Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Archiwum Maciej Ostasz: Polska 1981, Ukraina 2013

Maciej Ostasz: Polska 1981, Ukraina 2013


31 styczeń 2014
A A A

Przez ostatnie 32 lata, postęp technologiczny zmienił całkowicie spojrzenie ludzi na wydarzenia, które dzieją się w danym regionie lub na świecie. W dobie cyfryzacji i rozwoju technologicznego nie ma mowy o zatajeniu jakiejkolwiek informacji publicznej, zwłaszcza takiej, która opisuje wydarzenia dziejące się na oczach tłumu. Wszystkie sytuacje, które budzą jakiekolwiek negatywne odczucia lub są zagrożeniem, trafiają do opinii publicznej bez jakiejkolwiek ingerencji państwa czy mediów. Tak zwana rewolucja medialna zaczęła się w raz rozwojem Internetu i portali społecznościowych, takich jak YouTube czy Facebook oraz tematycznych, które powstawały i powstają niczym prasa podziemna w stanie wojennym w latach 1981–83.

Słowo wstępu: Tekst ten nie porównuje wydarzeń historycznych z okresu stanu wojennego w Polsce w latach 1981-83 z wydarzeniami na Euromajdanie w Kijowie trwającymi od listopada bieżącego roku. W artykule poruszony jest jedynie temat sposobu przekazywania do społeczeństwa i szerszej opinii publicznej informacji na przykładzie powyższych przypadków. Porównywanie samych wydarzeń byłoby niestosowne i niedorzeczne.

RETROSPEKCJA

Image
źródło: IPN/13grudnia81.pl

Polska, rok 1981

13.XII.1981 – Początek wielkiej medialnej ciszy

Kiedy to o godzinie 6.00 w radiu i telewizji pojawiły się informacje o wprowadzeniu stanu wojennego, który trwał już od północy, w Polsce zaczęła się wielka cisza medialna, a zarazem informacyjna propaganda, co dawało władzy monopol na przekazywanie informacji takiej, która odpowiadała jej,

Image
źródło: www.nac.gov.pl
lecz niekoniecznie była prawdą. Z Kiosków zniknęła praktycznie cała prasa. Wszystkie na tamten czas znane tytuły zostały zamknięte z powodu wprowadzonego stanu wojennego. Jedyne czasopisma, które nadal były drukowane to kontrolowane przez administrację centralną „Trybuna Ludu” oraz „Żołnierz Wolności”. W radiu i telewizji obowiązki służbowe przejęli pracownicy wojskowi, a wszyscy pracownicy cywilni, którzy do tego czasu pracowali, musieli przejść tak zwaną weryfikację.

Między grudniem 1981 r. a styczniem 1983 r. w mediach oficjalnych nie pojawiła się żadna informacja na temat akcji przeprowadzonych przez służby milicyjne. W tym czasie nie było można również swobodnie korzystać z telefonów, a listy były ocenzurowane przez odpowiednie jednostki odpowiedzialne za weryfikację korespondencji. Oczywiście istniała prasa podziemna, wolna od cenzury i rządowej propagandy, lecz była niszczona, a dystrybucja była nielegalna. Gazety i ulotki były trudno dostępne, a za posiadanie takich materiałów groziły sankcje prawne i karne.

16.XII.1981 – Fala śmierci, może ciszy…

Data 16 grudnia 1981 roku kojarzyć się każdemu Polakowi powinna tylko i wyłącznie z jednym tragicznym wydarzeniem, które działo się pod bramą kopali „Wujek” w Katowicach. Jak to ładnie się nazywało, podczas próby spacyfikowania strajkujących pod „Wujkiem” zginęło na miejscu sześciu górników, trzech kolejnych zmarło w szpitalu. Informacja o podjętej pacyfikacji pojawiła się w mediach dopiero 31 grudnia 1981 roku. Z uwagi na przytoczoną wcześniej, funkcjonującą w owym czasie propagandę i monopol na informację oznajmiono publicznie o obrażeniach poniesionych przez funkcjonariuszy milicji biorących udział w akcji siłowego rozwiązania strajku, lecz nic nie wspomniano o ofiarach i poszkodowanych ze strony strajkujących.

