Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Paweł Michał Bartolik: Strajkowa burza piaskowa

Paweł Michał Bartolik: Strajkowa burza piaskowa


09 marzec 2009
A A A

Trudno śledzić informacje na temat Egiptu, i nie dowiadywać się co rusz o kolejnych strajkach i innych protestach. Wiele z ostatnich wieści z najludniejszego, liczącego 78 milionów mieszkańców, kraju arabskiego, napawa optymizmem...

Od kilku lat w Egipcie trwa wielka fala protestów, której dynamika przywołuje na myśl tę opisaną przez Różę Luksemburg w jej arcydziele „Strajk masowy”. Pismo to traktowało o fali strajkowej w Rosji, za sprawą której skrystalizował się masowy ruch protestu – kulminacją owego złożonego procesu okazała się rewolucja 1905–1907. Refleksje Luksemburg o przerastaniu postulatów ekonomicznych w postulaty polityczne i odwrotnie, o ich nierozerwalności i nieodłączności od siebie, okazują się tu niezwykle aktualne. Oto bowiem mamy do czynienia z krajem, w którym ludzie zabijają się nawzajem w kolejkach po chleb – w swoim czasie policja egipska zarekwirowała arsenał broni i materiałów wybuchowych, które właściciel traktował jako... środki gwarantujące zdobycie żywności (myślano, że rozbito komórkę Al-Kaidy!) – i gdzie rządzi ohydna klika, posłusznie stosująca się do dyrektyw, płynących z Waszyngtonu i Tel Awiwu.

Nic dziwnego, że w ostatnich dniach informacja o pikiecie w egipskiej części Rafah przeciwko współudziałowi reżimu prezydenta Hosniego Mubaraka w blokadzie Strefy Gazy (gdzie znajduje się druga część tego miasta), splotła się z informacjami o wezwaniach do protestów studenckich w całym Egipcie, demonstracji egipskich rolników, jak też wreszcie serii strajków kolejarzy oraz ogólnokrajowych strajków farmaceutów i transportowców. Dają one nadzieję nie tylko na dalszą intensyfikację walki klasowej w Egipcie, lecz w ostatecznym rozrachunku krystalizację jednolitego kierownictwa, służącego nadaniu właściwego kierunku wzbierającemu gniewowi społecznemu.

Tym bardziej, że praktycznie w tym samym czasie odezwali się, będący już prawdziwą legendą arabskiego ruchu robotniczego, tkacze z półmilionowego miasta Mahalla El-Kobra w Delcie Nilu, organizując potężny wiec i wysuwając ogólnokrajowe postulaty. Reżim ciągle posiada swą morderczą pięść – 21 lutego egipskie siły bezpieczeństwa zabiły pięciu Palestyńczyków w jednym z tuneli, służących przerzutowi dóbr pierwszej potrzeby, jak też środków walki dla ruchu oporu w oblężonej Strefie Gazy – jednak zaczyna się wyłaniać obraz Egiptu, który nie jest już Egiptem sprzed chociażby kilku miesięcy.

Farmaceuci

W strajkach farmaceutów i transportowców wzięło udział łącznie 200 tysięcy osób. Pierwszy z nich, rozpoczęty 16 lutego i pokierowany przez kojarzony z Bractwem Muzułmańskim Syndykat Farmaceutów, oznaczał zamknięcie od 80 do 95 proc. prywatnych aptek w Egipcie. Ze względu na charakter dotkniętych strajkiem obiektów, w wielu miejscach zrezygnowano ze strajku całodobowego. Sekretarz generalny Syndykatu, Mahmud Abdel Maksud, stwierdził: – Nie jest naszym celem torturowanie chorych. Mamy do czynienia z newralgicznym dobrem, więc będziemy działać z dużą rozwagą.

Egipski minister zdrowia zmuszony był nazwać strajk „cywilizowanym” – co pozostaje zjawiskiem niezwykłym w kraju, w którym zdarzały się krwawe rozprawy ze strajkującymi. W środę 18 lutego farmaceuci powrócili do pracy: rząd obiecał wycofanie się z planowanych zmian, zaprowadzenie których oznaczałoby poważny cios dla tej grupy zawodowej. Miano bowiem pozbawić apteki statusu drobnych biznesów oraz wyegzekwować dodatkowe podatki za okres od 2005 r. Miały też nastąpić uciążliwe dla farmaceutów reformy księgowości.

Wielokrotnie pojawia się opinia, że w ten sposób klika Mubaraka zamierzała ich upokorzyć za znaczące materialne wsparcie, jakiego podczas ostatniej ofensywy izraelskiej armii kolonialnej udzielili mieszkańcom Strefy Gazy. To zresztą nie pierwszy przypadek, gdy w Egipcie „ekonomiczne” i „polityczne” idzie w parze za sprawą Palestyny – 10 lutego w zatrudniającej 800 robotników fabryce nawozów w Suezie doszło do strajku w proteście przeciw zaopatrywaniu przez nią odbiorców izraelskich. Z kolei przywódcy udaremnionego strajku w gigantycznej fabryce tekstyliów w Mahalli w Delcie Nilu – w kwietniu ubiegłego roku przerósł on w powstanie – zorganizowali duży transport pomocy humanitarnej dla mieszkańców Gazy.

