Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Michał Kędzierski: Ordnung muss sein?

Michał Kędzierski: Ordnung muss sein?


27 kwiecień 2014
A A A
Opóźnienia, rosnące koszty, brak odpowiedzialnych, niemożliwy do ustalenia termin realizacji – skąd my to znamy? Wbrew pozorom nie chodzi jednak o nasze autostrady, czy setki innych przykładów niekompetencji na polskich budowach, ale o znanych (stereotypowo) z punktualności, dokładności i ładu Niemców. Czy w Niemczech „porządek musi być” zawsze? Historia pewnej niemieckiej kompromitacji.

Lotnisko Berlin-Brandenburg im. Willy’ego Brandta (BER) jest z pewnością jedną z najbardziej wyczekiwanych inwestycji w Niemczech. Zgodnie z planem nowy port lotniczy miał zastąpić zasłużone berlińskie lotniska Tegel i Schönefeld, które obecnie pękają w szwach. Tylko w 2013 roku skorzystało z nich 26 mln pasażerów. Lotnisko im. Willy’ego Brandta ma mieć znacznie większą przepustowość – docelowo 45 mln podróżujących rocznie, dzięki czemu stanie się jednocześnie drugim pod względem wielkości lotniskiem w Niemczech.

Lotniskowa telenowela rozpoczęła się w 2006 roku. Pierwotnie budowa miała pochłonąć około 2 mld euro i zakończyć się w 2011 roku, ale oba założenia okazały się być wyciągnięte z kapelusza. Pierwszego terminu nie udało się dotrzymać ze względu na odkrycie błędów w instalacjach oddymiających i przeciwpożarowych. Finalizację inwestycji przełożono więc początkowo na czerwiec 2012, później na jesień 2012, a następnie na marzec 2013. Wraz z upływającymi miesiącami na jaw wychodziły kolejne usterki. Na początku ubiegłego roku doliczono się ich 20 tysięcy! Konieczne było dofinansowanie inwestycji i więcej czasu. Niemiecki rząd wspomógł wówczas budowę kwotą 1,2 mld euro na dokończenie lotniska do końca 2013 roku, ale i tego terminu nie udało się dotrzymać, a media donosiły o kolejnych problemach, bez wiary podając 2014 jako datę zakończenia inwestycji.

Ostatnio do dotychczasowych problemów doszły kolejne. Okazało się bowiem, że domy okolicznych mieszkańców nie są dostatecznie chronione przed hałasem, który będzie im towarzyszył po otwarciu lotniska. Konieczne jest więc zamontowanie nie tylko ekranów dźwiękochłonnych wokół portu, ale również specjalnych okien z izolacją dźwiękową w pobliskich domach, a to w sumie koszt w wysokości 730 mln euro. Nic więc dziwnego, że dyrektor lotniska Hartmut Mehdorn wyciągnął ręce po więcej pieniędzy. Podczas rozmowy z członkami komisji budżetowej Bundestagu na początku kwietnia poprosił o dodatkowe 1,1 mld euro, ponieważ dotychczasowe fundusze skończą się z upływem 2014 roku.

Jakby tego było mało Brandenburgia jako współinwestor (wraz z Berlinem ma po 37 proc. udziałów, pozostałe 25 proc. posiada rząd federalny) wystąpiła o zwiększenie czasu trwania ciszy nocnej na lotnisku. Premier landu Dietmar Woidke, wbrew władzom z Berlina, zarówno miejskim, jak i federalnym, zabiega o zamknięcie lotniska w godzinach 23.00-6.00. I chociaż chodzi mu prawdopodobnie tylko o kampanię wyborczą przed wrześniowymi wyborami w Brandenburgii, to wywołał tym duże zamieszanie. „Stołeczny port lotniczy musi być bez żadnych ograniczeń czynny 24 godziny na dobę. Tak jest na całym świecie” – odpowiada mu Hartmut Mehdorn, wskazując, że bez tego lotnisko na siebie nie zapracuje. „Żyjemy w społeczeństwie dobrobytu i oczekujemy punktualnego startu samolotu na Majorkę, ale hałas ma zakłócać spokój tylko innym. Tego nie da się pogodzić” – krytykował roszczenia okolicznych mieszkańców Mehdorn.

Pracującemu na stanowisku dyrektora lotniska od marca ubiegłego roku Mehdornowi ostatnio często puszczają nerwy. Nie dość, że próbuje ratować inwestycję, która była już katastrofą, kiedy ją obejmował, to dziś media zaczynają pytać o jego kompetencje, a kierowaną przez niego inwestycję już od dawna ochrzciły mianem „kompromitacji”, „blamażu”, czy „wstydu dla Niemiec”. Niedawno w wywiadzie zabłysnął uwagą na temat różnic w realizacji wielkich inwestycji w Niemczech i w Chinach: „W dyktaturze takiej jak w Chinach wszystko idzie błyskawicznie, nikt w sposób demokratyczny nie kontroluje budżetów. Za to w Niemczech jest jedna wielka ściana z mgły: zasady gry w ogóle nie są jasne, bo wszyscy stracili orientację w przepisach prawa”. Jego zdaniem Niemcy są „przeregulowanym państwem”, a prawo budowlane „pożera czas i pieniądze”. Na dziś ten licznik wynosi: 8 lat i 5 mld. A jak będzie wyglądał na koniec tej historii? Media spekulują o otwarciu lotniska na przełomie 2017/2018 roku i łącznych kosztach rzędu 8 mld euro.

Tekst ukazał się pierwotnie na stronie Przeglądu Spraw Międzynarodowych NOTABENE.