Image
źródło: IPN/13grudnia81.pl
Informacje o wydarzeniach pod kopalnią rozsyłała również prasa podziemna, lecz wielkość nakładu i możliwości pozwoliły trafić do ok. 4% Polaków, należących głównie do „Solidarności”. Zachodnie media nie miały dostępu do informacji o tym, co działo się na terenie Polski, a władze skrupulatnie ukrywały wszystko, co wiązało się ze stanem wojennym na terenie kraju. Ta sytuacja spowodowała również brak obiektywnego odniesienia społeczeństwa do panującego ówcześnie stanu nadzwyczajnego, a informacja o strajkach i ich przebiegu była nierzetelna oraz nie docierała do wszystkich obszarów kraju. Media, które zostały zmilitaryzowane zaraz na początku stanu wojennego, utrzymywały obraz Polski jako stabilny, bez większych problemów i zamieszek, a działanie zakładów państwowych, według informacji prasowych – głównie „Dziennika telewizyjnego”, odbywały się bez większych problemów, z których największy to zima, przeszkadzająca w kooperacji firm współpracujących.

Ukraina, Kijów, rok 2013

Image
źródło: echo.net.au


21.XI.2013 – Lekkie wstrząsy wtórne w Kijowie

Ta data była początkiem drugiego przewrotu, który trwa po dzień dzisiejszy u naszych sąsiadów z Ukrainy. Jednak tym razem na fali protestów w Kijowie wypłynęły dwie sprawy – uwolnienie Julii Tymoszenko oraz integracja Ukrainy z UE. Decyzje prezydenta Wiktora Janukowycza wywołały w kraju oburzenie, które skumulowało się w Kijowie. Protestujący zablokowali centrum miasta, uniemożliwili dotarcie pracownikom państwowym do głównych siedzib administracyjnych kraju włącznie z zajęciem części budynków rządowych przez protestujących.

30.XI.2013 -  Milicyjna pałka w niepodległościowym mrowisku, szybka reakcja tłumu

Kiedy to o godzinie 4.30 czasu lokalnego, specjalne oddziały milicji próbowały siłą przegonić protestujących, których na tą chwilę było ok. 10 tysięcy, władze nie spodziewały się tego, że

Image
źródło: facebook.com
wydarzenia na Majdanie tak szybko i dynamicznie wpłyną na rozwój sytuacji związanych z protestami. Próba spacyfikowania protestujących zakończyła się natychmiastowym umieszczeniem filmów i zdjęć w sieci, co spowodowało reakcję krajowych i zagranicznych mediów oraz nasilenie się protestów w Kijowie do stanu co najmniej dwudziestokrotnie większego niż przed próbą rozgonienia protestujących. Drastyczne i dramatyczne zdjęcia z próby pacyfikacji spowodowały natychmiastową reakcję Ukraińców i pojawienie się w ciągu 24 godzin kilkusettysięcznej, nowej armii obywatelskiej na Placu Niepodległości w stolicy Ukrainy. 

Informacja (nie)kontrolowana

Systemy przekazu informacji i brak możliwości manipulacji informacją przez władze w XXI wieku

