Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Adrian Chojan: Ostatnia europejska dyktatura z perspektywy Zachodu


06 lipiec 2009
A A A
Ostatnia dyktatura Europy ma się dobrze. W związku z tym co zrobi Europa? Jak powinna rozmawiać z Mińskiem i jakich metod powinna do tego użyć? Unia Europejska zdaje sobie sprawę, że nie wiele może zdziałać w rozmowach z władzą na Białorusi. Zatem, co dalej?

Stanowisko Polski

Polsce powinno zależeć na jak najlepszych relacjach z Mińskiem. I nie chodzi tutaj tylko o wymiar związany z demokratyzacją Białorusi ale o zwykłe polityczne i ekonomiczne interesy.  W polityce nie ma miejsca na przyjaźń – liczą się właśnie tylko interesy. O ile są one zgodne z polityką państwa, to wtedy możemy mówić o przyjaźni. W drugą stronę ta zależność nie obowiązuje. A nasz – polski interes bardzo mocno uwidocznił się w styczniu i w lutym 2009 roku, kiedy to mieliśmy do czynienia ze słynnym już tzw. kryzysem gazowym. Przysłowiowe „zakręcenie kurka” przez Moskwę doprowadziło na skraj rozpaczy szereg państw członkowskich Unii Europejskiej. Wprowadziło także pewne „zawirowania” w dostawach do naszego kraju. Jak pamiętamy, w pewnym momencie całkowicie zaprzestano przesyłania gazu ziemnego przez terytorium Ukrainy. I jaka była wtedy alternatywna droga dostarczania gazu do Polski? Gazociągi białoruskie. Na całe szczęście konflikt na linii Federacja Rosyjska – Ukraina udało się dosyć szybko rozwiązać, ale co by się stało gdyby trwał on nadal, a dodatkowo mielibyśmy wrogie albo chociażby nie najlepsze relacje z Mińskiem, który jest także instrumentem w rękach Kremla? Lepiej pominąć w dalszych rozwiązaniach aż tak czarny scenariusz mając nadzieję, że nie zostanie nigdy zrealizowany.

Dla Polski temat dostaw gazu jest oczywiście ważny i tutaj powinno nam zależeć na jak najlepszych stosunkach z naszym wschodnim sąsiadem, ale z drugiej strony mamy niezbyt miłe stosunki na linii Związek Polaków na Białorusi – władze białoruskie. Jest to bez wątpienia problem, który ciężko jest i ciężko będzie rozwiązać. Prezydent Łukaszenka bardzo często był oskarżany o łamanie praw człowieka, praw Polaków mieszkających na Białorusi, ale czy takowe oskarżenia wywarły na nim jakiś większy wpływ czy zmianę podejścia? Nie wydaje mi się. Chociaż dostrzegalne jest pewne zbliżenie w relacjach Polska – Białoruś, choć zbliżenie wymuszone. Bo nie można inaczej nazwać „propozycji” ministra Sikorskiego, który uzależnił zaproszenie przywódcy Białorusi na szczyt Unii Europejskiej - inaugurujący inicjatywę Partnerstwa Wschodniego - od dopuszczenia przez władze białoruskie do przeprowadzenia obrad Związku Polaków na Białorusi. Jednak to ustępstwo ze strony Mińska pokazało, że jest on otwarty na dialog, co w dosyć dalekiej przyszłości może zaowocować bardziej zaawansowaną współpracą.

Polska z powodu swojego geopolitycznego położenia powinna starać się grać rolę lidera w rozmowach na linii Unia Europejska – Białoruś, a także inicjować takie rozmowy. Jednak jak doskonale wiadomo nie zawsze nam to wychodziło i nie zawsze się do tego odpowiednio przygotowywaliśmy. A Białoruś paradoksalnie rzecz ujmując jest ciężkim partnerem w jakichkolwiek rozmowach z racji swego podporządkowania Kremlowi, a także wykonywania płynących z jego strony sugestii.

Partnerstwo Wschodnie szansą na demokratyzację Białorusi?

