Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Grzegorz Mazurczak: CIA i zabójcza kwestia zaufania

Grzegorz Mazurczak: CIA i zabójcza kwestia zaufania


05 styczeń 2010
A A A

W samej końcówce roku, 30 grudnia, przeprowadzono brawurowy zamach samobójczy w silnie strzeżonej bazie CIA w Afganistanie. W jego wyniku zginęło 7 wysokich rangą agentów CIA a 6 innych zostało rannych. Według dobrze poinformowanych źródeł wywiadowczych (jednak zawsze po fakcie), zamachowcem-samobójcą okazał się „swój człowiek”, jordańsko-amerykański szpieg, zatrudniony specjalnie do infiltracji afgańskiej Al-Kaidy.

Napastnik, Humam Khalil Abu al Mulal-Balawi, 36-letni lekarz pochodzący z jordańskiego miasta Zarqa, miał dobre, wręcz przyjacielskie stosunki z agentami amerykańskimi. Nawiązał je w ciągu kilkutygodniowego pobytu szkoleniowego w tej feralnej poradzieckiej bazie wojskowej, leżącej w południowo-wschodniej części kraju, zwanej aktualnie Chapman Forward Operating Base.

Agentom CIA wydawało się, że pozyskały dobrego szpiega. Nie przewidzieli jednak, że sami są przez niego wykorzystywani. Łatwowierność i zbytnią wiarę w mocno przereklamowany w tej sytuacji lokalny honor, przepłacili życiem. Oficer jordańskiego wywiadu, Ali bin Zeid, który prowadził al-Balawiego, także został zabity.

Al-Balawi bowiem tylko pozornie zgodził się zostać jordańskim a pośrednio i amerykańskim szpiegiem. Było to rok temu, po aresztowaniu go przez jordański wywiad za powiązania z Al-Kaidą. Jego specjalną misją w Afganistanie, na którą się zgodził, miało być wytropienie numeru dwa Al-Kaidy, Aymana al-Zawahiriego.

Obaj pochodzili z tego samego miasta – Zarqa. I to, co agentom amerykańskim wydawało się atutem i okazją do szybszego wytropienia terrorysty, dla al-Balawiego okazało się impulsem do zupełnie innych zachowań. Agenci nie docenili silnych związków, jakie nabywa się w czasie wspólnego dorastania. Zerwanie tych emocjonalnych powiązań jest bardzo trudne, wręcz niemożliwe. Dlatego tym bardziej dziwne i mało profesjonalne było zachowanie agentów, ignorujących psychologiczne aspekty stawianego przed szpiegiem zadania

Jego dobre stosunki z amerykańskimi agentami, status informatora oraz nadmierne zaufanie, jakim obdarowano al-Balawiego, pomogły mu uniknąć skrupulatnej zwykle kontroli bezpieczeństwa. Odpalenie przymocowanego na sobie ładunku w zatłoczonej siłowni było już tylko dopełnieniem chytrego planu. Incydent ten doprowadził do największych od ponad 25 lat ofiar, jakie poniosło CIA w jednym zdarzeniu.

Niezależnie od tego co się już stało, niepokojące pozostają pewne rzeczy związane z tym przykrym wydarzeniem. Wiadomości na temat tożsamości zamachowca, opublikowano w mediach prawie natychmiast po wypadku, co musi budzić poważne wątpliwości, co do bezpieczeństwa danych wywiadowczych oraz technik używanych przez zachodnie agencje wywiadowcze. By zdobyć zaufanie określonych ludzi, często informatorów, niekiedy przekazuje się im też różne informacje, nawet te, pozwalające na omijanie standardowych procedur bezpieczeństwa. Wydaje się, że tak było i w tym przypadku.

Zbyt często bierze się też pod uwagę kwestie honoru i zaufania, które to cechy mają dużą wartość w lokalnej społeczności, jednak są zupełnie bezwartościowe w profesjonalnej realizacji procedur bezpieczeństwa. By nie urazić informatora, przymyka się oczy na niektóre czynności, mogące być odczytane przez niego, jako uwłaczające godności. Rewizja jest jednym z przykładów źle widzianego braku zaufania.

Obecnie jasne jest, nawet bez wywiadowczego dossier, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy al-Balawi był podwójnym agentem przekazującym informacje siłom rebeliantów w Afganistanie i Pakistanie. Zresztą rzecznik talibów, na stronie internetowej Al-Jazeery potwierdził, że al-Balawi szpiegował na rzecz jego organizacji i to nawet dłużej niż rok.

Niestety, zamach ukazał też ponury obraz niekompetencji CIA, sięgający kilkudziesięciu lat wstecz. Incydent z Chapman Forward Operating Base jedynie wzmacnia ten wizerunek. Prężny i skuteczny wywiad z czasów II wojny światowej z biegiem lat przekształcił się zbyt zbiurokratyzowany, mało elastyczny i nieefektywny twór. Wprawdzie jego struktury miały być już wielokrotnie reformowane, ale jak widać, nic tak naprawdę się zmieniło. Ani w strukturach, ani w mentalności ludzi.

W rezultacie tego incydentu jak i niedawnej próby samobójczego zamachu bombowego w samolocie lecącym 25 grudnia do Detroit, temat terroryzmu ponownie stał się pierwszoplanowym wyzwaniem, przed którym stanął prezydent Obama.

Odpierając zarzuty Republikanów, iż lekceważy zagrożenia terrorystyczne, musi teraz pokazać własnemu narodowi jak i światu, że nie można bezkarnie igrać z Ameryką. Zadanie ma jednak coraz trudniejsze. „Rozbierające” skanery na lotniskach są tylko kolejnymi syndromami oblężonej twierdzy. Inne pomysły zapewne pojawią się niebawem.