Zdarzenia, które miały miejsce w Polsce oraz te, trwające na Ukrainie idealnie odwzorowują jak zmienił się przekaz informacji przez ostatnie 32 lata. W dobie, kiedy telewizja w naszym kraju dopiero się rozwijała, radio miało tylko stacje państwowe, a telefon stacjonarny był rarytasem i znakiem bogactwa, głównym środkiem szybkiej informacji był telegram, a nad wszystkim sprawowała piecze władza państwowa. W sytuacji, jaka wydarzyła się w grudniu 1981 roku w Polsce, każdy rodzaj informacji musiał przejść weryfikację treści i zostać pozytywnie zaakceptowany, by dotrzeć do adresata. Pełna kontrola władzy nad informacją, pozwoliła manipulować nastawieniem prawie stu procent obywateli polskich do wydarzeń tamtego okresu. Prasa podziemia, która miała za zadanie przekazać rzetelne i prawdziwe informacje oraz walczyć z propagandą i przekazać rodakom wiadomości o podjętych próbach walki z ówczesnym systemem politycznym, była kompletnie nieskuteczna. Choć sama akcja z racji idei wydaje się sukcesem, przełożenie tego pomysłu na stan faktyczny okazało się dużym fiaskiem z powodu zbyt małego nakładu i czasu dystrybucji gazet i ulotek antyrządowych. Nakład produkowany przez „Solidarność” był w stanie dotrzeć do ok. 4% społeczeństwa. Dla porównania, sposoby komunikacji kontrolowane przez władze, czyli radio, telewizja i prasa publiczna miały zasięg 100% powierzchni kraju, w tym ok. 90% słuchaczy, widzów i czytelników. Zazwyczaj prasa anty-propagandowa trafiała głównie do działaczy solidarnościowych, reszta społeczeństwa, zazwyczaj ludzie związani Solidarnością, dowiadywali się o akcjach i innych wydarzeniach tak zwaną pocztą pantoflową

Kiedy mówimy o wydarzeniach na Ukrainie, mówimy również o społeczeństwie w pełni informacyjnym. W ciągu 23 lat świat zmienił swój sposób komunikacji oraz obraz kontaktów interpersonalnych. W momencie pojawienia się w 1994 r. pierwszej przeglądarki internetowej jeszcze nikt nie myślał o tym, jak przyszłe generacje sieci Internet wpłyną na rozwój świata, konflikty zbroje oraz decyzje rządów poszczególnych krajów. Kiedy nad ranem, 30 listopada, milicja zaatakowała protestujących próbując ich siłą przegonić z Majdanu, nikt z osób decyzyjnych raczej nie spodziewał się tak szybkiego przesłania informacji do sieci z akcji oddziałów milicji. Reakcja protestujących i opozycji była natychmiastowa, a materiały wideo i zdjęcia, które pojawiły się na wielu niezależnych portalach zagregowały społeczeństwo do silnego przeciwstawienia się władzy i takim sposobem w ciągu 24 godzin na Placu Niepodległości w Kijowie pojawiło się minimum dwieście tysięcy protestujących.

Na przełomie tego czasu zmieniło się wiele. Telewizja i radio przeszły z analogowego systemu na cyfrowy, co pozwoliło na rozszerzenie oferty programowej z 6 ogólnodostępnych kanałów do 22 (na chwilę obecną w Polsce). Telewizja i radio nie jest już państwowym narzędziem narzucania swojego zdania przez władzę z powodu komercjalizacji i prywatyzacji tego sektora. Również wspomnieć trzeba o prasie, która nie jest zależna od państwa, głównie dzięki posiadaniu prywatnych wydawców, często zagranicznych.

Oczywiście w tych środkach przekazu istnieje coś, co nazywamy stronniczością, czyli ktoś zawsze stawia na jakąś opcję polityczną i obiektywizm nie istnieje, lecz w przypadku pojawienia się sytuacji z roku 89 w chwili obecnej, próba wyłączenia stacji komercyjnych z eteru zakończyłaby się fiaskiem, ponieważ jest to niewykonalne z powodów technicznych. Nawet jeśli państwo próbowałoby siłą odciąć wszystkie typy mediów od narodu taka próba zakończyłaby się niepowodzeniem lub przerwą w dostawie energii na terenie całego kraju, co również nie jest w pełni skuteczną metoda walczenia z informacją.

