Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Przemysław Michalak: Krajobraz po igrzyskach


28 sierpień 2008
A A A
Przebieg samych igrzysk nieco rozminął się z wyobrażeniami zarówno Zachodu jak i samych Chińczyków. Najważniejsze jednak ma nastąpić dopiero teraz – po igrzyskach.

 

Zachodni obserwatorzy jak i sami Chińczycy liczą, że władze w Pekinie wykorzystają niewątpliwy sukces olimpiady jako katalizator do niezwykle potrzebnych reform, a nie jako pomnik świetności partii, która powróci do retoryki ofiary amerykańskiego i europejskiego kolonializmu w XIX i XX wieku. A jak twierdzi profesor David Shambaugh z George Washington University retoryka ta jest silnie zakorzeniona w chińskiej świadomości.  

Puste miejsca na trybunach, kontrowersje wokół ceremonii otwarcia, obsesyjna kontrola, restrykcje wizowe, gorszy niż się spodziewano ruch turystyczny, słabe wyniki handlarzy – wszystko to sprawiło, że model autorytarnego zarządzania igrzyskami został skrytykowany przez Zachód. Wielu handlarzy straciło oszczędności całego swojego życia, które zainwestowali w stragany i stoiska w Pekinie. Ucierpieli także restauratorzy i hotelarze, których do inwestycji skusiła wizja ogromnej rzeszy zachodnich turystów. Zgodnie z szacunkami przed igrzyskami spodziewano się ponad pół miliona zachodnich turystów, jednak rzeczywistość okazała się niezwykle bolesna. Według wstępnych obliczeń w tegoroczne wakacje, jak dotychczas, do Pekinu przyjechało mniej turystów niż w zeszłorocznym sierpniu, kiedy  to stolicę Chin odwiedziło 420 000 turystów. Krajowy przewoźnik, Air China podał, że ruch turystyczny na liniach do Chin zmalał w porównaniu z zeszłym rokiem aż o 19 proc. Także wielu chińczyków pozostało w domach bojąc się wysokich cen za transport i hotele w Pekinie.
Chętni do wynajęcia mieszkań także przeliczyli się w swoich kalkulacjach żądając do pięciokrotności normalnej ceny za wynajem. W efekcie tylko 8 000 z 20 000 mieszkań wystawionych do krótkoterminowego wynajmu znalazło najemców.

Za przyczyny tak niskiego ruchu uważa się restrykcje wizowe oraz przepisy zaostrzające kontrole miejsc publicznych. Wszyscy właściciele hoteli musieli przekazywać policji dokładne listy swoich gości.

Hu Xingdou, profesor ekonomii na Beijing Institute of Technology twierdzi, że zaostrzone procedury kontroli zostaną zniesione po igrzyskach, gdyż znacząco utrudniały efektywne zarządzanie miastem. Profesor Xu powołuje się także na powszechne przeświadczenie wśród mieszkańców Pekinu, którzy chcieli, aby igrzyska skończyły się jak najszybciej.

W odmiennym tonie wypowiedział się Juan Antonio Samaranch określając minione już igrzyska jako najlepsze igrzyska w historii. Stwierdzenie to skutecznie odsunęło w niepamięć kłopotliwe dla Chin wydarzenia z wiosny tego roku – protesty w Tybecie, które pociągnęły za sobą międzynarodową falę krytyki, przerywany pochód ognia olimpijskiego, gaszonego przez pro-tybetańskich aktywistów czy groźby międzynarodowego bojkotu igrzysk. Obecność na trybunach największych z największych – George’a Busha, Władymira Putina i Nicolasa Sarkozy’ego wśród 80 głów państw świadczyła o tym, że świat postawił na pragmatyzm, a nie ideologiczne przepychanki, co może nieco uspokoić bardzo wyczulonych na krytykę Chińczyków.

Chiny pokazały miliardowej widowni na całym świecie swoją historię, tradycję, bogactwo i postęp w pigułce, jaką była ceremonia otwarcia i zamknięcia igrzysk. Po sprawie Tybetu trzeba było jak najszybciej podreperować tak zwany „soft power”. Nawet na arenie sportowej Chiny pokazały wszystkim swój głód, ambicje i możliwości, zdobywając aż 51 złotych medali i zostawiając daleko w tyle USA.

