Kręta droga do zjednoczenia Syrii
Syryjskim władzom wciąż nie udało się osiągnąć jednego ze swoich najważniejszych celów. Wyparcie kurdyjskich bojowników z Aleppo po kilku dniach starć pokazało, że integracja różnorodnych grup zbrojnych działających na terenie kraju z rządowym wojskiem pozostaje ogromnym wyzwaniem. Podobnie jak postulowane przez Damaszek zjednoczenie podzielonego kraju.
Pierwsze starcia pomiędzy stworzonymi przez Kurdów Syryjskimi Siłami Demokratycznymi (SDF) i Syryjskimi Siłami Zbrojnymi (SAF) miały miejsce jeszcze w grudniu. W ubiegłym tygodniu potyczki przerodziły się w regularny konflikt, mający miejsce w dwóch dzielnicach największego miasta kraju. Ostatecznie bojownicy ugrupowania opuścili Aleppo, po tym jak przy wsparciu Stanów Zjednoczonych udało się wynegocjować umowę o zawieszeniu broni.
Zintegrować państwo
Do wspomnianych pierwszych walk doszło przy okazji wizyty ministra spraw zagranicznych Turecji Hakana Fidana w syryjskiej stolicy. Głównym tematem jego rozmów z administracją prezydenta Syrii Ahmeda asz-Szary była integracja działających na syryjskim terytorium grup zbrojnych, ze szczególnym uwzględnieniem SDF-u. Fidan oskarżył ugrupowanie o sabotowanie całego procesu, dodatkowo bez przedstawienia dowodów zarzucając Kurdom i ich arabskim sojusznikom utrzymywanie kontaktów z Izraelem.
Szef tureckiej dyplomacji naciskał na rozpoczęcie realizacji porozumienia zawartego w marcu ubiegłego roku. Stworzone przez Kurdów SDF zobowiązało się wtedy do unifikacji z syryjskimi siłami rządowymi. Umowa miała być jednym z najważniejszych elementów zmian zachodzących po obaleniu rządów Baszara al-Assada i jego Partii Baas. Należy bowiem pamiętać, że w trwającej kilkanaście lat wojnie domowej uczestniczyło wiele grup zbrojnych. Samo SDF jest zaś militarnym ramieniem Autonomicznej Administracji Północnej i Wschodniej Syrii, czyli zdominowanego przez Kurdów regionu w północno-wschodniej części kraju.
Początkowo wydawało się, że wspomniany dokument zostanie dosyć szybko szczegółowo dopracowany. Z pojawiających się doniesień wynikało, iż grupa zbrojna tworzona przez Kurdów i współpracujące z nimi arabskie klany stanie się częścią armii rządowej, tworząc dywizję składającą się z trzech brygad. Przedstawiciele SDF pod koniec listopada zarzucili jednak Syryjskiemu Rządowi Tymczasowemu prowadzenie politycznej gry. Miała ona polegać na markowaniu negocjacji, aby syryjski przywódca mógł spotkać się w Waszyngtonie z prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem. W rzeczywistości władze w Damaszku nie chciały podpisywać formalnych umów, które pozwalałyby na realizację obietnic złożonych dowódcom SDF-u.
„Zjednoczenie” jest jednym z najczęściej używanych przez asz-Szarę słów w publicznych wystąpieniach. Podczas grudniowych obchodów rocznicy obalenia al-Assada wzywał on wszystkich obywateli Syrii do jedności, która miałaby pozwolić na zbudowanie silnego i suwerennego państwa. W kontekście militarnym oznaczałoby to wzmocnienie odbudowywanej armii oraz sił porządkowych. Obecnie wojsko jest mocno osłabione z powodu przeprowadzonych w nim czystek. Syryjska armia pozbyła się bowiem oficerów związanych z poprzednią władzą i alawicką mniejszością.
Kontestacja centralizacji
Wywodzące się z Organizacji Wyzwolenia Lewantu (HTS) władze w Damaszku rozumieją „jedność” jako podporządkowanie sobie całego kraju. Obecna głowa państwa opowiada się za scentralizowanym systemem zarządzania. Władza przez co najmniej najbliższe cztery lata ma skupiać się w rękach Syryjskiego Rządu Tymczasowego, przygotowującego między innym nową konstytucję kraju. Ma on mieć również monopol na przemoc, dlatego od początku swoich rządów asz-Szara naciska na wspomniane włączenie grup zbrojnych do sił rządowych.
