Strefa Gazy: Izraelska operacja pochłania coraz więcej ofiar
Izraelska operacja wojskowa w północnej części Strefy Gazy ma coraz bardziej krwawy przebieg. Od wtorkowego rozpoczęcia działań zginęło już ponad 60 osób, a ponad 250 odniosło rany. Premier Szaron zapowiada jednak, że izraelska armia nie opuści Gazy dopóki nie zabezpieczy terytorium Izraela przed atakami rakietowymi islamistów z Hamasu.
Zdecydowana większość ofiar toczonych od tygodnia walk to Palestyńczycy, główne bojownicy paramilitarnych organizacji. Jest to największa, a zarazem najbardziej obfitująca w ofiary izraelska operacja od momentu rozpoczęcia drugiej Intifady - bierze w niej udział ok. 2000 żołnierzy i 200 pojazdów opancerzonych wspieranych z powietrza. W wyniku dotychczasowych działań oddziały izraelskie obsadziły północną część Strefy Gazy na głębokość ok. 10 km. Rozpoczęto je we wtorek, po tym jak palestyńskie rakiety spadły na izraelskie miasto Sderot zabijając dwoje żydowskich dzieci.
Palestyńczycy oskarżyli rząd Szarona o dążenie do zniszczenia Autonomii Palestyńskiej i OWP. Oskarżyli również międzynarodową opinię publiczną, że jej milczenie "ośmiela" Szarona do coraz bardziej brutalnych działań. Izraelczycy twierdzą jednak, że operacja jest konieczna aby zabezpieczyć terytorium Izraela i jego mieszkańców przed ostrzałem rakietowym, jaki od pewnego czasu dokonują z obszaru Gazy terroryści Hamasu i innych palestyńskich organizacji. Nie przewidują też by w najbliższym czasie została ona przerwana.
Bliskowschodni "Kwartet" (USA, UE, ONZ, Rosja) nie zajął dotychczas żadnego stanowiska na temat izraelskich działań. Rząd USA ograniczył się jedynie do stwierdzenia, że izraelskie stosowanie przemocy powinno być "adekwatne" i skierowane na uniknięcie ofiar wśród ludności cywilnej
za "Mail&Guardian"