Michał Kędzierski: Niemcy żądają denazyfikacji
„Niemcy muszą się zdenazyfikować” – piszą autorzy internetowej petycji do władz federalnych i krajowych. To tylko jeden z wielu przejawów reakcji społeczeństwa na serię morderstw neonazistów popełnionych w ostatnich latach. Ostateczną denazyfikacją ma być delegalizacja Narodowodemokratycznej Partii Niemiec.
„Proszę o przebaczenie” – usłyszały z ust kanclerz Angeli Merkel rodziny zamordowanych i ci, którzy przeżyli ataki 23 lutego podczas specjalnej uroczystości upamiętniającej ofiary terroru Narodowosocjalistycznego Podziemia (Nationalsozialistische Untergrund - NSU). Działalność terrorystycznej grupy z Zwickau Merkel określiła jako atak na całe Niemcy oraz hańbę dla państwa.
Począwszy od 2000 roku Niemcami wstrząsały kolejne zamachy bombowe i morderstwa na rasistowskim tle dokonywane z zimną krwią przez Trójkę z Zwickau: Uwe Mundlos, Uwe Böhnhardt i Beate Zschäpe. Celem ataków NSU byli imigranci. W sumie z ich rąk zginęło 10 osób – osiem tureckiego pochodzenia, jedna greckiego i jedna niemiecka policjantka. Poszkodowanych są jednak dziesiątki. Mimo oczywistych, wydawałoby się, podobieństw, śledczy przez lata nie potrafili powiązać ze sobą tych zamachów. Doszło nawet do tego, że pierwszą podejrzaną o popełnienie jednego z morderstw była żona zamordowanego. W innym przypadku policja stwierdziła, że ma do czynienia z porachunkami gangów narkotykowych. Właśnie za nieudolność śledczych i policji przepraszała w swoim wystąpieniu pani kanclerz.
Dopiero 4 listopada ubiegłego roku po napadzie na bank w Eisenach policja znalazła w spalonym samochodzie zwłoki Mundlos i Böhnhardt. Ich mieszkanie w Zwickau również spłonęło (najprawdopodobniej podpalone przez Zschäpe), policja zdołała zabezpieczyć jednak broń i nagrania DVD, na których wspomniana trójka przyznaje się do morderstw i zamachów. Cztery dni później ostatnia z trio (Zschäpe) oddała się w ręce policji. Do dziś przebywa w areszcie, jednak nie przyznaje się do zarzucanych jej czynów.
Wszyscy na jednego
Seria morderstw NSU nie tylko zszokowała polityków, ale skłoniła również do niespotykanej dotąd jednomyślności. Komisja śledcza Bundestagu, której celem jest ustalenie faktycznej skali „prawicowego ekstremizmu” oraz wniosków na przyszłość, aby uniknąć podobnych tragedii, jest pierwszą inicjatywą, która tak zjednoczyła polityków wszystkich opcji. „Jeszcze nigdy przedtem CDU i Lewica nie przeprowadzili przez parlament wspólnego projektu” – komentuje tygodnik Die Zeit. Komisja chce wyjaśnić także możliwe błędy i zaniedbania władz w prowadzeniu śledztwa.
Również Rząd Federalny powołał eksperymentalną czteroosobową komisję federalno-związkową, w skład której wchodzą przedstawiciele czterech największych partii CDU, SPD, FDP i Zielonych. Ma ona na celu wyjaśnienie kulis śledztwa i błędów urzędników oraz wzięcie pod lupę współpracy między federacją a landami podczas dochodzenia. Kolejne komisje powołały władze landów Turyngii i Saksonii w celu zbadania serii morderstw NSU na swoim terenie, a także rozliczenia swoich urzędników i śledczych.