Wielu obserwatorów uważa jednak, że najtrudniejszy okres nastąpi dopiero teraz. Olimpiada oraz cały towarzyszący jej proces przygotowawczy odsunął na boczny tor dyskusje o reformach i zmianach, do jakich niewątpliwie musi dojść w Chinach po trzech dekadach nieprzerwanego rozwoju. Te trzy dekady rozwoju oraz jego owoce w postaci niespotykanego wcześniej w historii sukcesu gospodarczego, niespotykanej nigdzie indziej skali inwestycji oraz podnoszenia się z kolan po dekadach upokorzeń przez zewnętrzne mocarstwa dostarczają bardzo silnej legitymacji do rządzenia dla KPCh. Podziw świata wzbudziła doskonała organizacja, przygotowanie obiektów i całej infrastruktury olimpijskiej oraz przebudowa Pekinu kosztująca czterdzieści jeden miliardów dolarów. W historii Chin każda ogromna inwestycja w stolicę oznaczała początek świetności panującej dynastii oraz chęć odegrania przez nią aktywnej roli na zewnątrz. Pod wodzą KPCh, Chiny w trzydzieści lat po zapoczątkowaniu reform gospodarczych stały się światową potęgą gospodarczą i co raz śmielej pokazują światu swoje ambicje polityczne i kulturowe.

Cheng Li z Brookings Institution uważa, że w Chinach panuje powszechne przekonanie, że Olimpiada udała się tylko dzięki ustrojowi totalitarnemu, że inaczej nikt by na tym wszystkim nie zapanował. Wang Zhengdong, ogrodnik z prowincji Hebei cytowany przez Los Angeles Times powiedział, że Wielka Brytania na pewno nie zorganizuje lepszych igrzysk, ponieważ tamtejsza władza nie potrafi tak zmobilizować i zmotywować ludzi jak ta w Pekinie.

Cheng potwierdza również, że Chińczycy mają obsesję na tym, jak postrzega ich świat, więc partia za wszelką cenę stara się pilnować porządku. Zachód jednak dobrze wie, że siły, które tkwią w demokracji i otwartym społeczeństwie spokojnie poradziłyby sobie z organizacją takiej imprezy. Cheng twierdzi, że dopóki Chińczycy tego nie zrozumieją, musza nastawić się na krytykę z zewnątrz.

Igrzyska miały służyć za krok ku globalnemu uznaniu obecnej pozycji jak i przyszłej roli Chin w globalnej gospodarce i polityce. Trudno jednak o takowe, gdy zostały zawiedzone nadzieje Zachodu na polityczne otwarcie się Chin na liberalizację oraz demokratyzację. Problemy z Internetem, przesłuchiwanie, zatrzymywanie oraz utrudnianie pracy zagranicznym dziennikarzom odbiły się szerokim echem na świecie. Obiecywana swoboda zgromadzeń okazał się czystą fikcją. Co prawda stworzono kilka tzw. małych hyde-parków w Pekinie, ale odrzucono wszystkie z prawie 80 wniosków o zgodę na manifestację.

Tak zdecydowane kroki pokazują, że partii zależy dzisiaj bardziej na stabilizacji wewnętrznej, niż na pozytywnym odbiorze za granicą. Obrońcy przyznania Pekinowi prawa do zorganizowania igrzysk powoływali się na przykłady z historii, gdzie to dwie poprzednie olimpiady na kontynencie azjatyckim odegrały przełomową rolę w najnowszej historii Japonii czy Korei Południowej otwierając te państwa na świat poprzez demokratyzację. Nobutaka Machimura, rzecznik prasowy premiera Japonii stwierdził w dzień po zakończeniu igrzysk, że dzięki igrzyskom Chiny wkroczyły na drogę demokratyzacji i kierunku zmian nie da się już odwrócić.

Profesor Jean-Pierre Cabestan z Hong Kong Baptist University, twierdzi jednak, że KPCh musi przygotować się na silne napięcia społeczne, które tylko na chwilę zmieciono pod „olimpijski dywan”.

Na podstawie: economist.com, news.bbc.co.uk, Los Angeles Times