Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Adrian Prusik: Czy to koniec olimpizmu?

Adrian Prusik: Czy to koniec olimpizmu?


03 maj 2008
A A A
Nie ustały wojny, nie wypuszczono więźniów politycznych a demokracja na pewno nie zawita do Chin dzięki nadchodzącej Olimpiadzie. Symbol pokoju między ludźmi – olimpijski ogień – stał się zarzewiem niepokoju wszędzie tam gdzie dotarł. Tak dzisiaj wygląda duch olimpizmu. Od samego początku decyzja przyznająca igrzyska Pekinowi była kontrowersyjna. Czy kraj niedemokratyczny zasługuje na organizację tak wspaniałej imprezy? Czy reżim wspierający ludobójstwo w Sudanie ma moralny mandat do organizacji Olimpiady będącej symbolem pokoju i braterstwa?

Ależ tak! – odpowiadali decydenci z MKOl. Chiny są gotowe, Chinom się należy nagroda za trud olbrzymiej transformacji, za skok cywilizacyjny jakiego dokonali. A demokracja? Demokracja nadejdzie, przyniesiona na rękach sportowców oraz milionów fanów, którzy odwiedzą Państwo Środka, by móc uczestniczyć w tym wielkim festiwalu sportu. Dzięki Olimpiadzie Chiny przestaną popierać bestialskie reżimy, bo nie będą mogły sobie pozwolić na kompromitację własnej sportowej imprezy. Władze w Pekinie będą musiały przewietrzyć swój kraj demokracją, bo nigdy nie zdecydują się na pacyfikację protestujących w czasie trwania imprezy. Tak wielkie wyzwanie, jakim jest organizacja igrzysk olimpijskich, stanie się jednocześnie środkiem nacisku międzynarodowej opinii publicznej oraz demokratycznego Zachodu. Chiny staną się zakładnikiem własnych planów i będą musiały liczyć się ze zdaniem reszty świata.

Czas pokazał jak płonne były to nadzieje. Olimpiada będąca początkiem procesu demokratyzacji Chin okazała się taką samą mrzonką, jak nadzieje, iż  wraz z kapitalizmem do Chin zawita demokracja. Komunistyczna władza czuje się świetnie w kapitalistycznym otoczeniu, będzie się również czuć świetnie w blasku olimpijskiego ognia.

Całkowicie nierealna okazała się teza, jakoby Chiny, obawiając się olimpijskiej kompromitacji, będą musiały ugiąć się pod naciskiem międzynarodowej opinii publicznej. Komunistyczne władze w Pekinie potrzebują tej wielkiej imprezy, by pokazać światu i Chińczykom, jak wielkim osiągnięciem jest eksperyment łączący kapitalistyczną gospodarkę oraz komunistyczny aparat władzy, ale naiwnością byłoby sądzić, iż cel ten będzie ważniejszy od absolutnie priorytetowej chęci utrzymania całkowitej władzy w rękach komunistycznej partii. O ile Pekin może zmienić swoje postępowanie w stosunkach z Birmą, Sudanem czy Zimbabwe, prowadząc subtelniejszą politykę w relacjach z tymi krajami, o tyle poluźnienie politycznego gorsetu własnym obywatelom jest całkowicie nie do przyjęcia w obawie przed utratą władzy. Boleśnie przekonali się o tym Tybetańczycy oraz wszyscy inni, którzy uwierzyli w nadzieje „zachodnich idealistów”.

Zachód umarł?

Wielkie wydarzenie, jakim jest Pekin 2008 już teraz stało się symbolem bezradności opinii światowej wobec Chin. Jeżeli Olimpiada miała udowodnić „cywilizowanie” komunistycznej władzy w Chinach, to dowiodła jedynie kryzysu zachodniego świata.

Piewcy prawa do wolności myśli, sumienia i religii, faszerujący codziennie opinię publiczną frazesami zaczerpniętymi z Karty Praw Podstawowych, nie zrobią nic, co by rozdrażniło chińskiego smoka. Obawa przed utratą chińskiego rynku oraz tanich towarów „made in China” doprowadza europejskich liderów do paniki. Pozostająca w iluzji państwa socjalnego Unia Europejska staje się groteskowym tworem w obliczu pojednawczej wizyty przewodniczącego Komisji Europejskiej w Pekinie, w czasie gdy komunistyczne sądy wydawały pierwsze wyroki dożywocia na uczestników tybetańskich demonstracji.

Już teraz Chiny udowodniły swoją międzynarodową pozycję. Nie muszą liczyć się ze Stanami Zjednoczonymi, bo to one finansują amerykańskie „życie na kredycie”. Europejskie apele o poszanowanie praw człowieka z jednoczesnym puszczaniem oczka w stronę chińskiej władzy pokazują jedynie, że demokratyczny Zachód nie ma i nie będzie miał wpływu na Chiny. I nie zmieni tego ani Olimpiada, ani kapitalizm.