Na centralizację kraju nie chcą zgodzić się liczne w Syrii mniejszości. Problem ten dotyczy zwłaszcza wspomnianej administracji północno-wschodniej części państwa. Rożawa od 2013 roku jest zarządzania przez Kurdów i lokalne arabskie plemiona, więc w tym czasie udało jej się zbudować swoje własne struktury. Nie powinno dziwić, że chce ona zachować też kontrolę nad znajdującymi się w tym regionie polami naftowymi i oczywiście generowanymi przez nie zyskami. Innym przedmiotem sporu między syryjskim rządem i kurdyjską administracją jest kwestia więzień, w których przebywa nawet kilkadziesiąt tysięcy byłych członków samozwańcznego Państwa Islamskiego. „Ujednolicenie” państwa miałoby oznaczać przejęcie nadzoru nad nimi przez władze w Damaszku, same wywodzące się ze środowisk islamskich radykałów.
Przeciwko centralizacji państwa opowiadają się ponadto inne mniejszości. Swoją autonomię chcieliby oczywiście zachować Alawici, zamieszkujący głównie syryjskie wybrzeże. To właśnie z tej grupy religijnej wywodzili się al-Assadowie, a także liczni oficerowie syryjskiego wojska i czołowe postacie poprzedniej władzy. Przeciwko scentralizowanym rządom występują również Druzowie zamieszkujący region As-Suwajda w południowej części Syrii.
Dużą rolę w nieprzejednanym stanowisku asz-Szary w kwestii centralizacji Syrii odgrywa główny zagraniczny sojusznik jej obecnych władz. Turcja uważa SDF za odnogę Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), która jest uznawana przez tureckie władze za organizację terrorystyczną. Wprawdzie PKK rozbraja się obecnie na mocy porozumienia z Turcją, ale nie obowiązuje ono syryjskich Kurdów. Tym samym ich siły, kontrolujące terytoria przy syryjsko-tureckiej granicy, są uznawane przez turecki rząd za zagrożenie dla bezpieczeństwa.
Przemoc niemal codziennością
Skutkujące wycofaniem bojowników SDF walki w dwóch dzielnicach Aleppo były jedynie kolejną odsłoną tlących się cały czas wewnętrznych konfliktów. Syryjskie wojsko wraz z siłami bezpieczeństwa, niemal od początku ustanowienia nowej władzy, ściera się z grupami odmawiającymi podporządkowania rządowi w Damaszku.
Najczęściej dochodzi do starć między nimi i wspomnianą alawicką mniejszością, stanowiącą około 10 proc. całej populacji Syrii. Najpoważniejsze walki miały miejsce w marcu i kwietniu ubiegłego roku. Zaczęły się one od prób aresztowania przez rządowe siły bezpieczeństwa osób związanych z poprzednią władzą. W prowincji Latakia wybuchły z tego powodu krwawe starcia pomiędzy Alawitami i sunnickimi siłami podległymi asz-Szarze, w których miało zginąć łącznie ponad 1,4 tys. osób. Organizacja Narodów Zjednoczonych w raporcie zaprezentowanym w sierpniu ubiegłego roku stwierdziła, że członkowie alawickiej mniejszości mogli paść ofiarą zbrodni wojennych. Siły rządowe wraz ze sprzymierzonymi grupami mieli dopuścić się pozasądowych egzekucji, tortur i maltretowania ludności cywilnej.
Kolejne poważne incydenty w regionie syryjskiego wybrzeża miały miejsce pod koniec ubiegłego roku. Alawici zorganizowali serię antyrządowych protestów, które były odpowiedzią na zamach wymierzony w alawicki meczet w mieście Homs. Społeczność regionów Latakii i Tartusu uczestniczyła w protestach po wezwaniach szejka Ghazali Ghazali, duchownego mieszkającego poza terytorium Syrii. Uczestnicy manifestacji domagali się autonomii terytoriów położonych nad Morzem Śródziemnym, a w trakcie demonstracji starli się z syryjskimi służbami oraz zwolennikami nowego rządu centralnego.
We wspomnianym regionie As-Suwajda dochodziło z kolei do walk pomiędzy siłami bezpieczeństwa i beduińskimi plemionami oraz lokalną druzyjską mniejszością. Do największej eskalacji konfliktu doszło w lipcu ubiegłego roku. W walki włączył się wówczas Izrael, który dokonał serii ataków powietrznych wymierzonych zarówno w siły rządowe na południu Syrii, jak i w budynki syryjskiego resortu obrony.
Udział sił rządowych w walkach z mniejszościami nie przeszedł niezauważony wśród państw zachodnich, wielokrotnie wzywających nowe władze do uwzględnienia inkluzywności w procesie odbudowy Syrii. W połowie grudnia Wielka Brytania nałożyła sankcje między innymi na dowódców dwóch brygad nowego syryjskiego wojska, oskarżanych o udział w masakrze Alawitów. Obaj stali wcześniej na czele grup zbrojnych współpracujących z tureckim wojskiem podczas walk z SDF w północnej Syrii.