Komentatorzy w Niemczech dostrzegają jednak szereg powodów, dla których powodzenie prac licznych komisji jest wątpliwe. Chociaż prawie wszystkie landy zgłosiły gotowość do współpracy przy wyjaśnianiu zbrodni neonazistów, to jednak nie chcą one, by na końcu pełna odpowiedzialność za błędy spoczęła na ich krajowych władzach. Kooperacja jest jednak niezbędna. Wszak żeby komisja śledcza Bundestagu mogła efektywnie pracować, niezbędny będzie dostęp do ważnych akt krajowych policji i służb, a te, zdaniem przedstawicieli landów, mogą być udostępniane tylko parlamentom krajowym. „Funkcjonariusze krajowi muszą przed parlamentarną komisją śledczą stawiać się i zeznawać dokładnie tak, jak funkcjonariusze federalni” - odpierają członkowie komisji i odpowiadają, że w najgorszym wypadku sprawa trafi do sądu.
Ostatnią, nie mniej ważną okolicznością jest perspektywa wyborów do Bundestagu w 2013 roku. Wielkie partie będą chciały przede wszystkim uchronić siebie i swoich członków przed ewentualnym wzięciem odpowiedzialności za błędy i zaniedbania. Na razie jednak wszyscy zgodnie zapowiadają wyjaśnienie sprawy: „Zwalczenie prawicowego ekstremizmu w Niemczech jest najwyższym priorytetem” - stwierdził federalny minister spraw wewnętrznych Hans Peter Friedrich (CSU). „Jako demokraci musimy tutaj stanąć razem i wspólnie działać” – potwierdza były premier Nadrenii-Palatynatu Kurt Beck (SPD).
Odkąd policja zatrzymała dwóch ważnych polityków Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (Nationaldemokratische Partei Deutschlands - NPD) Ralfa Wohllebena (byłego zastępcę przewodniczącego NPD w Turyngii) i Carstena S. (byłego przewodniczącego NPD w mieście Jena), oskarżonych o wspieranie przestępczej działalności NSU, pojawiły się liczne głosy o delegalizację partii. „Dla ekstremistycznych podżegaczy nie może być więcej miejsca w parlamentach” – uważa minister spraw wewnętrznych Meklemburgii-Przedmorza Lorenz Caffier (CDU). „Faktem jest, że NPD od lat jest otwarta na neonazistowskie i prawicowo-ekstremistyczne środowiska. […] To jest jeden z powodów do delegalizacji NPD jako partii antysystemowej” – twierdzi Sebastian Edathy (SPD), przewodniczący komisji śledczej Bundestagu, mającej wyjaśnić zbrodnie NSU. Ostateczny cel wspomnianej komisji wyłuszcza Claudia Roth, przewodnicząca Partii Zielonych: „Powinno zostać udowodnione systematyczne i instytucjonalne wspieranie terrorystów przez partię. Żądamy niezwłocznego podjęcia postępowania delegalizacyjnego wobec NPD”. Hans Peter Friedrich zapowiedział już stworzenie katalogu kryteriów, na podstawie których złożony zostanie wniosek o delegalizację partii do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe.
Czym jest niemiecki nacjonalizm?
Narodowodemokratyczna Partia Niemiec powstała w 1964 roku i nigdy nie osiągnęła więcej niż kilka procent poparcia. Obecnie jej przedstawiciele zasiadają w 15 parlamentach krajowych (wszystkich oprócz Hamburga) oraz w wielu gminach. Na szczeblu federalnym nie są reprezentowani. Największe poparcie od lat notują we wschodnich Niemczech.
NPD uważa się za jedyną partię prawdziwie reprezentującą naród niemiecki i to właśnie naród niemiecki stawia w centrum swoich zainteresowań. Jak czytamy w jednym z dokumentów dostępnych na oficjalnej stronie internetowej partii, naród i jego interesy powinny zachowywać pierwszeństwo przed wszystkimi innymi interesami – „Dobro wspólne przed dobrem własnym”. Definicja narodu według niemieckich nacjonalistów opiera się na kryterium krwi – „do Narodu należy się wtedy, gdy właśni rodzice i dziadkowie także do tej wspólnoty należeli”. Nie jest to więc polityczna definicja narodu przyjęta chociażby w polskiej konstytucji, lecz definicja etniczna, uzależniająca przynależność do tej wspólnoty od więzów krwi. Udo Voigt (przewodniczący NPD w latach 1996-2011) otwarcie sprzeciwiał się członkostwu piłkarzy nieniemieckiego pochodzenia w reprezentacji narodowej w piłce nożnej. Przed mistrzostwami świata w Niemczech w 2006 roku założył białą koszulkę reprezentacji Niemiec z przypisanym czarnoskóremu piłkarzowi Patrickowi Owomoyeli (pół Nigeryjczykowi) numerem 25. Na koszulce widniał napis: „Biały – nie tylko kolor koszulki”. Voigt został skazany za to na siedem miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu i 2 tysiące euro grzywny.