Wróćmy jednak na razie do strajku farmaceutów. Początkowo reżimowe media starały się przedstawić go jako porażkę, nie sposób było jednak konsekwentnie zaprzeczać faktom. Jak zauważa mieszkający obecnie w Kairze szwedzki dziennikarz Per Bjorklund, farmaceuci nie są w stanie zwyciężyć w walce strajkowej, zadając ekonomiczne ciosy właścicielowi – strajk bowiem oznacza bezpośrednie ekonomiczne ciosy dla nich samych; mają szanse wygrać jedynie zadając ciosy polityczne rządowi. Zatem i tu – choć nie stanowią oni segmentu proletariatu – mamy, tak jak chciała Luksemburg, z samej natury rzeczy do czynienia z dialektyką „ekonomicznego” i „politycznego”.

Bjorklund wskazuje, iż uplasowanie farmaceutów w strukturze społecznej w żadnym razie „nie oznacza, że ich żądania nie mogą być uprawnione, czy też, że nie należy postrzegać ich kampanii jako części ogólnej fali protestów politycznych i społecznych w Egipcie w ostatnich kilku latach. To kolejny dowód na to, że coraz więcej ludzi z różnych segmentów społeczeństwa gotowych jest otwarcie przeciwstawić się polityce rządu i walczyć o realizację żądań, które uznają za słuszne.”

Transportowcy i kolejarze

Nikt nie zaprzeczy natomiast, że do klasy robotniczej należą transportowcy. To, co więcej, taki jej segment, którego środki pracy zapewniają mu swoistą wartość bojową, czego wielokrotnie dowiodły ich strajki w różnych krajach.

Nie dziwi zatem dramatyzm ogólnokrajowego strajku transportowców egipskich. Kilkudziesięciu jego uczestników – w dużej części przywódców – zostało aresztowanych. Co najmniej 18 osób, w tym trzech policjantów, odniosło rany, obrzucano też kamieniami łamistrajków.

Strajk ten dosłownie sparaliżował kraj. Zablokowane zostały niektóre arterie komunikacyjne. Ustała praca w części fabryk, ciężko zakłócone zostało funkcjonowanie portów morskich. Poszybowały ceny żelaza i cementu.

Ogólnokrajowa akcja strajkowa rozpoczęła się 15 lutego. Protestowano przeciw postanowieniu ministerstwa transportu o zaprowadzeniu w ciągu najbliższych dwóch lat zakazu przemieszczania się po drogach przez ciężarówki z naczepą. Strajkujący wskazywali, że oznaczałoby to pozbawienie źródeł dochodów 120 tysięcy rodzin. Choć początkowo rząd nie chciał słyszeć o przystaniu na ich żądania, wywalczyli przedłużenie okresu przewidzianego na dostosowanie ich maszyn do nowych przepisów drogowych i zakończyli strajk tego samego dnia co farmaceuci.

W połowie lutego zastrajkowali też kolejarze – napięta sytuacja utrzymuje się na kolei od co najmniej trzech miesięcy. Zarząd kolei nie wywiązał się ze swych zobowiązań, zgodnie z którymi miał wypłacać pensje określone liczbą przejechanych kilometrów. Kolejnym powodem niezadowolenia były zaległości w wypłatach premii. Na kairskiej stacji Ramzesa grupa od 200 do 300 kolejarzy doprowadziła do czterogodzinnego wstrzymania ruchu; strajkowano też w innych częściach Egiptu. Akcje zakończyły się, gdy uzyskano obietnicę dodatkowych wypłat dla kolejarzy w lipcu 2009 i styczniu 2010 r.

Sarah Carr opisuje w egipskim The Daily News scenkę, w której pasażer, nie mogący wrócić do domu, gdyż nie stać go na inne niż kolej środki transportu, mimo to wyraża swą solidarność ze strajkującymi. Jego reakcja wpisuje się w ogólne nastroje. Nic dziwnego, to kraj, w którym czołowi działacze wzrastającej opozycji dzielą się na mówiących o interesujących ich scenariuszach przyszłości „może nie rewolucja, ale prawie”, oraz tych, których nie interesują półśrodki.

Łzy szczęścia

W szczególności strajki farmaceutów i transportowców świadczą o wznoszeniu się walki egipskich klas niższych i średnich na nowy jakościowo poziom. Dotychczas, mimo nasilenia protestów społecznych, dość niewiele było przykładów ich poprawnej koordynacji na poziomie wyższym niż lokalny. Jednakże w ostatnich miesiącach wyraźnie coś drgnęło. Niedawno poborcy podatkowi – już wcześniej wyróżniający się wśród uczestników kilkuletniej fali protestów – wywalczyli sobie prawo do zrzeszenia się w pierwszym od półwiecza niezależnym od reżimu związku zawodowym. Dali tym impuls do podobnej walki m.in. tkaczom z Mahalli.