Partnerstwo Wschodnie oparte na Europejskiej Polityce Sąsiedztwa (EPS) może okazać się „oknem na Europę” dla naszych wschodnich sąsiadów. Ta polsko – szwedzka propozycja może dać dużo do myślenia prezydentowi Łukaszence. Pozwoli mu się zastanowić czy dalej chce być marionetką Kremla czy może skorzysta z szansy wejścia do przedsionka prawdziwej, silnej i zjednoczonej Europy. Gdyby nie bał się utraty władzy i konsekwencji ze strony Rosji, oczywiście wybrałby tą drugą opcję. Jednak w obecnych realiach politycznych Łukaszenka będzie bardziej chciał wykorzystać unijne wsparcie bez dawania niczego w zamian. Z kolei idea Unii Europejskiej jaką chce ona zrealizować poprzez program Partnerstwa jest związana z budową jednej, wielkiej i zjednoczonej Europy, w której więcej rzeczy łączy niż dzieli. Jeżeli Mińsk zrozumie, że Partnerstwo mu się opłaca, może to być faktycznie jego wielki krok ku Unii Europejskiej. W przeciwnym razie może okazać się kolejnym pustym frazesem.

Duże nadzieje z inicjatywą Partnerstwa Wschodniego wiąże białoruska opozycja. Liczy ona, że dzięki Partnerstwu Białoruś zbliży się do Unii Europejskiej, a oddali od wpływów Federacji Rosyjskiej. Lider opozycji, Aleksander Milinkiewicz nazwał ją historyczną szansą dla Białorusi oraz uznał, że to może być początek białoruskiej drogi do członkostwa w Unii Europejskiej. Jednak czy nie są to złudne marzenia? Czy prezydent Łukaszenka pozwoli na takie rozwiązanie? Czy Kreml odda swojego ostatniego wiernego sojusznika? Odpowiedzi na te pytania są jednoznaczne i zawsze na niekorzyść strony białoruskiej.

Krytycy Partnerstwa Wschodniego uznają, ze jego realizacja jest wzmocnieniem ostatniej dyktatury w Europie. Bo jak inaczej nazwać przekazywać środków unijnych w ręce dyktatora? Jednak nie ważne czy państwem rządzi dyktator czy też władza demokratyczna to reformy są zawsze potrzebne. I faktycznie, Partnerstwo może mieć bardzo wiele pozytywnych skutków dla wewnętrznych przemian na Białorusi, ale tak o członkostwie w Unii Europejskiej, jak i o demokratyzacji kraju będzie można mówić dopiero wtedy, gdy prezydent Łukaszenka i jego świta opuszczą Mińsk. Niestety na chwilę obecną nie ma na to żadnych szans.

Jak długo jeszcze klan Łukaszenków będzie rządził Białorusią? Jak mu „pomóc” w odejściu?

Na Białorusi mamy oczywiście autorytaryzm. Owy reżim autorytarny wydaje się być dosyć stabilnym stworem, który to jeszcze może przetrwać wiele dziesięcioleci. Wydawać by się mogło, że nie nastąpią u naszych wschodnich sąsiadów żadne zmiany dopóty, dopóki „grupa trzymająca władzę” nie będzie chciała tychże zmian przeprowadzić. Jednakże sytuacja panująca na Białorusi zawiera pewne szanse ukazujące możliwość zmiany obecnie panującego status quo.

Przede wszystkim na Białorusi nie ma totalitaryzmu, ale autorytaryzm. Daje to możliwość (przynajmniej teoretycznie) prezentowania odmiennych poglądów czy też ideologii. Dodatkowo Białoruś jest dosyć mocno podzielona wewnętrznie. Istnieje mocno zaawansowana rywalizacja pomiędzy różnymi grupami interesów politycznych i ekonomicznych. W przyszłości mogą one stanowić odśrodkowe ogniwo destrukcyjne, które rozpocznie wewnętrzne przemiany niekoniecznie związane ze zmianą ośrodka władzy, ale z takowym właśnie ostatecznym skutkiem. Wydawać by się mogło, że Białorusi brakuje jednego. Brakuje jej takiej białoruskiej „pomarańczowej rewolucji”. Brakuje jej tego zrywu społeczeństwa obywatelskiego, które de facto jest największą szansą Białorusi na wyjście z obecnego marazmu. Trzeba się zgodzić z tym, że na Ukrainie były warunki bardziej sprzyjające takiemu rozwojowi sytuacji, ale dlaczego na Białorusi ma się nie udać? Dlaczego nie mogą spróbować? Na te pytania od razu pojawia się odpowiedź: nie mogą, bo opozycja jest za słaba, bo nie ma jednego charyzmatycznego przywódcy, który potrafiłby pociągnąć ten wózek o nazwie Białoruś, bo się boi itd. Tylko, że przy tym sposobie myślenia nie uda się przeprowadzić żadnych znaczących zmian na białoruskiej scenie politycznej, a przecież nie o PR tutach chodzi…