Przedstawiciele NPD głośno krytykują model społeczeństwa wielokulturowego. Uważają, że multikulturalizm powoduje wzrost przestępczości i prowadzi do poważnego osłabienia bezpieczeństwa. „Jest zupełnie jasne, że obcokrajowcy, których Niemcy uważają nieuchronnie jako nie swoich, są bardziej skłonni do przestępstw wobec Niemców, a w szczególności wobec wspólnoty, która ich nie uważa jako swoich” – czytamy na stronie NPD. Na poparcie tej tezy widzimy statystykę, która pokazuje, że nieco ponad 27% przestępstw w 2001 roku popełnili imigranci, którzy stanowią przecież tylko niecałe 9% społeczeństwa. Stąd jasny wniosek, że są oni o wiele częściej sprawcami przestępstw niż Niemcy i należy się ich pozbyć – imigranci, którzy popadną w konflikt z niemieckim prawem powinni być deportowani. Jednak nie tylko przyjezdni, którzy łamią prawo, wzbudzają niepokój nacjonalistów – „Można czuć się nieswojo, kiedy we własnym kraju na autostradzie wyprzedza się amerykański konwój wojskowy lub kiedy w śródmieściu czeka się na czerwonym świetle, a z samochodu obok przez otwarte okno huczy turecka muzyka. W gruncie rzeczy nie trzeba czytać żadnych książek, żeby być nacjonalistą. Wystarczy instynkt, tak jak u zwierząt”.
NPD duży nacisk kładzie na kwestię wychowywania młodzieży. Rozkład systemu wartości wśród młodych jest, według członków partii, przyczyną rozpadu wspólnoty, niszczenia narodu i rodziny. Jako winni takiego stanu rzeczy wskazywane są niemieckie media i demoralizujący wpływ Hollywood. W celu poprawy tej sytuacji NPD proponuje pakiet środków wzmacniających naród, rodzinę i kulturę oraz lepsze kształcenie i wychowywanie młodzieży. Za kluczowe uznaje zwalczenie biedy, bezrobocia i przestępczości oraz zakończenie „multikulturowego szaleństwa”.
Wśród postulatów NPD znajdują się również: kara śmierci w wyjątkowo ciężkich przypadkach, np. masowych morderstw, czy zbrodni wobec najsłabszych, a szczególnie wobec dzieci; zaostrzenie prawa tak, by zbrodnie nie popłacały, przy czym „państwo powinno chronić ofiary, a nie przestępców”; zaprzestanie inwigilowania społeczeństwa przez służby państwowe, ponieważ „policja powinna służyć narodowi, a nie rządzącym”; oraz lepsze zabezpieczenie granic tak, by ukrócić niekontrolowany przepływ ludzi, towarów i pieniędzy.
„Niemcy nie są narodem zbrodniarzy”
Istotne miejsce w światopoglądzie niemieckich nacjonalistów zajmuje historia Niemiec w XX wieku, a w szczególności lata trzydzieste i II wojna światowa. Ocena działalności Adolfa Hitlera oraz przyczyn i skutków samego konfliktu skrajnie różni się jednak od tej powszechnie przyjętej. Politycy NPD określali Führera jako „militarny, socjalny i ekonomiczny fenomen” (obecny wiceprzewodniczący partii Udo Pastörs) oraz jako „bez wątpliwości wielkiego niemieckiego męża stanu” (były przewodniczący Udo Voigt). Sama zaś II wojna światowa, zdaniem nacjonalistów, nie wybuchła bynajmniej z inicjatywy III Rzeszy. To polska mobilizacja generalna zarządzona przez marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego oraz zapowiedź marszu na Berlin w warszawskim radiu, jako polskie prowokacje, są powodem rozkazu Führera do zajęcia zachodniej Polski przez Wehrmacht.