Wspomniany rok 1994 to także przełomowa oraz ważna data w historii współczesnej. Powstanie systemu hipertekstowego World Wide Web, który pozwolił na pisanie stron internetowych oraz pojawienie się przeglądarek internetowych, pozwoliło tworzyć strony internetowe i publikować informacje wszędzie gdzie mamy dostęp do sieci oraz udostępniać ich zawartość na całym świecie.

Symbolicznym przykładem niemocy władzy nad cyfryzacją mediów i niezależności Internetu jest Syria, w której to na różne sposoby próbowano odciąć opozycjonistów, bojówkarzy i zwykłe społeczeństwo od rzetelnej i w pełni prawdziwej informacji. 

Image
źródło: en.ria.ru
W raz z rozwojem wydarzeń oraz represjami wymierzonymi w opozycjonistów i zwykłych Syryjczyków, szybko okazało się, że próba zablokowania dostępu do zagranicznych portali w tym Facebooka zakończyła się niepowodzeniem. Administracja państwowa zleciła syryjskiej agencji łączności zablokowanie dostępu do wszystkich zagranicznych portali, ale protestującym udało się ominąć zabezpieczenia i dostarczyli makabryczne materiały do mediów i opinii publicznej na świecie. Dzięki szybkiej informacji o użyciu broni chemicznej, która została rzekomo użyta na zlecenie Prezydenta Syrii, Baszara el-Assada, wyhamowano narastający konflikt wewnętrzny i prowadzono komisarzy ONZ, którzy mieli wyjaśnić sprawę. Konflikt oczywiście zmalał na czas jakiś, lecz trwa do dnia dzisiejszego, jednak nie jest tak dynamiczny i drastyczny jak na początku. W momencie każdego nasilenia się sporu, informacja bardzo szybko trafią do światowej opinii publicznej oraz do stacji telewizyjnych i radiowych, które informują o wszystkich większych walkach na terenie tego kraju. 

Hipisowskie hiperteksty

Społeczeństwo dla władzy czy władza dla społeczeństwa – niespodziewany obrót wydarzeń

Powracając do początku rozwoju najbardziej niezależnego środka komunikacji, jakim jest Internet nie można nie wspomnieć o pierwotnych założeniach systemu informacyjnego WWW. Twórca tego standardu, Sir Timothy Berners Lee, z przekonania hipis i libertarianin, pracował nad wolnym systemem wymiany informacji między użytkownikami. Głównym założeniem było wolność słowa i wolność przekonań, a wszystko to zostało opublikowane pod szyldem mówiącym o wyrównaniu szans. Takie podejście do tematu rozwoju cyberprzestrzeni początkowo budziło jedynie pozytywne emocje i nie wskazywało na „negatywną” stronę Internetu i standardu WWW, jako broni przeciwko władzy. Wraz z rozwojem dostępu do sieci rządy państw, w których występowały konflikty wewnętrzne między władzą a obywatelami, nie miały większego prawa głosu. Sprzeciwienie się masom, które na bieżąco wysyłają między sobą rzetelne i udokumentowane informacje, których nie sposób podważyć, zatuszować lub zmanipulować, zawsze powoduje silne naciski ze strony obywateli na rządzących. Przykład Ukrainy i Syrii pokazuje tylko, jak silne jest społeczeństwo obywatelskie, które ma dostęp do bieżących informacji i wie, w jaki sposób rozprawić się z danym konfliktem. W XXI wieku najsilniejszą bronią zostaje Internet, a przy tak dużej wiedzy społeczeństwa, żadna broń nie jest w stanie zatrzymać trwających rewolucji.

W tym momencie trzeba również wspomnieć o Chinach, które walczą z dostępem do Internetu i blokują zagraniczne portale internetowe, a sama sieć jest teoretycznie ocenzurowana. Tylko teoretycznie. Dlaczego? Aparat państwowy odpowiedzialny za kontrolę Chińskiej sieci walczy z portalami gdzie rządzi wolność słowa. W momencie, kiedy zostają zamknięte jedne, na ich miejsce powstają nowe. Takie zachowanie przypomina syzyfową pracę. Jest to próba zapanowania nad czymś, co kontrolować jest bardzo trudno. Choć rygor korzystania z sieci w tym komunistycznym kraju jest bardzo duży, władza powoli przestaje w pełni dawać sobie radę z treściami pojawiającymi się w ich odizolowanej sieci. Pytanie więc, co zrobi władza w obecnej sytuacji?