Czas wrócić do nich oraz zorganizowanego przez tamtejszych liderów 17 lutego wiecu – zaprzyjaźniony z nimi, błyskotliwy lewicowy publicysta i bloger Hossam El-Hamalawi ocenił, że zgromadził on 20 tysięcy uczestników; z kolei AFP pisze o 10 tysiącach demonstrantów. Oddajmy głos Hamalawiemu: „Cokolwiek dzieje się w Ghazl El-Mahalla (nazwa fabryki), nadaje ton całej egipskiej klasie robotniczej, tak w sektorze tekstylnym, jak i poza nim”. Dalej wskazuje on, że owa, dziś 27-tysięczna załoga, posiadała ogólnokrajową siłę mobilizacyjną co najmniej od lat 70., zaś jej strajk w grudniu 2006 r. pociągnął za sobą efekt domina, znany jako „zima niezadowolenia pracowników”.

Choć zarówno podczas kolejnego strajku we wrześniu 2007 r., jak i w trakcie intifady robotniczej 6–7 kwietnia 2008 r., ich uczestnicy głośno wznosili hasła wymierzone w rządzący reżim oraz czołowe międzynarodowe instytucje imperialistycznego kapitalizmu, takie jak na przykład Bank Światowy, w ostatnich latach oficjalnie formułowane w imieniu załogi żądania nie wykraczały poza kwestie bezpośrednio związane z zakładem. Lecz tak jak w przypadku strajków farmaceutów i transportowców, widać tu jakościowe zmiany: najnowszy wiec odbył się pod hasłem podwyżki płacy minimalnej, która nie była waloryzowana od – uwaga! – połowy lat 80., i nie zapewnia nawet minimum egzystencji. „Po raz pierwszy od czasu chlebowej intifady w styczniu 1977 r. robotnicy Ghazl El-Mahalla wylegli na ulice z ogólnokrajowymi żądaniami, dotyczącymi całej klasy” – konkluduje Hamalawi. Z kolei socjolog z Uniwersytetu Amerykańskiego w Kairze, Sami Naguib stwierdził dla AFP: „Po raz pierwszy ma miejsce wielka robotnicza demonstracja na rzecz ogólnokrajowych postulatów. Coś takiego nie zdarzyło się od dziesięcioleci”.

Hamalawi wspomina o znajomych działaczach socjalistycznych z Mahalli i Kairu, którzy mieli w oczach dosłownie łzy szczęścia. „To kolejny punkt zwrotny w walce o obalenie sponsorowanej przez Zachód dyktatury Mubaraka” – obwieszcza z charakterystycznym dlań optymizmem Hamalawi – „i zapewniam was, drodzy czytelnicy, że to dopiero początek. Uważnie spoglądajcie na Mahallę – ciąg dalszy nastąpi...”.

Co dalej?

Wydarzenia ostatnich tygodni jasno wskazują na – dotąd zazwyczaj trudną do jasnego rozpoznania – dynamikę zmierzającą do krystalizacji prącego ku najśmielszym zmianom kierownictwa ruchu protestu. Hamalawi bez ogródek stwierdza, że „doświadcza odrodzenia lewica rewolucyjna”. Wskazuje na ostatni wiec w Mahalli jako probierz jej rosnących możliwości mobilizacyjnych – dodajmy przy tym, że wyraźnie zaadaptowała ona politykę jednolitofrontową wobec mniejszościowych, popierających protesty odłamów Bractwa Muzułmańskiego. Mubarak i jego klika siedzą na prawdziwej beczce prochu – wszystko jedno, czy lont odpalony zostanie w samym Egipcie, czy na przykład w Strefie Gazy. Pamiętajmy przy tym, że na jednym wózku z reżimem egipskim jadą jego uprzywilejowani syjonistyczni wspólnicy oraz ogół zmurszałych reżimów arabskich.

Dotąd, mimo ich dużego nasilenia rozproszone, wybuchające dość chaotycznie protesty robotników oraz ogółu klas niższych i znacznych segmentów klas średnich zaczynają nabierać nowej krzepy, zaczyna być widoczna zaawansowana świadoma organizacja i integracja poszczególnych dążeń. To tak właśnie, a nie inaczej, zgodnie ze słowami Lenina milion jednostkowych woli przerasta w jedną milionową wolę.

Co więcej, jakby na zew Luksemburg, ta, i inne, mobilizacja o „ekonomiczne” splotła się m.in. z bezprecedensową mobilizacją solidarności z Palestyńczykami po inwazji Izraela na Gazę, jak też wreszcie nie przestaje się łączyć z aktywną odmową przyzwolenia dla rządów biurokratyczno-wojskowej kliki Mubaraka. Oby tak dalej!

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.

Artykuł ukazał się pierwotnie w "Trybunie Robotniczej" Przedruk za zgodą redakcji.