NPD, jak czytamy w jej programie, sprzeciwia się „moralnemu samozniszczeniu” narodu niemieckiego przez jednoznaczne przypisanie winy za wojnę III Rzeszy. „8 maja 1945 roku nie był dniem wyzwolenia, lecz dniem klęski i początkiem okupacji naszego narodu i z tego powodu nie jest okazją do świętowania”. Za prawdziwą zbrodnię uważa się alianckie bombardowania ludności cywilnej, morderstwa i przesiedlenia oraz egzekucję niemieckich jeńców wojennych. W związku z tym NPD domaga się np. uchylenia dekretów przesiedleńczych i odszkodowań. Na tym jednak nie kończą się żądania nacjonalistów. W 2008 roku w wywiadzie dla telewizji TVN ówczesny przewodniczący NPD, Udo Voigt, mówił: „Pomorze, Prusy Zachodnie, Prusy Wschodnie, Śląsk. Czy mówimy o Kaliningradzie, Gdańsku, czy Wrocławiu, to wszystko są dla nas niemieckie miasta, miasta, które po II wojnie światowej zostały nam wbrew prawu międzynarodowemu odebrane, a co do których mamy uzasadnione roszczenia. […] Chcemy odzyskać, co nam przysługuje, a co nam odebrano wbrew prawu”. Z lektury programu i wypowiedzi nacjonalistów wynika zatem, że nie tylko „Niemcy nie są narodem zbrodniarzy”, lecz wręcz są narodem ofiar II wojny światowej.
„Tak jest, jesteśmy antysystemowi”
Co ważne, ostatnie wydarzenia spowodowały silną reakcję społeczeństwa. Poza wspomnianą wcześniej petycją o denazyfikację, odbyło się wiele innych wydarzeń, które miały na celu pokazanie wyraźnego sprzeciwu wobec nacjonalistycznego ekstremizmu. W Kilonii na początku marca odbyła się manifestacja pod hasłem „brak miejsca dla neonazizmu” przy szerokim wsparciu Kościoła oraz wspólnot żydowskich, tureckich, arabskich, imigranckich i studenckich. Natomiast 13 lutego w Dreźnie, w rocznicę alianckiego bombardowania z 1945 roku, w dniu, w którym rokrocznie odbywa się tam wielka demonstracja NPD, zebrało się tym razem 13 tysięcy mieszkańców, którzy trzymając się za ręce zamanifestowali swój opór wobec neonazizmu. Obecni również byli politycy wszystkich opcji, ludzie o różnych poglądach, których połączyła chęć pokazania sprzeciwu wobec przemocy, rasizmu i ksenofobii. „Od Drezna można się uczyć” – zgodnie podkreślali niemieccy komentatorzy.
Wszyscy czekają teraz na wynik prac powołanych komisji, które mają przynieść odpowiedź na pytanie, czy możliwe będzie postawienie skutecznego wniosku o delegalizację Narodowodemokratycznej Partii Niemiec do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego. Sprawa nie jest bowiem wcale przesądzona, ponieważ już w 2001 roku identyczny wniosek złożyli wspólnie rząd Gerharda Schrödera, Bundestag i Bundesrat, a jednak Trybunał w głosowaniu odrzucił go z powodów formalnych. Artykuł 21 Ustawy Zasadniczej RFN mówi: „Partie, które stosownie do swoich celów lub poprzez zachowanie się swoich zwolenników zmierzają do naruszenia albo obalenia wolnościowego demokratycznego porządku ustrojowego, bądź do zagrożenia istnienia Republiki Federalnej Niemiec, są sprzeczne z konstytucją”. Tym razem być może decyzję Trybunałowi pomoże podjąć sam nowy przewodniczący NPD, Holger Apfel, który wyznał kiedyś: „My w NPD jesteśmy dumni z tego, że od lat w sprawozdaniach niemieckich służb określani jesteśmy jako antysystemowi. Tak jest, jesteśmy antysystemowi, ponieważ chcemy zwalczyć ten system”. Pierwsze rozstrzygnięcia mają zapaść pod koniec marca.
Tekst ukazał się pierwotnie na stronie Przeglądu Spraw Międzynarodowych Notabene.


Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy