezpośrednich relacji.
Maurycy Mietelski
fot. Bdx / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)



Libański przedmiot w amerykańsko-irańskiej grze
Powrót słoweńskiego Orbana
Zwycięski Iran, przegrany Trump
Jak Andaluzja stała się prawicowa