Stan wojenny w dobie Internetu. Czyli co by było gdyby…

Wracając do wydarzeń z 16 grudnia 1981 roku, można rozważyć jedno pytanie. Jak potoczyłyby się losy górników pod kopalnią „Wujek” i Solidarności w dobie dostępu do Internetu? Pytanie to jest czystą spekulacją, lecz patrząc z perspektywy tego, co dzieje się u naszych wschodnich sąsiadów można by wyciągnąć kilka wniosków. Historycy na pewno będą oburzeni faktem porównania tak odległych i różnych od siebie okresów i wkomponowania tych wydarzeń w czas teraźniejszy, lecz sytuacje nie zostaną przeniesione, a jedynie w historię wplecione będą nowoczesne sposoby komunikacji.

Przechodząc do meritum, zatrzymując się w momencie użycia siły przez oddziały ORMO w stosunku do strajkujących, ci zaczynają wyciągać broń. Tą bronią są smartfony z potężnymi aparatami i dostępem do sieci. W trakcie masakry pod kopalnią, ludzie zaczynają robić zdjęcia i nagrania wideo, które trafiają do sieci, na portale społecznościowe i do serwisów informacyjnych. W tym momencie można by było rozważać kilka scenariuszy rozwojowych i zachowania obywateli, ale ważnejsze jest to, co by wydarzyło się wśród obywateli, a czego zabrakło w okresie stanu wojennego. Pierwszą rzeczą, która się nie pojawiła, to wspomniana wcześniej informacja. Szybkie dostarczenie informacji o wydarzeniach pod „Wujkiem” wywołałoby stan oburzenia i sprzeciwu wśród obywateli. Porównując tą sytuację do obecnych wydarzeń w Kijowie można stwierdzić, że na ulice wyszłyby masy, a niekontrolowany sposób przesyłu informacji pozwoliłby szybko zorganizować protesty w wybranych miejscach, jak również bojkot władzy. Nawet w przypadku ustroju, jakim był w tamtym okresie komunizm, próba ocenzurowania informacji zakończyłaby się fiaskiem. Próba zamknięcia Internetu nie rozwiązałaby problemu dostępu do sieci, a jedyne co ewentualnie mogłoby opóźnić dostęp do sieci to wyłączenie zasilania. Kiedy informacja o pacyfikacji dotarłaby do opinii publicznej tego samego dnia, a nie dwa tygodnie po wydarzeniach, diametralnie zmieniłoby to losy tego gorącego okresu. Odwracając sytuacje, w przypadku braku takich środków komunikacyjnych, jakie mamy dzisiaj, sytuacja na Majdanie mogłaby wyglądać identycznie jak w Polsce 1981 roku.

Informacja – broń masowego rażenia

Image
źródło: facebook.com

Kiedy patrzy się na powyższe zdjęcie z poziomu zwykłego człowieka, widzimy tłum ludzi z telefonami i tabletami. Kiedy popatrzmy na to, co w chwili obecnej dzieje się na Ukrainie z poziomu globalnego obserwatora nie zobaczymy zwykłych ludzi, a zorganizowaną grupę ochotniczych żołnierzy, wyposażonych w broń groźniejszą, niż bomba atomowa. Urządzenia, które posiadają aparaty z funkcją nagrywania wideo, doskonałą jakość dźwięku, geolokalizacji oraz wielu innych rozwiązań technologicznych, pozwalają na rejestrację prawdziwego obrazu wydarzeń który jest bardzo łatwo zweryfikować i obiektywnie ocenić faktyczny stan rzeczy. Weryfikacja to nic innego ja spojrzenie na dane wydarzenie z różnych perspektyw. Tu słowo „perspektywa” to nic innego jak ujęcie danego zdarzenia z różnych kadrów, czy mówiąc potocznie stron. Kiedy dana sytuacja rejestrowana jest z kilku urządzeń, które są oddalone od punktu docelowego pod dowolnym kątem i odległością, możemy stwierdzić i dokładnie zweryfikować zasadność danego protestu i sprzeciwu. Od czasu wkroczenia nowych technologii do życia codziennego ciężko jest postawić słowo przeciwko słowu. Bez konkretnych dowodów nikt nie uwierzy w daną informację, a w przypadku niezweryfikowanych informacji, trudno brać je za rzetelne.