Obudzone ISIS
Ostatnie tygodnie w Syrii upłynęły nie tylko pod znakiem walk pomiędzy nowymi władzami i grupami zbrojnymi należącymi do mniejszości. Uaktywniło się również samozwańcze Państwo Islamskie. Należący do ISIS bojownik w połowie grudnia dokonał ataku na bazę wojskową w Palmyrze, zabijając dwóch żołnierzy Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych oraz cywilnego tłumacza. W ostatni weekend Amerykanie w odpowiedzi przeprowadzili serię nalotów na obszary kontrolowane przez terrorystów.
Jak już wspomniano, kilkadziesiąt tysięcy osób związanych z Państwem Islamskim przebywa w więzieniach i w obozach nadzorowanych przez Kurdów. Komórki samozwańczego kalifatu działają jednak wciąż we wschodniej Syrii, głównie na pustynnych terytoriach kraju. Szacuje się, że w ich ramach może działać nawet kilka tysięcy osób.
Podczas listopadowej wizyty w Białym Domu syryjski prezydent oficjalnie przyłączył swoje państwo do międzynarodowej koalicji przeciwko ISIS. Niedługo potem siły bezpieczeństwa miały aresztować pod Damaszkiem jednego z głównych liderów oddziału organizacji w Syrii, Tahę al-Zoubiego, działając w tej sprawie we współpracy z USA. Samo schwytanie jednego z przywódców syryjskiej odnogi Państwa Islamskiego, z pewnością nie rozwiąże jednak problemu związanego z dalszym funkcjonowaniem terrorystycznej organizacji.
Niepokój chrześcijan
W nowej Syrii jednym z celów ataków ze strony fundamentalistów stali się chrześcijanie. W czerwcu ubiegłego roku zamachowiec-samobójca otworzył ogień, a następnie wysadził się w powietrze w kościele w Damaszku. Łącznie w zamachu zginęło dwadzieścia pięć osób, które według syryjskiego resortu spraw wewnętrznych poniosły śmierć w wyniku działań terrorysty związanego z ISIS. Przed i po ataku odnotowano przypadki islamistycznej agitacji w miejscowościach zamieszkiwanych przez wyznawców Chrystusa, represji wobec ich społeczności w regionie Homs oraz próby podpalania świątyń czy dewastacji cmentarzy.
Ogółem populacja wyznawców Chrystusa w Syrii zmniejszyła się ponad trzykrotnie od czasu wybuchu wojny domowej, stanowiąc zgodnie z różnymi szacunkami już tylko około dwóch procent całej populacji kraju. Byli oni wielokrotnie celem ataków ze strony bojowników Państwa Islamskiego, z kolei w kontrolowanych przez inne grupy dżihadystyczne regionach Syrii stawali się obywatelami drugiej kategorii. Podobnie było w rządzonej przez asz-Szarę prowincji Idlib. Ich sytuacja w tym północno-zachodnim regionie Syrii poprawiła się dopiero na dwa lata przed ofensywą, która doprowadziła do obalenia rządów Partii Baas.
Oficjalnie następca al-Assada deklaruje wsparcie dla chrześcijańskiej społeczności swojego kraju. Prezydent Syrii niedługo po przejęciu władzy spotkał się z liderami najważniejszych Kościołów w państwie, natomiast same rozmowy poprzedził incydent w postaci spalenia choinki bożonarodzeniowej w mieście Homs. Do podobnego spotkania doszło także w październiku ubiegłego roku, gdy asz-Szara zobowiązał się po raz kolejny do ochrony przedstawicieli wszystkich wyznań. Nie zmienia to faktu, że chrześcijanie są kolejną grupą patrzącą z dystansem na nowe władze kraju.
***
Po ostatnich starciach w Aleppo trudno dostrzec jakiekolwiek pozytywne sygnały, mogące świadczyć o możliwości porozumienia się rządu centralnego z grupami mniejszościowymi. Kurdowie, Alawici czy Druzowie w większości nie mają zaufania do nowej władzy, kojarzonej przez nie głównie z dżihadystyczną działalnością HTS. Syryjskie siły bezpieczeństwa dopuszczając się zbrodni na członkach mniejszości tylko pogłębiły problem, natomiast Asz-Szara wraz ze swoją administracją również nie zrobił wiele, aby zbudować wzajemne relacje. Najważniejsze stanowiska w państwowych instytucjach zajęli przedstawiciele sunnickiej większości, którzy po latach walk z poprzednim rządem nie wydają się być przygotowani na kompromisy, mogące pozbawić ich udziału we władzy.
Maurycy Mietelski



Kręta droga do zjednoczenia Syrii
Laburzystowska skrajna prawica
Hezbollah wygrał i przegrał
Kto we Włoszech może demonstrować?