Białoruś jest bez wątpienia częścią Europy. Nie koniecznie Europy integrującej się ale jednak Europy. Te europejskie korzenie Mińska będą z roku na rok coraz bardziej widoczne. Przyczynia się ku temu dyskusja związana z przestrzeganiem praw człowieka, wolności mediów czy nawet rządów prawa. Unia Europejska zaczyna coraz śmielej działać na polu propagowania demokratyzacji wśród narodów świata. Nie inaczej sytuacja ma się z Białorusią. Najlepszym przejawem takiej działalności byłoby wspieranie formowanego społeczeństwa obywatelskiego, które byłoby zdolne podjąć próbę pokojowego odsunięcia od władzy klan Łukaszenków. Niestety trzeba się zgodzić z tym, że stosunki Zachodu i Białorusi są co najmniej ograniczone. Jednak autorytaryzm Łukaszenki nie jest wieczny i w pewnym momencie jego funkcjonowania mogą się pojawić na nim rysy. A jedną takich rys może być zła sytuacja gospodarcza kraju i finansowa poszczególnych obywateli. Już teraz Agencja Interfax donosi, że sytuacja finansowa przeciętnego Białorusina drastycznie się pogorszyła. W przeciągu roku średnia pensja zmniejszyła się z 432 USD do 330 USD. [*] Taka sytuacja musi się odbić na nastrojach społecznych Białorusinów. Dobra sytuacja ekonomiczna obywateli daje względnie spokojne sprawowanie władzy. A przedstawiona wyżej sytuacja może być – hipotetycznie zakładając -  przyczyną buntu społecznego prowadzącego do zmian politycznych na białoruskiej scenie władzy. I w tym momencie pojawi się miejsca na zaangażowanie Unii Europejskiej, która poprzez ideę Partnerstwa Wschodniego może „pomóc” białoruskiemu społeczeństwu wyjść na prostą. Wydawać by się mogło, że taki scenariusz to utopia, ale zestawiając go w parze z szalejącym kryzysem ekonomicznym wcale nie musi nią być.

A co na to wszystko Unia Europejska?

Unia Europejska traktuje Białoruś dosyć wstrzemięźliwie czekając na potknięcie autorytarnego reżimu Łukaszenki. W chwili obecnej nie chce się zbytnio angażować w „obalenie” klanu Łukaszenków z powodu napiętych stosunków z Federacją Rosyjską. Nie chce też dopuścić do powtórzenia się sytuacji z Gruzji, kiedy to Rosja zareagowała zbrojnie na wolę akcesji Gruzji do struktur Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej. Prowadzi to do pytania: jaka powinna być taktyka Zachodu w walce z autorytarnym reżimem Łukaszenki? Wydaje się, że tylko jedna – czekać. Czekać na „pogorszenie koniunktury władzy” u naszych zachodnich sąsiadów, a w tym samym czasie gorąco wspierać białoruską opozycję oraz przedstawiać światu łamanie praw człowieka, cenzurę białoruskich mediów itd. Może także próbować nawiązać dialog z obecną władzą (Partnerstwo Wschodnie), starając się ją jednocześnie oswajać z europejska (unijną) rzeczywistością, tak potrzebną białoruskiemu społeczeństwu. Jednak na tym możliwości Unii Europejskiej się kończą. Chciejmy zauważyć, że żadne europejskie państwo nie chce się bezpośrednio zaangażować w złamanie dyktatu Łukaszenki, co w gruncie rzeczy jest na rękę tak Mińskowi, jak i Moskwie. Choć jak powszechnie wiadomo stosunku na linii Mińsk – Moskwa w ostatnim czasie uległy pogorszeniu, to zawsze w chwilach kryzysu białoruskiej władzy, kierowała ona swój wzrok i prośby o pomoc właśnie w stronę Kremla. Wydaje mi się, iż Unia Europejska podejmie działania dopiero wtedy, kiedy to samo społeczeństwo białoruskie uzna, że czas Łukaszenki i zwierzchniej władzy Kremla się skończył i powinna nastać odwilż władzy. Wcześniej nie ma co liczyć na jej efektywne zaangażowanie.

Unia Europejska zdecydowanie sprzeciwia się modelowi sprawowanej władzy na Białorusi. Jednak przyglądając się całej sytuacji na spokojnie, dochodzimy do wniosku, że tak naprawdę niewiele może zrobić w celu zmiany owego modelu. Wydaje mi się, iż w tej chwili musimy czekać na „białoruską rewolucję”, bez względu na kolor jaki ma ona przybrać…

[*] za www.onet.pl

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.