Wraz z rozwojem infrastruktury teleinformatycznej na świecie, państwa które stosowały propagandę informacyjną zaczęły zmieniać swoje podejście do obywateli i liczyć się z głosem ludu. W chwili obecnej nie tylko trzeba liczyć się z głosem swoich obywateli, ale również krajów sąsiednich, wspólnot, grup członkowskich i światowej opinii publicznej. Każde niepożądane działanie, które jest wbrew ogólnym zasadom etycznym, prowadzi do negatywnych opinii i stosowania sankcji. W przypadku sporów wewnętrznych ważne jest wyrównanie szans lub kontrola nad nadużyciami przez którąś stronę konfliktu. Każde niepożądane działanie prędzej czy później wyjdzie na jaw.

Choć w większości przypadków tak się dzieje, zostaje jeszcze jedno z państw, które de facto przyjęło trochę inną metodę narracji z obywatelami, a władza wykorzystuje nowe media, jako darmowy kanał reklamowy i propagandowy. Rosja, którą nieustannie od wielu lat rządzi Władimir Putin, jest przykładem tego jak stosować sprawdzone metody propagandowe i wykorzystywać nowe technologie tak, aby wpływać na dorastających wyborców i zaszczepić w nich odpowiednie dane.

Ogólnie samo podejście do obywateli nie zmieniło się od czasów zimnej wojny. Protesty są rozpędzane, w telewizji pojawia się wiele programów i reportaży stricte propagandowych, a ludziom się płaci za chwalenie danego polityka. Co dziwne, sfera jaką jest Internet w Rosji nie jest kompletnie ocenzurowana, a władza wpływa w minimalnym stopniu na treści pojawiające się na łamach rosyjskich portali internetowych. Zdziwienie jest o tyle wielkie, że w momencie bojkotu władzy i fali krytyki w sieci, „mer” Rosji nie traktuje tego, jak reszta Europy czy USA, jako argumenty wpływające na działanie państwa i sprzeciwy ludu. Każda manifestacja czy protest, który pojawia się w Rosyjskich miastach, kończą się szybkim stłumieniem i rozgonieniem protestujących, a tam gdzie została użyta siła, pojawia się twarde stanowisko o braku innych możliwości usunięcia zgrupowań.

Taką sytuację możemy określić mianem paradoksu. Z jednej strony obywatele mają pełną swobodę wypowiedzi, lecz na ulicach za wypowiedzenie swoich poglądów mogą trafić do aresztu. Jest to jeden z nielicznych przykładów, gdzie świat cyfrowy nie jest odzwierciedleniem świata realnego.

Bellum omnium contra omnes. Świat w obliczu wojny informacyjnej?

Rozwój technologiczny i teleinformatyczny zmienia świat. Proces globalizacji nabiera rozpędu już od kilkunastu lat i nie zwalnia. Społeczeństwa poza przynależnością do danej grupy etnicznej i kulturowej zaczynają tworzyć wirtualne skupiska i kultury, a odległość nie stanowi już problemu. Te czynniki sprawiają, że każda osoba, która chodź raz miała do czynienia z Internetem zmienia swój światopogląd. Dzisiaj czas dostępu do informacji zależy tylko od nas samych, lecz nie mówimy o dniach czy godzinach, ale minutach, sekundach i chęci do wstukania w klawiaturę naszego urządzenia interesującego nas hasła.

