Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Trudne początki AFRICOMu


05 październik 2008
A A A
W środę 1 października swoją działalność oficjalnie ropoczęło amerykańskie regionalne dowództwo w Afryce (U.S. Africa Command- AFRICOM)

Amerykańskie dowództwo regionalne w Afryce zostało powołane przez prezydenta George’a W. Busha w lutym 2007 r., aby scalić w jeden organizm trzy dotychczasowe struktury odpowiedzialne za koordynowanie działań armii amerykańskiej na kontynencie afrykańskim. Zgodnie z pierwotnymi zamierzeniami prezydenckiej administracji AFRICOM miał obejmować również bazę wojskową zlokalizowaną w Afryce.

Jednakże ze względu na protesty i wrogość ze strony zdecydowanej większości afrykańskich państw, w tym regionalnych liderów jak Nigeria i RPA, ambitne plany musiały zostać w znaczny sposób zredukowane, a siedzibą AFRICOMu stała się baza w Stuttgarcie. Obecnie Waszyngton stara się przekonać afrykańskich przywódców, że za powołaniem AFRICOMu nie kryje się żadna sekretna strategia ani hegemonistyczne zamiary. Głównym zadaniem nowej struktury ma być wspieranie Unii Afrykańskiej, afrykańskich organizacji regionalnych, jak i poszczególnych państw w zapobieganiu konfliktów i zapewnianiu stabilności na kontynencie (np. poprzez wspieranie regionalnych misji pokojowych i humanitarnych). Z tego powodu AFRICOM ma być nie tylko strukturą czysto wojskową ale w jego skład ma wejść tez personel departamentu stanu USA, agencji na rzecz międzynarodowego rozwoju (USAID) oraz innych amerykańskich agencji zaangażowanych w Afryce. Personel AFRICOMu ma liczyć 1 300 osób na koniec roku 2009.

Jednak na kontynencie powszechne jest przekonanie, że celem pezydenckiej administracji jest próba zrównoważenia rosnących wpływów i znaczenia Chin oraz przejęcie kontroli nad zasobami ropy naftowej w Zatoce Gwinejskiej, które do 2015 r. mają zaspokajać blisko 25 proc. amerykańskich potrzeb. Dlatego też jedynym państwem, które wyraziło wstepne zainteresowanie przyjęciem na swoim terytorium amerykańskiej bazy wojskowej była Liberia, którą łączą z USA silne więzy. 

Do negatywnego przyjęcia idei regionalnego dowództwa przyczynili się sami Amerykanie, upolityczniając początkową dyskusję na temat jej misji i włączając w ramy szerokiej strategii walki z terroryzmem. Cieniem na amerykańskiej obecności w Afryce kładą się działania USA w Somalii, a w szczegolności wsparcie dla słabego i skompromitowanego rządu tymczasowego, który utrzymuje się u władzy głównie dzięki pomocy etiopskich oddziałów wojskowych.  Wraz z co raz silniejszą krytyką Waszyngotn starał się uwypuklić inne aspekty działań AFRICOMu jak misje stabilizacyjne, a także ułatwienia w dostarczaniu pomocy humanitarnej. Jednakże do tej pory nie udało się przełamać oporu nawet tradycyjnych sojuszników USA.

Na podstawie: mg.co.za, news.bbc.co.uk