Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Archiwum Padło na cudzoziemców

Padło na cudzoziemców


05 listopad 2007
A A A

Dopóki było tak, że dwie drużyny piłkarskie grają 90 minut, a na końcu i tak wygrywają Niemcy, wszystko było w porządku. Teraz jednak Niemcy dostają w futbolu w kuchnię, jak pod Stalingradem. W takich przynajmniej kategoriach niemieccy kibice przyjęli remis swojej reprezentacji z Islandią w eliminacjach Mistrzostw Europy.

Potrzebą chwili stało się znalezienie winnych tej kompromitacji. Padło na cudzoziemców. Okazało się, że jest ich w Bundeslidze za dużo, blokują miejsca zdolnej niemieckiej młodzieży. Dlatego trener Rudi Všller ma tak małe możliwości selekcji kandydatów do reprezentacji Niemiec. I dlatego Niemcy nie wygrywają.
W 1963 roku w Bundeslidze grało tylko trzech obcokrajowców - Austriak, Holender i Jugosłowianin. Ale z roku na rok stale ich przybywało. W tym sezonie na boiskach Bundesligi gra stu dziewięćdziesięciu obcokrajowców, czyli 58,5 procent. Zdarza się, że w ligowym meczu na boisku jest tylko dwóch, trzech piłkarzy z niemieckimi paszportami.

Pozbycie się źródła nieszczęścia, czyli cudzoziemców, nie jest jednak takie proste. Z piłkarzami nie-Europejczykami nie ma problemów. Wprowadza się ograniczenie ich liczby w drużynie i nikt nawet nie piśnie w ich obronie. W Niemczech może grać w drużynie pięciu zawodników z krajów nieeuropejskich, w Hiszpanii - trzech, we Włoszech kontrakt z Brazylijczykiem można podpisać tylko wtedy, gdy inny Brazylijczyk odejdzie.

W Holandii można zatrudnić brazylijskiego piłkarza, jeśli będzie mu się płacić 1,5 razy tyle, co przeciętnemu holenderskiemu profesjonałowi. W Anglii piłkarze spoza UE muszą wnieść w posagu papierek potwierdzający, że grali w 75 procentach meczów krajowej reprezentacji. Te obostrzenia mają sprawić, że kluby będą zatrudniały tylko najlepszych obcokrajowców spoza Europy.

Piłkarzy mających paszporty krajów z UE nikt nie ruszy. Każde ograniczanie ich liczby będzie przecież naruszeniem podstawowej zasady unijnej o prawie swobodnego wyboru miejsca pracy.

Jak zatem zapewnić niemieckiej młodzieży piłkarskiej miejsca w ligowych drużynach? "Nic nie trzeba robić, selekcja musi być naturalna", twierdzi słynny były piłkarz Franz Beckenbauer. "Jeżeli niemiecki talent nie potrafi wygrać walki o miejsce z cudzoziemcem, nie jest nic wart."
Tak też myślą na co dzień niemieccy kibice, oklaskując w Monachium techniczne sztuczki Brazylijczyka Ze Roberto, a w Norymberdze przebojowe akcje i gole Jacka Krzynówka. Identyfikują się z klubowymi barwami piłkarzy, a nie z ich paszportami.

STANISŁAW ŻÓŁKIEWSKI