Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Europa Wschód USA-Białoruś/"Inwestycja" w demokrację

USA-Białoruś/"Inwestycja" w demokrację


10 marzec 2006
A A A
Asystent sekretarza stanu ds. Europy i Eurazji Daniel Fried oświadczył w czwartek, iż Stany Zjednoczone nadal uznają Białoruś za "ostatnią dyktaturę w Europie". Jednocześnie poinformował o wydzieleniu 12 milionów dolarów na potrzeby programów popierających demokrację w tym kraju. Administracja prezydenta Busha planuje utrzymać przyszłe wydatki na ten cel na dotychczasowym poziomie.

"Białoruski reżim stara się stworzyć klimat lęku i zastraszenia" stwierdza Fried. Świadczy o tym m.in. wzrost zatrzymań i prześladowań w czasie bezpośrednio poprzedzającym wybory. Zauważa, że jeden z kandydatów opozycji - Aleksandr Kozulin został pobity i aresztowany a kwestią czasu może być postawienie mu zarzutów.

Fried zakłada, że "w czasie wyborów będą miały miejsce poważne naruszenia, a te wybory, wogóle nie powinny nazywać się wyborami". Wspomniał również o przyjętej przez Kongres USA rezolucji popierającej demokrację na Białorusi. Zawarto w niej  żądanie wobec białoruskich władz, zapewnienia przeprowadzenia "wolnych i uczciwych wyborów prezydenckich".

Z kolei białoruska administarcja zapowiada, iż przyjazd zagranicznych obserwatorów na wybory prezydenckie bez zaproszenia i oficjalnej akredytacji będzie uznany za próbę destabilizacji sytuacji w kraju i prowokację otwartego konfliktu. Dotyczy to głównie krajów graniczących z Białorusią oraz przedstawicieli Europarlamentu, którzy planują przyjechać na wybory właśnie bez zaproszenia.

Wg przewodniczącego tej delegacji - Bogdana Klicha, wystąpienie o akredytację byłoby sprzeczne ze stanowiskiem Parlamentu Europejskiego, który nie uznaje legitymizacji władz białoruskich.

Zgodnie z białoruskim prawem międzynarodowych obserwatorów może zaprosić prezydent, parlament, Centralna Komisja Wyborcza i Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Przedstawiciel białoruskiego MSZ Andriej Popow oświadczył, że oczekiwany jest przyjazd 434 obserwatorów z krajów Wspólnoty Niepodległych Państw i 450 wyznaczonych przez OBWE.

[na podst.: newsru.com, rian.ru]