Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Bangladesz. Riksze, chaos i serdeczni ludzie.

Bangladesz. Riksze, chaos i serdeczni ludzie.


02 marzec 2009
A A A
 

Bangladesz to jedno z najgęściej zaludnionych państw na świeci. Na obszarze dwukrotnie mniejszym niż Polska żyje ponad 150 milionów ludzi. To co uderza od pierwszego momentu pojawienia się w Bangladeszu to olbrzymia liczba rowerowych riksz. Według szacunków w samej stolicy (Dakka) jest ich ponad 600 tys.

Każda z nich jest pomalowana i/lub przystrojona co razem z równie barwnie ozdobionymi ciężarówkami i autobusami (rzadziej) daje niesamowitą tęczę barw. Riksze służą zarówno do przewozu osób jak i towarów. Zmotoryzowana wersja rikszy to CNG lub baby-taxi. Po mieście możemy poruszać się również taksówkami, busami lub autobusami (które zazwyczaj są przepełnione do granic możliwości).

Ponieważ zasady ruchu ulicznego nie są delikatnie mówiąc zbyt jasno określone, w każdym zakątku Dakki od mniej więcej 5 rano do 2 w nocy słychać ciągłe trąbienie, dzwonienie i pokrzykiwanie. Już po pierwszej podróży taksówką  zrozumiałem dlaczego przewodniki porównują próby samodzielnego prowadzenia samochodu w Bangladeszu do prób samobójczych. Mimo tego, że ruch jest lewostronny nie ma jasnej zasady z której strony mija się wyprzedzane pojazdy. Po prostu należy trąbić. Głośność klaksonu, która jest dosyć ściśle skorelowana z wielkością pojazdu wskazuję osobie jadącej z przodu, że ma ustąpić miejsca lub przynajmniej nie wykonywać gwałtownych manewrów. Włączenie się do ruchu, zawracanie czy skręt wymaga niesamowitej odwagi i refleksu (szczególnie od  prowadzących riksze). Szukając najkrótszej możliwej trasy, kierowcy często tworzą przy poboczu ekstra pas jadących „pod prąd" pojazdów (zawracanie przy kolejnym zjeździe i wracanie się zgodnie z kierunkiem jazdy raczej nie jest praktykowane). Pół biedy gdy takiego manewru dokonują riksze, trochę gorzej gdy tego samego próbuje kierowca ciężarówki.

Stosowanie się do znaków i przepisów drogowych jest zachowaniem zdecydowanie mało przystosowawczym. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że wszyscy kierowcy, którzy dopuszczali się takich ekstrawagancji jak beztroskie wjeżdżanie na skrzyżowanie przy zielonym świetle, już dawno zostali wyeliminowani z ulic Dakki. Mijanie na „trzeciego" to normalny sposób jazdy, należy jedynie wesprzeć taki manewr głośnym trąbieniem i miganiem światłami.   

Tłumy ludzi obecnych przez większość dnia przy ulicy sprawiają, że staje się ona centrum życia gospodarczego. Znajdziemy tu zarówno liczne stragany z żywnością czy odzieżą, warsztaty produkujące meble, punkty naprawy riksz, fryzjera czy nawet dentystę.

Mieszkańcy Bangladeszu są niezwykle uprzejmi i serdeczni. Ze względu na małą liczbę turystów każde wyjście na ulice wzbudza mini (lub czasami całkiem dużą) sensację. Na każdym kroku jestem pytany czy wszystko jest OK. i czy czasami nie potrzebuje pomocy. Gdy świętują są w tym bardzo spontaniczni. Bardzo chętnie pozują do zdjęć.

Zapraszam do obejrzenia galerii: Bangladesz: riksze, chaos i serdeczni ludzie.

http://www.psz.pl/component/option,com_rsgallery2/Itemid,183/gid,27/page,slideshow/