Sama informacja pozostawiona w sieci różni się od tej z lat osiemdziesiątych, zamieszczonych w mediach i prasie. Różni się głównie tym, że jest niezależna od władzy i posiada zazwyczaj wiele źródeł, które potwierdzają jej rzetelność. Z drugiej strony ta niezależność wpływa na manipulację danej informacji i stronniczość źródła pochodzenia. Bazowanie na jednym źródle sprawia, że dana informacja może być nieobiektywna lub błędnie zinterpretowana przez autora wpisu lub z kontekstu wypowiedzi wynika wiele znaków zapytania. Dla zachowania obiektywizmu trzeba koniecznie przy każdej informacji sprawdzić co najmniej trzy źródła. Szczególnie tyczy się to wydarzeń związanych z konfliktami, które możemy obserwować, ponieważ zawsze pojawiają się różne informacje, jedne przekazywane przez strony konfliktu, a inne z poziomu niezależnych obserwatorów.

Wojna typu „informacja przeciwko informacji” w XXI wieku jest najgroźniejszym źródłem konfliktów i protestów. Łatwa do zmanipulowania perspektywa i stronniczość w wielu wypadkach powoduje wprowadzenie niepotrzebnego, ale zamierzonego zamieszania. Przedstawianie danych szczątkowych lub wyrwanych z kontekstu wypowiedzi stosuje się w wojnach politycznych, biznesowych i ekonomicznych. Informacja nie posiada już definicji mówiącej o tym, że jest głównym źródłem wiadomości i wiedzy, ale o tym że jest głównym źródłem dochodów. To właśnie wartość informacji lub sposób przekazu wpływa na końcowych odbiorców, którzy zazwyczaj są przywiązani do jednego źródła i wierzą bezgranicznie w przedstawioną wersję wydarzeń.

Z drugiej strony, bez takiego poziomu dostępu do informacji jawnej, lub mniej jawnej, nie mielibyśmy możliwości oceny sytuacji na własnym podwórku, bądź zagranicznym. Jako, że w większości krajów panuje demokracja, sprzeciw czy oburzenie opinii publicznej wpływa na stanowisko władzy, a gdy ta sprzeciwia się obywatelom, dochodzi do konfliktów wewnętrznych, które zaczynają się od manifestacji zbudowanych na informacjach opublikowanych w Internecie, głównie w mediach społecznościowych. Zwołanie ludzi w jednym miejscu na daną godzinę poprzez utworzenie wydarzenia na Facebooku zajmuje kilka sekund. Odczytanie takiej wiadomości to kolejne kilka sekund. Chęć manifestacji protestu to już osobista sprawa każdego człowieka, lecz przykład Ukrainy pokazuje, że siła przebicia takiej informacji jest ogromna.

Źródła:

Fotografie Polski z czasów Stanu Wojennego – Instytut Pamięci Narodowej i Narodowe Archiwum Cyfrowe (NAC): www.nac.gov.pl/‎
Fotografie protestów na Ukrainie i Syrii: użytkownicy portalu Facebook.com
Informacje o Stanie Wojennym: http://www.13grudnia81.pl/
Źródło alternatywne: http://pl.wikipedia.org/wiki/Pacyfikacja_kopalni_Wujek
http://www.polskieradio.pl/39/1240/Artykul/500017,Masakra-w-Wujku
http://fakty.interia.pl/raport-general-jaruzelski/news-stan-wojenny-w-owczesnych-mediach,nId,814101
http://www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20131130/SWIAT/131139988
http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/749244,szczyt-w-wilnie-ue-nie-przekonala-ukrainy-do-podpisania-umowy.html
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/996498,Protesty-w-Kijowie-Fenomen-na-ulicach
http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1002172,Sledztwo-ONZ-w-Syrii-bron-chemiczna-byla-uzywana
http://www.youtube.com/watch?v=jPt74tmpjL0